Rzeź Wołynia. Pamiętamy!

Rok 1943, a dokładniej 11 lipca; tego dnia nacjonalizm ukraiński przestał się liczyć z ogólnoludzkimi ideami, jak solidarność, miłosierdzie czy humanizm.

 

Przechwytywanie WOŁYŃTego dnia również nie zawahał się spełnić największego okrucieństwa zbrodni. Ponad 4 tysiące polskich wsi i miasteczek zostało zmasakrowanych i spalonych przez Ukraińską Powstańczą Armię. Armia ta wykrzykiwała pod banderowskimi hasłami: „Albo będzie Ukraina, albo Polska krew po kolana”, „Śmierć jednego Polaka, to metr wolnej Ukrainy”. W mordzie tym wyprawiła na tamten świat pół miliona Polaków.

Nie da się i nie można tych okrutnych zbrodni wykreślić z pamięci. Nie da się wymazać z historii, nie pozostawiając żadnej przestrogi dla potomnych. Nie wolno Polakom tego zapomnieć. Niepamięć zbezcześciłaby tę straszną ofiarę, która padła wobec katów na kolana. Musimy zawsze głosić całą prawdę wolną od przemilczeń, przeinaczeń i manipulacji. Prawdę odważną, sięgającą do korzeni zła.

Dzień przed rozpoczęciem Rzezi Wołyńskiej przybyli do obozu UPA w Koniuchach dwaj polscy wojskowi Krzysztof Markiewicz i Zygmunt Rumel na rozmowy ostatniej szansy. Szansa ta miała powstrzymać ataki ukraińskich nacjonalistów na Polaków mieszkających na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Pomimo wcześniejszych zapewnień i deklaracji ze strony Ukraińców oraz listu żelaznego, dającego gwarancję nietykalności polskim parlamentariuszom, zostali oni natychmiast pojmani i rozerwani końmi. Następnego dnia pierwszy komandyr Hołowny UPA Dmytro Kłaczkiwśkyj pseudonim Kłym Sawur, realizując dyrektywę Mykoły Łebedia, pseudonim Ruban, prowydnyka OUN w zastępstwie Bandery – (który rozkazał zlikwidować Polaków od niemowlęcia w kołysce do starca nad grobem) –  rozpoczął rzeź Wołynia. Wykonano to zgodnie z przekonaniem Łebedia, który stwierdził, że nie może być mowy o wypędzeniu, chodzi o fizyczną likwidację Polaków na miejscu.

W rozkazie do podległych sobie atamanów Sawur pisał: ,,powinniście przeprowadzić wielką akcjęCAM00147 likwidacji polskiego elementu. Przy wycofywaniu niemieckich wojsk należy wykorzystać ten dogodny moment dla zlikwidowania całej ludności polskiej… bitwy tej nie możemy przegrać i za każdą cenę trzeba osłabić polskie siły. Wsie i wioski powinny zniknąć z powierzchni ziemi’’.
Apogeum tej zbrodni, wraz z wypędzeniem rdzennej ludności polskiej, rozpoczęło się na skalę masową w dniach 11-12 lipca 1943 roku. W tych dwóch tylko dniach kurenie i sotnie OUN-UPA dokonały jednoczesnego napadu na ponad 160 wsi i osiedli polskich. Mordowano w sposób wręcz niespotykany w dziejach ludzkości ponad 20 tysięcy ludzi. W lipcu zmasowany atak band OUN-UPA objął łącznie ponad 530 miejscowości na samym tylko Wołyniu.
Jeden z bandytów, kirynnyj ,,Łysyj’’ meldował: ,,29 sierpnia, przeprowadziłem akcję we wsiach Wola Ostrowiecka i Ostrówki. Zlikwidowałem wszystkich Polaków od małego do starego (967 osób, w tym 466 dzieci do lat 14). Wszystkie budynki spaliłem, mienie i chudobę zabrałem dla potrzeb kurenia’’. Tego okropnego mordu dokonano pod hasłami: ,,Śmierć jednego Lacha to metr wolnej Ukrainy’’, ,,Ukraina będzie i ma być czysta jak szklanka źródlanej wody’’.
Widoczne były chyba jakieś wahania nawet wśród samych rezunów skoro Sawur ponownie nakazywał:
,,Trzymać się instrukcji: niszczyć Polaków i ich miejsca zamieszkania wszelkimi sposobami; uśmiercać także uciekających. W propagandzie głosić, że z polską ludnością UPA obchodzi się humanitarnie”.
W sierpniu 1943 roku Kłaczkiwśkiego na stanowisku komandyra hołownego UPA zastąpił Roman Szuchewycz – Taras Czuprynka, Tur.
,,Czuprynka’’ ze swej strony także wydał na wiosnę 1944 roku ludobójczy rozkaz: ,,W związku z sukcesami bolszewików należy przyspieszyć likwidację Polaków, w pień wycinać, czysto polskie wsie palić, wsie mieszane-tylko ludność polską niszczyć. Za zamordowanie jednego Ukraińca czy przez Polaka, czy przez Niemców – rozstrzelać 100 Polaków.’’ W ulotce natomiast głosił: ,,Walkę prowadzimy bez pardonu, kto nie jest Ukraińcem temu śmierć. Historycznym naszym wrogom Polakom i Żydom – im wszystkim śmierć. Sława Ukrainie”.
CAM00152Banderowcy nie poprzestali w swoim ludobójczym szale tylko na samym Wołyniu, ich nawała po kilku dniach ruszyła również na trzy województwa wschodniomałopolskie: Tarnopolskie, Stanisławowskie i Lwowskie. Polacy wschodniomałopolscy swoją apokalipsę z rąk UPA mieli jednak dopiero przeżyć w drugiej dobie okupacji sowieckiej. Wyrżnięto ich tu wtedy cztery razy więcej niż na Wołyniu.
Rzezie ludności i akcje antypolskie przebiegały według trzech głównych scenariuszy, były to napady na miejscowości zamieszkane głównie przez Polaków, akcje przeciwko Polakom mieszkającym we wsiach ukraińskich lub mieszanych oraz ataki na kilkuosobowe grupki Polaków lub pojedyncze osoby.

W przypadku napadów na większe kolonie polskie UPA często wykorzystywała element zaskoczenia. Ataktakowano w nocy i o świcie lub podczas prac gospodarskich czy niedzielnej mszy św., kiedy mieszkańcy byli skoncentrowani w jednym miejscu. Miejscowość była otaczana kordonem uzbrojonych w broń palną członków UPA, których zadaniem było strzelanie do uciekających. Napastnicy, członkowie oddziałów samoobrony ukraińskiej współpracujących z UPA, uzbrojeni w siekiery, noże, widły, kosy ustawione na sztorc i inne narzędzia gospodarskie. Rozchodząc się po osadzie mordowali mieszkańców, często torturując. Ofiarami padali Polacy różnej płci i wieku. Ukraińcy, którzy pomagali Polakom bądź przeszli z prawosławia na katolicyzm również byli mordowani. Teren wsi był starannie przeszukiwany, a na uciekinierów urządzano obławy w okolicznych lasach i na polach.
W drugim typie napadów, przeciwko polskim mieszkańcom osad ukraińskich lub mieszanych, brały udział mniejsze grupy napastników, oni również działali z zaskoczenia. Mordy dokonywane na pojedynczych Polakach dotyczyły często uciekinierów z osad lub podróżnych.
Wspólną cechą akcji przeciw Polakom było ogromne okrucieństwo, połączone z rabunkiem mienia i paleniem gospodarstw. Niszczono materialne ślady polskiej obecności na Wołyniu, dwory, kościoły i kaplice, a nawet ogrody czy parki.
Niestety, próby rozmów czy negocjacji ze stroną ukraińską kończyły się niepowodzeniem.

Zarówno Ukraińska Powstańcza Armia (UPA), jak i tamtejsze, rdzenne chłopstwo przeszło samo siebie w wymyślaniu sposobów zadawania niewinnym ludziom śmierci. Mordowano wszystkich bez wyjątku. Nie oszczędzili nawet dzieci, kobiet i starców,wypruwano płody z łon ciężarnych matek, obcinano piersi, wydłubywano oczy, rozrywano końmi.

Mordy dokonane zostały z wielkim okrucieństwem. Bardzo często poprzedzano je wymyślnymi torturami, następnie wsie i osady grabiono i palono. Po dokonanych masakrach do wsi na furmankach wjeżdżali chłopi z sąsiednich wsi ukraińskich i zabierali mienie pozostałe po zamordowanych Polakach.
Rzeź Polaków w Kołodnie (w powiecie krzemienieckim) była jedną z najbardziej krwawych zbrodni w tym czasie.
14 lipca do wsi wjechało 300 upowców, dzieląc się na małe grupy rozchodzili się po zagrodach. Domostwa zamieszkiwane przez Polaków wskazywali im miejscowi Ukraińcy. Po wejściu do domów bandyci mordowali ich używając przy tym siekier lub broni palnej. Według niektórych źródeł zamordowano nawet do 500 osób, w tym wiele dzieci a rzeź trwała około 3 godzin,

Tak wyglądał “krajobraz po bitwie”, którego sprawczynią była “heroiczna UPA” widziany oczami słynnego partyzanta Józefa Sobiesiaka – “Maksa”: “W ciągu pierwszego dnia marszu, na całej trasie, wynoszącej około trzydziestu pięciu kilometrów, nie spotkaliśmy ani jednej wsi zamieszkałej przez ludzi. Chaty były w większości spalone i zrównane z ziemią, a po ruinach błąkały się zdziczałe psy i koty. Tu i ówdzie spod przysypanej śniegiem ziemi sterczały ludzkie kości. Zdawać by się mogło, że jakiś straszliwy demon zniszczenia nawiedził tę nieszczęsną ziemię, pochłaniając człowieka wraz z tym wszystkim, co jego rozum i ręce stworzyły przez wieki. Z przerażeniem patrzyliśmy na tę pustynię, wsłuchując się w poświście wiatru płaczu dzieci i jęku mordowanych kobiet”.

Prawdziwe oblicze OUN–UPA dostrzegł Wołyński Okręgowy Delegat RP Juliusz Kozłowski – “Cichy”, który w swoim liście do kierownictwa politycznego UPA, 25 listopada 1943 roku, pisał:

“Wychowankowie niemieccy narodowości ukraińskiej, a nie Polacy rozpoczęli masowe i barbarzyńskie rzezie bezbronnej ludności polskiej.
Pamiętajcie, że to co obecnie dzieje się na Wołyniu, obarcza cały naród ukraiński, że to Wy i Wasze przyszłe pokolenia płacić będziecie rachunek. Nie wolno Wam protestować po cichu, ulegać zbrodniczemu terrorowi i dalej pozwalać, by wróg Waszymi rękami niszczył Waszą przyszłość. Czyż nie widzicie, że chodzi mu o to, żeby na zakończenie wojny słowo Ukrainiec równoznaczne było ze słowem morderca? Czyn odważny, odpowiedzialny jest z Waszej strony koniecznością.
Rzeź i mord nie budują nigdy bytu niepodległościowego, a wyłączają ze społeczności cywilizacyjnej i są jaskrawym dowodem niedojrzałości państwowej. Broń do tego dzieła w dużej mierze pochodziła z rąk niemieckich, stamtąd przyszło wyszkolenie wojskowe i to właśnie tragicznie związało w opinii świata Wasze imię z Niemcami.
Gdy przyznacie otwarcie, że Niemcy wykorzystali Waszą nienawiść do nas dla szerzenia w Polsce rozszalałego terroru – docenimy Wasze stanowisko. Tylko bowiem uświadomienie obustronnych błędów prowadzić może do zmniejszenia dzielącej nas przepaści”.
Władze obecnej Ukrainy muszą mieć świadomość prawdy, że UPA nie była żadną “armią powstańczą”, tylko “kureniami rizunów”, zbrodniczą antypartyzantką powołaną do życia dla dokonania rzezi ludności polskiej na obszarze suwerennego, okupowanego państwa polskiego.
Wymyśla się nawet działania UPA przeciw nazistowskim najeźdźcom. Robiono tak, aby tylko dla zbrodniarzy uzyskać prawa kombatanckie. Należy tu dodać, że na terenie Ukrainy nie było ani jednego oddziału UPA. Jedynym działaniem UPA było mordowanie Polaków na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej z wyłączeniem Lwowa. W samym Lwowie Ukraińcy dokonali kilku zabójstw i przekonali się, że w tym ciągle polskim mieście pod okupacją niemiecką, mimo istnienia ukraińskiej policji nie mogli tego robić bezkarnie.

Początek 1944 roku, Polacy znajdowali się już jedynie w miastach, wokół ośrodków samoobrony (różnych grup, oddziałów, placówek, ośrodków i baz samoobrony). Ośrodki te wytrzymały ukraiński napór oraz w oddziałach partyzanckich, które we współpracy z oddziałami Armii Krajowej, m.in. 27. Wołyńską Dywizją AK, próbowały organizować akcje obronne i odwetowe przeciw UPA.

Zbrodnie były dziełem Ukraińskiej Powstańczej Armii, wzmocnionej w marcu i kwietniu 1943 przez dezerterów z Ukraińskiej Policji Pomocniczej, wspomaganej przez ukraińskie chłopstwo zwane czernią, Samoobronni Kuszczowi Widdiły i Służbę Bezpeky OUN-B.
Według różnych danych, szacuje się, że zbrodniarze z OUN/UPA wymordowali w bestialskim ludobójstwie, nigdy wcześniej nie znanym na skalę światową, od 11 lipca do końca września 1943 roku na Wołyniu od 100 do 140 tysięcy Polaków.

Bibliografia

Prof.dr.hab. Edward Prus – Banderowcy – Defekt historii

Prof.dr.hab. Edward Prus – Ukraino pokochaj prawdę str.11 -31

K. Bulzacki, Polacy i Ukraińcy. Trudny rozwód. Wyd. “Na Rubieży” 1997

http://www.sadistic.pl/69-rocznica-rzezi-wolynskiej-vt125910.htm

Dorota J
Napisane przez: Kontakt: dorota.jankowska@3obieg.plDziennkarz w 3obieg.pl/ , Interia360
(Odwiedzono 408 razy, 20 wizyt dzisiaj)

3 thoughts on “Rzeź Wołynia. Pamiętamy!

  1. 18 maja 1943 roku na Perczyn i okoliczne miejscowości napadli Ukraińcy z UPA mordując w okrutny sposób bezbronną ludność i paląc ich zabudowania.
    Aniela Jagoda Bondalska mająca wówczas 14 lat była świadkiem brutalnych wydarzeń. Wspomina:
    „Kolonia liczyła 21 domów – 20 polskich i 1 rodziny czeskiej. Od marca mieszkańcy nie nocowali w domach obawiając się napadu. Podczas napadu większość Polaków uciekła do lasu. Spalili żywcem ojca z 4-letnim synem wrzucając słomę do kryjówki i podpalając ją. Staruszkę przybili do śliwki i wyciągnęli z niej wnętrzności każąc przyglądać się Ukraince, żonie jej syna. Ofiary miały wykłute oczy, wycięte języki, kobiety obcięte piersi”.
    Inni świadkowie relacjonują:
    „Pierwszy napad bandy UPA na kolonię Perczyn nastąpił 20 marca 1943 r. około godz.18.00. Podczas tego napadu została postrzelona Maria Pazio, 3 dni później zmarła w szpitalu w Dubnie. /…/ Ponowny napad i ostateczne spalenie Perczyna przez bandę UPA nastąpiło 18 maja 1943 r. po godz. 20.00. Zamordowani zostali: Bożena (Bona) Jasińska, lat 70 (przybili ją do śliwki i wyciągnęli wnętrzności na zewnątrz), Józef Jasiński z 4-letnim synem Krzysztofem (spaleni żywcem w piwnicy, do której upowcy nawrzucali słomy i podpalili), Józefa Mrówczyńska, lat 17 (spalona żywcem) i jej ciotka (przyjechała z Równego z wizytą), Karolina Buchar (wdowa, zamordowana w sposób okrutny) oraz Antonina Tupalska. Józef Tupalski (mąż Antoniny) skontaktował się z mieszkającym niedaleko sąsiadem narodowości czeskiej, który widział z ukrycia, jak z domu wyszła śp. Antonina, trzymała się za zakrwawione piersi i wczołgała się pod maszynę rolniczą, która stała na podwórzu i tam w potwornych mękach skonała (wyżłobiła z bólu dół pod maszyną). Sąsiad ten późnym wieczorem, po spaleniu i splądrowaniu przez bandytów gospodarstwa Tupalskich, pochował na terenie ich posesji (w ziemiance na warzywa i jabłka) ciało śp. Antoniny Tupalskiej. Wśród ofiar znajdowała się również rodzina żydowska (starsza kobieta z córką i jej 10-letnim synem), ukrywająca się u któregoś z gospodarzy z Perczyna. Podczas pożaru wybiegli z kryjówki i starali się uciec do lasu. Dogonił ich i zastrzelił jeden z Ukraińców. W 1943 roku (przed napadem) banderowcy zabrali z domu braci Antoniego Buchara, lat 27 oraz Mariana Buchara, lat 25 i słuch o nich zaginął. Według Ukrainki ze wsi Buderaż zostali oni rozstrzelani przez banderowców”.
    ✔️Opis wnuka z relacji syna Wiktora, świadka śmierci matki, śp. Antoniny Tupalskiej:
    „Dnia 18 maja 1943 roku przebrani za żołnierzy polskich, Ukraińcy weszli do domu Antoniny Tupalskiej ze słowami Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i zapytali, gdzie jest gospodarz. Babcia odpowiedziała, że pojechał do starszej córki i go nie ma. Babcia zaczęła ich częstować mlekiem. Całość słyszał Wiktor Tupalski, który był w komórce (komórkę od izby dzielił wąski korytarz) i karmił gęsi. Gęsi spłoszyły się i jeden z Ukraińców wskoczył do komórki, zaczął krzyczeć po ukraińsku. Wtedy Wiktor wyskoczył przez okno i zaczął uciekać. Dom był już otoczony przez Ukraińców. Zaczęli za nim strzelać z kilku stron, przestrzelili mu ucho, ale cudem ocalał.
    Dotarł do rodziny w strasznym szoku, cały czas płakał. Józef Tupalski (mąż Antoniny) skontaktował się z mieszkającym niedaleko sąsiadem narodowości czeskiej, który widział z ukrycia, jak z domu wyszła śp. Antonina i trzymała się za zakrwawione piersi i wczołgała się pod maszynę rolniczą, która stała na podwórzu i tam w potwornych mękach skonała (wyżłobiła z bólu dół pod maszyną). Sąsiad ten późnym wieczorem, po napadzie, spaleniu i splądrowaniu przez bandytów gospodarstwa Tupalskich, pochował na terenie ich posesji (w ziemiance na warzywa i jabłka) ciało śp. Antoniny Tupalskiej.
    Mirosław Kowzan:
    „Z przykrością informuję, że w Milczy na obecnej Ukrainie zmarła Genowefa, córka Marii i Józefa Jasińskich. Podczas napadu przez bandy UPA na Perczyn w dniu 18 maja 1943 r. Maria, która była z pochodzenia Ukrainką prosiła na kolanach banderowca o darowanie im życia. Ukrainiec odepchnął kopniakiem Marynię, a ta czołgając się i całując jego oficerki dalej błagała o litość mówiąc, że jest Ukrainką. Banderowiec kazał jej modlić się po ukraińsku, co niezwłocznie uczyniła. Po namyśle Ukrainiec daruje Maryni i jej trzyletniej córeczce życie, ale musiały oglądać śmierć męża Józefa i syna Krzysztofa, którzy zostali żywcem spaleni w ich domu. Maria była w tym czasie w ciąży. W ogromnej traumie udało im się zbiec do Buderaża, gdzie się schroniły u brata Marii. Dokładnie w sześć miesięcy od tego zdarzenia Maria powiła swoją drugą córeczkę Genowefę. Przez długi okres cała trójka ukrywała się przed ludźmi. Maria nauczyła swoje córki Bronisławę i Genowefę doskonale mówić po Polsku. Nikt z naszej rodziny nic nie wiedział o losach Marii i jej córki Bronisławy. Wszyscy uważali ich za zamordowanych. Dopiero po wielu latach, gdy w 2012 roku postawiłem w miejscu złożonych szczątek pomordowanych przez banderowców ludzi z Perczyna krzyż i 18 maja 2013 r. pod tym krzyżem odbywała się wspólna polsko-ukraińska modlitwa za pomordowanych, podeszły do nas dwie starsze kobiety przedstawiając się, że to Bronia i Eugenia córki Józefa Jasińskiego brata mojego dziadka. O losach całej mojej rodziny można przeczytać w książce „Krzyż na Perczynie”, którą napisałem przy wydatnej pomocy Ewy Siemaszko”.

    Żródło – https://www.facebook.com/HistoriaLudzieWydarzenia.

  2. Historia mordów ukraińskich na ludności polskiej na Kresach, to nie tylko Rzeź Wołyńska z lat 1943-1947.

    W latach 1918-1919 Ukraińcy władający fragmentem Małopolski Wschodniej nazwanej Zachodnioukraińską Republiką Ludową dokonali masowych zbrodni na Polakach. Po wyzwoleniu tych terenów przez Wojsko Polskie, powstała „Komisja Śledcza do Zbadania Okrucieństw Ukraińskich w Małopolsce Wschodniej”. Jej przewodniczącym został poseł Narodowej Demokracji Jan Zamorski – zob. https://pl.wikipedia.org/wiki/Jan_Zamorski. Ustalenia komisji poseł Jan Zamorski przedstawił na posiedzeniu Sejmu w dniu 9 lutego 1919 r. oraz w lipcu 1919 r.

    Oto fragment jego sejmowego przemówienia, w którym podsumował ustalenia komisji:

    „Wysoki Sejmie! Komisja wydelegowana przez Sejm do Galicji Wschodniej dla zbadania okrucieństw popełnionych na ludności polskiej przez Ukraińców zebrała się we Lwowie… i odbyła kilka posiedzeń celem oznaczenie zakresu i sposobu przeprowadzenia swych prac. Zgadzano się na to, że okrucieństw takich, które wołają o pomstę do nieba jest bardzo wielka liczba, że poza tymi okrucieństwami jest nieskończona liczba rabunków, podpaleń, morderstw wynikających niby to z działań wojennych, których zapomnieć nie można… Tragedia ludu polskiego zaczęła się z chwilą upadku państwa austriackiego tzn. dn. 1 listopada 1918 r. Wiadomo, że rząd austriacki zostawił w Galicji Wschodniej wiele pułków czysto ruskich, ale wzmocnionych również żołnierzami z pułków niemieckich i węgierskich, którzy w tej chwili oddali się pod władzę tzw. Narodowej Rady Ukraińskiej i którzy w tej chwili byli tą siłą zbrojną przy pomocy której Rada Ukraińska obejmowała rządy w całej Galicji Wschodniej. Co prawda Rusini przy obejmowaniu rządów ogłosili dla wszystkich równouprawnienie, a więc i dla Polaków, ale natychmiast po miastach kazano zdejmować napisy polskie i zastępować je ruskimi, zamykać szkoły polskie i w niedługim czasie wystąpiono do urzędników polskich z żądaniem, aby dokonali przysięgi na wierność Rzeczypospolitej Zachodnio-Ukraińskiej, w przeciwnym razie zostaną pozbawieni urzędów. W ten sposób we wszystkich prawie miastach Galicji Wschodniej urzędnicy polscy zostali pozbawieni swoich urzędów, swoich dochodów. Miasta oddano pod zarząd komisarzom ukraińskim, powiaty również komisarzom ukraińskim. Ludności polskiej odmawiano prawa do korzystania z aprowizacji miejskiej. Wskutek tego ta aprowizacja Polaków spadła całą siłą ciężaru na samą ludność. (…) Gdy Ukraińcy zaczęli się cofać spod Lwowa, wówczas przyszła ostatnia godzina na polską ludność wiejską. Przede wszystkim podpalano wieś. Tak zrobiono w Sokolnikach, w Biłce Szlacheckiej w Dawidowie, tak zrobiono zawsze w każdej wsi, która miała opinię wsi polskiej. Podpalano zazwyczaj zachaty i strzelano do ludzi. W ten sposób spalono ponad 500 gospodarstw, czyli około 2000 budynków: w Sokolnikach 96 gospodarstw, w Biłce, cośmy naocznie stwierdzili. Ktokolwiek wyszedł z chaty, padał zabity albo ranny. W ten sposób zginęło w Sokolnikach ponad 50 osób i 28 w Biłce. Palono żywcem w domach i stodołach. Wiele jest takich wypadków. W ten sposób obchodzono się z polskimi wsiami. Przy pędzeniu do robót zwracano szczególną uwagę na dziewczęta, które po robotach oddawano żołnierzom do użytku. Klee ataman ukraiński – Niemiec, założył w Żółkwi dom publiczny dla żołnierzy z dziewcząt polskich. Podobnie postępowano z zakonnicami w trzech klasztorach polskich. Zazwyczaj nasyciwszy swoje chuci żołnierze przeważnie mordowali swoje ofiary. We wsi Chodaczkowie Wielkim k/Tarnopola np. cztery dziewczęta zostały zamordowane w ogrodzie, lecz przedtem oderżnięto im piersi a żołnierze ukraińscy podrzucali nimi jak piłką. Znęcanie się nad ludnością w ogóle odbywało się w wielu miejscowościach. Wiadomo, że niewiastom obrzynano piersi, zapuszczano im papryki, stawiano granat we wstydliwe miejsce i rozrywano. Takie wypadki powtarzają się dość często. Najokrutniej postępowali żołnierze półinteligenci, oficerowie, synowie popów. (…)”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *