KSeF, czyli KO-PiS-u „bitwa o handel”

Od redakcji! Autorem tekstu jest Jakub Woziński. Tekst ukazał się w „Tygodniku Lisickiego Do Rzeczy”, nr 9/669 23 lutego –1 marca 2026. Ilustracja tytułowa została zacytowana ze strony – zob. https://www.facebook.com/KONFEDERACJA2019/posts/krajowy-system-e-frustracji-do-likwidacjista%C5%82o-si%C4%99-to-przed-czym-w-styczniu-ostr/1477225313970379/.

xxx

Krajowy System e-Faktur wprowadza schemat zwalczania przedsiębiorców, który pod pewnymi względami zawstydziłby nawet Hilarego Minca. Jest to system skrajnie niebezpieczny i wrogi przedsiębiorcom.

Krajowy System e-Faktur ruszył oficjalne 1 lutego i już w pierwszych godzinach okazało się, że jest wadliwy. Ministerstwo Finansów szybko zwaliło winę na serwery Profilu Zaufanego, tak jakby była to kwestia zupełnie od niego niezależna. Jakby tego było mało, oprócz KSeF wadliwie zaczął działać także sam Profil Zaufany, który jest przecież wykorzystywany przez obywateli jako główne narzędzie do załatwiania spraw urzędowych on-line.

WIELKA AWARIA NA HORYZONCIE

Lutowy falstart to niestety dopiero zapowiedź tego, co się będzie działo na początku kwietnia, gdy faktury w KSeF będzie musiała wystawiać nie tylko garstka największych firm (o rocznych przychodach przekraczających 200 mln zł), lecz także ponad 2 mln pozostałych podmiotów. Rządowe serwery mogą zwyczajnie odmówić posłuszeństwa i nie będzie to niestety element prima aprilis. Narastający chaos oraz obawy o przyszłość już teraz doprowadziły do tego, że w Polsce wybuchła prawdziwa panika. Specjalizujące się w tym zakresie kancelarie prawne i biura podatkowe przeżywają ostatnio regularny szturm firm, które zapytują o możliwość przeniesienia działalności do Czech. Z tego rodzaju opcji najczęściej opłaca się skorzystać spółkom, a nie np. jednoosobowym działalnościom gospodarczym. Znacząca liczba zapytań świadczy jednak o tym, że polscy przedsiębiorcy są naprawdę zdeterminowani do tego, aby uciec przed czekającym ich koszmarem. Skoro już pierwsze godziny działania KSeF odsłoniły tak wiele usterek i wątpliwości, to dalej może być już tylko gorzej. Kwestie typowo techniczne, mimo że wypłynęły już na samym starcie KSeF, nie stanowią jednak największego problemu. Nawet jeśli przez cały 2026 r. będzie dochodziło do awarii systemu informatycznego, to i tak uda się go w końcu zapewne udoskonalić. Wciąż niestety zbyt mało osób rozumie, że nawet bezbłędny pod względem technicznym KSeF nadal byłby całkowicie nie do przyjęcia, ponieważ jest to system skrajnie niebezpieczny i wrogi przedsiębiorcom.

NOWOCZESNOŚĆ CZY POWRÓT DO KOMUNIZMU?

Przedstawicielom Ministerstwa Finansów bardzo zależy na rozpropagowaniu narracji, że KSeF to po prostu krok w nowoczesność, a jego wrogami mogą być co najwyżej zwolennicy staroświeckich metod. Najchętniej powołują się na stereotypową starą księgową, która całe życie miała do czynienia tylko z papierowymi fakturami i nie chce się przestawić na nowy system, który wszystkim ułatwia życie. Typowym przeciwnikiem KSeF miałby zatem być „technofob”, który nie rozumie, że wszystkie faktury może wystawiać i odbierać z jednej aplikacji na smartfonie, a na dodatek węszy spiski tam, gdzie nie powinien. Z pewnością funkcjonujący od lat wymóg przechowywania wszystkich dokumentów firmowych przez pięć lat do potencjalnej kontroli stanowił niemałą niedogodność. Wynikłe w związku z tym trudności bledną jednak wobec zagrożeń, które dla prywatności i bezpieczeństwa stwarza Krajowy System e-Faktur. Aby to zrozumieć, trzeba najpierw uzmysłowić sobie, że istotą wprowadzenia KSeF nie jest wcale chęć ulżenia staroświeckiej „Pani Grażynce” z księgowości, lecz wprowadzenie do biur wszystkich przedsiębiorców w Polsce pracownika skarbówki, który nieustannie przygląda się wszystkiemu, co się dzieje w ich firmach. Porównania do bitwy o handel, którą w latach powojennych prowadziła z rodzimym biznesem komunistyczna władza, wcale nie są przesadzone. Przed 80 laty komuniści mogli tylko marzyć o tym, aby ulokować swojego przedstawiciela bezpośrednio u każdego przedsiębiorcy. Współcześni Mincowie z PiS i Koalicji Obywatelskiej dopięli wreszcie swego, gdy umożliwiła im to technologia. Wbrew zapewnieniom Ministerstwa Finansów faktura nie jest tylko zwykłym nośnikiem informacji, który czyni wszelką wizualizację w postaci tradycyjnego wydruku zbędną. W polskim prawie faktura stanowi nieuregulowany żadnymi oficjalnymi przepisami, lecz uświęcony wieloletnim zwyczajem element ułatwiający prowadzenie jakiejkolwiek działalności gospodarczej. Wykształcony przez lata niepisany kodeks regulujący wystawianie, doręczanie i przyjmowanie faktur to twór spontaniczny i rynkowy, który minimalizuje ryzyko wystąpienia długotrwałych i kosztownych sporów przed państwowymi sądami. Nie jest to system idealny, ale pozostawiający każdemu podmiotowi pewne pole manewru przy współpracy z wieloma innymi podmiotami. Coraz większa liczba prawników zaczyna dostrzegać, że KSeF może już wkrótce zniszczyć ów spontaniczny ład i zastąpić go koszmarem mylnych egzekucji podatkowych, sporów o płatności, i fałszywych faktur. Wszystko przez to, że pośrednikiem między podmiotami na rynku przymusowo staje się państwo. Podobnie jak w przypadku listów poleconych moment wprowadzenia danej faktury do KSeF jest bowiem uważany za moment skutecznego jej doręczenia. Wprowadzenie faktury do rządowego systemu oznacza, że bez względu na to, czy odbiorca faktury rzeczywiście ją pobrał czy nie, termin płatności będzie już płynął. Jeśli zatem nawet faktura nie zostanie zauważona lub zostanie wystawiona błędnie, to system może automatycznie wykryć dług ograniczający ulgi podatkowe lub zmuszający do korekty VAT. Faktury w KSeF będzie można podglądać przy pomocy aplikacji na smartfona, więc teoretycznie żadna z nich nie powinna ujść naszej uwadze. Nie każdy prowadzący własną działalność musi jednak zaglądać regularnie do KSeF, szczególnie jeśli jest mikroprzedsiębiorcą, gdy jego zawód nie polega na pracy biurowej lub gdy mieszka w okolicy pozbawionej dobrego dostępu do Internetu.

WSTĘP DO WERYFIKACJI OSOBOWEJ?

Kolejny problem może się jednak pojawić w momencie, w którym ktoś wystawi na nas fakturę, z którą nie mamy nic wspólnego. Jeden z internautów ukazał absurd całej sytuacji, prosząc w aptece o wystawienie faktury za prezerwatywy zakupione na Kancelarię Prezesa Rady Ministrów. Obrońcy KSeF twierdzą, że tego rodzaju „żarty” można było robić także w dotychczasowym systemie, ale prawdą jest to, że KSeF w alarmujący sposób ułatwia tego rodzaju praktyki. Do tej pory wszelkiego rodzaju żartownisiów wystarczyło po prostu zignorować, a oni sami musieli przynajmniej zadać sobie trud, żeby wysłać fakturę pocztą lub e-mailem. Nowy system miał być lepszy i bezpieczniejszy, ale nie został wyposażony w adekwatne narzędzie służące weryfikacji nabywcy. Nawet zatem jeśli księgowość KPRM ostatecznie odrzuci fakturę na prezerwatywy, to będzie to wymagało od niej poświęcenia czasu na wyjaśnienie sprawy. Powyższy przypadek nie jest niestety błahy, ponieważ logiczną konsekwencją wprowadzenia KSeF stanie się wcześniej czy później chęć wprowadzenia gruntownej weryfikacji osób wystawiających faktury oraz proszących o ich wystawie nie. Ministerstwo Finansów zapewne z radością zaproponuje ów krok jako element „uszczelniania systemu” oraz „walki z przestępczością podatkową”. Nikomu o zdrowym rozsądku nie trzeba chyba jednak tłumaczyć, jak bardzo koszmarne byłyby skutki sprzęgnięcia KSeF z tego rodzaju weryfikacją osób, która przecież dokonywałaby się w trybie ciągłym. Budzących przestrach pułapek związanych z KSeF jest niestety dużo więcej. Obecne kierownictwo Ministerstwa Finansów, podobnie jak poprzednie, nie kryje się zanadto z tym, że chciałoby zmusić wszystkich przedsiębiorców do rezygnacji z gotówki. Wysiłki te idą w parze z dwiema innymi inicjatywami: unijnym portfelem cyfrowym (EUDI Wallet) oraz cyfrową walutą banku centralnego. Cyfrowe euro w perspektywie najbliższych kilku lat nam na szczęście jeszcze nie grozi, jednakże unijny portfel cyfrowy ma zostać uruchomiony na bazie mObywatela najpóźniej w grudniu tego roku. Współpraca pomiędzy totalitarnym w swej naturze portfelem cyfrowym, potencjalnym systemem weryfikacji wystawiających faktur oraz bezgotówkowym systemem płatniczym może stworzyć prawdziwie dystopijne środowisko totalnej kontroli.

URZĘDNICZE OKO W FIRMIE

Twórcy KSeF uparcie przekonują, że stworzony przez nich system jest bezpieczniejszy od tego, którym posługują się banki. Żaden przedsiębiorca nie udostępnia jednak bankowi wszystkich swoich faktur. KSeF jako system jest oparty na całkowicie błędnym założeniu, że państwo wyłącznie zbiera dane, które same w sobie nie mają żadnej wartości, a urzędnicy nie mają żadnego interesu w wykorzystywaniu tych danych do własnej korzyści. To oczywisty absurd, ponieważ ukryte w fakturach szczegóły dotyczące każdej firmy są nierzadko jednym z jej najcenniejszych zasobów. Pracownicy administracji skarbowej nie są zaś aniołami niezainteresowanymi łamaniem przepisów. Im większą ilość informacji będzie gromadził KSeF, tym większa będzie pokusa ze strony urzędników, aby wykorzystać je do niewłaściwych celów. Umieszczanie urzędniczego oka w samym środku każdej firmy to szaleńczy pomysł, tym bardziej że nie do końca wiadomo, kto będzie ostatecznym dysponentem zgromadzonych danych. Ministerstwo Finansów nie odpowiedziało na żadne z pytań, które „Do Rzeczy” zadało w związku z podmiotami, które współpracowały przy tworzeniu i administrowaniu całej architektury cyfrowej KSeF. MF zareagowało dopiero w momencie, gdy w mediach zrobił się szum w następstwie wypowiedzi Krzysztofa Bosaka. Wicemarszałek Sejmu nagłośnił doniesienia prasowe, jakoby za wdrażeniem KSeF miała stać francuska firma Thales, będąca do 2023 r. podmiotem z Izraela. Sugerował, że mogło to stworzyć zagrożenie w postaci utraty kontroli nad danymi przez podmioty zagraniczne. W odpowiedzi na to Ministerstwo Finansów stwierdziło, że Bosak rozpowszechnia nieprawdę, wszystkie serwery obsługujące KSeF znajdują się Polsce, a deszyfryzacja KseF jest niemożliwa. Branżowi specjaliści wskazują jednak, że pomimo korzystania z rodzimych chmur całość systemu informatycznego stojącego za KSeF nie jest oparta wyłącznie na krajowej infrastrukturze i korzysta z pośredników zagranicznych. Zgoda na tego typu rozwiązanie naraża niestety polski biznes, a także państwo, na ogromne ryzyko.

RZECZNICY OPÓŹNIONEGO STARTU

KSeF to wielka kompromitacja nie tylko Mateusza Morawieckiego i Andrzeja Domańskiego, którzy ponoszą główną odpowiedzialność za opracowanie i wdrożenie systemu, lecz także największych organizacji pracodawców i przedsiębiorców. Związek Pracodawców i Przedsiębiorców, Konfederacja Lewiatan czy też Pracodawcy RP nie sprzeciwiły się jak dotąd najbardziej restrykcyjnemu w Europie systemowi rejestracji faktur, a jedynie zaleciły przesunięcie jego wdrożenia na później. KSeF można by oczywiście ulepszać jeszcze wiele lat, ale zawsze będzie tym samym, zupełnie zbędnym i kontrproduktywnym narzędziem służącym inwigilacji. W szeregach PiS nie doszło zaś jeszcze do żadnej krytycznej refleksji na temat własnej odpowiedzialności za KSeF. Wręcz przeciwnie, przedstawiciele partii promują narrację o amatorszczyźnie obecnej władzy, zbyt szybkim wprowadzeniu systemu w życie czy też bałaganie komunikacyjnym. Na razie nikt nie odważył się powiedzieć, że KSeF jest zły jako taki i nie ma sensu go naprawiać. W całym zamieszaniu związanym z KSeF znaleźć można natomiast przynajmniej jedno środowisko (nie licząc obozu władzy, PiS czy też największych firm), któremu nowy system nie przeszkadza. Mowa oczywiście o firmach dostarczających oprogramowanie służące do obsługi KSeF. Przedstawiciele tego sektora z uśmiechem na ustach próbują przekonywać opinię publiczną do nowego rozwiązania, zachwalając je jako pozytywną rewolucję, wprowadzającą standaryzację praktyk oraz wygodę. Skoro jednak jest tak dobrze, to czemu jest tak źle?

Jakub Wozinski

(Odwiedzono 44 razy, 44 wizyt dzisiaj)

1 thought on “KSeF, czyli KO-PiS-u „bitwa o handel”

  1. „Pętla powoli się zaciska.
    mObywatel okazał się niewystarczająco posłuszny. Nie spełnia unijnych standardów. Nie dlatego, że jest za słaby technicznie, lecz dlatego, że jest za mało scentralizowany i za mało kontrolowany z zewnątrz.
    Nowa aplikacja portfela tożsamości cyfrowej, którą właśnie szykują, już będzie zgodna. Zgodna z EUDI Wallet. Zgodna z architekturą, w której klucze, certyfikaty i uprawnienia do życia w systemie nie leżą w kieszeni obywatela, tylko w infrastrukturze zarządzanej ponadnarodowo.
    To nie jest już polska aplikacja. To terminal unijnego systemu tożsamości.
    A za rogiem czeka kolejny element układanki – cyfrowy pieniądz banku centralnego. CBDC. Gotówka, która jeszcze pozwala oddychać poza siecią, ma zniknąć. Nie jutro, nie pojutrze – ale tempo jest już wyznaczone.
    Wtedy cały obwód się zamknie.
    Bez telefonu z zainstalowaną „europejską” aplikacją tożsamościowo-płatniczą nie kupisz chleba, nie zapłacisz za lekarza, nie wsiądziesz do autobusu, nie przejdziesz przez szlaban na osiedlu, nie wyjedziesz za granicę.
    Nie będzie opcji „mam dość i wyłączam”. Bo nie będzie już czym płacić i czym się wylegitymować.
    Całość opakowana zostanie w najładniejszą possible tapetę: bezpieczeństwo, wygoda, walka z oszustwami, ekologia, inkluzywność, europejska przyszłość.
    Tylko że niewolnictwo zawsze wyglądało najlepiej na propagandowych plakatach.
    Pętla się zaciska.
    Coraz mniej osób to jeszcze zauważa”.

    Źródło – https://x.com/_AGENDA_2030/status/2026070237297144190!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *