To jest moment, w którym należy sięgnąć po niepodległość

Od redakcji! Z Grzegorzem Braunem, przewodniczącym Konfederacji Korony Polskiej, polskim posłem do Parlamentu Europejskiego rozmawia Ryszard Gromadzki. Wywiad ukazał się w „Tygodniku Lisickiego Do Rzeczy”, nr 10/670 2–8 marca 2026. Zdjęcie tytułowe zostało zacytowane ze strony – zob. https://dorzeczy.pl/opinie/853088/do-rzeczy-nr-10-braun-nawet-obcy-dziwia-sie-lizusostwu-polskich-politykow.html.

RYSZARD GROMADZKI

Sztandarowe hasło Konfederacji Korony Polskiej brzmi: „Odzyskajmy niepodległość”. Ale czy Polacy są dziś gotowi na niepodległość? Czy kręgosłup naszego narodu nie został ostatecznie przetrącony po 1989 r.?

GRZEGORZ BRAUN

Oczywiście, że jesteśmy narodem z resztek, po tych wszystkich masakrach, rabunkach, po dewastacji i autodewastacji naród polski istnieje już bardzo problematycznie. Nie ma co do tego wątpliwości. Dobra wiadomość jest taka, że zmiany zarówno na lepsze, jak i na gorsze nigdy nie dokonują się za sprawą mas, demokratycznych większości czy wielkich ruchów ludowych. Owszem, one mogą nastąpić, ale w konsekwencji działania zdeterminowanych mniejszości. Więc tak jak jakobini czy bolszewicy przechylali szalę dziejową na ciemną stronę, tak i sprawa polskiej niepodległości jest i zawsze będzie sprawą mniejszości. Pytanie, czy wykażemy odpowiednią determinację. Gdybyśmy 120 lat temu, ba 110 lat temu urządzili referendum czy plebiscyt niepodległościowy na ziemiach ówczesnych trzech zaborów, to ten plebiscyt moim zdaniem bardzo łatwo mógłby być przegrany. Więcej, myślę, że jeszcze w 1917 r., a nawet 1918 r. idea niepodległości mogłaby nie zyskać większości. Po prostu bardzo wielu było wówczas ludzi, którzy uznawali sprawę polską za nieodwracalnie zrośniętą ze sprawą tronów w Wiedniu, Petersburgu i Berlinie.

Słuchając pana wywodu, mam poczucie déjà vu. I dziś wielu rodaków uznaje sprawę polską za trwale zrośniętą z zewnętrznymi zwierzchnościami.

Właśnie taką analogię proponuję. A zbudowawszy ją, oświadczam, że chcąc odzyskać niepodległość, ostatnią rzeczą, którą powinniśmy robić, to oglądać się na masy. Te masy są w większości masami „eurokołchoźników”, a nie Polaków, nie polskich niepodległościowców. A nawet ci, którzy się obruszą za nazywanie ich „eurokołchoźnikami”, którzy poczuwają się do polskości, oni też w większości nie mają już wigoru niepodległościowego. Ten wigor musi przejawić zdeterminowana mniejszość. I tę rolę bierze na siebie Konfederacja Korony Polskiej. Mówimy: „odzyskajmy niepodległość”, bo inaczej sprawa polska nie znajdzie pomyślnego rozwiązania w żadnym aspekcie. Ani kwestia katastrofy demograficznej, ani sprawa katastrofy finansowej państwa polskiego, ani wolność osobista, czy wolność gospodarcza nie zostaną przywrócone, jeśli nie odzyskamy niepodległości. Nie ma także pomyślnego dla Polski rozwiązania geopolitycznego, nie ma perspektywy pokojowego koegzystowania pośród naszych sąsiadów, jeżeli polska racja stanu ma być uwiązana do cudzego rydwanu, a polski interes reglamentowany przez obce stolice i ich agentury.

Czy głębszą, bardziej bolesną rysą na polskim charakterze nie jest rozpanoszona skłonność samozwańczych elit rządzących naszym państwem do zaprzaństwa, ścigania się w służalstwie wobec obcych państw?

Wiem o tym z drugiej, a incydentalnie i z pierwszej ręki, że zagranica czasem aż nadziwić się nie może temu, do jak niskiego poziomu sprowadzona została polska polityka. To obcy są zaskoczeni lizusostwem i serwilizmem ze strony warszawskich polityków. Właśnie dlatego stwierdzam, że w obcych stolicach próżno szukać przyjaciół polskiej wolności i niepodległości, grunt, żeby ich znaleźć w samej Warszawie. To jest to, co od nas zależy. Chwila obecna całemu światu, elitom wszystkich imperiów przysparza tyle kłopotów i komplikacji, że moim zdaniem jest okno możliwości, okno koniunktury na odzyskanie przez Polaków niepodległości. Dlatego że Rosjanie mają swoje oczywiste problemy. Moskwa z pewnością nie chciałaby prowadzić wojny na Ukrainie dłużej, niż trwały działania wojenne w czasie drugiej wojny światowej. Niemcy z kolei chwieją się w posadach i jeszcze nie zdołali zbudować „eurokołchozowego Wehrmachtu”. Banderowska Ukraina jest wciąż zaangażowana w wojnę z Rosją. Kiedy to się skończy, to okno koniunktury może się dla nas dramatycznie zamknąć. Dlatego dziś trzeba sięgnąć po niepodległość.

Co to oznacza w praktyce? Mam wrażenie, że Konfederacja Korony Polskiej jest obecnie w punkcie zwrotnym. Twardy elektorat niepodległościowy opowiada się za waszą formacją. Jak pan zamierza poszerzyć bazę Korony? Pozyskać nowych wyborców i sympatyków? Myślę, że happening polityczny może do tego już nie wystarczyć, potrzebne są inne metody.

Uspokajam, że jeżeli, całkiem niedawno, zaczęło się raptownie powiększać grono ludzi, naszych rodaków, którzy w ogóle dowiedzieli się o istnieniu Konfederacji Korony Polskiej, to ci ludzie, zbliżywszy się do naszej formacji, bardzo szybko zaczęli się orientować, że obraz Korony prezentowany przez media, kreślony głównie przez przemilczenie i przekłamanie, nie odpowiada rzeczywistości. Praca organiczna, praca u podstaw w partii, polegająca na rozbudowywaniu struktur i rozszerzaniu naszego zaplecza politycznego trwa od lat i właśnie zaczęła przynosić efekty tak spektakularne, że nie daje się tego już zamieść pod dywan i przesłonić byle czym w połajankach medialnych, które są wobec nas stałą strategią. Włamaliśmy się, można powiedzieć, tylnymi drzwiami do przestrzeni publicznej. Jesteśmy jedyną partią, która ma reprezentację parlamentarną, ale nie ma subwencji budżetowej, nie mamy czasu antenowego. Ustawa o mediach publicznych jest wobec nas notorycznie łamana. Jeżeli w tych okolicznościach zaliczamy dwucyfrowe wyniki w pomiarach sondażowych, to znaczy, że działając „beztlenowo”, osiągnęliśmy całkiem sporo.

Czymś, co wyróżnia Koronę na tle konkurencji na polskiej scenie politycznej w ostatnich miesiącach, jest brak agresji wobec adwersarzy. Nie odpowiedział pan „pięknym za nadobne” na brutalne ataki ze strony prezesa Kaczyńskiego czy innych polityków PiS. Dotyczy to również pozostałych partii. To świadoma taktyka?

To z jednej strony nasz styl i nasze naturalne inklinacje. Nie będziemy się zniżać do takiego prostactwa, z którym sami mamy do czynienia. Z drugiej strony, tak, to jest decyzja polityczna. Mając taki niedostatek sił i środków, nie możemy ich trwonić na jakieś zapasy w kisielu. Nie możemy przepalać prądu na rzeczy doraźne i nieważne. A długoterminowo ci, którzy w tak niegodny, głupi i prostacki sposób nas atakują, sami się definiują. Myślę, notabene, że publiczność coraz lepiej to dostrzega.

Jest pan otwarty na prawicową koalicję po przyszłorocznych wyborach?

Myślę, że z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku mogę odnotować, że to właśnie Konfederacja Korony Polskiej, nie oglądając się na niepiękną grę, która jest wobec nas uprawiana, wystąpiła z jasną propozycją paktu senackiego bez żadnych warunków wstępnych. To, że odpowiedzią była najpierw głucha cisza, a potem naprawdę zadziwiające deklaracje woli przedłużenia rządów Donalda Tuska, byleby tylko nigdy, przenigdy nie prowadzić polityki realnej po prawej stronie sceny politycznej, nie zmienia nastawienia mojego i moich współpracowników. My niczego nie wykluczamy. Przy czym trzeba wyraźnie zastrzec, że nie wykluczając niczego, nie wykluczamy też tego, że za kilkanaście miesięcy scena polityczna ulegnie daleko posuniętej rearanżacji i to, co dzisiaj nazywa się PiS, już obecnie nie jest przecież żadnym monolitem. I jeśli ktoś dziś pyta mnie o stosunek do PiS, to warto doprecyzować, stosunek do którego PiS? PiS Morawieckiego czy PiS jego adwersarzy?

À propos Morawieckiego. Sądzi pan, że realna jest jego fronda z PiS i dołączenie po wyborach do rządu „jedności narodowej” Koalicji Obywatelskiej?

Prędzej bym się spodziewał, bo to wynika wprost z deklaracji Jarosława Kaczyńskiego, ale także z wypowiedzi niektórych jego pretorian, że szeroka koalicja, której możemy oczekiwać, będzie to koalicja PO-PiS, po to, żeby zagrodzić drogę do władzy skrajnej prawicy, jak to określają. Zastrzegają się przed koalicją z Konfederacją Korony Polskiej, jak by się przed kimś tłumaczyli. Może przed ambasadorem amerykańsko-izraelskim, który został wskazany jako źródło ich inspiracji. Powtarzają, że mogą politycznie pracować z każdym, tylko nie z Konfederacją Korony Polskiej. Skoro tak, to znaczy, spójrzmy prawdzie w oczy, że są zdecydowani przedłużyć rządy Donalda Tuska w nieskończoność, byle tylko prawica niepodległościowa nie współtworzyła wspólnych rządów w Polsce.

Wspomniany przez pana ambasador USA w niedawnym wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” powiedział, że ewentualny udział Korony w rządzie po wyborach w 2027 r. byłby dla Stanów Zjednoczonych problematyczny, bo „Braun jest jednak bardzo antyamerykański”. Czy tę wypowiedź ambasadora Rose’a należy traktować jako proklamowanie kordonu sanitarnego wokół Konfederacji Korony Polskiej i pana?

Podnosimy hasła odzyskania niepodległości i normalizacji stosunków wewnętrznych i zewnętrznych Rzeczypospolitej. Chcemy normalizacji stosunków ze wszystkimi naszymi sąsiadami i nie widzimy powodów, dla których Polacy nie mieliby robić dobrych interesów z każdym, z kim będzie to możliwe, w związku z tym chcielibyśmy znormalizować także nasze stosunki ze Stanami Zjednoczonymi. A one dzisiaj dalece odbiegają od normalności. Jeśli pan ambasador Rose zadeklarował jeszcze przed przybyciem do Warszawy, a to właśnie zadeklarował, że jego misją jest praca nad stosunkami polsko-żydowskimi i polsko-izraelskimi, to on po prostu minął się z powołaniem i swoją misją. My chcemy gościć w Warszawie ambasadora amerykańskiego, który będzie dbał o stosunki polsko-amerykańskie, a ze stosunkami polsko-żydowskimi i polsko-izraelskimi sami damy sobie radę. I dlatego Włodzimierz Skalik, wiceprezes naszej partii i przewodniczący koła poselskiego Konfederacji Korony Polskiej w Sejmie, w toku posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego zwołanego przez prezydenta Nawrockiego wnioskował w imieniu naszej partii – i wolno mi o tym powiedzieć, bo to nie są kwestie klauzulowane, gdzie wchodzą w grę dane niejawne – żeby pan prezydent w porozumieniu z ministrem spraw zagranicznych ogłosili, że pan ambasador Rose jest persona non grata w Warszawie. Potwierdzam, że stosunki polsko-amerykańskie nie mogą wrócić do normalności, a nawet poprawności, jeżeli imperium amerykańskie będzie wyręczało się takimi rzecznikami złej, bo ani nie polskiej, ani nie amerykańskiej sprawy, jak ambasador Rose. Kiedy odtwarzam w pamięci całe to panoptikum dyplomatów, którzy z Waszyngtonu byli delegowani do Warszawy, to przypomina mi się salon warszawski z III części „Dziadów” Adama Mickiewicza, gdzie jedna z postaci mówi do drugiej „Wszak to już mija wiek, / Jak z Moskwy w Polskę nasyłają / Samych łajdaków stek”.

Ostatnim prawym amerykańskim ambasadorem, który pełnił misję w Warszawie, był Arthur Bliss Lane, bezpośrednio po drugiej wojnie światowej…

Jak pan widzi, minęło sporo czasu.

Mówiąc o zachowaniach ambasadora Rose’a w Warszawie, dotykamy szerszej kwestii. Można to określić jako podwykonawczą rolę USA wobec Izraela w polityce globalnej.

Ta podwykonawcza rola Stanów Zjednoczonych niestety jest faktem. Kolejne administracje amerykańskie wcale tego nie owijają w bawełnę. To, co wygłaszają wszyscy kandydaci w wyborach prezydenckich w USA, czy to ze strony demokratów, czy republikanów na kongresach lobbingu żydowskiego w Stanach, to są wiernopoddańcze akty strzeliste. Więc broń nas, Boże, przed czymś podobnym. Jeszcze raz powtórzę, ja nie jestem anty-, ja jestem cały pro-, rzecz w tym, że jestem cały propolski. Tak bardzo chciałbym normalizacji stosunków Polski ze wszystkimi partnerami, że zacząłbym od zaprowadzenia porządku w tych sprawach, i gdyby to zależało tylko ode mnie, to pan Rose już dawno opuściłby terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, a może nawet by u nas nie zagościł, zważywszy na jego niesmaczne i nielicujące z rolą ambasadora deklaracje, które składał, zanim jeszcze przyjechał do Polski.

W ubiegłym tygodniu odbyła się kolejna rozprawa w procesie, w którym jest pan oskarżany m.in. o przerwanie obchodów chanukowych w polskim Sejmie w grudniu 2023 r. Przykładnego ukarania pana domaga się ponad 100 żydowskich organizacji na czele z Chabad-Lubawicz. Występując przed sądem, mówił pan o zorganizowanej nagonce ze strony Żydów wobec pana osoby.

Nie ma żadnego nadużycia w związku z używaniem tak dużego kwantyfikatora. Tak, to Żydzi podżegają do rozprawy ze mną i wywierają naciski na czynniki polityczne, także na wymiar sprawiedliwości. Organizacje, które podpisały się pod listem potępienia wobec mojej osoby, najwyraźniej solidaryzują się z propagowaniem rasistowskiego, sprzecznego z polską konstytucją kultu, jakim jest talmudyzm. To charakterystyczne, że w takich chwilach zarówno żydzi ortodoksyjni, w różnym stopniu zmodernizowani, pobożni, a nawet bezbożni Żydzi spod znaku żydokomuny łączą się w takich seansach nienawiści wobec polskich patriotów, który został urządzony na mój użytek. Myślę, że warto śledzić ten proces, który został mi wytoczony, dlatego że on ogniskuje tę problematykę. Ma on doprowadzić do wykluczenia mnie z życia publicznego. Wielokrotnie wyrażano nadzieję, że w związku z tym utracę prawo sprawowania mandatu i zdolność do ubiegania się o mandat w kolejnych wyborach. To jest rozprawa polityczna ze mną. A że użyto tak groteskowych za rzutów, jak właśnie w tej sprawie, to tym bardziej głośny musi być klangor tych, którzy już dawno mnie oskarżyli, skazali i wykonali ten wyrok przez „rozstrzelanie w mediach”. Oni sami spostrzegli, że znaleźli się na spalonym, że w istocie cała Polska, każdy, kto chciał oglądać, widział, że napadła mnie niewiasta, która następnie oskarżyła mnie o napaść. Mnie, posła na Sejm, w miejscu mojej pracy, którym był Sejm RP. Wszyscy widzą, że jest to szyte grubymi nićmi, więc doszyto do tego jakieś inne zarzuty. Mam nadzieję, że przy okazji mojej sprawy wielu ludziom otworzą się oczy, dlatego działam w poczuciu spełnionego obowiązku.

Prezydent Nawrocki opowiedział się niedawno za rozwojem przez Polskę własnego potencjału nuklearnego. Czy powinniśmy w przyszłości inwestować w autonomiczną, polską broń nuklearną?

Panie redaktorze, powinniśmy inwestować w taki program nie w przyszłości, lecz w tej chwili, a wręcz od dawna. Zgadzam się z tymi wszystkimi, którzy kierują się przekonaniem, że o tych sprawach lepiej mniej mówić, a więcej robić, żeby się ziściły. Ale skoro podjął ten temat i wprowadził do otwartej debaty publicznej urzędujący prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, to czuję się zwolniony z tego ograniczenia. Potwierdzam, to jest możliwe i wykonalne. Mówiłem o tym już w kampanii prezydenckiej w 2015 r., kiedy jednym tchem wzywałem do wyposażenia Wojska Polskiego w broń niekonwencjonalną i intronizacji Chrystusa Króla. Mówiłem o tym, mając wiedzę o realnych możliwościach budżetowych naszej obronności i wynikach prac zespołu prof. Kaliskiego w latach 70. XX w. Należałoby skorzystać z możliwości wyposażenia Wojska Polskiego w broń jądrową czwartej generacji, a więc broń, która nie łamie traktatów i międzynarodowych konwencji o nonproliferacji, czyli nierozprzestrzenianiu broni jądrowej. Jaki byłby cel takiego działania? Oczywiście wyposażenie najwyższych władz Rzeczypospolitej Polskiej w realny argument odstraszania, który – jak wiemy z praktyki życia międzynarodowego – jest jedynym poważnym argumentem, który pozwala być w grze i zachować status niepodległości i suwerenności. Popieram ten projekt i reprezentując w jakimś ułamku czynnik polityczny, chciałbym dążyć szybkimi krokami do realizacji takiego projektu, oczywiście z tym zastrzeżeniem, że palec na tym „polskim guziku atomowym” pozostanie polski. To powinna być polska broń w instrumentarium polskiej polityki, a nie w instrumentarium organizacji międzynarodowych czy obcych stolic. Ekspertyza, którą dysponuje Konfederacja Korony Polskiej, rozwiewa wątpliwości dotyczące czasu realizacji tego projektu. To wcale nie musi być czas liczony w dekadach. To może być czas liczony w kwartałach.

Pod warunkiem że wcześniej skorzystamy z okna możliwości, które, jak pan przekonuje, jest otwarte…

Tak jest, władze polityczne zapewnią warunki, a służby Rzeczypospolitej Polskiej zapewnią bezpieczeństwo dla realizacji takiego projektu. Wówczas również kwestia odzyskania niepodległości nabierze zupełnie innego wymiaru. Tyle że stworzenie tych warunków oznaczałoby zejście władz warszawskich ze ścieżki wojennej, którą wciąż podążają. W ubiegły wtorek uczestniczyłem w krótkiej, nadzwyczajnej debacie plenarnej w Parlamencie Europejskim, zwołanej po to, żeby dalej bić w tam-tamy wojenne i deklarować bezalternatywne wsparcie dla banderowskiego reżimu w Kijowie. Niestety, zabierający w tej debacie głos przedstawiciele partii monopolizujących scenę polityczną w Polsce wpisywali się w tę wojenną retorykę. Właśnie po to chciałbym przychylić nieba Wojsku Polskiemu, łącznie z wyposażeniem w broń niekonwencjonalną, żeby państwo polskie przestało być klientem zagranicy.

I wreszcie stało się „fortecą nowej siły”, jak ujmują to przejmujące słowa „Modlitwy Armii Krajowej”…

Zacytował pan modlitwę, która w domu rodzinnym mojego ojca była codzienną modlitwą w latach wojny i okupacji, a nam, młodszemu pokoleniu, ta modlitwa została w spadku. Ta modlitwa nie straciła aktualności. Niestety. Ale jak powiedziałem wcześniej, okno możliwości pozostaje otwarte, bo inni mają bez liku własnych problemów i to jest moment, w którym można i należy sięgnąć po niepodległość. Nie po to, żeby ruszać na wojnę z kimkolwiek, ale żeby normalizując stosunki z sąsiadami i nie tylko, otworzyć wreszcie Polsce drogę do pokojowej prosperity, co naturalnie wymaga głębokich, kontrrewolucyjnych zmian w polityce wewnętrznej. Przede wszystkim uwolnienia przedsiębiorczości.

(Odwiedzono 107 razy, 107 wizyt dzisiaj)

3 thoughts on “To jest moment, w którym należy sięgnąć po niepodległość

  1. W czym zawiera się skrajne wygodnictwo Polaków – Al ? . Jest jeszcze ” skóra , fura i komóra ” – Wikislownik . Beautiful – piękny – Wikislownik . Jak na razie to ” forteca ” .

  2. Kilkukrotnie pisałem już na tym portalu, że odzyskanie przez Polskę niepodległości jest możliwe tylko przy sprzyjających okolicznościach zewnętrznych. Te okoliczności zewnętrzne być może teraz się krystalizują, rzecz w tym aby je wykorzystać!!!
    Zasadniczym zadaniem jest uaktywnić te kilka procent społeczeństwa, nie pozwolić podzielić się fałszywym prorokom, oraz nie słuchać rad tak zwanych „realistów”!!!
    Reszta w rękach Opatrzności Bożej.

  3. Rolnicy załamani . ” Nie sprzedaliśmy ani jednego worka ” . finanse wp.pl . / zebrali ziemniaki – ale – nic – nie – zarobili … /. Ukraina – Mercosur zalewa nas swoją produkcją . Czy rolnicy w Polsce są wyklęci – przegląd od Al .

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *