
Od redakcji! Autorem tekstu jest komentator „wma” – zob. https://gorliceiokolice.eu/tag/wma/. Zdjęcie tytułowe zostało zacytowane ze strony – zob. https://agromania.pl/magazyn-traktor-i-jego-niezapomniane-dziewczyny/.
xxx
Znowu pojawił się osobnik, który przybrał sobie do głowy, że uczyni z nas „europejczyków” – tym razem pod nazwą „Vano Paczkowski”.
Pod tym tekstem:
https://gorliceiokolice.eu/2025/12/5000-zl-kary-za-szukanie-opiekunki-do-dzieci
wyszczególnił się w te słowa:
„Co za problem napisać np. „Szukam odpowiedzialnej osoby do opieki nad dzieckiem”. Popieram brak dyskryminacji i inkluzywność w miejscu pracy”.
Maciej Rysiewicz poinformował go, że jest kretynem, a ten oświadczył z mocą:
„Możesz tylko bezradnie toczyć pianę, matołku. Nie zatrzymasz postępu cywilizacyjnego w Polsce”.
Od razu się przyznaję: nie wiedziałem, co to jest „vano” – i co to jest „inkluzywność”, na dodatek w miejscu pracy.
Po niejakich poszukiwaniach znalazłem informację, że „vano” pisane wielką literą to gruzińska wersja imienia Jan. Znaczy co? Gruzuje u nas Suzin? To jest chciałem powiedzieć: studiuje u nas Gruzin?
https://www.youtube.com/watch?v=3bZ9ypZ_et4
Ale dlaczego akurat Paczkowski – a nie jakiś …idze?
No dobrze, gruziński Jasiek na -ski powiada, że popiera „inkluzywność” w miejscu pracy. Zaglądam do Słownika Wyrazów Obcych PWN (Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1980) – i nic, żadnej „inkluzywności” nie ma, jest tylko inkluzja:
inkluzja (łac. inclusio) 1. włączenie 2. log. stosunek między dwoma klasami przedmiotów polegający na tym, że jedna z nich zawiera się w drugiej 3. miner. ciało obce, które zostało we wnętrzu minerału podczas jego krystalizowania się; wrostek
W nowszych słownikach dostępnych w sieci też „inkluzywności” nie ma, jest przymiotnik „inkluzywny”:
https://sjp.pwn.pl/slowniki/inkluzywny.html
– a tutaj podano przykład użycia tego przymiotnika:
https://dobryslownik.pl/slowo/inkluzywny/189309
Przykład wygląda tak, ma pochodzić z KAI, z roku 2021:
„Podczas zebrania 3 maja br. na Jasnej Górze Rada Stała Konferencji Episkopatu Polski podjęła temat języka używanego w debacie publicznej i życiu społecznym. Biskupi zwrócili uwagę, że papież Franciszek w swoim nauczaniu wielokrotnie wskazuje na wagę tzw. języka inkluzywnego, czyli łączącego, promującego równość oraz szacunek dla różnorodności, szczególnie w obliczu narastających podziałów, agresji werbalnej, języka nienawiści i działań wykluczających”.
Po dalszych poszukiwaniach i niejakim zastanowieniu udało mi się wydestylować takie znaczenie „inkluzywności” w miejscu pracy: to ma być koncept, że wszyscy są tacy sami, wszyscy tak samo nadają się do wszystkiego, do każdej czynności, czy zawodu; w szczególności ma to oznaczać, że dziewczyna bez problemu zrobi wszystko to, co chłopak – a chłopak to, co dziewczyna.
Powiedzmy sobie od razu: taki koncept nie wytrzymuje konfrontacji z rzeczywistością, to jest oczywista brednia. Są setki czynności, których dziewczyna nie wykona (nie wykona w ogóle, albo wykona, ale nie tak szybko i tak dobrze jak chłopak) – tak samo jak są liczne czynności, które dziewczyna wykona szybciej i lepiej niż chłopak. Jest jeszcze jedna rzecz: nie ma profesji/zawodów neutralnych, stąd jest coś takiego, jak choroba zawodowa. Tak już jest (i to jest naturalne), że zawodów najbardziej niebezpiecznych, prowadzących nieuchronnie do utraty zdrowia nie wykonują niewiasty, a jeśli ktoś tę okoliczność uważa za „dyskryminację” to oznacza, że ma coś z głową. Jeśli nakładamy na niewiastę taki sam ciężar, jak na mężczyznę (nawet jeśli ona tego chce), to to nie jest „postęp cywilizacyjny” (jak bredzi jakiś tam Jasiek na -ski), to jest cywilizacyjny upadek.
Podam dwa przykłady. Czy niewiasta może jeździć samochodem? Oczywiście, że może. A czy może być zawodowym kierowcą? Też może. A czy powinna, innymi słowy: czy dobrze na tym wyjdzie?
Poniżej cytat z książki Adama Majewskiego „Wojna, ludzie i medycyna” (polecam, rzecz bardzo ciekawa i wartościowa), rok 1944, Włochy:
„U nas w szpitalu życie płynęło dość monotonnie. Różne jednostki przysyłały do szpitala swoich chorych i rannych. Często przybywali z nimi lekarze jednostek. Któregoś dnia, gdy wszedłem do naszej sali opatrunkowej, zobaczyłem, że Szybalski bada żołnierza kobietę. Obok stoi podporucznik, ale jakiś strasznie szczupły. Podszedłem bliżej i przekonałem się, że podporucznik był również kobietą, choć ubraną po męsku i z męską fryzurą. Twarz i sylwetka wydały mi się skądś znajome. Wątpliwości się wyjaśniły, gdy zwróciła się do mnie:
– Dzień dobry kolego, już chyba siedem lat upłynęło, jak ostatni raz pana widziałam.
Wtedy ją poznałem. Była to doktor Danuta Ogniewska. Ukończyła medycynę we Lwowie. Obecnie pełniła obowiązki lekarza w jednej z kobiecych kompanii transportowych.
Polskie kobiece kompanie transportowe były dużymi jednostkami. Liczyły po czterysta do sześciuset kobiet. Kompania miała kilkaset wozów. Służba w niej była bardzo ciężka i polegała na przewożeniu amunicji z południowych portów do okolicy przyfrontowej. Obrót kompanii w jedną stronę trwał kilka dni, często trudnymi trasami górskimi.
Należy zaznaczyć, że te polskie kobiece kompanie transportowe zyskały sobie w krótkim czasie doskonałą opinię. Zarówno polskie, jak i brytyjskie władze wojskowe chętniej się nimi posługiwały, niż zwykłymi wojskowymi kompaniami transportowymi. Tłumaczono to tym, że kompanie kobiece pracowały bez porównania lepiej niż męskie. Przede wszystkim odznaczały się lepszą dyscypliną, spełniały obowiązki znacznie punktualniej i dokładniej. Prawie zupełnie nie miały wypadków. (…) Ta wzorowa opinia polskich kobiecych kierowców wywoływała nawet pewną zawiść ze strony naszych żołnierzy.
Z drugiej strony często dawały żołnierzom po nosie odmawiając im zgody na podwożenie autostopem. Sam słyszałem, jak do żołnierzy czekających przy drodze wołały (…):
– Poproś Angielkę, niech cię podwiezie!
Był to swego rodzaju rewanż za powodzenie naszych żołnierzy u płci pięknej innych narodowości.
Między lekarzami dawały się często słyszeć krytyczne głosy na temat tego rodzaju służby kobiecej. Prowadzenie i obsługiwanie kolumny transportowej na długich i ciężkich trasach wyłącznie przez kobiety było zbyt ciężkim zadaniem i aczkolwiek doskonale dawały sobie radę to jednak ich konstytucja i budowa anatomiczna do tego się nie nadawały. Prowadzenie trzytonowego wozu dzień i noc po górskich drogach w różnych porach roku, leżenie pod wozem w błocie i konserwowanie go, wreszcie nieustanne trzęsienie się po zniszczonych działaniami wojennymi szosach i zaziębienia miały powodować różne przewlekłe choroby jajników i macicy, a następnie bezpłodność. Obliczano, że po kliku latach normalnej służby bez wypadków więcej niż połowa tych kobiet będzie w pewnym sensie inwalidkami niezdolnymi do założenia życia rodzinnego”.
Dzisiaj kierowca ciągnika z naczepą, który jeździ po całym kontynencie, nie leży pod wozem w błocie, nie trzęsie się na dziurawej drodze, ma wygodną klimatyzowaną kabinę, ma wszelkie udogodnienia, ale po 20 latach jeżdżenia ma tak: zakrzepica w kończynach dolnych, zdeformowany kręgosłup (boli wszystko i wszędzie, gość ledwie łazi), do tego dolegliwości gastryczne (pełen zestaw do wyboru, od samej góry do samego dołu), do tego bezpłodność (skutek ciągłego ucisku i przegrzania rodzinnych klejnotów). Jak jakaś ambitna dziewczyna chce pokazać, że i ona potrafi – niech próbuje. Tylko żeby potem nie było płaczu – że boli i że „została sama”.
W mojej grupie na politechnice było trochę dziewczyn, oczywiście nie miały taryfy ulgowej, musiały zrobić te same zaliczenia i zdać te same egzaminy co chłopaki, ale potem miały dosyć rozsądku: żadna nie poszła na budowę, większość w ogóle nie pracowała w zawodzie. Potem spotkałem dwie niewiasty, które się uparły i prowadziły budowę (jedna w Polsce, druga w dzikim pogańskim kraju za Odrą) – i przykro było patrzeć. Nie dlatego, że sobie nie dały rady (co miały wybudować – jakoś tam wybudowały), ale dlatego, że niczego w ten sposób nie osiągnęły, niczego nikomu nie udowodniły, żadnej nagrody od świata nie otrzymały, a swoją cenę zapłaciły.
Na koniec jeszcze coś takiego (z dziedziny „behape”). Wg „behape” niewiasta może podnosić w pracy tylko 5 kilogramów (jeśli to jest więcej niż dwa razy na godzinę), 12 kilogramów (jeśli to jest do dwóch razy na godzinę), maksymalnie 20 kilogramów (ale tylko jeden raz, w wyjątkowych okolicznościach). Dla mężczyzny to jest odpowiednio 10, 25 i 50 kilogramów. Zróbmy „postęp cywilizacyjny” i „inkluzywność” i coś tam tym dziewczynom dołóżmy – a chłopakom odejmijmy!
wma



” Ekskluzywne Polaków życie w UE ” . Polska została ukarana przez instytucje unijne – setkami milionów euro . Proste… z traktora na kolana… i wracajcie na drzewa . Łączna kwota kar – Al łatwo wygeneruje .
Coś nt. „inkluzywności” tzn. tego, że wszyscy są „równi” i wszystkim należy się ta sama nagroda:
https://nczas.info/2025/12/21/jachira-o-zarobkach-pilkarzy-i-pilkarek-jak-to-jest-ze-mezczyzni-wola-ogladac-mezczyzn-video
Paniusia z nagrania powiada, że „myśli”, że „nie rozumie” – i że „się zastanawia”.
Jakiś czas temu pojawiło się podobne pytanie odnośnie tenisa ziemnego: jak to się dzieje, że chłopaki podnoszą z kortu większe pieniądze niż dziewczęta. Wyjaśnienie jest bardzo proste: chłopak, który chce wygrać mecz na turnieju Wielkiego Szlema musi rozegrać od trzech do pięciu setów (co czasami trwa kilka godzin), dziewczynie wystarczą dwa, góra trzy (najczęściej dwa). Krótsza dniówka – mniejsza stawka.
https://nczas.info/2025/12/28/tenisowa-wojna-plci-zajmujacy-671-miejsce-zawodnik-pokonal-liderke-kobiecego-rankingu
https://nczas.info/2025/12/24/lewackie-szalenstwo-chaos-z-neutralnymi-plciowo-nazwami-stanowisk-pracy-osmiesza-pracodawcow/
https://x.com/MaciekBNB/status/2005213761628430542
Ta kobieta z powyższego nagrania („polityczka”, „pedagożka”, „filozofka”, „badaczka i działaczka”) to jest porażka, totalna porażka (widać przy tym wyraźnie, że nie zdaje sobie sprawy z własnej śmieszności).
https://pl.wikipedia.org/wiki/Agnieszka_Dziemianowicz-B%C4%85k
A teraz poczytajmy sobie to (ludowa władza bohatersko walczy z problemami, które sama stwarza):
https://www.infor.pl/prawo/praca/pracodawca/7470056,mrpips-wyjasnia-jak-zmienic-nazwy-stanowisk-pracy-na-neutralne-tak-by-nie-sugerowaly-plci-pracownika-nowy-obowiazek-pracodawcow-od-24-grudnia.html
Takie dialogi (na cztery nogi) między towarzyszami:
https://dorzeczy.pl/kraj/825353/miller-do-treli-pisze-do-ludzi-inteligentnych-a-wiec-nie-do-pana.html
Obywatel Tusk Donald (chwilowo na posadzie premiera) „miał się zezłościć” na dwie „ministry”, na dodatek na „Waldemara”, „łącznie awantura miała trwać ok. godziny” – takie sensacje w „tefałenie”.
https://wiadomosci.wp.pl/awantura-na-posiedzeniu-rzadu-waldemarze-ja-cie-blagam-7238394666597344a
Wiadomość dla kozaka „Fantomasa”:
„Na Rządowym Centrum Legislacyjnym wisi procedowanie zmian w aktach małżeństwa. Znika kobieta i mężczyzna a pojawia się „pierwszy małżonek” i „drugi małżonek”.
Tusk dekomponuje rodzinę. Gdzie tutaj konstytucja”?
Źródlo – https://x.com/MeklerRafal/status/2012257950216118506!
Ale to nie koniec. Warto zajrzeć także tutaj – zob. https://x.com/KGawkowski/status/2012194836112126016!
„Zastanawialiście się kiedyś, czemu tak niewiele kobiet pracuje na budowach i próżno tam szukać np. pań na stanowisku zbrojarza-betoniarza? Według szefa Państwowej Inspekcji Pracy Marcina Staneckiego to pewnie przez to, że ogłoszenia o pracę na takich stanowiskach były kierowane do mężczyzn, ale nowe przepisy zakazują takiej ogłoszeniowej dyskryminacji ze względu na płeć i w końcu kobiety zobaczą, że mogą pracować jako np. zbrojarka-betoniarka i na pewno zaczną się rwać do takiej roboty”.
Źródło – https://x.com/ekonomat_pl/status/2020950944335188130!
Ten zarośnięty gość z nagrania
https://x.com/i/status/2020950944335188130
https://pl.wikipedia.org/wiki/Marcin_Stanecki
ma bardzo słaby kontakt z rzeczywistością. Niewiasta, która by próbowała realizować się na budowie przy układaniu zbrojenia i betonowaniu zakończyłaby karierę z płaczem, najpóźniej w trzecim dniu. Ten śmieszny gość z nagrania też by się rozpłakał.