
W nocy z 20 na 21 sierpnia 1968 r. tzw. Ludowe Wojsko Polskie wkroczyło do Czechosłowacji, żeby przy boku innych wojsk Układu Warszawskiego stłumić rewoltę Praskiej Wiosny. W operacji wzięła udział 2. Armia LWP pod dowództwem gen. Floriana Siwickiego. Ministrem Obrony Narodowej był wówczas gen. Wojciech Jaruzelski, który osobiście nadzorował udział jednostek Ludowego Wojska Polskiego w operacji „Dunaj”, bo taki kryptonim nadano agresji na Czechosłowację. W tej operacji wzięło udział około 25 tysięcy polskich żołnierzy. W wyniku inwazji wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację w 1968 roku śmierć poniosło 137 obywateli Czechosłowacji. Dzisiaj po upadku Związku Socjalistycznych Republik Sowieckich o udziale LWP w agresji na Czechosłowację wszyscy wokół mówią, że położyła się haniebnym cieniem na historii, bądź co bądź, oręża polskiego, choć podporządkowanego rozkazom Kremla (przypomnijmy w tym miejscu, że Rumunia i Albania nie wysłały swoich wojsk do CSRS – Československá Socialistická Republika).
Minęły lata, nastały nowe układy geopolityczne i już nie Ludowe, ale po prostu Wojsko Polskie nadal wykorzystywane jest do wojen napastniczych. W wojnie na Bałkanach w latach 1991-2001 walczyło prawie 4 tys. polskich żołnierzy (śmierć poniosło 7 z nich). Wojska NATO (w tym polski kontyngent), podobno występujące jako militarne siły rozjemcze, mają tam na sumieniu liczne zbrodnie, tj. ataki na obiekty cywilne, w których zginęło 500 osób. Może warto także przypomnieć, że w tej wojnie Polak stawał także przeciwko Polakowi, bo ochotników z Polski walczących w szeregach serbskich albo chorwackich nie brakowało.
III RP nie ustawała w zbrodniczych wysiłkach. I już niedługo potem polskie kontyngenty wojskowe zostały wysłane w teren wojny w Zatoce Perskiej [tzw. II wojna w Zatoce Perskiej (lata 2003-2011)]. Skala zbrodni, której dopuścił się główny agresor, tj. armia Stanów Zjednoczonych, wspierana niestety także przez Wojsko Polskie, przyćmiła wojnę na Bałkanach. II wojna w Zatoce Perskiej pochłonęła, według różnych szacunków, od kilkuset tysięcy do ponad miliona ofiar śmiertelnych; większość stanowili cywile. Przez Polski Kontyngent Wojskowy w Iraku przewinęło się wówczas łącznie około 15 000 żołnierzy (zginęło 23).
Wojen napastniczych III RP ciągle było jednak za mało. Przez cały okres trwania wojennej misji Stanów Zjednoczonych w Afganistanie (2002–2021) w ramach Polskiego Kontyngentu Wojskowego służyło ponad 33 tysiące polskich żołnierzy. W wojnie w Afganistanie zginęło łącznie ponad 237 tys. osób, w tym ok. 47 tys. cywilów, 66–69 tys. afgańskich żołnierzy i policjantów, ponad 2,4 tys. żołnierzy USA i ponad 1,1 tys. żołnierzy koalicji (w tym 43 Polaków).
And last but not least; 24 lutego 2022 r. III RP poparła wszystkimi swoimi zasobami wojnę Moskali z banderowską Ukrainą, którą Stany Zjednoczone sprowokowały na Dzikich Polach, obalając w 2014 roku prezydenta Janukowycza. Amerykanie, w osobie Victorii Nuland (asystentka sekretarza stanu USA ds. Europy i Eurazji w administracji prezydenta Baracka Obamy) osobiście nadzorowała rewoltę na Majdanie. Zainstalowane przez gabinet Baracka Obamy nowe władze Ukrainy ubrdały sobie, za namową zachodnich „sojuszników”, że wstąpią do NATO i krok po kroku kolektywny Zachód z Wujem Samem na czele łamali wszelkie ustalenia – w tym porozumienia mińskie – zawierane z Federacją Rosyjską. Nie ma w tym oświadczeniu nawet krztyny fałszu, bo sam Marco Rubio, amerykański sekretarz stanu nazwał konflikt na Dzikich Polach „wojną zastępczą” (proxy war) między Stanami Zjednoczonymi a Rosjanami.
Wróćmy do udziału III RP w tej wojnie. Do dzisiaj, według oficjalnych danych, które należy uznać za zaniżone, wojna Moskali z kolektywnym Zachodem do ostatniego Ukraińca kosztowała polskiego podatnika ok. 500 mld zł. W ten sposób nasz „nieszczęśliwy kraj” po raz kolejny nie skorzystał z prawa do milczenia – czytaj: do niemieszania się w obce konflikty i wojny. Wojna na Ukrainie pochłonęła miliony ofiar, dokładne szacunki nie są znane. I końca nie widać, zwłaszcza, że III RP reprezentowana przez obóz zdrady narodowej (Jarosław Kaczyński i Donald Tusk plus przystawki Kosiniaka z Kamyszem) nie tylko drenuje budżet państwa na rzecz obcych interesów, zmierzając wprost do bankructwa, ale dokłada wszelkich starań, żeby rozsierdzić kremlowskiego niedźwiedzia. Ostatnio dochodzą wprost z Litwy słuchy, że III RP wzięła bezpośredni udział, w nocy z 17 na 18 października 2026 r., w ukraińskim ataku na Petersburg i obwód leningradzki. Czy kremlowski reżim odczyta to wydarzenie jako casus belli?
Z opisanych powyżej wydarzeń wyłania się ponury obraz państwa, które wysyła „swoich synów” w charakterze psów wojny do pilnowania obcych interesów. Rzeczpospolita stawała w historii do wojen raczej obronnych a nie zaborczych. Od II wojny światowej pełnimy już tylko rolę pomocnika zbrodniarzy albo ubranych, jak „samogony Mefisto w leninowską kurtkę” – licentia poetica Zbigniew Herbert, albo w szaty „demokracji zachodniej” – cudzysłów uzasadniony, bo eurokołchoz od zarania przechadza się w „leninowskiej kurtce” – nierzadko z naszywkami NSDAP!
Od redakcji! Zdjęcie tytułowe zostało zacytowane ze strony – zob. https://www.fakt.pl/wydarzenia/swiat/polscy-zolnierze-ranni-w-afganistanie/gl1671b.




Larry Johnson, analityk CIA, zasugerował, że niektóre z ukraińskich dronów, które zaatakowały Petersburg i okręg leningradzki mogły wystartować z terytorium Polski, co zdaniem Johnsona czyni Polskę uczestnikiem wojny Moskali z banderowską Ukrainą. Johnson twierdzi także, że ukraińskie drony, które uderzyły w cele w Sankt Petersburgu, wykorzystały przestrzeń powietrzną Polski i krajów bałtyckich, aby ominąć rosyjską obronę przeciwlotniczą (tzw. „szlak bałtycki”) – zob. https://www.facebook.com/reel/2358864964927055.
Casus belli?