
Nagła śmierć trenera Jacka Magiery w wieku 49 lat wstrząsnęła 10 kwietnia 2026 r. piłkarską Polską. Jacek Magiera całe życie poświęcił piłce kopanej. Najpierw jako zawodnik Rakowa Częstochowa, Legii Warszawa i Widzewa Łódź a po zakończeniu kariery jako trener. Od zeszłego roku Jacek Magiera był drugim trenerem reprezentacji Polski.
Niewielu członków środowiska piłkarskiego zaskarbiło sobie taki szacunek u kibiców jak Jacek Magiera. Na wiadomość o śmierci Magiery gromko zapłakały (na co dzień skonfliktowane) kibicowskie gromady Śląska Wrocław, Widzewa Łódź a stadion Legii Warszawa wypełnił się kirem 11 kwietnia w meczu z Górnikiem Zabrze. Jak Polska długa i szeroka w mediach społecznościowych wspomnieniom nie było końca. A PZPN w dniach od 10 do 14 kwietnia zarządził minutę ciszy w hołdzie Jackowi Magierze przed każdym meczem piłkarskim rozgrywanym na boiskach w Polsce.
Radio Wrocław jako pierwsze podało okoliczności śmierci Jacka Magiery. Trener zasłabł podczas porannego treningu biegowego. Przyczyną zgonu było nagłe zatrzymanie pracy serca. Mimo akcji ratunkowej, tj. reanimacji w Wojskowym Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu, życia Jacka Magiery nie udało się uratować.
W ostatnich 5 latach gwałtownie wzrosła liczba problemów kardiologicznych wśród zawodników uprawiających sport wyczynowo (więcej na ten temat – zob. https://gorliceiokolice.eu/2023/03/nagle-i-niespodziewanie-raport-c-19-nr-9/. Nie są znane dokładne dane (bo są ukrywane), ale co najmniej kilkudziesięciu wybitnych sportowców (głównie w Europie i USA) doznało poważnych, tzw. epizodów sercowych, z których część zakończyła się tragicznie (także w Polsce – vide śmierć wioślarza Mariusza Strzelczyka w 2024 r.), a część szczęśliwą reanimacją, jak w przypadku piłkarzy: Duńczyka Christiana Eriksena (m. in. gracza Manchesteru United) czy Argentyńczyka Sergio Aguero (Barcelona).
Łże-media, jak ognia unikają łączenia wzrostu problemów kardiologicznych wśród sportowców z chwilą zorganizowania wielkiej światowej akcji wyszczepiania ludzi preparatami genetycznymi mRNA Moderny i Pfizera, zwanych szczepionkami przeciwko C-19. Problem w tym, że już nie tylko nieprzekupni naukowcy potwierdzili w badaniach klinicznych (także na podstawie licznych sekcji zwłok), że ryzyko chorób serca i onkologicznych (tzw. turbo rak) wielokrotnie wzrasta w populacji osób wyszczepionych. Od niedawna przed możliwymi kłopotami kardiologicznymi po przyjęciu „szczepionek” mRNA przestrzegają już także ulotki Big Farmy a Moderna wycofała z obiegu „szczepionkę” (a właściwie truciznę) z mRNA w składzie.
Nie jest tajemnicą, bo o tym fakcie informowała „Gazeta Wyborcza” (oddział we Wrocławiu), że Jacek Magiera, jako trener Śląska Wrocław, w maju 2021 r. wraz z kilkunastoma piłkarzami wyszczepił się przeciwko C-19. Wiadomo także (z „GW”), że wyszczepienie Magierze nie pomogło, bo na „kowid” i tak zachorował. Sprawa wznieciła wówczas wiele wątpliwości, ale zbrodniczy sanitaryzm, zadekretowany przez władze III RP (POPiS z przystawkami) – wymógł na sportowcach, nie tylko Śląska Wrocław, podjęcie tak ryzykownej decyzji, jak poddanie się terapii genetycznej mRNA (więcej na ten temat – zob. https://gorliceiokolice.eu/tag/mrna/.
I na koniec! Nie zapominajmy, że do wyszczepiania przeciwko C-19 w akcji #SZCZEPIMY SIĘ namawiały Polaków, za judaszowe srebrniki, tłumy celebrytów i polityków. Niestety w tym gronie byli także wybitni polscy sportowcy, jak Iga Świątek, Adam Małysz i Robert Lewandowski.
Dzisiaj Robert Lewandowski, być może przerażony śmiercią trenera Magiery i haniebnym udziałem w akcji #SZCZEPIMY SIĘ napisał na platformie X: „Trenerze, nie tak miało być…(…)”.
Ma pan rację panie Lewandowski – to nie tak miało być…
Od redakcji! Ilustracja tytułowa została zacytowana ze strony – zob. https://pulsmedycyny.pl/szczepionka-przeciw-covid-19-a-zapalenie-miesnia-sercowego-sa-nowe-dane-1168693! Na zdjęciu w tekście… chyba nie muszę nikomu przedstawiać. Zdjęcie zostało zacytowane ze strony – zob. https://twitter.com/jack__sparrow5/status/1639386662852591618?t=6hxPOCUL-b5vYCkkvy99Ng&s=19.



Kolejny artykuł będący dowodem ciasnoty umysłowej, brunatnych.
Antoni, to właśnie Twój komentarz jest przykładem takiej ciasnoty. Bardzo szanuję Pana Redaktora za jego odwagę, poziom artykułów i poruszanie tematów, których inni unikają. „Gorlice i okolice” to jedyny niezależny lokalny portal internetowy.
Temu Portalowi – należy się również : Bardzo trafne określenie jakie zawiera wyraz – HEROIZM – Al . A tak mało komentatorów , to dostrzega . Dziękuję Panu , że wartość TA nabiera znaczenia i rozpędu .
Jak bardzo ” poszerza ” horyzonty ( magia pienidza i brak logiki ) – skrupulatnie zdanie to wyjaśnia – Al .
„NAGŁE ZGONY ZDROWYCH POLAKÓW!! DLACZEGO BEZDOMNI PRZEŻYLI ?!?! 👇
Pamiętam tę ogromną presję.
Państwo, media, rodzina, sąsiedzi, znajomi – wszyscy naciskali: „Zaszczep się, bo jesteś egoistą”, „Nie zarażaj innych”, „Nie będziesz mógł nigdzie pojechać”.
Nie dali rady mnie złamać. Nie uwierzyłem w ten cyrk. Nie uwierzyłem w ten wielki eksperyment na żywych ludziach.
A teraz, kilka lat później, przychodzi tragedia, która boleśnie potwierdza, że miałem rację.
Tragiczna śmierć Jacek Magiera – budzik, którego nie wolno już ignorować.
Jacek Magiera. Trener. Człowiek, który całe życie przeżył w sporcie – od świtu do nocy, w pocie, w wysiłku, w pasji. 49 lat. Nie chorował. Nie narzekał. Wyglądał jak ktoś, kto ma przed sobą jeszcze co najmniej trzydzieści zdrowych, aktywnych lat.
Rano wyszedł na zwykły bieg.
Zasłabł.
Zatrzymanie krążenia.
Reanimacja. Szpital. Nic nie pomogło.
Wysportowany. Abstynent. Dbający o dietę. A jednak odszedł nagle. Z dnia na dzień. Bez ostrzeżenia. Bez długiej choroby. Po prostu… przestał być.
I właśnie w tej ciszy po jego odejściu rozlega się najgłośniejszy alarm, jaki mogliśmy usłyszeć.
Bo to nie jest pojedyncza tragedia. Od kilku lat słyszymy o tym coraz częściej – refren, który powoli zamienia się w koszmar.
Zdrowy, aktywny, pozornie „w pełni formy” mężczyzna po 40.–50. roku życia nagle pada – na treningu, na boisku, w domu czy w pracy. „Nie wyglądał na chorego”. „Był pełen energii”. „Nikt się nie spodziewał”. „Nie było żadnych sygnałów”. Klasyka
I za każdym razem to samo zdumienie: odchodzi nagle. Serce. Zakrzep. Zatrzymanie krążenia.
A potem to samo milczenie mediów głównego nurtu. To samo bagatelizowanie: „pewnie genetyka”, „pewnie stres”, „zawsze tak było”.
A my dalej udajemy, że to „normalne”. Że „zawsze tak było”. Że „ludzie umierają”.
Nie. Nie w takich liczbach. Nie w takim tempie. Nie wśród tych, którzy jeszcze wczoraj biegali, trenowali, budowali, kochali, planowali.
Przypomnijmy sobie tamten czas. Ten wielki, histeryczny szał. Pandemia. Strach. Presja społeczna. Szantaż moralny. „Zaszczep się albo zabijasz babcię”. Kolejki do punktów. „To bezpieczne i skuteczne”. „Zaszczep się albo jesteś zagrożeniem”. „Ratuj siebie i bliskich”. „To jedyna szansa”.
Miliony Polaków – zdrowych, młodych, aktywnych – stanęły w kolejkach i pozwoliły wstrzyknąć sobie substancję, która nigdy wcześniej nie przeszła pełnych, długoterminowych badań. Nie było czasu. Było „na już”. Na gwałt. Na światową skalę. Pfizer, Moderna i reszta – wielki eksperyment w białych kitlach, okrzyknięty „szczepionką”, choć w rzeczywistości był to masowy test na ludziach.
To nie były klasyczne szczepionki. To była nowa technologia, wprowadzona w rekordowym tempie, bez standardowych wieloletnich obserwacji. I nikt – powtarzam: nikt – nie wiedział, co zrobi z organizmem za rok, za dwa, za pięć, za dziesięć lat.
Dzisiaj te „lata” właśnie nadeszły.
I nagle okazuje się, że pośród tych, którzy posłuchali, stali w kolejkach, dali się przekonać, zaszczepili się, doszczepili, przyjęli dawkę trzecią, czwartą – rośnie fala nagłych zgonów. Ludzie, którzy wyglądali idealnie. Ludzie, którzy żyli sportowo. Ludzie, którzy „nie mieli żadnych schorzeń”.
A teraz zadajcie sobie najprostsze, najokrutniejsze pytanie.
Co z bezdomnymi?
W czasie największego szaleństwa znałem ludzi, którzy pracowali z osobami bez dachu nad głową. Ci ludzie – zniszczeni życiem, wychłodzeni, niedożywieni, wycieńczeni alkoholem, stresem, ulicą – nie dostali żadnej „ochrony”. Nikt ich nie gonił do punktów szczepień. Nikt ich nie namawiał. Nikt ich nie „przymuszał dla dobra ogółu”. Byli niewidoczni. „Grupa do odstrzału”, jak ktoś kiedyś cynicznie powiedział.
I co?
Przeżyli.
Bez kataru. Bez szpitali. Bez „nagłych zgonów”.
Do dzisiaj chodzą po ulicach, pchają swoje wózki, śpią po klatkach i altankach. Żyją. Mimo że ich organizmy są o wiele bardziej wyniszczone niż organizmy przeciętnego „normalnego” Polaka.
Dlaczego więc ci „słabi”, „niewidoczni”, „niezaszczepieni” nadal tu są…
a ci „zdrowi”, „dbający o siebie”, „zaszczepieni” odchodzą nagle, jeden po drugim?
To nie jest przypadek.
To nie jest „zbieg okoliczności”.
To są tykające bomby w krwiobiegu milionów, które zaczynają wybuchać.
I czas, żebyśmy w końcu przestali udawać, że ich nie słyszymy.
To nie jest już tylko kwestia „teorii spiskowej”. To jest pytanie o przetrwanie. O to, co naprawdę wstrzyknęliśmy sobie i swoim dzieciom. O to, dlaczego media i władza nadal milczą, gdy zdrowi czterdziesto- i pięćdziesięciolatkowie padają jak muchy.
Jacek Magiera zasługuje na znacznie więcej niż minutę ciszy na stadionach.
To dzwonek alarmowy, który rozdziera bębenki wszystkim, którzy jeszcze nie zamknęli uszu.
Jego śmierć powinna stać się przebudzeniem – tym, które wreszcie dotrze do milionów.
Jacek Magiera to nie był przypadek.
To jest sygnał.
Czas na reset.
Czas przestać wierzyć w bajki o „bezpiecznych i skutecznych”.
Czas zacząć pytać – głośno i bezkompromisowo.
Czas spojrzeć prawdzie w oczy, nawet jeśli jest ona przerażająca.
Bo jeśli nie teraz, to kiedy?
Kiedy następny „zdrowy, aktywny, nie wyglądał na chorego” trener, ojciec, mąż, syn… po prostu nie obudzi się jutro?
Obudźcie się.
Zanim będzie za późno.
Bo następnym możesz być ty sam”.
Źródło – https://www.facebook.com/profile.php?id=61575870359805.
To jest przykład obrzydliwego wykorzystywania ludzkiej tragedii w celu głoszenia swoich urojonych teorii spiskowych. Wyjątkowa podłość środowiska braunowsko-antyszczepionkowych foliarzy. Jak nie chcą nowoczesnej medycyny to mogą się leczyć puszczaniem krwi, albo ziołami. Ale niech nie robią wody z mózgu normalnemu społeczeństwu, bo nikt rozsądny nie uwierzy w te wyssane z palca bzdury.
Panie Antoś, daj pan spokój, nie przeżywaj pan, bo ci żyłka pęknie – i „nowoczesna medycyna” ci nie pomoże.
Człeku, nie odróżniasz nowoczesnej medycyny od „nowoczesnej”.