
Od redakcji! Autorem tekstu jest komentator „wma” – zob. https://gorliceiokolice.eu/tag/wma/.
xxx
Jeszcze 50 lat temu każdy piśmienny Polak wiedział, pojmował i czuł czym jest ojczyzna. Mniej więcej 25 lat temu natknąłem się pierwszy raz na określenie „mała ojczyzna”. Ten wynalazek rozlazł się stopniowo na wszystkie strony, dzisiaj jest używany wszędzie (radio, telewizor, szkoła – zdarza się, że i ambona). Ze szczególnym upodobaniem używają go tzw. samorządowcy. Przykład z Zakopanego („forum” z nagrodami):
„Państwo, jako samorządowcy, dbacie o swoje małe ojczyzny, o kulturę – Koła Gospodyń Wiejskich czy orkiestry dęte – o strażaków ochotników, o europejskie środki inwestycyjne, o każdy projekt, także najmniejszy, który poprawia życie mieszkańców” (Łukasz Smółka, aktualnie na posadzie marszałka województwa).
To określenie jest bezmyślnie powtarzane przez publiczność, w tym przez ludzi skądinąd przyzwoitych i niegłupich – a dzieci łykają je w szkole jak gęś kluskę. Takie dziecko pozostaje potem przez całe życie w stanie pierwotnego ogłupienia. Bo skoro jest coś takiego jak „mała ojczyzna”, to czym niby jest „ojczyzna”? Jaka jest między nimi różnica? Jeśli nie ma, to po co przymiotnik „mała”, a jeśli jest, to oznacza, że są dwie „ojczyzny” – a jeśli dwie, to która jest ważniejsza/lepsza?
Proste pytanie: kto i po co wprowadził ten zamęt?
Odpowiedzi należy szukać w wydarzeniach z przełomu wieków, to był czas poprzedzający „akcesyjne” referendum (ten z kolei był poprzedzony dekadą lat 90.). My, jako nadwiślańscy Irokezi, mieliśmy przyjąć cywilizację/kulturę „europejską” – czyli niemiecką. W niemczyźnie mamy przysłówek heim, rzeczownik Heim, rzeczownik Heimat – i rzeczownik Vaterland. Te rzeczy wynikają wprost z niemieckiej historii, do tej pory tłumaczono je na język polski tak:
heim – w domu, u siebie; do domu
Heim – dom rodzinny, rodzinne siedlisko, domowe ognisko
Heimat – rodzinne strony (czyli coś więcej/szerzej niż sam dom, to dom wraz z całą okolicą, można przez to rozumieć rodzinną wieś, rodzinne miasto)
Vaterland – ojczyzna (dla Niemca to jest Deutschland – dla Polaka Polska)
Dla Niemca różnica między Heimat a Vaterland jest oczywista, różna jest etymologia i różne znaczenie, te słowa inaczej „ważą”.
A u nas – za przyczyną różnych edukatorów, którzy mieli nas cywilizować, robić z nas „europejczyków” – zamiast rodzinnych stron (wsi/miasta/okolicy) pojawiła się „mała ojczyzna” (ma to odpowiadać niemieckiemu Heimat) – a za nią „duża ojczyzna” (małe dzieci mają w szkołach konkursy pt. „moja mała i duża ojczyzna”, są też książeczki dla dzieci „moja mała i duża ojczyzna”). W rezultacie małe dziecko się gubi, ma dwie „ojczyzny” – i z taką jajecznicą w głowie idzie w dalsze życie. No i o to tym edukatorom chodzi.
wma
Od redakcji! Zdjęcie tytułowe zostało zacytowane ze strony – zob. https://elaj.flog.pl/wpis/12019763/mazowiecki-krajobraz-z-wierzbami.



Jakże w naszej Ojczyźnie ” upodobania „się zmieniają ” priwislanski kraj ” . Teraz europejczyk – ” nagonka ” rusza – polskość to nienormalność . A czy ten europejczyk , to taki ” wzorzec ” – cywilizacji , czy kolejna ” hiena ” ? . Bo gdy Zachód brata się ze Wschodem , rodzą się ” Demony wojny według Goi ” – Wikipedia .
Tak sielski obrazek należy uhonorować wykładami Profesor Grażyny Cichosz – technologa mleczarstwa , ywiadami na YouTube . Oraz w Wikipedii .
Niejaka Justyna Śmiertka podaje złote myśli Łukasza Smółki w takiej wersji:
„Sile państwo to silny samorząd, a silny samorząd to silne społeczeństwo. My, będąc samorządowcami, dbamy o naszych mieszkańców, słuchamy ich głosów. Dziękuję za to, że jako małopolscy samorządowcy skutecznie inwestujecie w środki europejskie i zabiegacie chociażby o drobne, ale bardzo istotne projekty. Dbacie o kulturę Kół Gospodyń Wiejskich, o orkiestry dęte, o bezpieczeństwo, o strażaków. Dbacie o to, aby naszym mieszkańcom żyło się bardzo dobrze. Życzę sobie, aby Małopolska była najlepszym miejscem do życia i pracy w Polsce – podsumował marszałek województwa małopolskiego, Łukasz Smółka”.
https://bobowa24.pl/2025/11/wlodarze-z-powiatu-gorlickiego-docenieni-na-forum-samorzadowym-w-zakopanem
Nie ma tu „małych ojczyzn” – ale nic nie szkodzi, bo sama bredzi o „małych ojczyznach”:
„Forum Samorządowe to przestrzeń, gdzie lokalni włodarze, a także przedstawiciele biznesu, sportu czy mediów debatują o wyzwaniach najważniejszych dla małych ojczyzn”.
Przy okazji objawiono nam kolejnego wizjonera!
Czytamy:
Kapituła dostrzegła także zaangażowanie burmistrza Gorlic. Podczas laudacji prezes Fundacji Sądeckiej powiedział, że: „to samorządowiec z wizją, człowiek, który doprowadził swoje miasto do dawno niewidzianego rozkwitu, samorządowiec wielu talentów – inżynier, budowlaniec, człowiek czynu i budowy. To człowiek który nie pyta czy, tylko jak zrealizować kolejny projekt, który dla wielu był nierealizowalny. Jest to człowiek kompromisu i współpracy ponad podziałami frakcyjnymi, człowiek doceniony nie tylko przez mieszkańców, nie tylko przez regionalne i krajowe rankingi, ale także przede wszystkim szanowany przez swoich oponentów”.
Wyjaśnienie: to „sile państwo” w cytacie to nie jest mój wynalazek, tak jest w oryginale. Justyna Śmiertka powiada też, że Małgorzata Małuch „to bezsprzecznie pierwsza sama samorządowej Małopolski”. Jak „sama”, to „sama”!
Negatywne skutki ekonomiczne w Polsce . Wystarczy wpisać do wyszukiwarki . Takie zdanie . Jest tam dużo tematów na ” laudację ” – dla wielu .
@wma: Pojęcia „mała ojczyzna” oraz równie kontrowersyjne „ojczyzna prywatna” spopularyzował Stanisław Ossowski kilka dekad przed referendum akcesyjnym do UE. Jak Pan trafnie zauważył, „trop wiedzie” do niemieckiego „heimat”. Ossowski zetknął się z tym pojęciem podczas swych prac terenowych na Śląsku. Pojęcie „Heimat” popularyzowano jednak w Polsce już w latach 30. np. w kontekście współpracy rozmaitych towarzystw krajoznawczych. Istniał nawet taki nurt w fotografii – „heimatphotographie”, którego założenia w 1935 r. zaprezentował w Warszawie prezes Związku Towarzystw Fotograficznych w Niemczech. To prawdopodobnie był moment przełomowy dla Jana Bułhaka, jednego z ojców polskiej fotografii, stanowiący inspirację do powstania programu jego „fotografii ojczystej”, która jednak miała charakter narodowy, a nie regionalny.
Poprawnie wytłumaczył Pan etymologię „heimat”. W języku angielskim analogicznie funkcjonuje „homeland” – też zw. z domem, rodzinnymi stronami. Co ciekawe, „motherland”, czyli „matczyzna” w Anglii prawie nie funkcjonuje, bo choć angielski należy do grupy j. germańskich to nie używają słowa „fatherland”, a „motherland” właśnie.
Częstotliwość użycia słowa „mała ojczyzna” wzrosła chyba jednak przed wprowadzeniem „deformy” samorządowej nieudacznika Buzka „od 4 boleści” tj. nieudanych 4 reform, kiedy to województwa zamieniono na wzór niemieckich landów, co miało m.in. katastrofalne skutki dla średnich miast. W tym kontekście należy wskazać jeszcze inne słowo, które jest często używane w odniesieniu do samorządowców – mianowicie „włodarze”. Otóż w średniowieczu włodarze kierowali dworami panującego, następnie także innych panów feudalnych, zarządzając ośrodkami włości składających się z kilku wsi. W czasach późniejszych (do XIX) włodarze byli wybierani przez właścicieli dóbr ziemskich z chłopów i odpowiadali za stan prac polowych w folwarkach. To słowo zatem nieźle wpisuje się w neofeudalizm, jaki zafundowali nam propagatorzy tzw. transformacji ustrojowej i kapitalizmu kompradorskiego…
Muszę przyznać, że ze zdziwieniem czytam wypowiedzi różnych polityków (np. ostatnio prof. Czarnka), jak to „samorząd nam się udał”. Polska potrzebuje reformy samorządowej z prawdziwego zdarzenia. Samorząd (niem: Selbstverwaltung) obecnie to, niestety, jedna z patologii 3RP…
Szanowny Panie,
wszystko się zgadza, nie ma sporu, w tym, co Pan napisał nie ma sprzeczności z tym, co ja napisałem – w szczególności zasadniczej, fundamentalnej.
Pozwolę sobie jednak na kilka uwag do tego, co Pan był uprzejmy napisać.
1) Powiada Pan, że Stanisław Ossowski spopularyzował zbitkę rzeczownika „ojczyzna” z przymiotnikiem „mała” – co miałoby stanowić jakieś nowe (wcześniej nieznane) „pojęcie” z dziedziny socjologii. Stanisław Ossowski mógł różne rzeczy badać, różne rzeczy mniemać (albo i nie mniemać), ale niczego nie „spopularyzował”, w szczególności wśród publiczności, która brała udział w „akcesyjnym” referendum (nie mógł z bardzo prostego powodu: umarł 40 lat przed tym referendum). Zaręczam też Panu, że żaden ze współczesnych „samorządowców” o Ossowskim nie słyszał (nie mówiąc już o tym, że cokolwiek z jego dzieł przeczytał). Wyobraża Pan sobie jakiegoś współczesnego wójta/burmistrza (np. z powiatu gorlickiego), który ślęczy nad Ossowskim? Zapewniam Pana, że goście mają ciekawsze zajęcia (te wszystkie „pikniki”, „festyny”, „potupajki”, „opłatki” etc. etc.), przemysł rozrywkowy i krzątanina koło pomnażania własnego majątku pochłania gości bez reszty.
2) Jeśli ktoś zna niemiecki, tym językiem się realnie posługuje (np. w pracy) i ma potrzebę użycia (w mowie lub w piśmie) słowa „Heimat”, to go użyje, doskonale przy tym wiedząc/czując, co to słowo oznacza. Użyje tego słowa bez potrzeby produkowania na siłę jakiegoś polskiego odpowiednika, w szczególności jakiegoś dwuwyrazowego wynalazku ze słowem „ojczyzna”.
3) Niemiecki „Vaterland” ma tę samą etymologię, co polska „ojczyzna” (Vater – ojciec) – i znaczy to samo, to są odpowiedniki 1:1. Niemcy mają też „Mutterland”, co odpowiada polskiej „macierzy”, z kolei niemieckie „Muttersprache” to polski „język ojczysty” (i tu etymologia jest różna).
4) Powiem Panu na ucho, że w kwestii wynalazku „mała ojczyzna” udało mi się w przeszłości wyprostować kilka osób (i to tłumaczy, czyli „robiących w słowie”), miałem też okoliczność z takimi, których nie trzeba było prostować, bo tę kwestię widzieli tak samo, jak ja.
5) O „włodarzach” (co to „włodarzują” w okolicznych gminach) już jakiś czas temu na tym portalu pisałem, do kolekcji brakuje jeszcze „karbowego”.
6) Co do tego, że „samorząd nam się udał” (jak powiada Czarnek). Tu ważne jest to „nam”. Kto się kryje za tym osobowym zaimkiem? No jak to kto? To tzw. „samorządowcy” – ci wszyscy „gospodarze”, „włodarze” i „wizjonerzy”! Jeśli ktoś by miał jakieś wątpliwości co do tego, że tym gościom „samorząd się udał”, to niech sobie poczyta ich majątkowe oświadczenia (te sprzed kilku/kilkunastu lat – i te najnowsze).
Świetna wymiana poglądów , gratuluję Panom wiedzy . Ale mamy w naszej Ojczyźnie : Niezależnie Samorządne Związki Zawodowe – branżowe , handel , produkcja . Związki zawodowe w administracji publicznej , rządowej …
@wma:
Szanowny Panie,
dziękuję za odpowiedź. Myśląc o replice w kontekście tożsamości lokalnej „żeglowałem” wokół wątku greckich polis oraz tematu uwłaszczenia chłopów itd… W trakcie sprawdzania danych zdecydowałem, że powinienem ograniczyć się do konkretów w odniesieniu do zagadnień, które Pan poruszył.
Ad.1. Ossowski jest uznawany za popularyzatora pojęcia „mała ojczyzna“. Przekopałem ponownie kilkadziesiąt opracowań i okazuje się, że byłem w błędzie. Ossowski pisał o „ojczyźnie prywatnej“ w nawiązaniu do tożsamości lokalnej oraz „ojczyźnie ideologicznej“- tj. wspólnocie narodowej.
Nigdy nie użył pojęcia „mała ojczyzna“. Z moich ustaleń wynika, że ten termin wprowadziły do użytku 2 osoby: Stefan Starczewski oraz prof. Wiesław Theiss.
Warto zapoznać się z biografią Starczewskiego zaprezentowaną w kontekście wywiadu: „Europa małych ojczyzn – rozmowa ze Stefanem Starczewskim, dyrektorem Fundacji Kultury“
https://teatrnn.pl/scriptores/europa-malych-ojczyzn-rozmowa-ze-stefanem-starczewskim-dyrektorem-fundacji-kultury/
3 kluczowe punkty w biografii:
– Współpracownik KOR, założyciel i lider Komitetu Helsińskiego w Polsce.
– Od września 1989 do stycznia 1991 r. pełnił funkcję wiceministra kultury w rządzie T. Mazowieckiego. Odpowiedzialny był m.in. za przeprowadzenie reformy samorządowej w kulturze;
– Z upoważnienia premiera kierował pracą komisji rządowej ds. mniejszości narodowych.
Kropki można połączyć we własnym zakresie…
Pojawia się w tym wywiadzie ciekawy wątek. Otóż w 1990 r. w ramach realizacji reformy gospodarczej i ustrojowej kraju uległy likwidacji fundusze celowe m.in. Fundusz Rozwoju Kultury. Zmieniło to diametralnie warunki finansowania działalności kulturalnej. Nowe zasady sprzyjały tworzeniu organizacji pozarządowych, których celem było wspieranie rozwoju kultury. Kasę zaczęto wpompowywać albo w instytucje kultury, albo w organizacje pozarządowe. Zrodziło to rozmaite patologie z gatunku nieformalnego partnerstwa publiczno-prywatnego… Ten wątek dzisiaj jednak zostawię. Poruszę go w przyszłości – nie w komentarzu, ale w petycji. W ww. wywiadzie czytamy dalej, że w ramach Fundacji Kultury działała jakaś Akademia Małych Ojczyzn, wspierana przez Ministerstwo Kultury. Od 1992 r. organizowano nawet konkurs „Małe ojczyzny – tradycja dla przyszłości”.
Wreszcie pada pytanie: „Co kryje się pod pojęciem „małe ojczyzny”?“
Pada odpowiedź:
„Pojęcie to ma tradycję literacką. W słowach „mała ojczyzna”, „bliższa ojczyzna”, Czesław Miłosz zawarł pewien element nostalgii, tęsknoty za światem bezpowrotnie utraconym. Miłosz tęskni do swojej Żmudzi, do powiatu, w którym się urodził, wychował… Mała ojczyzna jest to więc przestrzeń społeczna, krajobrazowa, której granice wyznaczone są przez doświadczenie osobiste, przeżycie człowieka, nie przez jakikolwiek podział administracyjny. Mała ojczyzna to przestrzeń ważna indywidualnie dla każdego z nas. Każdy człowiek ma swoją małą ojczyznę, to znaczy przestrzeń, w której formułuje się i kształtuje jego stosunek do świata, do ludzi. To pojęcie można rozważać w sensie opisowym i edukacyjnym. Edukacyjna forma małych ojczyzn polega na podjęciu starań obywatelskich mających na celu wskrzeszanie, pobudzanie, ożywianie pamięci o tym miejscu, wreszcie umiejętne kształtowanie otaczającego środowiska, by wyglądało zasobniej, by w racjonalny sposób piękniało. Definicja „małych ojczyzn” w połowie literacka, w połowie edukacyjna, jest pojęciem żywym, za którym stoi konieczność kształtowania świadomości obywatelskiej członków małych społeczności, których każdy z nas jest, chcąc nie chcąc, pełnoprawnym członkiem.“
Sprawdziłem. Wg mojej wiedzy Czesław Miłosz również nie użył pojęcia „mała ojczyzna“. Wszystko wskazuje zatem na to, że jest to wymysł, który został powielany na początku lat 90. Z racji utożsamiania „małej ojczyzny“ w rozmaitych artykułach z jednostkami samorządu terytorialnego, wszedł również do słownika samorządowców. Nie dziwię się zatem marszałkowi Smółce, że go użył. O wiele bardziej niepokoi mnie jego wypowiedź na temat kultury… Ta wypowiedź nie wzięła się bowiem znikąd. Samorząd hojnie finansuje regionalizmy, kulturę ludową lub celebryckie bzdety, które stanowią w praktyce część kampanii samorządowców. Nie finansuje kultury narodowej. Programy typu „Kocham Piękną Polskę“ organizowane przez Urząd Marszałkowski mają żenująco niski poziom finansowania. Z drugiej strony UMWM np. lekką ręką wydaje pieniądze na finansowanie pseudoawangardowych, globalistycznych patologii w sztuce vide idiotyczna wystawa miernoty i szarlatana Warhola w MCK Sokół (spektakularna kompromitacja Departamentu Kultury i Dziedzictwa Narodowego UMWM oraz BWA Sokół). Przykłady można mnożyć…
Tak czy inaczej, widać wyraźnie faworyzowanie regionalizmów, kultury ludowej (a właściwie jej rekonstrukcji) kosztem kultury narodowej. Powodów można się łatwo domyślać…
Ad. 3. W większości grupy z rodzin j. indoeuropejskich słowo „ojczyzna“ wywodzi się od „ojca“ i było konstruowane na bazie praindoeuropejskiego rdzenia *pH₂tḗr.
Wyjątki dotyczą „rodu”, „dziedzictwa” lub „terytorium“.
W Azji Wschodniej (Chiny, Japonia, Korea, Wietnam) etymologia wiedzie do „przodków” lub „rodzinnych stron”. W Afryce, Oceanii, Amerykach – ziemi, regionu.
Ad. 6. Wypowiedź prof. Czarnka pochodzi z kongresu PiS z października br.
https://www.youtube.com/live/Mbaq1dA_8hE?si=B9VhZucuz8I8KXzG&t=11176
„Wydaje się, że coś, co nam się udało na pewno w latach 90. i była to jedna z pierwszych reform – to jest samorząd”.
Na szczęście wcześniej przedstawił szereg patologii 3RP, a jego rozmówca podjął temat m.in. niszczycielskiej roli UE, krytyki funkcjonowania powiatów, bezpieczeństwa oraz konieczności zmian. Rozmowa była jednak króciutka…
PS Ad. 3 Nie dopisałem o macierzy. Méh₂tēr oraz *pH₂tḗr to rdzenie równoległe. Wersja od „ojca” była używana częściej w kontekście władzy, przynależności oraz dziedzictwa. „Macierz” zaś wiązała się bezpośrednio z ziemią: źródłem i miejscem zrodzenia.
W tym kontekście np. Dekalog integruje oba archetypy w 4 przykazaniu, które nie dotyczy tylko rodziny, ale też należy rozpatrywać je w kontekście duchowego związku z ojczyzną/macierzą.
Nadal nie ma sporu – i nie ma sprzeczności. Jest tylko pewna korekta: ja się natknąłem na określenie „mała ojczyzna” mniej więcej 25 lat temu (nawet gdzieś mam zachowany wycinek z jakiegoś miesięcznika, czy kwartalnika z tym wynalazkiem – ale już nie pomnę gdzie), a Pan podaje, że jacyś alchemicy warzyli tę truciznę już we wczesnych latach 90. ub. wieku. Wszystko się zgadza, tzw. układ stowarzyszeniowy z „unią europejską” został podpisany w roku 1991, a starannie dobrani edukatorzy bez zwłoki ruszyli do dzieła, tj. do przerabiania nadwiślańskich Irokezów na „europejczyków”.
Przy okazji: dla normalnego, trzeźwego człowieka określenia „ojczyzna prywatna”, „ojczyzna ideologiczna” to jest bełkot; nie po to otrzymaliśmy dar mowy, żeby bełkotać, otrzymaliśmy ten dar (my – czyli ludzie), żeby się ze sobą komunikować.
A kropek w życiorysie Starczewskiego jest więcej (nie tylko trzy).
@wma: Odpisuję z opóźnieniem, ponieważ nie dostrzegłem powiadomienia o odpowiedzi.
Krótko zatem: socjaliści mają specyficzny talent w dziedzienie słowotwórstwa i nie tylko… Słowotwórczą inwencją wykazywali się również współpracownicy tzw. Klubu Krzywego Koła.
Ossowski był i socjalistą, i współpracownikiem KKK…