
Od redakcji! Autorem tekstu jest Grzegorz Płaczek – zob. https://x.com/placzekgrzegorz. Źródło – https://x.com/placzekgrzegorz/status/2012489271848865941. Tekst został opublikowany w wersji oryginalnej!
xxx
Dziś opowiem Wam, Polacy, o politycznym przekręcie związanym z umową Unii Europejskiej z krajami Mercosur, którego właśnie doświadczamy. Cała zmanipulowana narracja Brukseli – wspierana niestety także przez Warszawę – polega na sprzedaniu Polakom bajki, że tzw. „klauzule ochronne” mają zabezpieczać polskich rolników przed zalewem tanich i niespełniających norm produktów rolnych z krajów Mercosur. Unijny przekaz brzmi następująco: jeżeli import okaże się zbyt agresywny i doprowadzi do problemów rolników w Europie, Unia Europejska może nałożyć ograniczenia lub cła ochronne na kraje Mercosur. Brzmi pięknie. Problem w tym, że te „klauzule ochronne” można włożyć między bajki. Oto, jak wygląda prawda i ewentualne nałożenie przez Brukselę takich klauzul krok po kroku:
Miesiąc 1 – początek W wyniku napływu tanich produktów z Ameryki Południowej następują pierwsze problemy rodzimych rolników. O „poważnej szkodzie” formalnie nie może być jeszcze mowy, ale polscy rolnicy już odczuwają pierwsze skutki taniego importu z krajów Mercosur.
Miesiące 2–3 – presja marż i pierwsze decyzje Polscy rolnicy obniżają ceny. Zaczyna się nierówna walka, bowiem marże gwałtownie spadają, rolnicy nie bardzo mają gdzie ciąć koszty, skupy wymuszają dalsze obniżki i rosną zatory płatnicze.
Miesiące 3–4 – szkoda już trwa Branża i administracja zaczynają zbierać „dowody”. Jednocześnie pojawiają się pierwsze bankructwa, a szkoda w polskim rolnictwie już jest faktem, choć formalnie wciąż „niewystarczająco udokumentowanym”.
Miesiąc 5 – nacisk na Komisję Europejską Państwa członkowskie (np. bezpośrednio Polska) naciskają na Komisję Europejską, która może – ale nie musi – wszcząć dochodzenie. KE obecnie sama przyznaje, że po otrzymaniu danych, inicjacja procedury może nastąpić „w ciągu miesiąca”. I tu pojawia się pierwszy gigantyczny problem. Bowiem chociaż teoretycznie wystarczy szkoda w jednym państwie (np. w Polsce) – w praktyce jednak KE musi uznać, że szkoda ma znaczenie „na poziomie całej Unii”, a nie jest problemem lokalnym. Jeżeli dane z Polski nie „psują” średnich statystyk UE, a inne kraje (gdzie produkcja np. drobiu jest marginalna) nie odczuwają problemu, Komisja Europejska nie zrobi nic! Nawet jeśli np. polski rynek drobiu będzie się walił, KE uzna, że „brak jest dowodów na poważną szkodę na poziomie UE”. KE zareaguje dopiero wtedy, gdy szkoda rozleje się na inne kraje członkowskie. Co więcej, państwo naciskające na KE musi wykazać, że to import z Mercosur jest główną przyczyną szkody, a nie np. rosnące koszty energii, pasz, czy inflacja. Ktoś ogarnia ten absurd? Załóżmy jednak, że wydarzy się cud i przypatrzmy się dalszej procedurze…
Miesiąc 6 – wszczęcie dochodzenia Dopiero teraz następuje formalny start postępowania. Rodzimy rynek rolny nadal działa – i wciąż ponosi straty.
Miesiące 7–18 – dochodzenie KE bada czy występuje „poważna szkoda” i czy istnieje związek przyczynowo-skutkowy z importem. Dochodzenie może trwać do 11 miesięcy. Polscy rolnicy w tym czasie czekają i… upadają.
Miesiąc 19 – decyzja UE UE wprowadza (!) ograniczenia lub cła ochronne. Kraje Mercosur… zaskarżają decyzję i kierują sprawę do WTO – Światowej Organizacji Handlu.
Miesiące 20–21 – konsultacje w WTO Zanim skarga formalnie ruszy, strony muszą przeprowadzić konsultacje. Mogą one trwać do 60 dni.
Miesiące 22–34 – panel ekspertów WTO Jeżeli konsultacje nie przynoszą skutku – powoływany jest panel ekspertów. Postępowanie trwa 10–12 miesięcy lub dłużej.
Miesiące 35–37 – apelacja Strona przegrywająca może się odwołać. Apelacja trwa zwykle około 3 miesięcy (jeśli mechanizm jest aktywny).
Miesiące 38–50 – wdrożenie decyzji Po ostatecznym orzeczeniu następuje faza wdrażania. W praktyce często jest ona dodatkowo przeciągana poprzez negocjacje terminów. Proces może trwać znacznie dłużej, niż tok. Minimum 4 lata – i to w najbardziej optymistycznym wariancie!
Tyle trwa cały proces od momentu pierwszego zderzenia z tanim importem z Mercosur do momentu otrzymania realnej ochrony. A chyba każdy o zdrowych zmysłach przyzna, że proces ten będzie trwał o wiele lat dłużej – patrząc na to, jak podejmowane są decyzje w Brukseli. Nie trzeba nikomu tłumaczyć, że większość polskich gospodarstw i rolników tej „wojny” nie przetrwa. Polacy zostali oszukani! To nie są klauzule ochronne! Zostaliśmy sprzedani. PRECZ Z TAKĄ UNIĄ!
Cdn.




” Nigdy nie ufaj niczemu i nikomu , jeśli nie wiesz , gdzie jest jego mózg ” . ( J.K.Rowling ) . Wzruszająca recenzja książki ( Chloe Dalton ) ” Jak wychować zająca ” … historia przemiany , uważnosci i powrotu do tego co naprawdę istotne . Kto wydaje pozwolenie na budowę marketów i hipermarketów ? . Lista sieci handlowych w Polsce – Wikipedia .
Ile było niemieckich działań destrukcyjnych wobec Polski na przestrzeni wieków . Al . ?
https://x.com/i/status/2013349085726584922
„Jak przegrać wszystko, co się ma — instrukcja według Ursuli
Jest taka stara europejska tradycja: jeśli coś jeszcze działa, trzeba to jak najszybciej „zreformować”. A jeśli można przy okazji strzelić sobie w oba kolana, to czemu nie. Najlepiej w imię wolnego handlu, zielonej przyszłości i strategicznej autonomii — tej samej, której nigdy nie widać, ale zawsze jest w prezentacji.
W roli głównej: Unijny Gang Olsena.
Plan jest genialny w swojej prostocie: skoro nie chcemy chińskich aut, to… wpuśćmy je przez Brazylię. Bez ceł. Z uśmiechem. I z pieczątką „Made in Mercosur”.
Bo przecież każdy wie, że jeśli chiński samochód przypłynie z Szanghaju — to zagrożenie.
Ale jeśli ten sam samochód przypłynie z Camaçari, to już partner handlowy.
Chińczycy zrozumieli to szybciej niż unijni komisarze. BYD wchodzi do dawnej fabryki Forda w Brazylii, 150 tysięcy aut rocznie, zaraz 300 tysięcy. Great Wall Motor przejmuje zakłady po Mercedesie. Tania energia, tania praca, zero sentymentów. A Unia? Unia właśnie likwiduje 35-procentowe cło i udaje, że to wciąż „ochrona rynku”.
Efekt?
Nie trzeba będzie walczyć z chińskimi autami.
Wystarczy otworzyć im drzwi i powiedzieć „bonjour”.
Niemcy mieli eksportować swoje luksusowe auta do Ameryki Południowej. Tymczasem niemieckie marki przegrywają już wszędzie — w Chinach ich udział spadł z 40% do 29%, zyski runęły o 76%. Są za drogie, za wolne, za bardzo przekonane o własnej wyjątkowości. A teraz jeszcze dostaną konkurencję, której sami zaprosili do Europy.
To już nie jest ironia. To samobójstwo w białych rękawiczkach.
Bo kiedy chińskie EV z Mercosur zaleją rynek UE, nie polecą tylko stołki w niemieckich zarządach. Polecą setki tysięcy miejsc pracy — także w Polsce, gdzie tysiące firm produkują części dla niemieckiego automotive. Ale spokojnie, ktoś na pewno powie, że „rynek się dostosuje”.
Najlepsze jest jednak to, co przy okazji sprzedano.
Nie fabryki.
Nie know-how.
Rolnictwo.
Polskie, europejskie rolnictwo oddane w barterze za iluzję niemieckich zysków, które i tak nie nadejdą. Umowa Mercosur jako majstersztyk: Europa traci przemysł, traci rolnictwo, traci miejsca pracy — ale za to ma poczucie moralnej wyższości.
A Ursula? Ursula będzie mówić o wartościach.
Bo gdy nie masz już przemysłu, zawsze zostają… slajdy.
To nie jest polityka handlowa.
To instrukcja obsługi porażki.
Krok po kroku.
Z uśmiechem.
I z unijną flagą w tle”.
Źródło – https://www.facebook.com/story.php?story_fbid=122115794847129266&id=61583878004181&post_id=61583878004181_122115794847129266&rdid=X42LjGKLXNyigQjO#.