
Od redakcji! Autorem tekstu jest Alicja Nowak – zob. https://gorliceiokolice.eu/tag/alicja-nowak/. Tekst został opublikowany w wersji oryginalnej. Ilustracja tytułowa została wykonana przez SI/AI (na polecenie Autorki). Tytuł pochodzi od redakcji!
xxx
Do Wydziału Spraw Wewnętrznych Prokuratury Krajowej złożyłam oficjalne zawiadomienie dotyczące działań wybranych prokuratorów z okręgu nowosądeckiego. Jako obywatelka i uczestniczka lokalnego życia publicznego, opierając się wyłącznie na twardych faktach i oficjalnych dokumentach urzędowych, postanowiłam zapytać centralne organy państwa, gdzie kończy się niezależność prokuratorska, a zaczyna czysta magia proceduralna. Wniosłam o bezwzględne przekazanie moich spraw do jednostki spoza obszaru krakowskiego – najwyraźniej tutejsze powietrze zbyt mocno sprzyja specyficznej interpretacji przepisów.
DZIEŃ W TĘ CZY W TĘ – CO ZA RÓŻNICA?
Zacznijmy od prawdziwego majstersztyku logiki procesowej, którego autorem jest prokurator Patrick Podsiadło (wówczas w Limanowej, obecnie – jakże blisko – w Gorlicach). Rzecz dotyczyła tego, czy pełnomocnik komitetu wyborczego „Wspólne Gorlice” Rafał Kukla zgłosił kolegę z LO Krzysztofa Jędrzejowskiego z Moszczenicy na listę kandydatów do Rady Miasta Gorlice w momencie, gdy ten nie miał jeszcze w Gorlicach biernego prawa wyborczego.
Oficjalne fakty, czarno na białym, wykazał w skardze złożonej do sądu Komisarz Wyborczy w Nowym Sączu Janusz Przepióra. Jasno napisał: lista kandydatów, a wśród nich kandydat Jędrzejowski, została zarejestrowana w PKW 16 września 2018 roku, a wniosek o dopisanie do listy wyborców w Gorlicach protegowany burmistrza Kukli złożył w USC dopiero następnego dnia, czyli 17 września 2018 roku. Matematyka i kalendarz są bezwzględne: 16 jest przed 17, inaczej nie wychodzi.
Reprezentujący wówczas Prokuraturę Rejonową w Limanowej prokurator Patrick Podsiadło w swoim uzasadnieniu z 29 grudnia 2024 roku dokonał spektakularnego odkrycia – sprowadził obie te czynności do jednego dnia: 17 września. I tak oto, za jednym pociągnięciem prokuratorskiego pióra, niezgodność chronologiczna zniknęła, a pełnomocnik Kukla stał się w świetle prawa czysty jak łza. Nie wiem dlaczego, ale jakoś więcej wiary pokładam w zapisach Komisarza Wyborczego z 2019 roku niż w kalendarzu czasowym prokuratora z 2024 roku.
No cóż, pan prokurator przysięgał strzec prawa, więc może do dat po prostu nie przywiązuje wagi? W końcu co za różnica: dzień w tę, dzień w tę, kiedy stawką jest spokój lokalnych władz. Może skargi komisarza po prostu nie doczytał? Wolno prokuratorowi nie doczytać? Wolno.
ŻONGLERKA OŚWIADCZENIAMI I ŻARTY Z RODO
Równie fascynująco wygląda kwestia kilkunastu kolejnych oświadczeń majątkowych radnego Jędrzejowskiego z lat 2018–2025. Dla prokurator Aliny Obrzud z Prokuratury Okręgowej w Nowym Sączu fakt, że radny przez lata konsekwentnie nie podawał w składanych pod odpowiedzialnością karną oświadczeniach fikcyjnego miejsca zamieszkania w Gorlicach, tylko zgodnie ze stanem faktycznym wykazywał Moszczenicę, nie miał większego znaczenia. A przecież stan faktyczny potwierdzała baza PESEL (system „Źródło”), z której jasno wynikało, że od 2015 roku stale mieszka on z rodziną w sąsiedniej Moszczenicy. Pani prokurator utrzymała jednak w mocy decyzję o braku znamion czynu zabronionego. Skoro prokurator uznał, że seryjne mijanie się z prawdą w oficjalnych dokumentach to norma, to kto mu zabroni? Z kalkulacją prokurator Obrzut przegrała ustawa o samorządzie gminnym, która w takiej sytuacji automatycznie wyklucza radnego z grona członków rady gminy.
Co najciekawsze, sam zainteresowany nie był zbyt pewny swojej niewinności. Pod presją ujawnienia prawdy o jego faktycznym centrum życiowym w Moszczenicy, jeszcze w czerwcu 2025 roku złożył hurtowe korekty oświadczeń z minionej i obecnej kadencji. Dopisał w nich mieszkanie znajomych w Gorlicach, którzy rzekomo przyjęli go pod swój dach, podając również ich gorlicki adres.
Prokurator opierający swoją wiedzę na obowiązujących przepisach, a nie na koleżeńskich powiązaniach, uznałby to za jednoznaczne przyznanie się do winy. Ale nie w tym przypadku. Aby uwiarygodnić to spóźnione olśnienie, gorliccy urzędnicy opublikowali korekty protegowanego burmistrza Kukli w BIP wraz z częścią niejawną (Część B) – zawierającą dane prawnie chronione, łamiąc przy tym przepisy RODO. Czego się nie robi, by ratować wizerunek i honor radnego. Kto władzy zabroni?
Pani prokurator Obrzud wykazała się niezwykłym sprytem proceduralnym: zamiast uznać hurtowe korekty oświadczeń Jędrzejowskiego za koronny dowód na to, że wcześniejsze dokumenty były fałszywe, uznała je za… element podlegający odrębnemu badaniu i odesłała materiały z powrotem do Gorlic. Genialne w swojej prostocie. Tak oto sprawy będą krążyć jak złoty pieniądz między Nowym Sączem a Gorlicami, aż obecna kadencja samorządu dobiegnie końca. Sztuczne rozdrobnienie sprawy idealnie chroni przed jedną, całościową oceną tego seryjnego procederu, który przecież podpada pod Kodeks karny.
WYŁĄCZYĆ TO MOŻNA ŚWIATŁO W MIEŚCIE ŚWIATŁA
W zawiadomieniu do Prokuratury Krajowej nie mogłam pominąć mapy lokalnych powiązań personalnych, która w Gorlicach układa się w wyjątkowo zgodną całość. Żona prokuratora referenta Mateusza Mruka od lat współpracuje ze Spółdzielnią Mieszkaniową „Pod Lodownią”, której prezesem jest – jaki ten świat mały – radny Krzysztof Jędrzejowski. Główną księgową w tejże spółdzielni i bezpośrednią podwładną Jędrzejowskiego jest pani Aneta Roman. Ta sama pani Roman zupełnie przypadkowo pełniła funkcję zastępcy Przewodniczącego Miejskiej Komisji Wyborczej w Gorlicach, a prywatnie jest synową teścia Sekretarza Miasta Daniela Janeczka, odpowiedzialnego za weryfikację oświadczeń i przebieg wyborów. Wszyscy są połączeni wspólnymi interesami zawodowymi, urzędowymi i rodzinnymi, a w tle majaczy podejrzenie łamania prawa wyborczego. Zgodnie z polskim prawem, w sytuacji takiego splotu zależności, powinna pojawić się uzasadniona wątpliwość co do bezstronności prokuratorów, skutkująca natychmiastowym wyłączeniem ich ze sprawy. Jak się jednak okazuje, w „Mieście Światła” wyłączyć można co najwyżej latarnie na ulicy, a nie kolegę z prokuratury
.„PIENIACZKA” NA WYBIEGU PROKURATURY
Finał moich starań o sprawiedliwość okazał się stricte hurtowy. Najpierw radny hurtowo poprawiał oświadczenia majątkowe składane latami, a zaraz potem prokurator Sławomir Korbelak hurtowo powiadomił mnie o odmowach wszczęcia postępowań wobec osób powiązanych ze sprawą. Na koniec, przy współpracy z prokurator Obrzud, sięgnięto po broń ostateczną: wskazując odpowiednie paragrafy z ustawy Prawo o prokuraturze oraz przepisy regulaminowe, uznano moje kolejne pisma za niewarte rozpatrzenia. Zrobienie ze mnie „pieniaczki sądowej” to wybieg idealny. Wolno im? A kto zabroni?
Najłatwiej zamknąć sprawę, przyklejając zawiadamiającej łatkę osoby niewiarygodnej. Co tam twarde dowody, co tam skarga komisarza wyborczego z 2019 roku! Co tam nawet fakt, że Sąd Okręgowy w Nowym Sączu kategorycznie uznał meldunek radnego w Gorlicach za kompletną fikcję wyborczą i wygasił mu mandat! Sąd Apelacyjny zmienił ten wyrok co prawda z przyczyn czysto formalno-terminowych, ale samych ustaleń co do centrum życiowego radnego nie podważył. Jednak dla małopolskich prokuratorów to idealny pretekst, by uznać, że tematu nie ma.
CZY CIĄG DALSZY TEŻ BĘDZIE HURTOWY?
Jako niepokorna obywatelka postawiłam przed Wydziałem Spraw Wewnętrznych Prokuratury Krajowej wyjątkowo trudne zadanie. Czy wyższa instancja odważy się przeciąć ten lokalny węzeł gordyjski – a raczej gorlicki? Trudno zgadnąć, bo tutejsza rzeczywistość uczy, że każdy robi to, co może, a nie to, co musi lub do czego obliguje go przysięga składana przed założeniem togi z czerwonym żabotem.
Być może z Warszawy również otrzymam hurtową odpowiedź o hurtowym zignorowaniu dowodów. W dotychczas analizowanych sprawach jednego bowiem nie zrobiono hurtowo: nie wezwano kluczowych świadków (tutaj przesłuchania miały charakter wręcz detaliczny) oraz nie zabezpieczono dokumentacji źródłowej. No cóż, nadzieja umiera ostatnia. Szkoda tylko, że lokalne zaufanie do prawa poległo już dawno temu, a stara rzymska zasada „Dura lex, sed lex” (twarde prawo, ale prawo) w tutejszej rzeczywistości stała się zupełnie niezrozumiałym archaizmem.
Alicja Nowak



