ŚWIATŁO ZGASŁO, ZOSTAŁO MIASTO OSZUSTÓW – CZĘŚĆ 1

Od redakcji! Autorem tekstu jest Alicja Nowak zob. https://gorliceiokolice.eu/tag/alicja-nowak/. Tekst został opublikowany w wersji oryginalnej. Na zdjęciu tytułowym (od lewej) burmistrz Gorlic Rafał Kukla, neoradny Krzysztof Jędrzejowski i przewodniczący Rady Miasta Gorlice Robert Ryndak. Zdjęcie zostało zacytowane ze strony – zob. https://www.gorlice.pl/pl/238/2959/zakonczenie-viii-kadencji-rady-miasta-gorlice-224.html.
xxx

OSZUST PIERWSZY: KRZYSZTOF JĘDRZEJOWSKI

Prezes SM „Pod Lodownią” w Gorlicach Krzysztof Jędrzejowski stronę internetową Spółdzielni traktuje jak swoją własność. Nie tylko przed wyborami w 2018 roku, ale i 2024 roku poprzez spółdzielcze medium prowadził agitację wyborczą, co znaczy, że złamał art. 108 Kodeksu wyborczego.

Po wygaszeniu mu mandatu radnego Rady Miasta Gorlice przez Sąd Okręgowy w Nowym Sączu,

który udokumentował mu brak biernego prawa wyborczego w mieście, w którym pracuje, ale które nie stanowi jego centrum życiowe, na spółdzielczej platformie opublikował „Oświadczenie”, w którym podważa rzetelność i uczciwość prowadzących sprawę sędziów:


„Generalnie jestem zdania że z wyrokami sadu się nie dyskutuje, bo co do zasady niezawisłe sądy powinny być gwarantem przestrzegania prawa. Już raz podważano moje prawo wyborcze i miejsce zamieszkania, lecz mogłem w odpowiednim postępowaniu wykazać swoje racje i uczyniłem to skutecznie”.

DOBRY SĄD

Rzeczywiście w 2019 roku z inicjatywy radnej Marioli Migdar działania sprawdzające bierne prawo wyborcze pana Jędrzejowskiego podjął Komisarz Wyborczy w Nowym Sączu sędzia Janusz Przepióra. Ostatecznie stwierdził, że Gorlice nie stanowią centrum życiowego pana Jędrzejowskiego i w gorlickiej radzie miasta zasiadać nie może. W UM Gorlice złożył Reklamację, zaznaczając przy tym, że pan Jędrzejowski najpierw został zarejestrowany jako kandydat na radnego, a dopiero następnego dnia swoje czynne prawo wyborcze przeniósł z Moszczenicy do Gorlic, w dokumencie uprawniającym do kandydowania podając miejsce zamieszkania znajomych. Urząd do Reklamacji odniósł się negatywnie i sprawa trafiła do Sądu Rejonowego w Nowym Sączu. Świadkami w sprawie byli szkolni koledzy Rafał Kukla i Krzysztof Jędrzejowski. Mariola Migdar stroną nie była, więc sąd na świadka jej nie wezwał, a Komisarz nagle wymiękł, nawet o uzasadnienie Postanowienia nie wystąpił. Dlaczego? Oto jest pytanie? W każdym razie sąd do miejsca zamieszkania neoradnego się nie odniósł, a jedynie do tego, że Burmistrz Kukla prawa wyborczego nie złamał. Przewodniczący Ryndak pomachał radnym sądowym pismem

i Rada przegłosowała, że Krzysztof Jędrzejowski może być radnym w Gorlicach, chociaż wszyscy wiedzieli, że na sesje przyjechał z Moszczenicy. Radny kolegom, mnie również, za poparcie podziękował. Przyznaję i ja wówczas głosowałam „za”, chociaż się nie cieszyłam, ale wyrok był. Przewodniczący Ryndak go zinterpretował, miejscy prawnicy nie protestowali, więc wyboru wielkiego nie miałam. Radny z Burmistrzem pani Migdar w oczy się zaśmiali, i śmieją się do dzisiaj. Śmieją się również ze mnie, ale jako że wierzę w mądrości ludowe liczę, że to mówiące „ten się śmieje, kto się śmiej ostatni” nabierze formy prawnej.

ZŁY SĄD

Oberwało się również sądeckiej Temidzie. Na internetowej SM „Pod Lodownią” prezes-neoradny napisał:

„To, czy w jakimś czasie przemieszczam się i przebywam poza domem, a nawet poza nim przez jakiś czas nocuję – nie ma wpływu na miejsce mojego stałego pobytu. Tym razem nie dano mi możliwości nie tylko udowodnienia ale nawet pełnego przedstawienia swoich argumentów”.

Ciekawe jakie argumenty radny miał na myśli, jedno co przychodzi mi do głowy to miłość do miasta, które dało mu pracę, za którą pobiera sowite wynagrodzenie. Oddając głos zainteresowanemu przedstawiam następny cytat z jego pisma:

„Zawsze czułem się Gorliczaninem i to w Gorlicach skupia się cała aktywność zawodowa i prywatna moja i mojej rodziny (…) Kuriozalne i zatrważające jest, że powołując się na zmiany przepisów, jakie miały miejsce w ostatnich latach, w sprawie, która bezpośrednio dotyczyła mojej osoby, pozbawiono mnie wszystkich podstawowych i zagwarantowanych konstytucyjnie praw. Nie miałem statusu strony, nie mogłem korzystać z pomocy prawnej, przedstawiać dowodów, ani ostatecznie nie mogę wnieść środka zaskarżenia.”.

Jak na ironię o konstytucyjnych prawach pisze człowiek, który nie tylko Kodeks wyborczy złamał, ale i Kodeks cywilny, i karny.

„CO JEDNEMU SWAWOLA, TO DRUGIEMU NIEWOLA”

Jakoś nie przeszkadzało panu Jędrzejowskiemu, że w 2019 roku radna Migdar też statusu strony nie miała, chociaż na bezprawie zwróciła uwagę. Zgodnie z procedurami wezwała Radę Miasta Gorlice do wygaszenia mieszkańcowi Moszczenicy mandatu radnego w Gorlicach, a następnie zwróciła się w tej kwestii do wojewody i komisarza wyborczego. Trzeba przyznać, że miała siłę przebicia, wówczas sędzia Przepióra zadziałał, w przypadku złożonego przeze mnie protestu wyborczego ze sprawy się wycofał, w posiedzeniach sądu nie uczestniczył, rolę wiodącą przejął teść Sekretarza Miasta Gorlice, który przypadkowo został wybrany Przewodniczącym Miejskiej Komisji Wyborczej w Gorlicach.

SAMORZĄDOWA DEMOKRACJA

Fragment „Oświadczenia” pana Jędrzejowskiego zasługuje na pozew sądowy. Nie tylko publicznie wypowiada się na temat osoby prywatnej jaką obecnie jestem, to jeszcze kłamie:

„(…) jako Radny Miasta Gorlice, nie robiąc medialnie zbędnego szumu, w ubiegłej kadencji brałem aktywny udział w wielu inicjatywach takich jak remonty dróg, chodników, parkingów. Dążyłem również do poprawy bezpieczeństwa na Zawodziu, choćby poprzez budowę wyniesionych przejść dla pieszych pełniących funkcję progów zwalniających, budowę nowych latarni, czy też rozbudowę systemu monitoringu wizyjnego”.

No cóż, radny przypisuje sobie wiele zasług. Niestety prawda jest taka, że uchwały dotyczące budowy dróg, chodników, parkingów itp. podejmowane są większością głosów, no chyba, że Krzysztof Jędrzejowski jako bliski kolega burmistrza Kukli mógł więcej. Dobrym przykładem mogą być zmiany planu zagospodarowania Gorlic, tu mam na myśli okolice i samą ulicę Okulickiego. W tym przypadku Miasto wyjątkowo się finansowo zaangażowało. Z miejskiego budżetu poszło sporo kasy na uzbrojenie terenu i inne roboty, jak stwierdzono, wynikających z zadań własnych gminy. Po czym teren przejął prywatny inwestor i buduje na nim, nie mieszkania komunalne, lecz ekskluzywne osiedle mieszkaniowe. Jaki dla Miasta wyszedł bilans zysków i strat nie wiem. Dobrze na tym wyszedł sam pan Jędrzejowski, bowiem znalazł dodatkowe źródło dochodu. Został kierownikiem budowy osiedla, którego powstaniu w pewnym sensie patronował i sfinalizował ten związek funkcją kierownika budowy, co zapewne nie jest charytatywną pracą na rzecz Gorlic, może też budzić pytania natury etycznej i prawnej.

NIE TYLKO KLUSKI SĄ LENIWE

W kolejnym fragmencie neoradny napisał:

„Moja kontrkandydatka zajmowała się w tym czasie walką o swoje interesy, do których należało między innymi wybudowanie drogi do działek będących jej własnością”.

Nie zaprzeczę. Upominałam się o drogę do należących do mnie działek, które zakupiliśmy z mężem bodajże w 2012 roku. W księdze wieczystej wytyczona była służebność, prościutka droga boczna od Szpitalnej. Teren obejmowała trzy działki: dwie prywatne, jedną miejską. Pewnego razu na tej miejskiej pojawił się głęboki rów, działkę pierwszą blokowała złośliwa sąsiadka, a trzecia okazała się należeć do męża jednej z zatrudnionych w UM Gorlice urzędniczek, która akurat w dziale zajmującym się gruntami była wpływowa. Jeszcze tego samego roku przeniosła działkę do innej księgi wieczystej, z pominięciem służebności. Urzędnicy potrafią. Inni wiedzieli, lecz kryli koleżankę. Trudno więc się dziwić, że o dojazd do działek zabiegałam. To była dla mnie sprawa priorytetowa, inaczej, po śmierci męża, zostałabym bez dachu nad głową. Obciążony kredytem dom zlicytowałby komornik. Nic nie robiłam jednak po znajomości. Wszystkie pisma w sprawie szły przez biuro podawcze. Drogi w tym terenie nie ma do dziś.
Co do stwierdzenia:

„Nie miała też problemu aby prosić mnie o rozwieszenie za nią banerów wyborczych na Zawodziu”.

I tu również nie zaprzeczę. Przed kwietniowymi wyborami faktycznie nie bardzo obchodził mnie ich wynik. Umierał mój wnuczek. Bycie w tak trudnym momencie przy córce i jej maleńkim synku było dla mnie najważniejsze. I to pan radny z Moszczenicy doskonalone wiedział, chociaż może i nie, bo skoro nie wie, gdzie jego dom i Gorlice myli ze swoją rodzinną Moszczenicą, to różnie można to interpretować.

W tym temacie akurat nie będę się rozwodzić. Celem tego tekstu jest pokazanie prawdziwych twarzy gorlickich oszustów. Mam nadzieję, że wreszcie któryś z nich pozwie mnie za naruszenie ich dobrego imienia (uważają, że takie mają), skoro wszem i wobec opowiadają, że kłamię. Na pierwszy ogień wzięłam neoradnego, który tak bardzo kocha Gorlice, że w ramach przygotowania się do kolejnych wyborów w czerwcu ubiegłego roku kupił 33 metrowe mieszkanie i już nie musi spać ani z kolegą, ani z jego żoną, kiedy nie chce mu się jechać do Moszczenicy. Nie wiem tylko czy wie, że Kodeks cywilny mówi i o centrum życiowym, i o tym że można mieć tylko jedno miejsce zamieszkania.

Alicja Nowak

(Odwiedzono 224 razy, 2 wizyt dzisiaj)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *