
Od redakcji! Autorem tekstu jest Waclaw Domanus – zob. https://www.facebook.com/waclawdomanus. Na zdjęciu tytułowym złodziejka z KO/PO Anna Konieczyńska w towarzystwie agenta Donalda „Oscara” Tuska (więcej na temat „Oscara” – zob. https://gorliceiokolice.eu/2021/07/donald-tusk-w-szponach-stasi-bnd-i-gru/.
xxx
Oto bezkompromisowe, brutalne i oparte wyłącznie na faktach podsumowanie „afery karkonoskiej” – bez politycznej poprawności, bez medialnego pudrowania rzeczywistości i bez ukrywania nazwisk. Obnaża mechanizm patologii, profil psychologiczny sprawców oraz bezgraniczną pogardę elit wobec zwykłych ludzi.
To nie jest zwykła afera korupcyjna. To podręcznikowy, najbardziej jaskrawy w historii III RP pokaz absolutnego cynizmu, znieczulenia moralnego i totalnej pogardy lokalnego układu partyjnego Koalicji Obywatelskiej wobec ludzi, którzy w powodzi z września 2024 roku stracili dorobek całego życia.
Gdy tysiące rodzin z Kotliny Kłodzkiej tonęło w biurokracji, żebrało o zapomogi na osuszenie ścian i spało w zagrzybionych ruinach, prominentni działacze rządzącej partii bez mrugnięcia okiem traktowali fundusze kryzysowe państwa jak prywatny, bezdenny bankomat.
Krok po kroku: Na czym polegał ten obrzydliwy mechanizm?
Furtka w systemie: Po przejściu katastrofalnej fali rząd uruchamia gigantyczne pieniądze na ratowanie zalanych firm. Aby pomoc szła szybko, procedury zostają uproszczone do maksimum. Zamiast rygorystycznych kontroli i wizji lokalnych rzeczoznawców, dystrybucję milionów powierza się regionalnym agencjom, a wnioski opiera się na uproszczonych oświadczeniach własnych oraz „zaświadczeniach na gębę” z urzędów gmin.
Obsadzenie stanowiska: W lutym 2025 roku fotel wiceprezeski Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego (KARR) obejmuje Anna Konieczyńska (na zdjęciu poniżej) – wieloletnia radna, była starosta i wpływowa działaczka Platformy Obywatelskiej / Koalicji Obywatelskiej. To ona staje na straży worka z powodziowymi pieniędzmi.
Bezczelność geograficzna i hurtowe wyłudzenia: Rodzina i najbliżsi sąsiedzi urzędniczki natychmiast ruszają po publiczną kasę. Zgłaszają „szkody powodziowe” w miejscowości Dziwiszów. Problem w tym, że Dziwiszów to podgórska wieś leżąca na bezpiecznym wzniesieniu w Górach Kaczawskich. Z punktu widzenia fizyki, hydrologii i logiki, zalanie tych obiektów było absolutnie niemożliwe. Dane satelitarne unijnego programu Copernicus EMS, radary ICEYE oraz rejestry Straży Pożarnej kategorycznie potwierdziły: woda powodziowa nigdy tam nie dotarła.
Prywatyzacja publicznych milionów: Zaprzyjaźniony wójt gminy Jeżów Sudecki hurtowo podpisuje fałszywe zaświadczenia o stratach bez patrzenia na mapy i bez jakichkolwiek oględzin terenu. Dokumenty trafiają do KARR, gdzie prezes Hubert Papaj (kolega z lokalnego układu samorządowego) ekspresowo zatwierdza przelewy:
- Piotr Konieczyński (mąż wiceprezeski, na zdjęciu poniżej): Wyciąga maksymalną możliwą zapomogę – 200 000 zł – za „pęknięte kafelki na tarasie, wymyte fugi i rysy na balkonie”. Co więcej, agencja przed wejściem jakiejkolwiek zewnętrznej kontroli błyskawicznie umarza mu 75% tej kwoty (150 tys. zł) jako bezzwrotną pomoc.

- Spółka „Kadalore” (najbliżsi sąsiedzi zza płotu): Inkasuje gigantyczne 3 200 000 zł na rzekome zniszczenia w sali zabaw dla dzieci, która w rzeczywistości nigdy nie funkcjonowała komercyjnie i stała pusta.
- Lokalna telewizja DAMI: Otrzymuje 1 120 000 zł z rażącym naruszeniem twardych procedur Banku Gospodarstwa Krajowego – w dokumentacji całkowicie zabrakło obowiązkowej deklaracji o braku konfliktu interesów (bezstronności).
Razem: 4,5 miliona złotych wyssane z systemu przez jeden, zamknięty krąg towarzyski.
Brutalny bilans matematyczny: Komu zabrano te pieniądze?
Te 4,5 miliona złotych nie wisiało w próżni. W tym samym czasie w zniszczonym Kłodzku czy Stroniu Śląskim trwał dramat autentycznych powodzian. Co te miliony mogły realnie zmienić?
Mogły sfinansować pełne, maksymalne pakiety odbudowy (po 200 tys. zł) dla 22 doszczętnie zniszczonych zakładów pracy, piekarni, warsztatów czy sklepów, które rzeka zmiotła z powierzchni ziemi.
Mogły sfinansować mniejsze, natychmiastowe pakiety ratunkowe (po 50 tys. zł) na zakup osuszaczy, maszyn i remonty dla 90 lokalnych restauracji i przedsiębiorców, którzy z powodu zalania po sufit stali na krawędzi bankructwa.
Zamiast tego, około 200 realnie poszkodowanych firm z Kotliny Kłodzkiej odprawiono z kwitkiem, odrzucając ich wnioski z suchym urzędniczym komunikatem: „brak środków – wyczerpanie alokacji”. Pieniędzy zabrakło dla tych, którzy stracili wszystko, ponieważ zostały one zablokowane na suchym, karkonoskim zboczu na prywatne remonty lokalnych krezusów.
PROFIL PSYCHOLOGICZNY SPRAWCÓW: KIM SĄ CI LUDZIE?
Zachowanie głównych bohaterów tego skandalu po jego ujawnieniu odsłania porażającą i patologiczną strukturę psychiczną lokalnych elit władzy. To nie jest chciwość z biedy – to psychopatia instytucjonalna i skrajny narcyzm elitarnego układu.
- Anna Konieczyńska – Buta i technokratyczny cynizm
Jej reakcja przed kamerami, gdy z ironicznym uśmiechem pyta reportera: „A z czego wynika, że powinno być mi wstyd?”, przejdzie do historii jako symbol ostatecznego upadku moralnego klasy politycznej. Konieczyńska wykazuje całkowitą asymetrię emocjonalną. Jej absurdalna próba zmiany definicji powodzi poprzez tłumaczenie, że jej dom stoi „na zboczu, a nie na górce”, to podręcznikowy gaslighting – bezczelna próba wmówienia całemu społeczeństwu i twardym danym satelitarnym, że to oni kłamią.
Ona nie czuje wstydu, ponieważ funkcjonuje w bańce uprzywilejowania. Przez dekady rotowania na stanowiskach samorządowych uwierzyła, że publiczne pieniądze to jej naturalna pensja, a moralność to wymysł dla „emocjonalnego motłochu”. Liczą się tylko poprawnie wypełnione formularze i pieczątki zaprzyjaźnionych urzędników.
- Piotr Konieczyński – Manipulacja i stawianie się w roli ofiary
Szczytem bezczelności była postawa męża urzędniczki – zawodowego aktora i właściciela luksusowej posiadłości. Odmawiając pokazania dziennikarzom rzekomych zniszczeń, spróbował zastosować obrzydliwy szantaż emocjonalny. Oświadczył przed kamerami, że krytyka za wyłudzenie 200 tysięcy to „nagonka” i porównał swoją sytuację do tragicznego morderstwa prezydenta Pawła Adamowicza.
To klasyczna, makiaweliczna strategia obronna: w momencie przyłapania na gorącym uczynku, agresor natychmiast wchodzi w rolę ofiary, wykorzystując narodowe tragedie, aby odwrócić uwagę od faktu, że jego dom stoi na suchej górze.
- Donald Tusk – Medialny PR ponad ludzkim dramatem
Idealnym dopełnieniem tej układanki pogardy jest postawa samego premiera. W tygodniu, w którym media detonowały aferę o okradaniu powodzian przez ludzi z jego własnej partii, Donald Tusk wrzucał do sieci rozrywkowe filmiki, na których w wyśmienitym humorze żartuje i bawi się na planie serialu „Ranczo” w towarzystwie aktorów (na zdjęciu poniżej z Cezarym Żakiem i Arturem Barcisiem).
To zderzenie uśmiechniętego premiera, uciekającego w telewizyjną fikcję komediowych Wilkowyj, w momencie gdy jego bezpośredni podwładni w terenie uwłaszczali się na funduszach kryzysowych, obnażyło głęboką fasadowość rządowej empatii. Pokazało, że dramat ludzi jest dla szczytów władzy jedynie surowcem marketingowym do robienia krótkich filmików na TikToka.
POTĘŻNY KONTRAST: DWA ŚWIATY, KTÓRE DZIELI PRZEPAŚĆ
Aby w pełni zrozumieć ogrom tej patologii, trzeba zestawić dobrostan tych ludzi z tym, co czują i przeżywają realne ofiary powodzi w Kotlinie Kłodzkiej:
Prawdziwi powodzianie: Zgodnie z oficjalnymi statystykami medycznymi, przeżywają masowy kryzys zdrowia psychicznego. Ponad 40% dorosłych i aż 88% dzieci cierpi na chroniczny syndrom PTSD (zespół stresu pourazowego). Żyją w permanentnym lęku przed każdym deszczem, zmagają się z głęboką depresją po utracie domów (uszkodzonych zostało ponad 11 500 budynków) i poczuciem całkowitej bezradności. Przeszli przez upokarzające procedury urzędnicze, w których komisje skrupulatnie wyliczały im każdy procent zniszczeń rzecznych, byle wypłacić jak najmniej z przysługujących im groszowych zapomóg.
Karkonoska elita KO: Pławi się w luksusie. Na podjazdach ich domów stoją drogie SUV-y marek premium, takich jak BMW czy Mercedes, a córka wiceprezeski chwali się na Instagramie luksusowym życiem i obrotem nieruchomościami w Dubaju. Są zamożni, tryskają doskonałym humorem, a ich jedynym zmartwieniem po wybuchu skandalu jest to, że partia w Warszawie musiała ich pośpiesznie „odpalić” i zawiesić, aby ratować słupki poparcia premiera kręcącego klipy na planie filmowym.
KROK PO KROKU: JAK DZIAŁAŁ TEN PROCEDER?
- Stworzenie furtki (Wrzesień 2024): Rząd, działając pod gigantyczną presją czasu po pęknięciu tam i zalaniu miast, maksymalnie upraszcza procedury. Zamiast rygorystycznych kontroli rzeczoznawców, dystrybucję miliardów powierza regionalnym agencjom i pozwala na przyznawanie pomocy na podstawie uproszczonych oświadczeń.
- Obsadzenie stanowisk (Luty 2025): Anna Konieczyńska, wpływowa działaczka Koalicji Obywatelskiej i była starosta, z klucza partyjnego obejmuje fotel wiceprezeski Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego (KARR). Staje na czele instytucji, która trzyma worek z powodziowymi milionami.
- Hurtowe zaświadczenia „na gębę”: Mąż wiceprezeski (Piotr Konieczyński) oraz sąsiedzi (Kostrzewowie) składają wnioski o zaświadczenia o szkodach powodziowych w Urzędzie Gminy Jeżów Sudecki. Zaprzyjaźnieni urzędnicy gminni podpisują dokumenty bez jakiejkolwiek wizji lokalnej czy zdjęć wyłącznie na podstawie oświadczeń.
- Transfer milionów i ekspresowe zatarcie śladów: Wnioski trafiają do KARR. Choć Konieczyńska formalnie „wyłącza się” z podpisywania papierów męża, dokumenty sygnuje jej bezpośredni przełożony i kolega z układu samorządowego, prezes Hubert Papaj. Pieniądze natychmiast płyną na konta w Dziwiszowie. Przed wejściem kontroli agencja podejmuje decyzję o umorzeniu 75% długu Piotra Konieczyńskiego.
- Próba zamiecenia pod dywan (Kwiecień – Sierpień): CBA na skutek innych doniesień wchodzi do KARR i zabezpiecza dokumenty Sprawa jest trzymana w tajemnicy przez 4 miesiące, a lokalny układ żyje w przekonaniu, że parasol ochronny KO w regionie uchroni ich przed odpowiedzialnością.
- Detonacja medialna: Portal Wirtualna Polska publikuje twarde dowody, zestawiając wypłaty z mapami satelitarnymi. Centrala w Warszawie wpada w panikę wizerunkową, co zmusza Donalda Tuska do natychmiastowego odcięcia układu i uruchomienia oficjalnych śledztw prokuratorskich.
GŁĘBOKA ANALIZA PSYCHOLOGICZNA SPRAWCÓW
Zachowanie głównych postaci tej afery wykracza poza zwykłą chciwość. To manifestacja głębokich zaburzeń funkcjonowania społecznego i moralnego w strukturach władzy.
- Anna Konieczyńska: Narcyzm instytucjonalny i buta bez granic
Jej reakcja przed kamerami, gdy z pretensjonalnym uśmiechem pyta dziennikarza: „A z czego wynika, że pan uważa, że powinno być mi wstyd?”, to klasyczny objaw psychopatii korporacyjnej. Konieczyńska wykazuje całkowity zanik empatii (asymetrię emocjonalną). Cierpienie realnych powodzian jest dla niej abstrakcją, a publiczne pieniądze uważa za naturalny łup wojenny przysługujący jej klasie społecznej.
Jej absurdalne tłumaczenie o „zboczu, a nie górce” to nie jest nieporadna linia obrony – to manifestacja mechanizmu gaslightingu (próby wmówienia opinii publicznej i instytucjom naukowym, że to oni oszaleli, nie rozumieją geografii i niesłusznie ją atakują). Ona szczerze uważa się za ofiarę polityczną, co dowodzi, że w jej strukturze psychicznej pojęcie winy zostało całkowicie zastąpione poczuciem uprzywilejowania.
- Piotr Konieczyński: Cyniczna manipulacja i kompleks ofiary
Próba porównania krytyki medialnej za wyłudzenie 200 tysięcy złotych na kafelki do tragicznego morderstwa prezydenta Pawła Adamowicza to podręcznikowy przykład makiawelizmu i psychologicznego szantażu emocjonalnego. Jako zawodowy aktor, Konieczyński doskonale wie, jak grać na najtrudniejszych narodowych emocjach, aby uciec przed odpowiedzialnością karną. Postawienie siebie – krezusa z drogim SUV-em i luksusową posiadłością – w roli ofiary linczu w momencie, gdy prawdziwe ofiary powodzi nie mają za co kupić węgla na zimę, świadczy o kompletnym skrzywieniu moralnym.
- Hubert Papaj i Gminni Urzędnicy: Współuzależnienie proceduralne
Psychologia grupy rządzącej w Kotlinie Jeleniogórskiej opiera się na tzw. grupowej ślepocie moralnej. Hubert Papaj, zasłaniając się tym, że „Konieczyńska formalnie wyłączyła się z procedury”, udowodnił, że dla lokalnej elity moralność i przyzwoitość nie istnieją. Liczy się tylko formalne „podkładanie papierów”, tak aby w razie wpadki urzędnik mógł powiedzieć: „Ja tylko realizowałem procedurę”. To rozproszenie odpowiedzialności pozwala im spać spokojnie, mimo świadomości uczestnictwa w ordynarnym okradaniu państwa.
WNIOSKI
- Monopol polityczny zabija moralność: Afera karkonoska udowadnia, że jeśli jedna partia (w tym przypadku Koalicja Obywatelska) przejmuje pełnię władzy na każdym szczeblu – od rządu, przez sejmik wojewódzki, miasto, gminę, aż po regionalne agencje rozwoju – system kontroli państwowej całkowicie obumiera. Ludzie władzy przestają bać się kogokolwiek, bo kontrolujący i kontrolowani to koledzy z tej samej listy wyborczej.
- Służby państwowe są zakładnikami PR-u: Fakt, że CBA wiedziało o sprawie od kwietnia, a realne dymisje i śledztwa ruszyły dopiero w sierpniu po publikacji Wirtualnej Polski, to brutalny dowód na to, że instytucje państwa nie działają automatycznie. Aparat sprawiedliwości rusza do walki z korupcją we własnych szeregach dopiero wtedy, gdy wybucha pożar wizerunkowy, który zagraża słupkom poparcia premiera w Warszawie.
- Fasadowość państwa w obliczu kryzysu: Sprawa ta bezlitośnie obnaża, jak wielkim mitem jest sprawne państwo. Procedury uproszczone, które miały ratować polskie firmy przed bankructwem w zniszczonych dolinach rzecznych, okazały się dziurawym sitem, przez które lokalni krezusi bezkarnie wyciągnęli miliony na modernizację swoich pensjonatów na suchych wzgórzach.
- Brak sprawiedliwości społecznej: Najbardziej brutalnym wnioskiem jest fakt, że wyłudzone 4,5 miliona złotych doprowadziło do bezpośredniego upadku lub gigantycznych problemów finansowych około 200 realnie zalanych firm w Kotlinie Kłodzkiej, dla których zabrakło pieniędzy w puli. Dla lokalnych elit partii rządzącej pęknięta fuga na tarasie wiceprezeski była warta więcej niż zniszczone zakłady pracy dające utrzymanie tysiącom zwykłych Polaków
Brutalny wniosek końcowy
Afera karkonoska to ostateczny dowód na to, że monopol polityczny zabija jakąkolwiek moralność. Gdy ta sama opcja polityczna trzyma władzę w Warszawie, w województwie, w mieście i w agencji rozdzielającej pieniądze, bezpieczniki państwa przestają działać. Kontrolujący i kontrolowani siedzą przy jednym stoliku.
Dla tych ludzi pęknięta fuga i odspojony kafel na tarasie bogatej urzędniczki były warte więcej niż zniszczone zakłady pracy i domy zwykłych Polaków. To modelowy, przerażający pokaz absolutnej pogardy elity władzy, która w obliczu narodowego dramatu bez najmniejszego strachu i skrupułów postanowiła napchać własne kieszenie kosztem straumatyzowanych, bezbronnych ofiar kataklizmu. Sprawa ta udowadnia, że na poziomie lokalnym szyldy partyjne się zmieniają, ale mechanizm żerowania na publicznej kasie pod osłoną ludzkiej tragedii pozostaje niezmienny.
PODSUMOWANIE LICZBOWE (Oficjalny bilans i liczby)
Liczby nie kłamią i najlepiej pokazują rażącą dysproporcję pomiędzy fikcją z Dziwiszowa a tragedią realnych powodzian.
4 500 000 zł – łączna kwota dotacji i pożyczek kryzysowych wyssana z systemu przez 3 podmioty z jednej, bezpiecznej wsi Dziwiszów.
3 200 000 zł – dotacja dla spółki Kadalore (sąsiedzi wiceprezeski KARR) na salę zabaw dla dzieci, która nigdy nie działała i nie przyjęła ani jednego dziecka.
1 120 000 zł – dotacja dla lokalnej telewizji DAMI, przyznana z rażącym naruszeniem procedur (w dokumentacji Banku Gospodarstwa Krajowego zabrakło obowiązkowej deklaracji bezstronności).
200 000 zł – maksymalna możliwa kwota przyznana mężowi wiceprezeski KARR za „pęknięte kafelki na tarasie i wymyte fugi”.
75% – taką część pożyczki (150 000 zł) agencja KARR zdążyła ekspresowo umorzyć mężowi swojej wiceprezeski jako bezzwrotną pomoc zanim sprawa wybuchła w mediach.
0 (zero) – liczba interwencji Państwowej Straży Pożarnej oraz liczba zalanych centymetrów kwadratowych ziemi pod adresami beneficjentów według systemów satelitarnych Copernicus EMS i radarów ICEYE.
22 firmy – tyle realnie zniszczonych przedsiębiorstw (np. w zmiecionym z powierzchni ziemi Stroniu Śląskim – na zdjęciu poniżej czy Kłodzku) mogłoby otrzymać maksymalne wsparcie (po 200 tys. zł), gdyby te pieniądze nie zostały zablokowane w Dziwiszowie.
90 lokali – tyle zniszczonych po sufit restauracji, warsztatów czy sklepów otrzymałoby pakiety ratunkowe (po 50 tys. zł) na natychmiastowe osuszenie ścian i zakup maszyn.
Około 200 firm – tylu autentycznie zalanych przedsiębiorców w Kotlinie Kłodzkiej odprawiono z kwitkiem, odrzucając ich wnioski z powodu formuły „brak środków – wyczerpanie alokacji”.
Waclaw Domanus







Rafał Trzaskowski zachęcał do głosowania na Annę Konieczyńską w 2. turze wyborów na wójta Jeżowa Sudeckiego – zob. https://www.facebook.com/reel/1397449779152060.
Niesamowite. A Tadeusz Rydzyk zwany ojciec zachęcał do głosowania na Ziobrę.
A co ma wspólnego „Tadeusz Rydzyk zwany ojciec” z wyżej opisanym złodziejstwem misiów z KO/PO – debilu Tulipanie?
I co ma wspólnego „Tadeusz Rydzyk zwany ojciec” z portalem gorliceiokolice.eu – debilu Tulipanie?