
Od redakcji! Autorem tekstu jest Alicja Nowak – zob. https://gorliceiokolice.eu/tag/alicja-nowak/. Tekst został opublikowany w wersji oryginalnej. Ilustracja tytułowa została wykonana przez SI/AI (na polecenie Autorki).
Akt I: KAMELEON
W świecie wielkiej dyplomacji sojusze kuje się latami. W Gorlicach wystarczy zwykły cynizm i bezwzględna walka o wpływy. Lokalna scena przypomina sprywatyzowany teatr jednego aktora, w którym pierwsze skrzypce gra burmistrz Rafał Kukla. To człowiek o elastyczności ideologicznej godnej mistrza olimpijskiego. Wychowanek Nowej Lewicy, dziecko PZPR, potrafi czule przytulić się do PiS-u, by za chwilę z równym wdziękiem flirtować z Polską 2050 czy KO, flirtu z PSL nie komentując. Każdy partner jest dobry, dopóki spełnia swoją rolę. Gdy nadchodzi właściwy moment, burmistrz bez skrupułów odbiera wcześniej rozdane stołki. Publiczne stanowiska i miejskie zasoby i koleżeńskie układy stają się tu prywatną walutą w grze o bezwzględną dominację.
Akt II: POKAZOWY PROCES
Gorlicka sztuka rządzenia opiera się na prostej zasadzie: kto podpadnie władzy, tego system musi zniszczyć. Przekonała się o tym radna Mariola Migdar. W 2019 roku zakwestionowała ona mandat szkolnego kolegi burmistrza – radnego Jędrzejowskiego. Komisarz wyborczy bezsprzecznie wykazał wtedy, że centrum życiowe tego pana leży w zupełnie innej gminie i nie ma on prawa zasiadać w gorlickiej radzie. Reakcja lokalnego układu była natychmiastowa i drastyczna.
Nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, znalazł się pretekst do zwolnienia pani Migdar z pracy. Przewodniczący rady Robert Ryndak zgotował jej pokazowy proces na sesji. Rada nie miała nawet prawa dyskutować o jej etacie, ponieważ kobieta pracowała w innej gminie – publiczny show byłby uzasadniony tylko wtedy, gdyby sprawa dotyczyła jednostki podległej miastu. Cel był cyniczny: zniszczyć wiarygodność pani Marioli i podkopać zaufanie do niej jej wyborców. Publiczny lincz nastąpił na długo przed jakimkolwiek wyrokiem sądu, na marginesie mówiąc korzystnym dla pani Migdar. Radna straciła zatrudnienie, przegrała kolejne wybory i do dziś ponosi bolesne konsekwencje – lokalni pracodawcy, w obawie przed gniewem magistratu, zamykają przed nią drzwi, które dawniej stały otworem.
Akt III: POLOWANIE
W 2024 roku machina represji ruszyła z kopyta. Powodem stał się kolejny protest wyborczy, wymierzony w tego samego radnego. Gdy sąd pierwszej instancji przyznał rację skarżącej, a pismo uderzyło w klikę, natychmiast uruchomiono aparat nacisku. W ciągu zaledwie tygodnia policja wezwała córkę autorki protestu na przesłuchanie, stawiając jej zarzut popełnienia wykroczenia.
Powód? Emerytowany milicjant złożył donos, że kobieta puściła psa bez smyczy na całkowicie opustoszałych o poranku polach uprawnych. Do dziś tajemnicą pozostaje, jak policja błyskawicznie ustaliła tożsamość blondynki biegającej klepiskiem oznaczonym jako ścieżka rowerowa, biegnącą wzdłuż zarosłego brzegu rzeki Ropy. Wszystko wskazuje na nielegalny przeciek danych osobowych bezpośrednio z urzędu miasta. Cel był jeden: zastraszyć niepokorną matkę poprzez uderzenie w jej dziecko, zresztą nie pierwszy raz, Ta metoda represji w Gorlicach jest popularna, wiem, bo wcześniej doświadczałam.
Akt IV: KWANTOWA HYDROLOGIA
Kolejnym, iście kuriozalnym narzędziem zemsty stał się rów melioracyjny przy ulicy Nowodworze. Obiekt ten wykazuje niezwykłe właściwości z pogranicza fizyki kwantowej – potrafi jednocześnie istnieć i nie istnieć. Wszystko zależy od stopnia lojalności właścicielki sąsiedniej działki, Alicji Nowak. Przez dziesięciolecia rów był regularnie i bezdyskusyjnie czyszczony przez służby miejskie. W 2023 roku burmistrz wydał z kasy miasta około 10 tysięcy złotych na operat wodnoprawny i uzyskał pozwolenie od Wód Polskich na zarurowanie tego cieku, wiedząc, że jego dalsze odcinki są niedrożne lub zasypane. Aby sfinalizować procedurę, miasto formalnie oświadczyło, że dysponuje tym gruntem na cele budowlane. Prawo do dysponowania terenem istniało tak długo, jak długo trwała urzędnicza sielanka. Zniknęło natychmiast po tym, gdy w urzędzie wylądował protest wyborczy.
Akt V: AMNESTIA I BETON
W kwietniu 2024 roku Alicja Nowak złożyła wspomniany protest. W tym samym momencie burmistrz Kukla doznał nagłej, urzędniczej amnezji. Do właścicielki posesji trafiło pismo, że miasto w sprawie zagrażającego zalaniem rowu nie kiwnie nawet palcem. Magistrat zapomniał, że chwilę wcześniej mianował się inwestorem i utopił w dokumentacji 10 tysięcy publicznych złotych. Zapomniał też o dekadach, kiedy to Miejski Zakład Usług Komunalnych (MZUK) dbał o konserwację tego odcinka – niezależnie od tego, kto akurat rządził miastem. Praca MZUK nie była charytatywna; wydawano na nią publiczne środki, ponieważ rów ten stanowi kluczowe ogniwo całego systemu odprowadzania wody, ciągnącego się aż do drogi krajowej DK28 w Ropicy Polskiej. O zmarnowanych z miejskiej kasy tysiącach burmistrz dyplomatycznie milczy. Przyznał jednak oficjalnie, że rów zbiera wodę z aż 7 hektarów terenów miejskich. Porzucenie go to świadoma legalizacja zgody na zalewania prywatnych posesji. Gdy woda niszczy fundamenty domu, magistrat umywa ręce. Trzy lata jałowej, urzędniczej szarpaniny doprowadziły do absurdu w sierpniu 2026 roku. Urzędnicy znaleźli w końcu „haka”: pięć drobnych odpływów rynnowych odprowadzających deszczówkę z dachu. Za ich zalegalizowanie zażądano od właścicielki astronomicznej kwoty 33 tysięcy złotych. Dla urzędników bez znaczenia był fakt, że kobieta zastała taki stan rzeczy w momencie zakupu nieruchomości. Jedynym sposobem, by uchronić nauczycielską emeryturę przed haraczem, była natychmiastowa likwidacja rur.
Ratunkiem okazał się beton. Odpływy zabetonowano. Nie ma rurki – nie ma tematu. Urzędniczy bat pękł, a kasta z ratusza musi teraz szukać innego sposobu na dokuczenie rebeliantce, bo lokalny władca wyjątkowo nie znosi, gdy ktoś śmie mieć własne zdanie i wrzucać piach w tryby układowej machiny.
FINAŁ: OCZEKIWANIE
To jednak nie koniec batalii. Ruch leży teraz po stronie Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie. Drastyczny krok zabetonowania rynien zneutralizował finansowy szantaż, ale nie rozwiązał problemu zarośniętego, zakrzaczonego i skrajnie zaniedbanego rowu, który realnie zagraża bezpieczeństwu mieszkańców. Utrzymanie i konserwacja ciągów melioracyjnych to ustawowy obowiązek Miasta Gorlice. Jeśli burmistrz Kukla uważa inaczej, powinien natychmiast rozliczyć się przed dyscypliną finansów publicznych z bezsensownie wydanych pieniędzy na wydatkowanych na operat oraz opłaty wyasygnowane MZUK za konserwacje niezarurowanych jeszcze fragmentów rowów tworzącego jedną całość. Kontrola drożności całego systemu wodnego jest pilnie potrzebna przed zbliżającymi się jesiennymi ulewami. Z wizji lokalnej jasno wynika, że dolne odcinki rowu zostały – bezprawnie lub za cichym przyzwoleniem – zasypane przez sąsiadów. Taki stan rzeczy grozi potężną cofką hydrauliczną, która może zalać nieruchomości zarówno przy ulicy Nowodworze, jak i przy równoległej do niej ulicy Kościuszki bocznej, gdzie rów wciąż pozostaje odkryty i również porzucony przez miasto. Czy samorządowy mściciel wyjdzie w końcu z bezpiecznego cienia swoich delegacji i zmierzy się z hydrologicznym zagrożeniem, które sam wyhodował? O audiencji w ratuszu przeciętny obywatel może tylko pomarzyć, ale płynąca woda nie potrzebuje zaproszenia – jeśli nadejdzie powódź, woda bez trudu znajdzie drogę prosto pod gorlicki Rynek. Pozostaje mieć nadzieję, że prawne i urzędnicze tsunami dosięgnie wreszcie tronu gorlickiego władcy.
Alicja Nowak





Zamiast opisywać kolejne akty gorlickiej farsy może już dawno temu należało sformułować odpowiednie zawiadomienia do NIK ws. gorlickiego feudała i jego świty…