
Od redakcji! Materiały prasowe na temat zbrodniczej plandemii czasów COVID-19 gromadzone są tutaj – zob. https://gorliceiokolice.eu/tag/covid-19/. Dzisiaj kolejny tekst na ten temat autorstwa Jerzego Karwelisa – zob. https://gorliceiokolice.eu/tag/jerzy-karwelis/. Tekst został opublikowany w „Tygodniku Lisickiego Do Rzeczy”, nr 8/668, 16–22 lutego 2026. Zdjęcie tytułowe zostało zacytowane ze strony – zob. https://dziennik.com/proces-lekarzy-w-poznaniu-medykow-uznano-za-winnych-szerzenia-pogladow-antyzdrowotnych-w-czasie-pandemii/. A sprowadzając tytułu tekstu Jerzego Karwelisa na nasz lokalny grunt to przypomnę, że test z Hipokratesa oblali także wszyscy bobowscy medycy o czym informowałem Czytelników czasopisma „BOBOWAODNOWA” wielokrotnie – zob. https://gorliceiokolice.eu/tag/bomed/ i https://gorliceiokolice.eu/tag/langmed/.
xxx
Procesy lekarzy, którzy sprzeciwiali się polityce lockdownowej w czasie pandemii, zostały wytoczone po to, by ich zdyscyplinować nie tylko na polu walki z COVID-19. Chodziło o to, żeby w przyszłości ludzie ci leczyli nie według „własnej najlepszej wiedzy”, ale procedur, które są stosowane przez system opieki zdrowotnej w oparciu o uzgodnienia z Big Pharmą.
Czasy pandemii COVID-19 były okresem, w którym ujawniły się nie tylko zastraszające intencje polskich władz, lecz także odsłonił swoje oblicze cały patologiczny system samorządu lekarskiego, sprzęgniętego z interesami przemysłu farmaceutycznego. Lekarze mają przymus zrzeszania się w jednej ogólnopolskiej Naczelnej Izbie Lekarskiej. Bez tego nie mogą wykonywać zawodu. Ale tenże samorząd dysponuje możliwością nakładania sankcji na lekarzy, łącznie z dożywotnim zakazem wykonywania zawodu. Ten system – w okresie pandemii – został wykorzystany do ścigania lekarzy, którzy prezentowali inną niż ustalona oficjalnie linię podejścia do COVID. Nie traktowali go jako choroby o pandemicznych rozmiarach oraz do wymuszania bezwzględnej akceptacji szczepionek.
KTO OSKARŻAŁ?
Aby przejść do przykładów konkretnych przypadków gnębienia lekarzy, należy najpierw omówić działania sądów lekarskich przy wojewódzkich okręgowych izbach lekarskich. Samorząd lekarski stworzył własne sądy, które mają za zadanie dbać o zaufanie społeczeństwa do lekarzy, poprzez własny system rozstrzygania sporów dotyczących błędów medycznych oraz utrzymywania na wysokim poziomie etyki lekarskiej, będącej wyrazem szczególnych wymagań wobec zawodu społecznego zaufania. Samorządy mają ogólną tendencję do załatwiania swoich spraw „u siebie”, co daje im przedłużone gwarancje, że jak to zrobią, to „brudy wypierze się w domu”, czyli bez ingerencji państwa, a zamknięty charakter korporacji zawodowej zostanie utrzymany. Jednak taki własny wewnętrzny „wymiar sprawiedliwości” jest łatwym narzędziem do wykorzystania go przy próbach złapania środowiska – w tym przypadku lekarskiego – za gardło, z pobudek całkowicie innych niż dbanie o wysoki poziom społecznego szacunku do zawodu o wysokich wymaganiach etycznych. Tak stało się w czasie pandemii. Właściwie trudno dziś wymienić wszystkich gnębionych wówczas lekarzy, gdyż można byłoby pominąć niesprawiedliwie czyjąś niezłomną postawę. Tu skupimy się na kilku nazwiskach, dzięki czemu otrzymamy obraz zarówno postaw lekarzy, jak i różnych reakcji systemu. Wypada zacząć od dr Anny Martynowskiej, która wraz z Cecylią Zdunek już latem 2020 r. objeżdżała całą Polskę, by podczas dziesiątek spotkań wskazywać na potrzebę innych niż oficjalnie przyjęte, czyli panikarskie, rozwiązań w walce z COVID-19 (to było jeszcze przed podjęciem tematu wątpliwych szczepień). A odwoływała się do swoich doświadczeń. Prowadziła dwie przychodnie i nie zauważyła w nich żadnej pandemii. Doktor Martynowska poszła na pierwszy ogień sądów lekarskich. Pierwszą z pięciu spraw zaczął Okręgowy Sąd Lekarski we Wrocławiu ze skutkiem tymczasowego zakazu wykonywania zawodu w sumie na rok. Zaraz potem była sprawa dr Doroty Sienkiewicz, która m.in. opublikowała filmik, skierowany głównie do młodzieży (i pośrednio rodziców), w którym przestrzegała przed konsekwencjami szczepień. Doktor Sienkiewicz otrzymała roczny zakaz wykonywania zawodu, który traci moc w lutym 2026 r. Mieliśmy też do czynienia z lekarzami, którzy kwestionowali w mediach społecznościowych najpierw procedury pandemiczne, tzw. niefarmaceutyczne interwencje typu DDM, czyli triadę dystans-dezynfekcja-maseczki, potem zaś procedury dopuszczenia szczepionek mRNA (tu głównie wyróżniali się dr Zbigniew Martyka, dr Paweł Basiukiewicz, prof. Ryszard Rutkowski czy dr Piotr Witczak).
ZA CO?
O co byli oskarżani lekarze? Otóż zarzucano im wyrażanie poglądów sprzecznych z aktualnym stanem wiedzy medycznej, co miało wystawiać na szwank społeczne zaufanie do zawodu lekarza i mącić w głowach pacjentów w krytycznej sytuacji pandemii. Wedle oskarżycieli lekarze ci kwestionując aksjomaty walki z pandemią, o dogmacie szczepionkowym nie wspominając, popadali w konflikt poznawczy, czyli nie dochowywali wymuszanych standardów zachowań, co w rezultacie prowadziło do masowych zakażeń skutkujących nadmiarowymi zgonami. I tu zaczęły się problemy. Po pierwsze, sędziowie sądów lekarskich to lekarze. Tymczasem okazało się, że na wokandzie stawały sprawy dotyczące nie procedur medycznych, lecz cywilnoprawnych rozważań nad zakresem wolności słowa, a więc wykraczające poza kompetencje lekarzy. Po drugie – wedle linii obrony mecenasa Stanisława Zapotocznego – wykładnia sądów lekarskich nie miała szans się utrzymać. Otóż art. 53 ustawy o izbach lekarskich przewiduje możliwość ukarania lekarza, ale tylko, gdy swym działaniem sprzeciwi się etyce lekarskiej i jednocześnie naruszy przepisy związane z wykonywaniem swojego zawodu. Sądy lekarskie powoływały się tu na art. 4 ustawy o wykonywaniu zawodu lekarza i lekarza dentysty, ale mówi on wyłącznie o wykonywaniu usługi medycznej. Nie ma tu zaś nic na temat tego, że do jej wykonywania należy (odpowiednie) zabieranie głosu, również w sprawach medycznych. Po trzecie – jak wskazał mecenas Arkadiusz Tetela – doszło do naruszeń podstawowych praw obywatelskich. Sądy lekarskie nie są od ich uchylania w przypadku lekarzy, a sami medycy nie są obywatelami drugiej kategorii, niższej nie wiadomo dlaczego niż kategoria obywateli obdarzonych ochroną prawa do wypowiedzi i wolności słowa. Takie podejście, czyli karanie za poglądy, naruszało art. 54 konstytucji, a także prawo do składania petycji, o Europejskiej Konwencji Praw Człowieka nie wspominając. Kiedy okazało się, że materia merytoryczna i proceduralna mocno przerasta kompetencje medyków, Naczelna Izba Lekarska zamówiła suto opłaconą ekspertyzę prawną na temat tego, jak lekarze w sądach mają sobie poradzić, by coś w ogóle móc orzec. Opinię przygotowali prawnicy ze środowiska Uniwersytetu SWPS: prof. Lech Gardocki, prof. Stanisław Hoc, prof. Hubert Izdebski, dr hab. Teresa Gardocka, dr hab. Dariusz Jagiełło. Ta, rozesłana do sądów okręgowych, opinia miała utrzymać w rozproszonych izbach lekarskich jednolitą linię orzeczniczą. Sądy lekarskie trzymały się do końca tej ekwilibrystyki za pieniądze, co zaprzecza nie tylko ich kompetencjom, lecz także wymogowi niezależności.
PROCEDURALNE AMATORSTWO
Dlaczego tak postępowano? Jest to szerszy aspekt całego – dodajmy: międzynarodowego – podejścia, które przecierało szlak szybkiej decyzji o przyjmowaniu szczepionek mRNA na COVID-19. Chodziło o to, że aby dopuścić je do stosowania w trybie nadzwyczajnym, czyli przyspieszonym poprzez pominięcie koniecznych faz badań należało wykazać zaistnienie trzech okoliczności, z których jedną stanowił brak leku na nagłe pojawienie się pandemicznego patogenu. To dlatego wszelkie rekomendacje dotyczące procedur leczniczych COVID-19 właściwie oznaczały namawianie do… nieleczenia. Po prostu nie można było dopuścić do tego, żeby pojawił się skuteczny środek z palety leków już dostępnych i przebadanych, gdyż cała przyspieszona akcja szczepionkowa nie miałaby proceduralnego uzasadnienia. Warto przypomnieć, że rozprawy przed sądami lekarskimi odbywały się w oparciu o zasady wzorowane na Kodeksie postępowania karnego, o którym lekarze mają takie pojęcie, jak prawnicy o operacji wyrostka. Namnożyło się w związku z tym wiele proceduralnych wpadek, które były podstawą do częstych prób obalenia całej procedury za pomocą wniosków obrony. Próby te nie przyniosły większych skutków w samych sądach lekarskich i należy liczyć na to, że dadzą one efekty dopiero wtedy, kiedy sprawy wyjdą z sądów lekarskich i zajmą się nimi profesjonalni prawnicy w trybie kasacji w Sądzie Najwyższym. Podstawowe faule, których się dopuszczono, to: zmiana kwalifikacji czynu z ewidentnym działaniem prawa wstecz, nieuwzględnianie wniosków dowodowych obrony, niepowoływanie biegłych postulowanych przez obronę, odrzucanie wniosków o przesłuchanie biegłych przygotowujących opinie, nieokreślanie konkretnych wysokości opłat sądowych. Taki tok postępowania oznaczał, że oskarżeni byli poddawani finansowym represjom. Na przykład dr Sienkiewicz musiała wydać dziesiątki tysięcy złotych na tłumaczenie prac naukowych dowodzących jej racji (bo przecież lekarze sądu lekarskiego angielskiego nie znają). Po czym sąd przetłumaczonych dowodów w ogóle nie uwzględnił.
STRONNICZOŚĆ
Największym grzechem w sądach lekarskich było (i pozostaje) tolerowanie konfliktu interesów. Ten zarzut obrony był przez sądy notorycznie pomijany, chociaż w co najmniej jednym przypadku (w Poznaniu) sąd wiedząc, że padnie zarzut stronniczości wobec składu, przygotował swój rezerwowy skład zastępczy. Kłopot w tym, że w środowisku lekarskim trudno znaleźć kogoś, kto nie współpracowałby z którąś z firm Big Pharmy, czyli orzekał np. w sprawie lekarza kwestionującego użyteczność czy bezpieczeństwo preparatu firmy, która jest sponsorem członka składu orzekającego w tej sprawie. Jeden z sędziów Sądu Lekarskiego w Poznaniu na zarzut, że cała Wielkopolska Izba Lekarska ma konflikt interesów, wynikający z jej sponsorowania przez producenta szczepionek Astra Zeneca, z kompromitującą szczerością odpowiedział, że nie można w Polsce znaleźć ani jednej izby wolnej od tego rodzaju wpływów i nie byłoby komu sądzić w ogóle. Najbardziej kuriozalnym przypadkiem stronniczości była jednak ekspertyza wydana przez prof. Iwonę Paradowską-Stankiewicz. To członek Polskiego Towarzystwa Epidemiologicznego (jak każda taka instytucja zasilanego przez farmaceutycznych sponsorów, z producentami szczepionek na czele). Zasiadała ona w Radzie Medycznej przy premierze i miała oceniać lekarzy kwestionujących ustalenia tego ciała, a więc i swoje. W końcu okazało się, że jej ekspertyza mogła być dziełem… sztucznej inteligencji, co jest obecnie badane w prokuraturze, gdyż lekarze uważają, że od 70 do 90 proc. tej opinii powstało jako dzieło AI. Natomiast jeśli chodzi o najbardziej spektakularny sądowy przypadek represji wobec lekarzy, to był nim tzw. proces 114 lekarzy. Chodziło o trzy apele, w których tysiące lekarzy zabiegało u władz o szczególną ostrożność przy wprowadzaniu obowiązku szczepień na COVID-19 oraz o zrewidowanie polityki lockdownowej. Z tych tysięcy podpisów zrobiło się 114 oskarżonych w trybie, który pokazuje, do jakich podłości dopuściło się państwo polskie w czasie pandemii. Otóż naczelnik rzecznik odpowiedzialności zawodowej NIL, taki prokurator w sądach lekarskich, Grzegorz Wrona, najpierw ogłosił, że będzie pozywał wszystkich sygnatariuszy apeli, potem tych, którzy się na tym etapie nie wycofali, wzywano do rzeczników i straszono konsekwencjami takich działań. Jeden z obrońców pozwanych lekarzy, mecenas Marek Czarnecki, zajrzał do tysięcy stron akt tego procesu i znalazł tam – jak twierdzi – „materiały, których nie po wstydziłby się IPN” badający historię z lat 50. Były tam akty samokrytyki i podobne deklaracje, podpisane przez przerażonych lekarzy, którym zajrzało w oczy widmo utraty prawa do wykonywania zawodu. Po tych harcach z tysięcy lekarzy zostało już tylko 114. Oskarżono ich w trzech Okręgowych Izbach Lekarskich w Gdańsku, Poznaniu i we Wrocławiu. Już sama lokalizacja rozpraw miała znamiona represji: np. kilkoro lekarzy musiało dojeżdżać z Wrocławia do Poznania, choć we Wrocławiu też odbywały się dotyczące ich rozprawy.
PUŁAPKA „EFEKTU MROŻĄCEGO”
Jaki jest obecny stan spraw, o których tu mowa? Kary zawieszenia wykonywania zawodu właściwie dobiegły już końca. Została tylko dr Sienkiewicz, ewidentnie karana za to, że stoi na czele Polskiego Stowarzyszenia Niezależnych Lekarzy i Naukowców. Proces 114 lekarzy skończył się naganami dla kilku lekarzy, a więc sprawa wydaje się domykać. Jednak obrona lekarzy zaskarżyła te wyroki do Sądu Najwyższego i widać, że przejście z sądów korporacji lekarskiej do SN może cały bieg sprawy odwrócić poprzez wykazanie stronniczości, błędów proceduralnych, a przede wszystkim niedorzeczności orzeczeń. Nie tylko by to oczyściło dobre imię lekarzy, lecz także doprowadziło do dochodzenia wysokich odszkodowań, i to indywidualnie od osób zasiadających w składach sądów lekarskich, nie mówiąc już o tym, że te działania ostatecznie pogrzebałyby system i zasadność działania izb. Wygrana dr. Norberta Szalusia w Sądzie Najwyższym ujawniła kompetencyjne i merytoryczne dno orzeczeń sądu lekarskiego, który zawiesił jego prawo do wykonywania zawodu. Przykład dr. Marka Wawrzeńczyka, który pozwał Okręgową Izbę Lekarską w Bydgoszczy i bydgoskiego okręgowego rzecznika odpowiedzialności zawodowej osobiście za zniesławienie go we wnioskach i orzeczeniach, dowodzi, że lekarze urzędujący w izbach też zderzą się z „efektem mrożącym” – na wypadek, gdyby chcieli powtarzać swój proceder przeciw kolegom po fachu. W sumie urzędnicy z izb lekarskich i sądów lekarskich wpadli w pułapkę. Na trzy lokalizacje procesu 114 lekarzy opieszałość sądów w Gdańsku i we Wrocławiu doprowadziła do tego, że prowadzone w nich sprawy się przedawniły. Został tylko sąd w Poznaniu, któremu – jak się wydaje – powierzono zadanie przeprowadzenia wobec niezależnych lekarzy „efektu mrożącego”. Padło na czwórkę z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. Profesor Ryszard Rutkowski, dr Dorota Sienkiewicz, prof. Maria Sobaniec-Łotowska, jej córka, dr hab. Joanna Łotowska otrzymali nagany. Choć liczba ukaranych okazała się mała, to o uzyskaniu „efektu mrożącego” zdecydowało to, kogo ukarano. Są to lekarze, którzy cieszą się w swoim środowisku zawodowym autorytetem. Opisane tu działania miały mieć ewidentnie efekt wywarcia presji na środowisko lekarskie. Ma to dwa aspekty – jeden taktyczny: na wypadek następnej pandemii wszyscy już będą wiedzieli, jak się zachować i jakie są sankcje za zejście ze ścieżki głównego przekazu. Drugi aspekt to argument o przestrzeganiu dorobku aktualnego stanu nauki. Ma on tu wydźwięk ironiczny. Trudno bowiem dorobek nauki uznać za coś statycznego i niezmiennego. Przecież jej rozwój polega na ciągłym kwestionowaniu dotychczas zgromadzonej wiedzy. Swoją drogą, w lipcu 2025 r., w trakcie uzasadnienia jednego z orzeczeń, Wojciech Łącki z Okręgowej Izby Lekarskiej w Poznaniu stwierdził, że rzeczywiście wątpliwości lekarzy występujących przeciw polityce covidowej w czasie pandemii zostały obecnie naukowo potwierdzone, ale oni zakwestionowali taki stan wiedzy naukowej, jaki był wówczas. Przy tego rodzaju argumentacji można byłoby spalić Galileusza za jego herezje, a potem ten sam kat musiałby stwierdzić, że Ziemia się jednak kręci, ale kiedy paliliśmy wyrywnego geniusza, nie było nam to jeszcze wiadome. Procesy, o których mowa w niniejszym tekście, to była pokazówka dla lekarzy, by się słuchali w ogóle, a nie tylko w sprawie walki z COVID-19. I żeby leczyli nie według „własnej najlepszej wiedzy”, ale procedur, które są stosowane przez system opieki zdrowotnej w oparciu o uzgodnienia z Big Pharmą.
Jerzy Karwelis


Apel dr Katarzyny Ratkowskiej!
„W pierwszej instancji, czyli w bydgoskiej sądzie lekarskim w maju 2025 zawieszono mi Prawo Wykonywania Zawodu na 2 lata i dano karę nagany za to że publicznie ostrzegałam Polaków od 5 lat przed poważnymi powikłaniami po tzw. szczepionkach przeciw Covid-19, oskarżono mnie też o to że skutecznie leczyłam Pacjentów Amantadyną. Jeżeli wyrok zostanie podtrzymany, to od 6.marca br.tracę możliwość wykonywania zawodu a moi Pacjenci nagle tracą lekarza.
Dodam jeszcze że z powodu zgonów i poważnych powikłań w USA tzw. szczepionki przeciw Covid-19 są zabronione w wielu stanach a w innych nie są zalecane, podobnie jak w wielu innych krajach, a u nas niestety nie wolno mówić prawdy nie liczy się dobro Pacjenta tylko zyski koncernów farmaceutycznych. Proszę o modlitwę ale też proszę o obecność, bo my jako lekarze sumienia walczymy za Wasze zdrowie i życie”.
Źródło – https://www.facebook.com/story.php?story_fbid=1490620549098328&id=100044511906526&post_id=100044511906526_1490620549098328&rdid=arj1BAk2t5cvQu1L#.