
Od redakcji! Autorem tekstu jest komentator „wma” – zob. https://gorliceiokolice.eu/tag/wma/.
xxx
9 listopada 2025 roku w sieci ukazało się coś takiego:
Justyna Śmiertka zaczyna tak:
„W Bobowej rusza kluczowa inwestycja, która ma uratować miejskie centrum Kultury przed dalszymi zniszczeniami spowodowanymi zalegającą wodą. (…) Umowa z wykonawcą została już podpisana, a plac budowy przekazany. Firma Kipiel, która złożyła najniższą ofertę ma nieco ponad miesiąc, by zrealizować zadanie. W tym szaleństwie jest metoda?”
– dalej mamy dłuższe opowiadanie, nagranie i zdjęcia.
Napiszę po dwa/trzy słowa o kilku rzeczach, zacznę może od „szaleństwa”. Nie jest całkiem jasne, które szaleństwo Justyna Śmiertka ma na myśli (szaleństwo w znaczeniu pierwszym? drugim? trzecim? czwartym?):
https://sjp.pwn.pl/doroszewski/szale%C5%84stwo;5503187
– i komu je przypisuje. Czyżby tym trzem panom z nagrania, tj. panu burmistrzowi, zastępcy pana burmistrza i panu przewodniczącemu? Jeśli tak – i jeśli autorce chodziło o znaczenie trzecie, tj. „postępowanie zupełnie nie miarkowane rozsądkiem” – to wypada się z nią zgodzić. Autorka pisze (pogrubienie moje):
„Aby jednak skorzystać z takiej pomocy finansowej [chodzi o dotację celową od wojewody, w ramach rządowego programu OLiOC na lata 2025-2026 – wma] prace budowlane muszą zakończyć się do 18 grudnia 2025 roku”.
Termin 18 grudnia 2025 roku jest też terminem zgłoszenia gotowości do odbioru przedmiotu umowy, ustalonym w umowie o roboty budowlane, zawartej między gminą B. a wykonawcą.
Od razu sobie napiszmy: termin 18 grudnia 2025 roku był od samego początku terminem nierealnym i z oczywistych względów nie będzie dotrzymany. Na 8 dni roboczych przed 18 grudnia (sam 18 grudnia to już nie jest dzień na prowadzenie jakichś robót, to jest dzień gotowości do odbioru) przedmiot umowy jest w proszku – i to zarówno na zewnątrz budy, jak i w środku.
Jak to wygląda na zewnątrz to każdy może sobie zobaczyć (w szczególności sąsiedzi). W SWZ, dostępnej tutaj
https://platformazakupowa.pl/transakcja/1193521
mamy wykaz robót do wykonania, na samym końcu wykazu mamy takie coś:
„Odtworzenie infrastruktury i otoczenia w obrębie prowadzenia robót i wykorzystania do celów organizacji budowy, tj. zieleni, parkingów, dróg, chodników w stanie nie gorszym aniżeli w dniu przekazania placu budowy. Przedmiotowe zobowiązanie dotyczy terenu działki nr 875/1 jak również działek sąsiednich”.
Jeśli ktoś się łudzi, że powyższe „odtworzenie” uda się wykonać w warunkach zimowych (i to do 18 grudnia) to oznacza, że popadł w (przykry) stan odklejenia od rzeczywistości. Do tego „odtworzenia” i tak na razie nie można przystąpić – tak długo, jak na zewnątrz nie zostaną ukończone roboty podstawowe, ujęte w tabeli przedmiaru.
A w środku budy?
W środku budy jest jeszcze ciekawiej. Niektóre roboty/czynności są rozpoczęte (ale żadna czynność nie jest zakończona), są też roboty/czynności, których z oczywistych względów nawet nie rozpoczęto (instalacje, montaż stolarki, wszystkie roboty wykończeniowe). Najważniejsze roboty (niby konstrukcyjne), tj. „pogrubianie stropu” i jego podpieranie (dokładnie: podpieranie podciągów) – wszystko in statu nascendi. To „pogrubianie” to jest całe przedstawienie, podpieranie – nie lepiej. Podciągi miały być podparte siedemnastoma słupami (tak w projekcie dostarczonym przez pana profesora dwojga imion), na razie stoi czternaście. To, że słupy stoją nie oznacza, że są zamontowane, niektóre są już przykręcone u góry i u dołu, niektóre tylko u góry (jeden u dołu luźno lata na boki, co oznacza, że nie stoi, tylko na podciągu wisi – a ma go podpierać). Jeden słup był „sztukowany” (dospawano kawałek, bo był za krótki) – a inny na razie sobie obok podciągu grawitacyjnie stoi, bo jest o kilka centymetrów za długi. To zjawisko oznacza, że wykonawca nie ogarnia tematu. Na rysunku w projekcie (projekt dostarczył pan profesor dwojga imion) podano długość przykładowego słupa (4,09 metra) ale wyraźnie napisano:
„Uwaga: Długość ostateczną słupów potwierdzić bezpośrednio na budowie przed ich wykonaniem”
– „przed ich wykonaniem” oznacza przed ich wykonaniem w warunkach warsztatowych. Nawet jeśli wykonawca do projektu nie zajrzał, to sam powinien wiedzieć, że długość słupów należy ustalić przez pomiar z natury. Kolejność czynności jest taka: na miejscu oznaczamy na płycie osie słupów (dwóch ogarniętych gości plus rysunek w projekcie plus stalowa taśma miernicza), dla każdego słupa namierzamy światło między górną krawędzią płyty a dolną krawędzią podciągu (dwóch ogarniętych gości plus optyczny niwelator plus rozsuwana aluminiowa łata geodezyjna, nie „wyrobiona” na zatrzaskach) – otrzymujemy 17 różnych wyników, każdy wyznaczony z dokładnością do niecałego milimetra (taka dokładność jest możliwa – i konieczna, jeśli nie chcemy mieć problemów przy montażu).
Jedna ważna rzecz. Justyna Śmiertka zaczyna swój tekst takim zdaniem:
„W Bobowej rusza kluczowa inwestycja, która ma uratować Miejskie Centrum Kultury przed dalszymi zniszczeniami spowodowanymi zalegającą wodą”.
Do tej budy (konkretnie: do tej części piwnic, w której powstaje „miejsce doraźnego schronienia”) nadal napływa woda gruntowa, ta woda napływa z części wykończonej, użytkowanej, spod ściany w osi G i osi 4, sekcje od 1 do 18 na rysunku pod tą służbową notatką:
https://gorliceiokolice.eu/wp-content/uploads/2025/03/notatka-z-dnia-21.02.2025r.pdf
W trzech odkrywkach wykonanych jakiś czas temu na zewnątrz budy też nadal stoi woda.
Nie wiem, co ze sławnym „drenażem”, czy już jest czynny, czy jest podłączony do gminnej kanalizacji burzowej. Jeśli nie, to niedobrze (bo termin 18 grudnia się nieubłaganie zbliża), jeśli tak, to jeszcze gorzej – bo to by oznaczało, że jest nieskuteczny, że „ma uratować Miejskie Centrum Kultury przed dalszymi zniszczeniami spowodowanymi zalegającą wodą” (cytat z Justyny Śmiertki) – a jakoś nie ratuje.
A co z terminem określonym w umowie o roboty budowlane? Przedmiot umowy do 18 grudnia na pewno nie będzie wykonany, nie będzie wykonany nawet do sylwestra, w miarę realny termin dla robót/czynności w środku budy to koniec stycznia przyszłego roku, dla robót/czynności na zewnątrz – wiosna przyszłego roku (i to raczej nie wczesna). Skąd ten koniec stycznia przyszłego roku? A stąd, że w kalkulacji należy uwzględnić przerwy technologiczne, jak na ściany nałożymy cementowo-wapienny tynk, to na drugi dzień go nie pomalujemy, jak ułożymy cementową warstwę wyrównawczą pod posadzkę, to z układaniem posadzki też będziemy musieli trochę poczekać.
Może na koniec jeszcze coś (to jest rzecz poboczna). Na nagraniu mamy trzech panów (rozmawia z nimi jakiś przejęty chłopiec, na nagraniu tego chłopca nie widać), panowie mają na głowach białe, sztywne czapki. Pewnie myślą, że te czapki przydają im powagi, że wyglądają w nich jak jakiś fachman. Jeśli ktoś trudził się na prawdziwej budowie – w upalne lato, w pełnym słońcu, w zimnym, jesiennym deszczu, w zimie, gdy mroźny wiatr tnie jak nóż, przewiewa człowieka już nie do szpiku kości, ale na wylot – to wie, że sztywna czapka to tylko dodatkowa udręka, zbędny rekwizyt. Na palące słońce lepsza jest lekka czapka z bawełny (uchroni przed udarem), na jesienny deszcz kaptur (woda nie leje się za kołnierz), w zimie konkretna, ciepła czapa, najlepiej uszanka – chyba, że jakiś odważny nie szanuje zdrowia. Ja na budowie nigdy nikogo nie zmuszałem, żeby paradował w sztywnej czapce (i sam jej nie nosiłem – chyba, że akurat przyplątał się jakiś „behapowiec” i marudził, że „behape”). Oficjalne uzasadnienie dla sztywnej czapki jest takie: a jak ci coś spadnie na głowę? Okoliczność jest taka: prawdopodobieństwo, że coś komuś na budowie spadnie na głowę jest mniejsze od prawdopodobieństwa, że komuś tam na ulicy gołąb nas.. – to jest chciałem powiedzieć – narobi na głowę – a nikt z powodu gołębia nie chodzi po ulicy z parasolem.
wma


Czytając ten szczegółowy opis wnętrza zamkniętej budowy, można odnieść wrażenie, że emerytowany kierownik robót wciąż ma w sobie więcej terenowego wigoru niż niejeden czynny inspektor. Tak plastyczna relacja sugeruje wyjątkową bliskość z obiektem, choć każdy fachowiec wie, że plac budowy to nie miejsce na spontaniczne wizyty, nawet jeśli zapał do komentowania inwestycji bierze górę nad zdrowym rozsądkiem. Krytyka władz to jedno, ale odwaga, z jaką autor wciela się w rolę samozwańczego inspektora nadzoru zza kulis, robi naprawdę imponujące wrażenie. Można by wręcz pomyśleć, że przepisy BHP zostały potraktowane jak zbędny rekwizyt, wszystko w imię „rzetelnego dziennikarstwa”. Tylko tak się zastanawiam: jak taką twórczą interpretację dostępu do budowy odbierze sam inwestor? Czy uzna ją za odwagę cywilną… czy może jednak za naruszenie prawa ?
Ten „plac budowy” nie jest ogrodzony (jest do niego pełen dostęp, ze wszystkich stron), nie jest w żaden sposób oznakowany, nie ma też tablicy informacyjnej – i na tym polega naruszenie prawa (w szczególności ustawy prawo budowlane).
Zdrowy rozsądek każdemu się przyda, „obiektywnemu obserwatorowi” też.
Jeśli „obserwator” (oczywiście „obiektywny”, nie inaczej!) przypadkiem jest uczestnikiem procesu budowlanego (art. 17 ustawy prawo budowlane), to proponowałbym „obserwatorowi” (oczywiście „obiektywnemu”, a jakże!), żeby się bardziej przyłożył do swoich obowiązków (odpowiednio art. 18, albo art. 22, albo art. 25 ustawy prawo budowlane), żeby okazał więcej „terenowego wigoru”.
No cóż, jakby powiedzieli starzy górale, z ciebie komentatorze taki „obiektywny obserwator” jak z koziej (ocenzurowano – M.R.) trąba!
Komentatorze Obiektywny. Masz typową przypadłość wykształconego człowieka. Czytasz bez zrozumienia zastępując treść tekstu własnymi wyobrażeniami. Autor WMA pisze na podstawie dostępnych publicznie dokumentów, nagrań i zdjęć. Z jakich przesłanek wywnioskowałeś, że WMA wszedł w rolę szpiega z Krainy Deszczowców? Tylko filmik propagandowy i zdjęcia są na Bobowej24. Przecież w tekście jest link.
W całej sprawie MCK wszelkie możliwe przepisy są „zbędnym rekwizytem”, a tylko przepisy o BHP owszem są zachowane, tylko że w sposób karykaturalny (te kaski i kamizelki z herbem miasta, jeszcze skarpetki wełniane z herbem miasta zamówcie, onuc nie zamówią, gdzie tam, przecież wszyscy są „prozachodni”).
WMA mógłby się bardziej poznęcać nad tymi aktorami z filmiku (machanie łyżką koparki przy wodociągu, gdzie prace powinny być ręczne). Widocznie Was pożałował.