PIERWSZE ŚWIADECTWO WIARY. TWARDY DOWÓD W ŚLEDZTWIE W SPRAWIE ZMARTWYCHWSTANIA CHRYSTUSA

Z okazji czasu Zmartwychwstania Pańskiego życzę Czytelnikom Wiary i Nadziei a także spokojnych, zdrowych i radosnych Świąt Wielkiejnocy spędzonych w rodzinnym gronie.
Maciej Rysiewicz

Od redakcji! Autorem tekstu jest Paweł Lisicki, redaktor naczelny tygodnika „Do Rzeczy”. Tekst Autor oparł na własnej książce pt. „Prawdziwie Zmartwychwstał. Śledztwo w sprawie najważniejszego wydarzenia w historii”, która ukazała się nakładem wydawnictwa Fronda w 2024 roku. Na ilustracji tytułowej „Chrystus zmartwychwstały”, obraz Szymona Czechowicza z 1758 roku, przechowywany w zbiorach Muzeum Narodowego w Krakowie. „Chrystus zmartwychwstały” Czechowicza ukazany jest w centrum kompozycji w jasnej poświacie, otoczony grupą apostołów zwracających się ku niemu. Artysta nietypowo zrezygnował z żelaznych, utrwalonych w ikonografii, tematów grobu lub skały, związanych ze Zmartwychwstaniem!

xxx

Przekaz o Zmartwychwstaniu, który tak bardzo drażni liberalnych teologów, pochodzi od jerozolimskiej wspólnoty apostołów.

Najwcześniejszą historycznie niekwestionowaną wzmiankę o Zmartwychwstaniu Chrystusa zawiera Pierwszy List do Koryntian św. Pawła. Apostoł pisze w nim o tym, że po swej śmierci Jezus został pogrzebany i powstał z martwych, a widziało go łącznie kilkuset świadków, na czele z Piotrem i Jakubem, bratem Pańskim. Najprawdopodobniej apostoł przytacza prastare chrześcijańskie wyznanie wiary, które przyjął tuż po swoim nawróceniu, czyli dwa, trzy lata po śmierci Jezusa w Jerozolimie. W zarodku są w nim zawarte wszystkie najważniejsze prawdy wiary. Jest to wspólna nauka wszystkich apostołów. Jednoznacznie wynika z niego, że najwcześniejsza wspólnota uczyła, iż Jezus powstał z grobu w ciele. Koryntianie, do których kieruje list Paweł, łatwo mogli zbadać przekazane w nim informacje. Można być też pewnym, że apostoł wiedział znacznie więcej, niż napisał w tym wyznaniu wiary, dlatego nie wolno traktować jego twierdzeń jako całości wiedzy na temat śmierci, pogrzebu, powstania z martwych i ukazania się świadkom, a jedynie jako streszczenie. Tekst ten stanowi zaporę nie do przebycia dla racjonalistycznych prób naturalizowania wiary. Nic dziwnego, że oświeceni teologowie robią, co w ich mocy, żeby usunąć z niego niewygodne informacje. Efekty są jednak mizerne: można założyć, że dysponujemy niezbitym dowodem, że co najmniej dwa lata po śmierci Jezusa wspólnota jerozolimska wyznawała, że powstał On w ciele z martwych z grobu i ukazał się licznym świadkom naocznym. Pierwszym historycznie bezspornym zapisem wiary chrześcijan w Zmartwychwstanie jest wyznanie zawarte w Pierwszym Liście do Koryntian apostoła Pawła. Mówię „pierwszym i bezspornym”, żeby podkreślić, iż nie ma praktycznie żadnych egzegetów, którzy dziś podważaliby autentyczność fragmentu 1 Kor 15, 1–11. Sam uważam, że ten napisany zapewne w 53 r. tekst poprzedziło powstanie Ewangelii św. Marka, ale nie na tym opieram swoją argumentację. Nie zamierzam też analizować po kolei wszystkich innych listów apostoła, pokazując, jak wyraźnie świadczą one o wierze apostoła w Zmartwychwstanie. Trzeba pamiętać, że apostoł nie dowodzi i nie uzasadnia tej wiary. Dzieli się nią z adresatami jako podstawą i stałą miarą. Jest ona zwykle oczywistym punktem wyjścia.

SKARB LISTÓW

Doskonałym przykładem jest napisany w 56 lub 57 r. po Chrystusie List do Rzymian. Apostoł głosił w nim: „Jest to Ewangelia o Jego Synu – pochodzącym według ciała z rodu Dawida, a ustanowionym według Ducha Świętości przez powstanie z martwych pełnym mocy Synem Bożym – o Jezusie Chrystusie, Panu naszym” (Rz 1, 3–4). Kluczowym zwrotem jest tu „powstanie z martwych”, które w oczach Pawła jest dowodem na to, że pochodzący z rodu Dawida Syn jest według Ducha Synem Bożym. Nigdzie w liście dalej nie znajdziemy wyjaśnienia owego „powstania z martwych”. Jest ono zarówno dla piszącego, jak i jego adresatów fundamentem. Wielu egzegetów zwracało uwagę, że być może cały ten fragment nie jest dziełem Pawła, ale ze względu na nietypowe dla niego słownictwo stanowi wczesnochrześcijańskie wyznanie wiary. Byłoby to logiczne: tekst znajduje się na wstępie, więc odwołuje się do tego, co dla autora i dla Rzymian wspólne, a tym jest łączące ich wyznanie wiary. Podobnie jest czymś prawdopodobnym, że wyznanie to nawiązuje do Pisma, a ściślej – do słów Księgi Samuela: „Kiedy wypełnią się twoje dni i spoczniesz obok swych przodków, wtedy wzbudzę po tobie potomka twojego, który wyjdzie z twoich wnętrzności, i utwierdzę jego królestwo” (2 Sml 7, 12). To słowa proroka Natana do króla Dawida. Jak pisał Dale Allison: „Jeśli fragment listu św. Pawła do Rzymian 1, 3–4 odwołuje się w znaczący sposób do księgi Samuela (2 Sm 7, 12–16) i jeśli zawiera stary materiał, to ktoś wkrótce po ukrzyżowaniu wykorzystał pismo do uzasadnienia wiary w Zmartwychwstanie Jezusa […]. Żaden znany nam przedchrześcijański interpretator nie uznawał, że słowa »wzbudzę« oznaczają powstanie z martwych. Uczniowie Jezusa, wydaje się, wynaleźli tę interpretację”. Bardzo możliwe, że tak było. Ale „wynalezienie tej interpretacji” mogło się dokonać tylko w jeden sposób: pod wpływem tego, co widzieli, co ich spotkało, z czym się zetknęli, nadali prastarej przepowiedni nowe znaczenie. Albo odkryli owo znaczenie niewyraźnie obecne w prastarej przepowiedni. Punktem odniesienia musiało być nowe wydarzenie. Mamy tu zatem pierwszy dowód na to, że między rokiem 57 (powstanie listu) a 30 (data śmierci Jezusa z Nazaretu) uczniowie Chrystusa powszechnie interpretowali wzbudzenie potomka z rodu Dawida jako „powstanie z martwych” Jezusa. Jest to dokładnie ten sam rodzaj rozumowania, jaki pokazał Piotr, gdy przytoczył fragment Psalmu 16 przed wspólnotą jerozolimską, wygłaszając swoje przemówienie w 50. dniu po święcie Paschy roku 30. Można zatem śmiało przyjąć, że wiara w „powstanie z martwych” Mesjasza była w roku 56 czymś oczywistym dla chrześcijan. Od kiedy? Trzeba tu jednak rozróżnić dwie osie chronologiczne. Pierwsza chronologia odnosi się do tego, co rzeczywiście się wydarzyło, i w takiej kolejności, jak się to wydarzyło. Wtedy należałoby uznać, że pierwszym świadectwem Zmartwychwstania są opisy czterech ewangelii i Dziejów. Jednak wielu współczesnych sceptyków po pierwsze twierdzi, że pisma te powstały najwcześniej w roku 70 po Chrystusie, po drugie, że zawierają one już nie zapis zdarzeń 40 czy 50, czy nawet 60 lat przed swoim powstaniem, ale ujmują świadomość tworzących je wspólnot chrześcijańskich.

PIERWSZEŃSTWO PAWŁA

Dlatego warto najpierw sięgnąć do Pawła. Ma to kilka zalet. Późniejszy apostoł nie był wprawdzie świadkiem naocznym wydarzeń Wielkiej Niedzieli, ale miał do nich bezpośredni dostęp. To wyznawców Chrystusa prześladował przed swoim nawróceniem, musiał zatem od początku zdawać sobie sprawę z ich nauk. Po drugie, wzmianki o Zmartwychwstaniu pojawiają się w jego listach, rzucone mimochodem. Przywołuje fakty jako coś doskonale znanego sobie i innym. Ilekroć zatem pisze o Zmartwychwstaniu, tylekroć można przyjąć, że nie są to jego własne słowa, ale część wspólnej, najwcześniejszej tradycji. W Liście do Koryntian wspomina o tym wyraźnie: „Tak więc czy to ja, czy inni, tak nauczamy i tak wyście uwierzyli” (1 Kor 15, 11). Po trzecie, o ile data powstania ewangelii budzi nieustanne spory, o tyle w wypadku listów św. Pawła, a przynajmniej ośmiu z nich, sporów nie ma. Po czwarte, Paweł był wcześniejszym prześladowcą chrześcijan i nawrócił się pod wpływem spotkania ze Zmartwychwstałym w drodze do Damaszku, jego więc świadectwo powinno mieć kluczowe znaczenie. Listy są zatem poręcznym narzędziem w debacie z racjonalistami. Można się do nich odwoływać również w sporach z liberalnymi krytykami, którzy podważają autentyczność ewangelii, ich autorstwo i wczesną datę powstania. Z listami św. Pawła tego zrobić nie mogą. Z tych powodów treść jego listów, można powiedzieć, stanowi szczególnie twardy orzech do zgryzienia dla racjonalistów. Wspomniałem, że na ogół św. Paweł nie poświęca kwestii Zmartwychwstania osobnej uwagi, traktując je jako powszechnie przyjęty punkt wyjścia. Od tej reguły jest jeden wyjątek. W Liście do Koryntian św. Paweł przypomniał, na czym polega chrześcijańska wiara w Zmartwychwstanie. To, że o tym wiemy, jest w gruncie rzeczy sprawą przypadku. „Dlaczego twierdzą niektórzy spośród was, że nie ma Zmartwychwstania”? – to jest właśnie to pytanie, które skłania Pawła do zabrania głosu. Gdyby nie ono, gdyby nie ci, którzy odrzucali wiarę w Zmartwychwstanie, nie poznalibyśmy tego najwcześniejszego zapewne wyznania. Listy mają charakter okolicznościowy, apostoł pisze je zawsze w związku z konkretnymi pytaniami, problemami, wyzwaniami wspólnoty. Na szczęście dla nas wśród Koryntczyków musieli pojawić się tacy, którzy zaczęli twierdzić, że Zmartwychwstania nie ma. Kim oni dokładnie byli, nie wiadomo. Czy twierdzili, że po śmierci istnieje sama dusza i dlatego wystarczy wewnętrzne oświecenie, by osiągnąć życie wieczne? Trudno sobie wyobrazić, żeby po prostu odrzucali nieśmiertelność duszy, bo wtedy w ogóle nie pojawiliby się wśród chrześcijan. Paweł zaś wskazuje, że chodzi o „niektórych spośród was”, więc że chodzi o członków Kościoła. A może głosy te pojawiły się pod wpływem rozczarowania tym, że również chrześcijanie, napełnieni Duchem i po przyjęciu chrztu, umierali jak wszyscy inni ludzie? Nie chcę dalej spekulować, bo po prostu brak nam wystarczającej wiedzy. Odpowiadając im, Paweł nie naucza rzeczy nowej, ale przypomina o tym, co Koryntianie przyjęli. Oto co: „Przekazałem wam na początku to, co przejąłem: że Chrystus umarł – zgodnie z Pismem – za nasze grzechy, że został pogrzebany, że zmartwychwstał trzeciego dnia, zgodnie z Pismem: i że ukazał się Kefasowi, a potem Dwunastu, później zjawił się więcej niż pięciuset braciom równocześnie; większość z nich żyje dotąd, niektórzy zaś pomarli. Potem ukazał się Jakubowi, później wszystkim apostołom. W końcu, już po wszystkich, ukazał się także i mnie jako poronionemu płodowi. Jestem bowiem najmniejszy ze wszystkich apostołów i niegodzien zwać się apostołem, bo prześladowałem Kościół Boży” (1 Kor 15, 3–9). Wielu egzegetów zwraca uwagę, tak jak w wypadku krótkiej formuły z Listu do Rzymian, że Paweł przytacza tu nie swoje prywatne nauki, ale przypomina o regule wiary, znacznie wcześniejszej od tekstu listu. Wynika to z samej struktury tekstu, charakterystycznych, niewystępujących nigdzie indziej zwrotów, podkreślenia przez Pawła, że przekazuje to, co otrzymał. Gary Habermas podaje pięć powodów, dla których ogromna większość krytycznych badaczy reprezentujących różne szkoły teologiczne akceptuje twierdzenie, że fragment ten zawiera wczesne wyznanie wiary. „Paweł używa określenia »przekazałem« (paradidomi) i »otrzymałem« (paralambano), które są zwrotami technicznymi oznaczającymi przekaz tradycji. Po drugie, wiele słów w tym fragmencie nie jest charakterystycznych dla Pawła, wskazując na odrębne pochodzenie. Po trzecie, fragment jest tak uformowany, że przypomina słowne wyznanie. Po czwarte, znajdujemy w nim wewnętrzne oznaki semickiego źródła, takie jak odniesienie do Piotra po aramejsku jako „Kefasa”. Na koniec trzykrotne użycie »i potem« tak jak odniesienia do wypełnienia Pisma wskazuje na starożytny przekaz Hebrajski”. Jedynym dodatkiem pochodzącym od samego apostoła byłoby zapewne ostatnie zdanie: „W końcu, już po wszystkich, ukazał się także i mnie jako poronionemu płodowi. Jestem bowiem najmniejszy ze wszystkich apostołów i niegodzien zwać się apostołem, bo prześladowałem Kościół Boży”.

DWIE HIPOTEZY

Na pewno wyznanie musiało być starsze niż moment, gdy Paweł pojawił się w Koryncie w 51 lub 52 r. Nie da się z pewnością ustalić, kiedy się zrodziła, można jedynie stawiać hipotezy. Pierwsza: Paweł przyjął to wyznanie wiary tuż po tym, gdy nawrócił się w drodze do Damaszku od pierwszych, mieszkających tam chrześcijan. Zakładając, że do zdarzenia tego doszło dwa, trzy lata po śmierci Jezusa z Nazaretu, oznaczałoby to, że przekazane w liście wyznanie pochodzi co najmniej z tego okresu, czyli z roku 33 po Chrystusie. Piszę „co najmniej”, bo można sobie wyobrazić, że Paweł znał to wyznanie jeszcze przed swoim nawróceniem. Żeby prześladować chrześcijan, musiał znać ich nauki, a z pewnością musiał wiedzieć o tym, co odróżniało ich od pozostałych Żydów. Kluczową nowością było głoszenie, że skazany za bluźnierstwo pretendent do tytułu Mesjasza był faktycznie Mesjaszem, a nadto Synem i Panem, czego dowodem było Jego powstanie z martwych. Wkraczając do chrześcijańskiego domu w Jerozolimie, rok czy dwa lata po śmierci Jezusa z Nazaretu, Paweł, wtedy Szaweł, przesłuchiwał zapewne zwolenników nowej drogi i sprawdzał, co wyznają. Musiał przecież być w stanie oddzielić ziarno od plew, prawdziwych Żydów od niebezpiecznych Galilejczyków. Przeciw temu przemawia jedynie określenie, że Paweł otrzymał to, co przekazał. Otrzymał, a więc nie wydarł i nie zdobył. Jednak nie musi być w tym sprzeczności. Będąc prześladowcą, Szaweł znał wyznanie swoich ofiar, gdy się nawrócił, otrzymał je od uczniów w Damaszku i od tej pory przekazywał jako wspólny depozyt wiary. Można też uznać, choć to mniej prawdopodobne, że wyznanie, które później Paweł przekazał chrześcijanom w Koryncie, otrzymał dopiero od Piotra i Jakuba, gdy spotkał ich trzy lata po swoim nawróceniu, gdy przybył do Jerozolimy. „Następnie, trzy lata później, udałem się do Jerozolimy dla zapoznania się z Kefasem, zatrzymując się u niego [tylko] piętnaście dni. Spośród zaś innych, którzy należą do grona Apostołów, widziałem jedynie Jakuba, brata Pańskiego” (Ga 1, 18–19). Mało to jednak prawdopodobne. Pobyt w Jerozolimie i badanie nauki przekazanej przez Kefasa pozwoliły Pawłowi zdobyć wiedzę o życiu ziemskim Jezusa. Trudno przyjąć, że dopiero wtedy przyjął wyznanie. Czymś bardziej zrozumiałym jest to, że Paweł przyjął wyznanie wiary, gdy został ochrzczony w Damaszku. Tekst przekazany przez Pawła w Liście do Koryntian istniał już zatem w roku 33 lub 32 po Chrystusie. Został sformułowany w Jerozolimie przez apostołów i był najkrótszą wykładnią wiary apostolskiej. Nawet najbardziej sceptyczni historycy w zderzeniu z tym przekazem Pawła mają twardy orzech do zgryzienia. Nie mogą przyjąć tego świadectwa w najprostszy możliwy sposób, jako dowodu na rzecz Zmartwychwstania, bo musieliby porzucić racjonalistyczne uprzedzenia i przyjąć wiarę. Tego zrobić nie potrafią. Z drugiej strony tekstu nie jest się łatwo pozbyć. Faktycznie, stoją przecież przed wyznaniem przekazanym przez kogoś, kto był pierwotnie wrogiem Kościoła i kto potwierdza, że już kilka lat po śmierci Jezusa z Nazaretu, może nie więcej niż dwa, jego najbliżsi uczniowie, Piotr, Dwunastu, apostołowie, Jakub, 500 braci, że wszyscy oni twierdzili, że spotkali Chrystusa po śmierci, Chrystusa Zmartwychwstałego. Paweł nauczał tego w czasie, kiedy żył jeszcze Piotr, Jakub, wielu z Dwunastu i większość z 500 braci. Powoływał się na zeznania żyjących świadków i na tekst, sporządzony w oparciu o nie tak wcześnie, że nie mógł on zostać wymyślony, wykreowany. Nie sposób uznać, że uczniów nagle opanowała amnezja i że nie pamiętali o tym, czego sami niedawno nauczali.

LISTA 500

Kiedy zatem Paweł pisał, że Chrystus zmartwychwstał i ukazał się najpierw Kefasowi, Dwunastu, Jakubowi, apostołom i 500 braciom, to ponieważ robił to niejako w ich obecności – każdy z Koryntian mógł sam o to zapytać każdego z wymienionych – to mamy do czynienia nie z jednym świadectwem, ale świadectwem zwielokrotnionym kilkusetkrotnie. Jeszcze raz: nam, dziś czytającym, może się wydawać, że Paweł powoływał się na świadectwa dla Koryntian niedostępne lub dawne. Nic bardziej mylnego: każda z wymienionych osób mogła być przez Koryntian, a na pewno dotyczyło to grupy bogatszych, sprawdzona, zapytana. Co do Piotra, Jakuba czy Dwunastu to samo w sobie oczywiste. Bardziej zagadkowe jest powołanie się Pawła na 500 braci. Kim oni byli i gdzie doszło do spotkania ze Zmartwychwstałym? Nie ma w tej sprawie pewności. Ważniejsze jest co innego: jeśli Paweł wspominał o 500 braciach, z których większość żyje, a niektórzy zaś pomarli, to należy domniemywać, że Kościół posiadał ich listę i oznaczał na niej każdy przypadek zgonu świadka. A więc jak wobec tak niezbitego świadectwa można je odrzucić? A jednak sceptycy i to potrafią podważać. Weźmy np. przekaz św. Pawła o tym, że Jezus ukazał się 500 braciom. Zobaczmy, co z tego robi Dale Allison: „Komentatorzy i apologeci często podkreślali, że Paweł, dodając, że większość z tych 500 braci jeszcze żyje, zakładał, że można było do nich dotrzeć” – pisze profesor z Princeton. To rozsądne założenie. Po co inaczej Paweł by je dodawał w tekście, w którym tak bardzo chodziło mu o wiarygodność? Dlaczego miałby sam sobie podcinać skrzydła i odwoływać się do świadectwa niepewnego? Byłby to tylko ryzykowny zwrot retoryczny? Ale dlaczego w takim razie akurat 500 braci, a nie tysiąc czy 10 tys.? Na pierwszy rzut oka nie sposób znaleźć dla tej liczby żadnego symbolicznego znaczenia. Więc skąd ona się wzięła w tym momencie? Z rzeczywistości. A teraz amerykański krytyk: „Czy była to więcej niż retoryka? Podczas gdy apostoł pisał w Grecji, ukazanie się pięciuset braciom musiało mieć miejsce w Izraelu, gdzie zapewne nadal żyła większość świadków. Nie mamy dowodów na to, że podróżowali za granicę, dając świadectwo, ani że jacykolwiek Koryntianie dziarsko pokonali fale Morza Śródziemnego, by dowiedzieć się więcej”. Co z tego jednak wynika? Jest to klasyczny argument z milczenia. Wyjątkowo w tym przypadku słaby: Po co Paweł miałby się odwoływać do żyjących spośród 500 braci, jeśli nie byłby pewien, że jego słowa można było sprawdzić? Czy z Koryntu nie dało się dotrzeć do Izraela? Korynt był jednym z głównych portów greckich, utrzymującym doskonałe relacje handlowe ze wszystkimi miastami na wybrzeżu Morza Śródziemnego. Podróż do Cezarei Nadmorskiej, a stamtąd do Jerozolimy nie zajmowała dłużej niż miesiąc, góra dwa. Dlaczego bogaty Koryntczyk, który chciał dowiedzieć się więcej o nowej nauce, nie miałby pojechać i zapoznać się ze świadkami, o których wspominał Paweł? Być może, jak wynika z logiki tekstu, Paweł odwoływał się do kogoś znanego Koryntianom? Wbrew obawom starożytni potrafili liczyć nie gorzej niż współcześni, a liczba 500 nie przekraczała ich umiejętności arytmetycznych. Wystarczyło, że do spotkania z Jezusem zebrało się 10 kół po 50 osób, w ten sposób można było mieć pewność co do sumy zebranych. Jeśli apostołowie potrafili stwierdzić, że w cudzie rozmnożenia chleba uczestniczyło raz pięć tysięcy, raz cztery tysiące, to dlaczego 500 braci nie mogło widzieć Zmartwychwstałego? Jeśli dla Pawła i apostołów to świadectwo było ważne, to zapewne docierała do niego wiedza na temat śmierci kolejnych świadków. Temu rozumowaniu Allison przeciwstawia swoje: „Gdyby, dalej, Koryntianie, znali niektórych z nich, Paweł mógł z łatwością napisać: »Po tym ukazał się więcej niż pięciuset braciom w jednym czasie, większość z nich wciąż żyje, włączając w to waszych przyjaciół Faustyna i Witusa, chociaż niektórzy pomarli«. Nie napisał tak. Może zatem Koryntianie wiedzieli tyle co i my, nie będąc w stanie nazwać i odgadnąć, kim są ci, o których wspomina apostoł”. Śmiałe to twierdzenie, zważywszy dość banalną różnicę: 500 braci było współczesnych Koryntianom i św. Paweł odwoływał się do nich jako do strażników i świadków, dlatego ustalenie ich tożsamości powinno być z zasady łatwe. W tekście wyznania wiary imiona nie padały, ale z logiki wynika, że jeśli ktoś chciał je poznać, uzyskał taką informację. Jednak sceptyczny badacz prędzej stanie na głowie niż przyjmie oczywisty sens tekstu. „Wielu chrześcijan wciąż apeluje do ukazania się pięciuset braciom, jakby miało to szczególną wagę apologetyczną. Jednak faktycznie nic nie wiemy na temat tego uderzającego zdarzenia”. Nic? Ależ wiemy, że powołał się na nie Paweł. Wiemy, że umieścił je obok innych przypadków ukazania się, co do których dysponujemy innymi świadectwami – ukazanie się Piotrowi, Dwunastu, Apostołom. Wiemy, że św. Paweł wspomina o 500 braciach nie po to, by wzbudzić podziw lub zaskoczenie odbiorców – robi to, przypominając im naukę, którą wcześniej przyjęli. Święty Paweł nie wyciąga 500 braci niczym mag z kapelusza, ale wspomina o nich, mając jasny cel: zakłada, że chodzi o fakty niebudzące wątpliwości, dające się zweryfikować i powszechnie nauczane. Robi to nie więcej niż 20 lat po fakcie. Inaczej cały jego wywód byłby bez sensu. Pawłowi chodziło o świadków potencjalnie dostępnych Koryntianom. Na pewno takim był św. Piotr. A kto wie, może zetknęli się też z innymi apostołami? Może nawet niektórzy z nich pojawili się w Jerozolimie i zetknęli się z Jakubem, bratem Pana? Wbrew pozorom wcale nie jest to nieprawdopodobne. Przypomnę tylko postawę Papiasza, który wspomina o tym, jak wybiegał na spotkanie każdego ucznia Jezusa lub starszego, który miał kontakt z Jezusem. Czyżby wśród Koryntian brakowało chętnych, by sprawdzić, jak się rzeczy miały z tą nową nauką? Jeśli przynajmniej niektórzy Koryntianie przyjęli entuzjastycznie naukę Chrystusa, to dlaczego mieliby nie wyruszyć na spotkanie pozostałych apostołów? Czy i dziś, jeśli ktoś odczuwa szczególne nabożeństwo do danego świętego, nie chce zbadać miejsca, gdzie jego patron żył, urodził się, działał? Czy nie szuka pieczołowicie jego towarzyszy? Tymczasem okazuje się, że Koryntian, mimo że do nich pisał Paweł, takie rzeczy jak możliwość spotkania niektórych z owych 500 braci, w ogóle nie interesowały. Tak przynajmniej wynika z lektury liberalnych teologów.

TWARDY ORZECH DO ZGRYZIENIA

Jedyną trudnością, z historycznego punktu widzenia, jest odpowiedź na pytanie, dlaczego o tym spotkaniu nie wspominają wyraźnie ewangelie. Najczęściej teologowie, w tym choćby św. Tomasz z Akwinu, uznawali, że spotkanie z 500 braćmi opisał także Łukasz. Czy rzeczywiście chodziło o uczniów, których Chrystus poprowadził do Betanii? „Potem wyprowadził ich ku Betanii i podniósłszy ręce, błogosławił ich. A kiedy ich błogosławił, rozstał się z nimi i został uniesiony do nieba” (Łk 24, 50–53) lub: „Zapytywali Go zebrani: »Panie, czy w tym czasie przywrócisz królestwo Izraela?«” Dz 1, 6–12). Łukasz nie wspomina, ilu uczniów było zebranych przy Wniebowzięciu, a z kontekstu nie sposób się tego dowiedzieć. Jest to w każdym razie prawdopodobne. Tak czy inaczej nie da się rozsądnie utrzymywać, że Paweł treść wyznania zmyślił lub że oszukał Koryntian, powołując się na nieistniejących świadków. To niedorzeczne. Gdyby Paweł zmyślił lub oszukał, to zostałoby to natychmiast wykryte – wystarczyło spytać kogokolwiek z wymienionych świadków. Co zatem ma zrobić z tym wyznaniem Pawła sceptyk? Naprawdę musi się nieźle wysilić. Cały wysiłek oświeconego umysłu od ponad trzech wieków skierowany jest na to, by rozbić ten spójny, jednolity i logiczny przekaz. Nie jest to łatwe, bo teksty krzyczą: Chcemy być usłyszane! Chcemy być uznane! Och, gdyby św. Paweł nigdy nie napisał tego fragmentu swojego listu, dawno już można byłoby ogłosić, że wiara w zmartwychwstanie to mit, legenda, późniejszy dodatek, zapis potrzeb pierwszej gminy, opowieść o jej doświadczeniach, raport o wrażliwości i przeżyciach. Ileż możliwych dekonstrukcji!

Paweł Lisicki

 

(Odwiedzono 82 razy, 82 wizyt dzisiaj)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *