
Od redakcji! Autorem tekstu jest komentator „wma” – zob. https://gorliceiokolice.eu/tag/wma/. Na zdjęciu tytułowym ekshumacja ofiar Rzezi Wołyńskiej z mogił zbiorowych w Woli Ostrowieckiej, pow. lubomelski na Wołyniu, 1992 r. Fot. AIPN. Zdjęcie zostało zacytowane ze strony – zob. https://przystanekhistoria.pl/pa2/tematy/zbrodnia-wolynska/70875,Lipiec-1943-roku-na-Wolyniu.html.
xxx
Proponuję wszystkim czytelnikom tego portalu ten tekst (są też zdjęcia i nagranie):
Kilka słów mojego komentarza do powyższego.
Nie jest prawdą, że banderyzm (czytaj: bandytyzm) to tylko żydowski komik z Krzywego Rogu plus reszta jego ekipy, że Ukraińcy w swojej masie są inni, że to ludzie tacy sami, jak my, ludzie, z którymi można się dogadać, w zgodzie żyć, także na polskiej ziemi – bo to chrześcijanie, grekokatolicy (taką wersję wtłacza tubylczej publiczności rządowa propaganda, wspierana przez naiwnych biskupów – na czele z przewielebnym Ryszardem). W powyższej relacji, opublikowanej na wp.pl, mamy ukraińskiego żołnierza (ukraiński żołnierz to wg oficjalnej rządowej propagandy nasz dobrodziej, nasz obrońca przed „wspólnym wrogiem”), 50-letnią kobietę w wiejskim sklepie (3 km od miejsca, gdzie kiedyś była wieś Ostrówki), „starszego pana” na rowerze (5 km od miejsca, gdzie kiedyś była wieś Ostrówki), 25-letniego studenta „etnologii” w jakimś miasteczku 10 km od miejsca, gdzie kiedyś była wieś Ostrówki, 40-letnią kobietę z muzeum w Kowlu (60 km od miejsca, gdzie kiedyś była wieś Ostrówki).
Ukraińskiemu żołnierzowi, naszemu „sojusznikowi” i „obrońcy”, nie podoba się słowo „rzeź” – bo jeśli już coś miałoby się kiedyś tam na Wołyniu wydarzyć, to co najwyżej jakaś „tragedia”, nie „rzeź”, wg ukraińskiego żołnierza Ukraińcy Lachów (także Czechów i Żydów) nie rezali. Czy możemy zaprzeczyć naszemu „obrońcy”?
50-letnia kobieta w wiejskim sklepie, 3 km od miejsca, gdzie kiedyś była wieś Ostrówki (pogrubienie moje): (…) moja babcia mówiła, że to zrobili sowieci i strybki [czyli Polacy w NKWD] (…) to na pewno nie byli miejscowi Ukraińcy (…) wy Polacy ciągle to wspominacie i obwiniacie Ukraińców (…) nie ma już sensu do tego wracać.
Babcia babcią, ale trochę szkoda, że ta kobieta ze sklepu nie dopytała dziadziusia, ten by pewnie więcej wiedział, może by się pochwalił, co robił w sierpniu i wrześniu 1943 roku (a jak nie on sam, to jego tatuś – albo starsi bracia). Wg kobiety ze sklepu Polacy mordowali się sami, taki jeden z drugim Polak zapisywał się do NKWD, po czym zabijał siekierą polskie kobiety i dzieci. Kobieta powiada, że to na pewno nie byli miejscowi Ukraińcy, znaczy: miejscowi Ukraińcy to był ludek łagodny i spokojny.
„Starszy pan” na rowerze, 5 km od miejsca, gdzie kiedyś była wieś Ostrówki: A kto by tam wiedział, kto zabijał. Ukraińcy? Nie wiem. Nikt tego tak naprawdę nie wie. Jedni mówią, że sowieci, inni – że Niemcy.
No jasne, kto by tam wiedział, kto zamordował ponad 1000 osób, kto powrzucał ich okaleczone ciała do kilku dołów, kto zagrabił ich majątek, kto zrównał z ziemią dwie wsie, Ostrówki i Wolę Ostrowiecką – wszystkie zabudowania, szkołę i kościół. Tego nikt nie wie!
https://pl.wikipedia.org/wiki/Ostr%C3%B3wki_(Wo%C5%82y%C5%84)
https://pl.wikipedia.org/wiki/Zbrodnia_w_Ostr%C3%B3wkach
https://pl.wikipedia.org/wiki/Wola_Ostrowiecka
https://pl.wikipedia.org/wiki/Zbrodnia_w_Woli_Ostrowieckiej
25-letni student w miasteczku, 11 km od miejsca, gdzie kiedyś była wieś Ostrówki: Bandera jest symbolem ukraińskiej idei narodowej. Gdyby nie on dzisiejszej Ukrainy w ogóle by nie było. Dlatego nie możemy powiedzieć, że był zbrodniarzem i go potępić. (…) inne państwa nie będą nam mówić, jak mamy nazywać nasze jednostki, pomniki i ulice. (…) Po co teraz wszczynacie aferę? My tego nie robimy, chociaż Polacy też byli okrutni.
No proszę, jaki ogarnięty i oblatany ten ukraiński „etnolog” (na razie jeszcze student). Jak te ukraińskie „studia” ukończy, to może zawita do Polski i dodatkowo nas oświeci? A może nas ta nauka ominie, może „etnolog” pójdzie w kamasze i nas przed „wspólnym wrogiem” obroni – tak, jak to (u)czynią ukraińskie baby:
https://polskieradio24.pl/swiat/mobilizacja-kobiet-w-ukrainie-od-razu-podwoimy-zasoby
40-letnia kobieta z muzeum w Kowlu (60 km od miejsca, gdzie kiedyś była wieś Ostrówki): Współcześni historycy przesadzają z oceną tamtych czasów. Nie mieści mi się w głowie, że historia została podniesione na najwyższy szczebel polityczny. Sądziłam, że polscy i ukraińscy politycy już uzgodnili, że trzeba zamknąć ten rozdział i iść dalej.
No tak, „polscy politycy” uzgodnili – ale w Polsce oprócz „polskich polityków” są jeszcze Polacy. Taki szczegół.
Jest też „starowinka (…) której rodzice ukrywali Polaków przed grasującymi banderowcami”, „starowinka” mieszka 4 km od miejsca, gdzie kiedyś była wieś Ostrówki. Ta „starowinka” była odznaczona przez Dudę – za to, że „opiekowała się polskimi grobami na Wołyniu”.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Medal_Virtus_et_Fraternitas
Ta „starowinka” powiada, że przyszła wojna i Polaków zaczęli wyłapywać i zabijać. Na pytanie kto zabijał, czy to byli Ukraińcy, odpowiada, że zabijali jacyś uzbrojeni ludzie.
Owszem, „uzbrojeni” – w siekiery i widły.
Tylko 30-letni „budowlaniec z Charkowa” przyznaje: oczywiście, że to Ukraińcy mordowali – ale od razu wyjeżdża z bezczelnym pouczeniem: (…) to nie na miejscu, iż wracacie do tego, gdy jesteśmy w trakcie pełnoskalowej inwazji (…) jest nam ciężko i powinniście to uszanować, „budowlaniec z Charkowa” powiada też, że mamy „wspólnego wroga”.
„Starowinka” odznaczona przez Dudę powiada (pogrubienie moje): Dlaczego zabijano? A dlaczego wojna wybuchła, skąd taka nienawiść wśród ludzi. Przecież nie da się tego wyjaśnić. Była wojna, ludzie nierozsądni się zmienili, stali się złośliwi, źli. Ale musimy sobie wybaczyć.
To są brednie, wybaczyć to można komuś, kto przyznaje się do winy – i kto o wybaczenie prosi. Ukraińcy nie przyznają się do winy – i o wybaczenie nie proszą. Poza tym nie ma czegoś takiego, jak hurtowe wybaczenie per procura.
I w ogóle w kwestii krainy U nie chodzi o żadne wybaczanie, to nie ta kategoria, to jest kwestia z dziedziny realnej polityki – a ta ma się opierać na nauce z przeszłości, nie na bezrozumnych odruchach.
Jeszcze co się tyczy „wybaczania”, o którym bredzi „starowinka” z Ukrainy. Ta brednia ma u nas swoją tradycję. Wszystko zaczyna się w roku 1965. 10 marca tegoż roku tzw. komisja główna EP omawiała przygotowania do obchodów tysiąclecia chrztu Polski, w protokole zapisano, że abp Karol Wojtyła (ochotnik!) podjął się przygotowania listów do episkopatów świata – na okoliczność tegoż tysiąclecia. Pewne jest, że abp Karol Wojtyła wyprodukował list do ówczesnego papieża. List (nazwany ostatecznie „orędziem”) do biskupów niemieckich wyprodukował inny ochotnik – abp Bronisław Kominek. Tenże Kominek na początku października 1965 roku wyjechał do Włoch (w Watykanie trwała wtedy czwarta sesja soboru) – i tam między 7 a 13 października wyprodukował odręczny tekst (na 20 stron formatu A 4). Uczynił to w domu sióstr elżbietanek we Fiuggi, „w klimacie gorącej modlitwy i samotności” – wg relacji jego sekretarza, ks. Zdzisława Seremaka, który swemu pryncypałowi w tejże „samotności” towarzyszył.
https://misyjne.pl/we-wloszech-powieszono-tablice-upamietniajaca-oredzie-polskich-biskupow
Odręczny tekst w języku niemieckim był potem kilka razy poprawiany i uzupełniany (nie tylko przez Kominka, który uchodził za wybitnego znawcę problematyki niemieckiej i był wielkim orędownikiem „pojednania” między narodem polskim i niemieckim), zmieniano jego tytuł, zmieniano datę, ale koncept wir gewähren Vergebung und bitten um Vergebung był w nim cały czas, od samego początku, do wersji ostatecznie opublikowanej i dostarczonej Niemcom. To wir gewähren Vergebung und bitten um Vergebung oznacza dosłownie „udzielamy przebaczenia i prosimy o przebaczenie”, do powszechnego (niestety!) obiegu w naszym nieszczęśliwym kraju weszło to potem w skróconej wersji „przebaczamy i prosimy o przebaczenie”.
Czy niemieccy biskupi odpowiedzieli na to „orędzie”? Owszem, odpowiedzieli – ale nie tak, jak się jego (naiwni) autorzy spodziewali. Ta odpowiedź (nazwana przez Niemców „pozdrowieniem”) – jak to potem opisywano – była „pełna dystansu”, „nie przyniosła przełomu i wywołała raczej rozczarowanie polskich biskupów”. Zawodowy katolik Stanisław Stomma
https://pl.wikipedia.org/wiki/Stanis%C5%82aw_Stomma
lamentował w te słowa:
„Na list pisany z głębi przeżyć pasterskiego sumienia, na głos heroicznej moralności, którym biskupi polscy ryzykowali niepopularność i niezrozumienie wśród wiernych, przyszła odpowiedź lakoniczna, grzeczna, poprawna i w gruncie rzeczy robiąca wrażenie uniku”.
Od roku 1965 minęło 60 lat, nie da się ukryć, że po tylu latach „jednania” jesteśmy z Niemcami „pojednani”, czytaj: zrobieni w konia na cacy.
Brednia o przebaczeniu i proszeniu o przebaczenie – jako remedium na każdy problem, w każdym czasie, w szczególności w polityce – trzyma się mocno (tak to już jest, że każda idea, nawet głupia, raz rzucona w przestrzeń prędzej, czy później znajdzie swoich wyznawców – smutne jest to, że zawsze w Polsce).
Kilka dni temu usłyszałem w rządowym radiu (program pierwszy) fragment rozmowy z wiceministrem spraw zagranicznych, nazwiska nie pomnę, to był gość z „Polska 2050”, nie z PO/KO. Jakaś paniusia pyta gościa w takim sensie: panie ministrze, co z tą Ukrainą, my do nich z prezentami, z wszelką pomocą, z sercem na dłoni, a oni czynią nam afronty, żadnej wdzięczności. A ten gigant intelektu: przebaczamy i prosimy o przebaczenie – to jedynie słuszna i moralna postawa wobec Ukrainy, bo Ukraina broni nas przed wspólnym wrogiem.
I to przebaczamy i prosimy o przebaczenie będzie się nam odbijać do samego (żałosnego) końca, inne nacje (nawet nie narody, ale nacje, szczepy i plemiona) tego poronionego wynalazku nie znają – a jeśli znają, to jako curiosum, które w realnej polityce nie może mieć i nie ma zastosowania.
wma



