
Od redakcji! Autorem tekstu pt. „Krwawa gra” jest dr Michał Krupa (więcej zob. https://x.com/MGKrupa). Tekst nie wyczerpuje oczywiście tematu wojny Moskali z tzw. Zachodem, prowadzonej rękami Ukraińców i do ostatniego Ukraińca. Na przykład, tekst Krupy nie odpowiada w ogóle na pytanie dlaczego prezydent Stanów Zjednoczonych Joe Biden, premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson i paru innych zbrodniarzy z eurokołchozu spacyfikowali (a ich następcy na stanowiskach nadal pacyfikują) rozmowy pokojowe Putina z Zełenskim. Tekst nie dotyka także drażliwego tematu mordu w Buczy, o którą oskarżono siepaczy Putina, ale jakoś banderowcy z Kijowa nie chcą do dzisiaj zgodzić się na powołanie niezależnej komisji międzynarodowej, np. pod auspicjami Międzynarodowego Czerwonego Krzyża, która zlustrowałaby co takiego naprawdę i dlaczego wydarzyło się w Buczy. Jednak tekst dr. Michała Krupy ma wiele innych zalet, na przykład posiada wysokie walory historyczne, ale trzeba zadać sobie trochę trudu i przeczytać ten tekst ze zrozumieniem. A polecam ten tekst kilku komentatorom, którzy otumanieni propagandą mediów głównego ścieku (tefałeny, republiki i inne telewizje publiczne) zwyzywali wydawcę i właściciela tego portalu od „faszystów”, „ruskich onuc” i „agentów Putina”. Nie mam jednak nadziei, że do tych oszczerców coś dotrze z tez postawionych i faktów przypomnianych przez dr. Michała Krupę. Tekst pt. „Krwawa gra” ukazał się w tygodniku „Do Rzeczy”, nr 49/658 1–7 grudnia 2025. Zdjęcie tytułowe zostało zacytowane ze strony – zob. https://dorzeczy.pl/kraj/813186/do-rzeczy-nr-49-rozbior-ukrainy-jakie-opcje-kijow-ma-teraz-do-wyboru.html. Na zdjęciu uczestnicy negocjacji rosyjsko-ukraińskich, do których doszło w marcu i w kwietniu 2022 roku w Stambule pod auspicjami prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdoğana (na mównicy)!
xxx
W kronice wojny rosyjsko-ukraińskiej najbardziej przerażające są nie bitwy, które zniszczyły całe miasta, ani trudne do wyobrażenia liczby ofiar. Najbardziej wstrząsające jest to, że nic z tego nie musiało się wydarzyć. Ta wojna mogła zostać zduszona w zarodku. Mogła zakończyć się, zanim zaczęła się na dobre. Mogła pozostawić Ukrainę niemal nietkniętą, Rosję pewną swojego bezpieczeństwa, a świat oszczędzony przed spiralą, która z każdym miesiącem staje się groźniejsza.
W Mińsku i Stambule, w marcu i kwietniu 2022 r., Kijów trzymał wszystkie karty. Zamiast tego zachęcony przez Waszyngton i Londyn Wołodymyr Zełenski zatrzasnął drzwi. To nie była odwaga, lecz pycha, która kosztowała życie ok. miliona Ukraińców i drastycznie ograniczyła potencjał Ukrainy. Aby zrozumieć skalę tej karygodnej pomyłki, warto odtworzyć strategiczne realia tamtych pierwszych dni. Ciągle trwają dyskusje wśród analityków i komentatorów, czy natychmiastowym celem Moskwy było zdobycie Kijowa w kilka dni, zainstalowanie marionetkowego rządu i ogłoszenie zwycięstwa czy raczej wymuszenie na Ukraińcach szybkiego rozpoczęcia negocjacji. Niezależnie od intencji w pierwszych dniach Ukraina, podbudowana pierwszymi taktycznymi sukcesami i skromnymi dostawami broni z Zachodu, przystąpiła do rozmów. Poparcie dla Zełenskiego przekraczało 90 proc., Zachód narzucił sankcje. Wtedy porozumienie mogło zamrozić konflikt na korzystnych liniach frontu, pozwalając Ukrainie odbudować armię, gospodarkę i sojusze bez spustoszenia trzech lat wojny na wyniszczenie. W pierwszym dniu po inwazji Zełenski potwierdził, że Moskwa skontaktowała się z nim, by omówić negocjacje oparte na przywróceniu neutralności Ukrainy. Trzeciego dnia zaś po inwazji Rosja i Ukraina zgodziły się rozpocząć rozmowy pokojowe, których podstawą miał być rosyjski odwrót wojsk w zamian za neutralność Ukrainy. Zełenski odniósł się do tego warunku przychylnie, a nawet wezwał do stworzenia „zbiorowego porozumienia bezpieczeństwa”, obejmującego także Rosję, by ograniczyć rywalizację strategiczną, która doprowadziła do wojny.
CEL: WYCZERPANIE ROSJI
Pierwsza szansa pojawiła się na Białorusi, gdzie delegacje spotkały się 3 marca 2022 r. Już wcześniej główny rozgrywający po stronie ukraińskiej, czyli Waszyngton, sygnalizował jednak, że nie patrzy przychylnym okiem na rozmowy bez warunków wstępnych między Kijowem a Moskwą. Ówczesnego rzecznika Departamentu Stanu, Neda Price’a, zapytano na konferencji prasowej 25 lutego 2022 r.: „Jakie jest stanowisko USA w sprawie skuteczności takich rozmów?”. Dziennikarz pytał konkretnie o rozmowy na Białorusi, nazywając je „rozmowami między Rosją a Ukrainą odbywającymi się w Mińsku”. Price odpowiedział: „Teraz widzimy, jak Moskwa sugeruje prowadzenie dyplomacji pod lufą karabinu albo gdy rosyjskie rakiety, moździerze i artyleria celują w naród ukraiński. To nie jest prawdziwa dyplomacja. To nie są warunki dla prawdziwej dyplomacji. Jeśli prezydent Putin poważnie myśli o dyplomacji, to wie, co powinien zrobić. Powinien natychmiast przerwać bombardowania ludności cywilnej, rozkazać wycofanie swoich wojsk z Ukrainy oraz jasno i jednoznacznie dać światu do zrozumienia, że Moskwa jest gotowa do deeskalacji”. Stanowisko USA wobec rozmów na Białorusi było więc, delikatnie rzecz ujmując, co najmniej nieprzychylne. Gdyby inwazja miała być szybkim uderzeniem mającym na celu wymuszenie na Kijowie obietnicy nieprzystępowania do NATO – czego Rosji nie udało się uzyskać od Waszyngtonu – cel ten mógłby zostać osiągnięty już w pierwszym tygodniu wojny na Białorusi. Jednak administracja Joe Bidena była innego zdania. W tym kontekście szczególnego znaczenia nabierają słowa Zełenskiego z wywiadu dla „The Economist” z 27 marca 2022 r.: „Są tacy na Zachodzie, którym nie przeszkadza długa wojna, ponieważ oznaczałaby wyczerpanie Rosji – nawet jeśli wiązałoby się to z zagładą Ukrainy i kosztowało życie Ukraińców. Zdecydowanie leży to w interesie niektórych krajów”. Pomimo przeszkód nastąpiła kolejna runda negocjacji, tym razem za pośrednictwem Izraela. Zaledwie kilka dni po zakończeniu drugich rozmów na Białorusi, 6 marca, izraelskie media podały, że ówczesny premier Naftali Bennett złożył niespodziewaną wizytę w Moskwie. Po rozmowach z rosyjskim prezydentem Bennett dwukrotnie kontaktował się z Zełenskim, a także prowadził rozmowy z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem, po czym udał się do Niemiec na spotkanie z kanclerzem Olafem Scholzem. W lutym 2023 r. Bennett ujawnił w wywiadzie, co zostało wówczas uzgodnione, jak blisko sukcesu były rozmowy i co się potem wydarzyło. Według byłego izraelskiego premiera to Zełenski zainicjował prośbę o kontakt z Putinem. Następnie Bennett poinformował Waszyngton, że „cieszy się zaufaniem obu stron”, oraz powiedział: „Mam ucho Putina. Mogę być kanałem komunikacji”. Putin – jak twierdzi Bennett – zrezygnował z postulowanego wcześniej rozbrojenia Ukrainy i zaproponował „ogromne ustępstwa”, żeby możliwe stało się zawieszenie broni. Na pytanie Bennetta, czy zamierza zabić Zełenskiego, Putin odpowiedział wyraźnie: „Nie zabiję Zełenskiego”. Chociaż Amerykanie mówili Bennettowi, że „nie ma szans na sukces”, to sam Putin zapewnił go: „Możemy dojść do zawieszenia broni”. Bennett twierdził, że Zełenski zrezygnował z wstąpienia do NATO, co miało również być „ogromnym ustępstwem”. Putin przekazał przez Bennetta prostą wiadomość do Zełenskiego: „Powiedz, że nie wejdziecie do NATO, a ja nie zaatakuję”. Gdy Zełenski złożył już tę obietnicę, chciał w zamian gwarancji bezpieczeństwa. Putin uznał jednak, że takie gwarancje od wielkich mocarstw są równoznaczne z członkostwem w NATO. Dlatego Bennett zaproponował inne wyjście: porzucić gwarancje w stylu NATO i zbudować na Ukrainie silną, niezależną armię na wzór Izraela. Obaj przywódcy – Putin i Zełenski – zaakceptowali to rozwiązanie. Ale również tym razem amerykańska obstrukcja zatrzymała dalszy rozwój tych rozmów. Bennett ujawnił, że Zachód podjął decyzję: „kontynuować uderzanie w Putina”. „Czyli oni to zablokowali?” – zapytał prowadzący wywiad z Bennettem. „Zablokowali” – odpowiedział Bennett. Osoby znające kulisy tamtego spotkania przekazywały wtedy, że Zełenski ocenił propozycję jako „trudną”, lecz wcale nie „nierealną”, i podkreślał, że „odległości między stanowiskami stron nie są duże”. Dziennikarz Barak Ravid na łamach portalu Axios informował, że rosyjskie ustępstwa obejmowały: ograniczenie demilitaryzacji tylko do Donbasu, rezygnację ze zmiany reżimu w Kijowie oraz zachowanie pełnej suwerenności Ukrainy. Zełenski stwierdził, że „ochłonął” w sprawie wstąpienia do NATO, i uznał rosyjską propozycję za „nie tak skrajną, jak się spodziewano”. Jednak obstrukcja Białego Domu ponownie sprowadziła negocjacje do martwego punktu.
POROZUMIENIE W STAMBULE
Rozmowy przeniosły się do Stambułu, gdzie turecka mediacja nadała im wyższą rangę. Ołeksij Arestowycz – uczestnik ukraińskiej delegacji w Stambule – ujawnił, że już 9 kwietnia 2022 r. Zełenski i Putin mieli się spotkać osobiście i miało wejść w życie zawieszenie broni. W marcu i kwietniu tego samego roku obie strony prowadziły w Turcji negocjacje i parafowały już „projekt traktatu pokojowego”. Jednak zamiast pielęgnować tę realną perspektywę pokoju, Zachód, na czele z USA, aktywnie ją blokował. Turecki minister spraw zagranicznych Mevlüt Çavuşoğlu stwierdził wówczas, że niektóre państwa NATO chciały przedłużać wojnę, aby wyczerpać Rosję. „Po rozmowach w Stambule nie sądziliśmy, że wojna potrwa tak długo. Ale po spotkaniu ministrów spraw zagranicznych NATO odniosłem wrażenie, że w krajach członkowskich NATO są tacy, którzy chcą, aby wojna trwała dalej – niech wojna się toczy, a Rosja dalej słabnie. Nie przejmują się zbytnio sytuacją na Ukrainie”. W artykule opublikowanym w magazynie „Foreign Affairs” Fiona Hill i Angela Stent relacjonowały: „Według wielu byłych wysokich rangą amerykańskich urzędników, z którymi rozmawiałyśmy, w kwietniu 2022 r. negocjatorzy rosyjscy i ukraińscy wstępnie uzgodnili zarys tymczasowego porozumienia negocjacyjnego: Rosja wycofałaby się na pozycje zajmowane 23 lutego (kiedy kontrolowała część Donbasu i cały Krym), a w zamian Ukraina zobowiązałaby się nie dążyć do członkostwa w NATO i zamiast tego otrzymać gwarancje bezpieczeństwa od wielu państw”. Arestowycz powiedział, że negocjacje w Stambule były udane i mogły doprowadzić do zakończenia wojny. Stwierdził, że porozumienie stambulskie było przygotowane w 90 proc. i że pozostała jedynie „kwestia liczebności ukraińskich sił zbrojnych w czasie pokoju”. Oleksandr Czały, ukraiński dyplomata i uczestnik negocjacji pokojowych z Rosją, potwierdza, że Putin „zrobił wszystko”, aby osiągnąć porozumienie pokojowe, a obu stronom udało się „znaleźć bardzo realny kompromis”. Dlaczego więc rozmowy w Turcji nie zakończyły się sukcesem? Arestowycz twierdził, że główną przyczyną miała być masakra w Buczy. Zełenski miał być w kompletnym szoku po ujawnieniu szczegółów zbrodni powszechnie przypisywanej Rosjanom. Istnieje jednak kilka niezależnych świadectw wskazujących, że Bucza miała niewielki lub żaden związek z fiaskiem negocjacji w Turcji. Niektóre źródła sugerują, że decyzja o zerwaniu negocjacji zapadła przed odkryciem ciał w Buczy, inne zaś wskazują, że rozmowy trwały jeszcze pomimo tego. Wszystkie jednak zgadzają się co do tego, że śmiertelny cios dla negocjacji niekoniecznie zadała właśnie Bucza. Były kanclerz Niemiec Gerhard Schröder, który na prośbę Ukrainy pełnił funkcję mediatora w rozmowach stambulskich, stwierdza, że „podczas rozmów z Umerowem” (kluczowym ukraińskim negocjatorem) „7 i 13 marca nic nie było wiadomo o Buczy”. Ten sam wniosek płynie z raportu z listopada 2023 r. przygotowanego przez byłego zastępcę sekretarza generalnego ONZ Michaela von der Schulenburga, emerytowanego generała niemieckiego i w latach 2002–2005 przewodniczącego Komitetu Wojskowego NATO Haralda Kujata oraz emerytowanego profesora nauk politycznych z Wolnego Uniwersytetu w Berlinie Hajo Funkego. Stwierdzają oni, że „decyzja Ukrainy o porzuceniu negocjacji mogła zapaść jeszcze przed odkryciem masakry cywilów w miejscowości Bucza pod Kijowem”. Istnieją też dowody na to, że Zełenski był gotowy kontynuować rozmowy pomimo informacji płynących z Buczy. 5 kwietnia 2022 r., czyli dzień po 16 wizycie w Buczy, powiedział on ukraińskim dziennikarzom, że to, co stało się w Buczy, jest „niewybaczalne” i że „możliwość negocjacji… będzie wyzwaniem”. Dodał jednak: „Trzeba to robić. Myślę, że nie mamy innego wyjścia”. Ukraińska opinia publiczna miała podobne zdanie. Socjolog Wołodymyr Iszczenko podaje: „Najbardziej systematyczne dane, które mamy, pokazują, że ukraińska opinia publiczna popierała negocjacje z Rosją w celu zakończenia wojny nawet po Buczy. Sondaż zlecony przez NDI w maju 2022 r. wykazał, że 59 proc. Ukraińców opowiadało się za rozmowami z Rosją”. Samuel Charap i Siergiej Radczenko pisali na łamach „Foreign Affairs” w kwietniu 2024 r., że nawet po ujawnieniu zbrodni w Buczy na początku kwietnia 2022 r. obie strony nadal pracowały dzień i noc nad tekstem traktatu, który mieli podpisać Putin i Zełenski podczas zapowiadanego szczytu. Bucza nie mogła być powodem zerwania negocjacji, skoro projekty porozumienia były dopracowywane jeszcze 12 i 15 kwietnia, czyli 10 dni po wizycie Zełenskiego na miejscu zbrodni. Charap i Radczenko piszą nie tylko, że rozmowy trwały mimo Buczy, lecz także że „nabrały tempa”. Wniosek nasuwa się sam: to nie Bucza była przyczyną zerwania ostatniej poważnej szansy na pokój przed eskalacją wojny. 9 kwietnia ówczesny premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson błyskawicznie przyjechał do Kijowa, by powstrzymać Zełenskiego. Nalegał, że Władimira Putina „trzeba przyciskać, a nie z nim negocjować”, i nawet gdyby Ukraina była gotowa podpisać jakieś porozumienia z Rosją, „Zachód nie był”. Charap i Radczenko podają, że były amerykański urzędnik, który wówczas zajmował się polityką wobec Ukrainy, powiedział im wprost: zamiast poprzeć komunikat ze Stambułu i dalszy proces dyplomatyczny, Zachód zdecydował się znacznie zwiększyć pomoc wojskową dla Kijowa. Mógł wykorzystać istniejący projekt porozumienia – mimo wszystkich jego wad – i aktywnie wspierać dalsze rozmowy. Autorzy zwracają uwagę, że Boris Johnson jasno dał do zrozumienia Zełenskiemu, że „gotowość do rozmów z Rosją” nie była priorytetem dla USA i ich sojuszników. Jak piszą autorzy, zachodnie gwarancje z pewnością wzmocniły determinację Zełenskiego. Według stanowiska amerykańskiego Departamentu Stanu z tamtego okresu w wojnie na Ukrainie w grę wchodziły „fundamentalne zasady”, przez co konflikt stał się „większy niż Rosja” i „większy niż Ukraina”, co sugerowałoby szersze geopolityczne machinacje. Wspomniany wcześniej Michael von der Schulenburg twierdzi, że „NATO już 24 marca 2022 r., podczas specjalnego szczytu, podjęło decyzję o nie popieraniu tych negocjacji pokojowych”. W czerwcu 2022 r. Boris Johnson mówił przywódcom G7 i NATO, że rozwiązaniem wojny jest „strategiczna wytrwałość” i że „teraz nie jest moment na ugodę ani na zachęcanie Ukraińców do przyjęcia złego pokoju”. Również w artykule opublikowanym na łamach „The Wall Street Journal” jak dobry podżegacz wojenny twierdził, że wojna na Ukrainie może zakończyć się wyłącznie „klęską Władimira Putina”. Jeszcze przed wizytą Johnsona w Kijowie historyk Niall Ferguson rozmawiał z kilkoma amerykańskimi i brytyjskimi oficjelami, którzy potwierdzili, że zapadła decyzja o „przedłużeniu konfliktu i wykrwawieniu Putina”, bo „jedynym możliwym końcem gry jest teraz koniec reżimu Putina”. Ukraina miała więc szansę na trwały pokój, i to znacznie lepszą niż obecnie. Jak pokazuje wiele dowodów, jej rzekomi sojusznicy pchnęli ją jednak do wojny z dużo silniejszym i bardziej zdeterminowanym przeciwnikiem – wojny, która dla każdego, kto nie był opętany antyrosyjską obsesją i zwyczajnie potrafił liczyć, mogła skończyć się choćby kosztownym, ale wciąż zwycięstwem Rosji. Miliony istnień zniszczone, niezliczone miasta zmienione w gruz, a mimo takiej katastrofy pozostaje gorzka ironia: to, co dziś jawi się – choć niepewnie – jako potencjalna ścieżka do pokoju dzięki planowi Donalda Trumpa, trzy lata temu mogło być w zasięgu ręki. Ludzie władzy w Londynie i Waszyngtonie mieli szansę zakończyć krwawą rzeź, a jednak wybrali świadomą blokadę zamiast rozwiązania. Ciśnie się na usta pytanie o to, jak Boris Johnson i Joe Biden śpią po nocach, wiedząc, jaki jest ludzki koszt ich decyzji. Historia im tego nie zapomni.
Michał Krupa


Wszystkie te rozważania są niewiele warte, gdyż opierają się na błędnym założeniu, że ruscy dotrzymają jakiegokolwiek ewentualnego porozumienia z Ukrainą. Wiem że zabrzmi to bardzo okrutnie i cynicznie, ale przedłużanie wojny na Ukrainie jest paradoksalnie w naszym interesie. Im więcej zabitych ruskich, im więcej ruscy wydadzą na wojnę, im większe ich straty gospodarcze i ekonomiczne, tym dla nas lepiej.
„realisto”, straty to ponosi eurokołchoz. Moskale nie wysyłają na Dzikie Pola mięsa armatniego z rosyjskimi korzeniami. Dowódcy? A jakże, ale mięso armatnie, to skośnookie kałmuctwo. Zasoby Rosji są nieprzebrane i stoją za Rosją Chiny a ty – „realisto” – uważasz – że wydatki na Dzikich Polach robią na Putinie jakiekolwiek wrażenie. Inaczej w eurokołchozie. Wszystkie państwa to bankruci. Długi po uszy i matrix ekonomiczny, który balsamuje trupa dodrukiem pieniądza. Każdy miesiąc tej wojny zbliża Europę do ostatecznego upadku i paradoksalnie właśnie dlatego eurokołchoz dąży do konfrontacji z Moskwą.
I na koniec. „realisto”, chyba jednak nie przeczytałeś tekstu Krupy uważnie i ze zrozumieniem…
@realista: Od początku inwazji Rosji na Ukrainę w 2022 r. Unia Europejska zapłaciła Rosji za import towarów i surowców energetycznych o 124 mld euro więcej, niż przekazała pomocy Kijowowi. To się nazywa „pomoc”!
https://forsal.pl/swiat/unia-europejska/artykuly/10588264,europa-wiecej-placi-putinowi-niz-pomaga-ukrainie-ujawnila-wstydliwe.html
Gigant intelektu, sam siebie nazywający „realistą” (?), wystąpił z takim (w jego mniemaniu genialnym) konceptem:
„(…) przedłużanie wojny na Ukrainie jest paradoksalnie w naszym interesie. Im więcej zabitych ruskich, im więcej ruscy wydadzą na wojnę, im większe ich straty gospodarcze i ekonomiczne, tym dla nas lepiej”.
Gigant intelektu przeoczył jeden szczegół: sami Ukraińcy widzą to trochę inaczej, nie mają zbyt wielkiej ochoty na „przedłużanie wojny”, nie garną się do AFU, a uliczne łapanki to jednak nie jest najlepszy sposób na pozyskiwanie rekruta. Te łapanki są nagrywane, wrzucane do sieci
https://youtu.be/SwfX0yaWaSM
i nie wygląda to jak świt (ukraińskiego) zwycięstwa.
Jedno sprostowanie, niemiecka paniusia opowiada, że
… hier [tj. w krainie U – wma] fehlt es eigentlich an allem, an Geld, an Waffen und eben an Soldaten …
Paniusia oczywiście przesadza, ukraiński Gröfaz pieniędzy i broni ma dosyć. Ma tego aż za dużo. Takich, co go obsypują prezentami (z wyrachowania – albo z głupoty) nie brakuje, natomiast w rzeczy samej brakuje mu armatniego mięsa. W tej konkurencji z Rosją nie wygra. Dlatego tak bardzo mu zależało, żeby do całego zamieszania wciągnąć jeszcze kogoś, w pierwszym rzędzie Polskę.
Nie wiem czy redaktorowi umknęła taka wiadomość, https://www.money.pl/gospodarka/mlodzi-ukraincy-masowo-jada-do-polski-kolejna-fala-migracji-oto-powod-7228557628935072a.html
Nie, nie umknęła mi ta wiadomość! Ja w sprawie „stop ukrainizacji polski” wypowiadałem się wielokrotnie – zob. https://gorliceiokolice.eu/tag/stop-ukrainizacji-polski/.
Lepiej chyba żeby trafiali do nas młodzi chłopcy, którzy będą się integrować z naszym społeczeństwem, studiując, pracując, żeniąc się z naszymi dziewczynami, niż setki tysięcy sfrustrowanych żołnierzy ukraińskich, którzy w przypadku klęski Ukrainy nie będą wiedzieć co ze sobą zrobić w naszym kraju. Postawimy następny płot na granicy? Proszę spojrzeć na to realnie. Czy nie jest to słuszny argument?
No chłopczyku, jak ty już „nasze dziewczyny” chcesz Ukraińcom hurtem oddać, to ty jesteś prawdziwy twardziel, prawdziwy macho!
„realisto”! Ukraińcy wychowywani są w kulcie Bandery i Szuchewycza. To jest piąta kolumna w stanie czystym a ci „sfrustrowani żołnierze” też tu przyjadą (a uzbrojenie już wysyłają). Ukraińcy, którzy przyjechali do Polski po 24 lutego 2022 roku udowodnili, że są nie tylko nielojalni wobec Państwa Polskiego, ale także wrogo nastawieni. Jest wiele powodów, żeby uważać, że diaspora ukraińska przysłuży się III RP dokładnie tak samo jak przysłużyła się II RP. Czy nie można chociaż raz potraktować historii jako nauczycielki życia? „realisto”! Mało ci dowodów, że przeszczepienie skorumpowanego banderlandu do Polski skończy się strukturalną klęską!?
Z tych młodych Ukraińców, co to będą „się żenić z naszymi dziewczynami” (a jak któraś z tych „naszych dziewczyn” Ukraińca nie zechce, to co to będzie? nacjonalizm i ksenofobia?) w rzeczy samej może być sporo uciechy. Po ożenku pewnie będzie i potomstwo, to potomstwo będzie nosić ukraińskie nazwiska, tatuś z pewnością zechce syna/córkę zapoznać z rodzinną historią, pokaże dziecku rodzinne fotografie: popatrz synku, to mój pradziadek, walczył dzielnie w dywizji SS „Галичина” – a inny powie: popatrz córeczko, to mój pradziadek, walczył dzielnie, był czotowym w sotni УПА.
[Ocenzurowano – M.R.]
Na tak haniebne kłamstwa nie ma miejsca na tym portalu!
Szanowny panie redaktorze, bardzo proszę na chwilę porzucić ten emocjonalny ton i spróbować się zastanowić. Czy w naszym interesie jest, aby prawie milionowa ukraińska armia stała w polu i tłukła się z ruskimi kałmukami, kacapami czy jak tam pan sobie życzy? Czy, aby Ukraina przegrała, pogrążyła się w chaosie militarnym, gospodarczym, społecznym z wszystkimi tego konsekwencjami dla Polski? A konsekwencje będą, czy nam się to podoba czy, nie. O jednej z tych konsekwencji wspomniałem wcześniej. Nie sądzi pan chyba, że rozpuszczeni do domu ukraińscy żołnierze będą sobie siedzieć grzecznie i patrzyli w sufit. Czy zgadzam się z przytoczonym przez pana analitycznym artykułem, czy też nie, nie ma znaczenia. To tylko analiza. Liczy się tu i teraz. Mleko się rozlało. Krwawa wojna toczy się za naszą granicą. Pytanie jest tylko jedno. Jak się w tej chwili zachowamy. Czy racjonalnie, kierując się interesem narodowym? Czy emocjonalnie, rozpamiętując zaszłości historyczne ?
Mamy zachować się racjonalnie i zgodnie z interesem narodowym. Nie czekać aż wojna się skończy tylko natychmiast zablokować granicę na ruch Ukraińców do Polski, ale otworzyć granicę na ruch z Polski na Ukrainę, czyli Ukraińcy do domu! I koniec z utrzymywaniem drugiego narodu i państwa!
A co z tymi Polakami, na Ukrainie o których pan wcześniej pisał jako „zdradzeni o świcie” i posiadających ukraińskie paszporty?
Co za głupie pytanie! Rodacy? Akcja repatriacja!
Ps. To była moja ostatnia odpowiedź w rozmowie z „realistą”. Wpis „realisty” z 21:21, który ocenzurowałem, dowodzi, że szermowanie kłamstwem i potwarzą na temat postawy społeczeństwa polskiego w czasach okupacji niemieckiej, sprawia „realiście” szczególną przyjemność. Za dużo „Gazety Wyborczej”! Takiej haniebnej postawy nie mogę upowszechniać!
Ukraińskie „zwycięstwo” tuż, tuż. Angielczyki blade tak je opisują:
https://wydarzenia.interia.pl/interia-blizej-swiata/news-the-spectator-wladimir-putin-wierzy-ze-los-mu-sprzyja-i-nies,nId,22463451#parametr=zobacz_takze
A Aleksandr Dugin rzecze tak:
„Rosja musi przygotować się na wojnę na pełną skalę z Europą. Oczywiście, nie chcemy jej, nie potrzebujemy jej i nie mamy powodu, by walczyć z Europą. Poza jednym. Powodem jest to, że Europa planuje walkę z nami i już walczy z nami na Ukrainie, planując rozszerzenie formy i zakresu bezpośredniego konfliktu zbrojnego z nami. Wszystko byłoby w porządku z dzisiejszym pokojowym zapałem i retoryką, że nie idziemy na wojnę i nie mamy pretensji do Europy. Ale w rzeczywistości pretensje istnieją. Europa ma pretensje do nas. Oni uważają, że Ukraina jest ich, a my uważamy, że Ukraina jest nasza. A jednak upieramy się, że to nie ich sprawa, a nasz problem. Oni jednak uważają, że to nie nasza sprawa, a ich problem.
A ten konflikt między naszymi interesami a interesami Unii Europejskiej, a przynajmniej jej kierownictwa, prowadzi do eskalacji. Robią wszystko, co w ich mocy, żeby oderwać Ukrainę od nas. My robimy wszystko, co w naszej mocy, żeby przywrócić ją do naszej strefy wpływów. To jest wojna. I już się toczy. Ale Europejczycy chcą przejść do nowej fazy tej wojny. Szczerze im to odradzamy, ale jednocześnie deklarujemy gotowość, jak powiedział nasz prezydent, do stoczenia prawdziwej wojny z Europą. Władimir Putin podkreślił, że na Ukrainie po prostu wyzwalamy nasze terytoria. Nasi ludzie tam są. Tak, popadli w obłęd, ale zamierzamy ich uleczyć. Ale uzdrowienie Europejczyków nie leży już w naszych siłach. Ta niepodległa, ale wyraźnie chyląca się ku upadkowi cywilizacja znajduje się w agonii. I wszystko zmierza w kierunku punktu, w którym rozprawimy się z nią znacznie surowiej niż z Ukrainą: po prostu zniszczymy wszystkie główne instalacje wojskowe i przemysł. A jeśli będzie trzeba, po prostu zmieciemy Europę z powierzchni ziemi.
Tak, naprawdę tego nie chcemy, ale nie będzie wybiórczej, miękkiej i długotrwałej wojny, takiej jak ta, którą prowadzimy na Ukrainie. Właśnie dlatego, że tutaj pacyfikujemy swoich, a tam niszczymy naszych wrogów. Doświadczenie zdobyte w tej wojnie na Ukrainie niewątpliwie czyni nas o wiele bardziej przygotowanymi do wojny z Europą niż sami Europejczycy. Jest to szczególnie prawdziwe, biorąc pod uwagę opłakany stan moralny Europejczyków, ich rozpadające się społeczeństwa, ich wypaczone obyczaje, mnożenie się imigrantów i całkowitą degenerację młodego pokolenia. Nie uważamy Europy za „łatwą zdobycz”, ale damy sobie z nią radę, bez względu na wszystko. Radziliśmy sobie z gorszymi rzeczami. Napoleon był poważniejszy, Hitler jeszcze poważniejszy. Ale ci dziwacy i zboczeńcy, ta banda wściekłych szaleńców, skorumpowanych urzędników, zboczeńców, osób zmieniających płeć i po prostu maniaków – myślę, że damy sobie z nimi radę. Zupełnie inaczej byłoby, gdyby Stany Zjednoczone wzięły udział w tej wojnie. To oczywiście byłoby bardzo smutne. A wtedy ta wojna skończyłaby się apokalipsą. Nie chcemy tego. Ale jesteśmy na to przygotowani”.
Nie wiem, skąd ten tekst pochodzi, czy jest autentyczny.
Tekst jest chaotyczny i mętny. Wynika z niego, że jest jakiś obiektywny, nieusuwalny problem, czy też konflikt, a stronami tego konfliktu jest Rosja i … No właśnie, kto? Tę drugą stronę autor tekstu nazywa „Europą” (9 razy), „Europejczykami” (4 razy), „Unią Europejską” (1 raz), „kierownictwem (Unii Europejskiej)” (1 raz). Wobec takiej okoliczności nie jest jasne z kim konkretnie Rosja miałby „walczyć” i kogo „zmiatać z powierzchni ziemi”, „Europa” to może znaczyć wszystko i nic, podobnie jest z „Europejczykami”. Łatwiej jest z „Unią Europejską”, w szczególności z jej „kierownictwem”: to, czy ten wynalazek będzie istniał zależy wyłącznie od Niemców (dokładnie: od kilku Niemców), Angielczyki już się z tego wynalazku wypisali (siedzą na tej swojej wyspie i knują coś na własną rękę – bo knuć i mieszać to oni nigdy nie przestaną), a sami Francuzi (bez Niemców) nic nie znaczą. Jeśli Niemcom się coś odmieni (co nie znaczy, że porzucą urojenia o własnej wyższości nad innymi nacjami), to z całej reszty towarzystwa, podgarniętego do kupki w tej organizacji, w jednej chwili zejdzie powietrze (będzie jeden wyjątek: nasi wodzowie zostaną na placu boju do samego końca, a nawet jeden dzień dłużej – jak jeden taki w żółtych/czerwonych portkach ze swoją „orkiestrą”).
A co miałoby być obiektywną, bezterminową, nieusuwalną przyczyną tego konfliktu? Tą przyczyną miałaby być kraina U. Bez przesady.
Ma Pan dużo racji! Może to kwestia tłumaczenia, że tekst jest chaotyczny. Ktoś mi ten cytat podesłał już dość dawno. Muszę odszukać źródło. Przyzna Pan jednak, że może niezbyt odkrywcze, ale jednoznaczne obserwacje: „Ta niepodległa, ale wyraźnie chyląca się ku upadkowi cywilizacja znajduje się w agonii” albo „(…) biorąc pod uwagę opłakany stan moralny Europejczyków, ich rozpadające się społeczeństwa, ich wypaczone obyczaje, mnożenie się imigrantów i całkowitą degenerację młodego pokolenia”, albo „Ale ci dziwacy i zboczeńcy, ta banda wściekłych szaleńców, skorumpowanych urzędników, zboczeńców, osób zmieniających płeć i po prostu maniaków”, jak ulał pasuje do kilku eurokołchoźników z tego forum.
Nie przeczę, ten opis tak zwanych „europejczyków” (nie tylko z tego forum; gdyby było ich tylko tylu, ilu na forum – halb so schlimm!) jest trafiony w punkt (ins Schwarze getroffen).
Jeszcze dwa słowa nt. przyczyny całego zamieszania. Gdyby Ukraińcy mieli więcej rozumu, gdyby nie byli tacy łatwowierni i naiwni, to daliby sobie spokój z Banderą (to po pierwsze) i z rojeniami o „zapisaniu się” do NATO (to po drugie), a Angielczyków, którzy przyjeżdżali ich namawiać do konfrontacji z Rosją potraktowaliby uprzejmie, ale stanowczo. Rosja od swojego (tj. od warunku neutralności krainy U) nie odstąpi, a Angielczyki – jak to Angielczyki – koniec końców zostawią tę krainę samą sobie (zrobią podobny numer jak z Polską w roku 1939 i w roku 1945) – rzecz w tym, że po tym całym zamieszaniu okrojoną i w sporej części zniszczoną.
Wspaniały autorytet pan cytuje. Gratulacje!
Pańskie gratulacje są jak kulą w płot – coś się panu pomyliło i źle pan odczytał intencję zamieszczenia przeze mnie tego cytatu. Ja z rosyjskim nacjonalizmem nie mam nic wspólnego, bo „przypadkowo” jestem polskim nacjonalistą a na dodatek jestem z tego faktu dumny. A jak pan nie chce zrozumieć tamtego świata, to niech pan nie czyta, co Dugin ma do powiedzenia. Ja i Józefa Stalina, i Józefa Goebbelsa cytowałem kiedyś na tym portalu i jakoś pan na to uwagi nie zwrócił. Mogę panu zacytować także Adolfa Hitlera, jeśli pan sobie zawinszuje znowu mi pogratulować.
Rozumiem. A tak z ciekawości? W klapie marynarki nosi pan Falangę, Mieczyk Chrobrego, czy Krzyż Celtycki?
Zaspokoję pańską ciekawość – Kwiat Lnu Wołyń’43 – https://gorliceiokolice.eu/2025/07/obchody-narodowego-dnia-pamieci-o-ofiarach-ludobojstwa-na-wolyniu-anno-domini-2025/!
Bardzo pięknie. A jeszcze jedno pytanie. Czy pozdrawiacie się z kolegami salutem rzymskim?
I tu już przekroczył pan granice. Nazwać pana pytanie obraźliwym to za mało!
Następnych komentarzy może pan już nie wysyłać!
Ten pajac następny „komentarz” wyśle, może z innego komputera i z innym podpisem – ale wyśle.
https://nczas.info/2025/12/06/przegrywacie-i-musicie-dojsc-do-porozumienia-trump-postawil-ultimatum
Dużo wcześniej , znacznie dużo wcześniej : Napisano ” Dagome iudex ” . Historia nadal poszukuje autora . Wikipedia . Niedziela Magazyn – Dagome iudex .