GŁOS W SPRAWIE HORRORU W GORLICKIEJ „JEDYNCE”

Od redakcji! Autorem tekstu jest Alicja Nowak – zob. https://gorliceiokolice.eu/tag/alicja-nowak/. Tekst został opublikowany w wersji oryginalnej. W liście do redakcji Pani Alicja Nowak napisała: Jako była pracownica szkoły, której poświęcono artykuł z rekordową liczbą odsłon [Horror w Szkole Podstawowej nr 1 im. ks. Stanisława Konarskiego w Gorlicach – przyp. red.], przesyłam i swoje spostrzeżenia. Jeżeli zechce je Pan opublikować, będę wdzięczna. Pozdrawiam. Alicja Nowak”.

xxx

„Obyś cudze dzieci uczył” to przekleństwo Chińczycy rezerwują dla najgorszych wrogów, sugerując że praca z dziećmi jest nie tylko wymagająca, niedoceniana ale także, poprzez bezsilność, frustrująca.

BEZSTRESOWE WYCHOWANIE

Tak zwane bezstresowe wychowanie i podważanie przez niektórych rodziców autorytetu nauczycieli oraz roli wychowawczej szkoły, powoduje, że za pośrednictwem bezkrytycznej miłości do dziecka sami na siebie bicz kręcą, bo jak mówi kolejna mądrość; „co zasiejesz, to zbierzesz”

Za złą ocenę czy uwagę w dzienniku niejeden nauczyciel od wkurzonego rodzica „oberwał po głowie”. Sprawiedliwie czy też nie, tu się nie wypowiadam, jednak podkreślę, że i szkolne porażki są cenną nauką. Życie nie jest sprawiedliwe, o czym każdy z nas niejednokrotnie się przekonał lub przekona. Ci, co nieraz mierzyli się z porażkami, w życiu radzą sobie znacznie lepiej od tych, którzy wyrastali pod rodzicielskim kloszem, w najlepszym wypadku kończą na kozetce u psychiatry.

BYŁO, MINĘŁO

Jako była już nauczycielka Miejskiego Zespołu Szkół nr 1 w Gorlicach zdecydowałam się zabrać głos w sprawie tak zwanego „horroru” w szkole, w której przepracowałam trzydzieści lat. Jako osoba mająca zwykle swoje zdanie, z każdym kolejnym dyrektorem jakieś starcia miałam. Dyrektorowi Pyznarowi też nieźle za skórę zalazła, tu nie tylko w grę wchodziła różnica pokoleniowa ale i zbiór doświadczeń zawodowych. Zdaję sobie sprawę z tego, że i uczniowie różnie mnie i moją pracę wspominają. Zawód nauczyciela, tak jak każda profesja, w której pracownik pełni swego rodzaju rolę „usługową” poddawany jest ocenie pracobiorców, w tym wypadku „klientów szkoły”: uczniów i ich rodziców, a że „jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził”, więc opinie bywają rozbieżne.

CHLEB POWSZEDNI

W tekście „Horror w Miejskim Zespole Szkół nr 1 im. ks. Stanisława Konarskiego w Gorlicach” poruszono sprawę kontroli przeprowadzonej z inicjatywy jednego z rodziców, który zarzucił gronu pedagogicznemu niedostateczne bądź nieprawidłowe reakcje na przemoc i hejt mający miejsce w murach gorlickiej „Jedynki”. Jak podano w artykule: „ (…) zarzuty postawione przez skarżącego, a dotyczące niedostatecznych/nieprawidłowych reakcji szkolnego grona pedagogicznego na te wydarzenia były na wskroś uzasadnione”!

No i tu potwierdzę, tak niestety bywa w każdej szkole. Nie ma takiej, z której jakieś dziecko nie wraca z płaczem z powodu agresji kolegów. Sama to przerabiałam. Jako dziecko z nadwagą, w okularach cierpiałam z powodu deficytów urody i dobrze wiem, że takie traumy z dzieciństwa pozostawiają w psychice ślady na całe życie, mają wpływ na samoocenę, a także na późniejsze kontakty interpersonalne. Tak nie powinno być, ale nie ma szkoły, w której nie dochodziłoby do przemocy fizycznej czy psychicznej. Większość uczniów nie szuka pomocy u wychowawcy czy szkolnego pedagoga, wielu nie skarży się nawet rodzicom.

Na widoczne agresywne zachowania nauczyciele reagują. Zajmując w sprawie stanowisko, bywa, że sami od rodzica agresora dostają po uszach, bo przecież jego dziecko jest idealne, a zaczął kolega. Lata temu zareagowałam na zniszczenie butów uczennicy, na których wypisano dużymi literami rzeczowniki „penis” i „dupa”, które okraszono stosownymi ilustracjami. Reakcja – chociaż skuteczna – rozsławiła moje nazwisko w całej Polsce. Gdyby nie pozytywna opinia pani psycholog z „Telewizji śniadaniowej” i rzeczowego artykułu w tygodniku „Wprost”, lokalni notable rozjechaliby mnie na płasko. Miałam szczęście, trafili mi się wówczas cudowni rodzice, murem stanęli za mną. Niestety, to rzadkie przypadki gdy rodzice uczniów obiektywnie oceniają swoje dzieci i solidaryzują się z nauczycielami. Coraz częściej uczący napotykają na mur zbudowany z roszczeń i arogancji, a to nie służy żadnej ze stron. Ofiarami konfliktu szkoła – rodzic są bezsprzecznie uczniowie. Roszczeniowy rodzic nie bierze pod uwagę tego, że nauczyciela może postawić do pionu, nie uda mu się to z prokuratorem, kiedy nastoletni „aniołek” porządnie narozrabia, wierząc, że i w tym przypadku rodzice będą dla niego tarczą.

PRZYKŁAD IDZIE Z GÓRY

Hejt jest bolesny, doświadczyłam go po czterdziestu czterech latach pracy w zawodzie na własnej skórze. Autorami skierowanej wobec mnie agresji byli rodzice uczniów jednej z klas. Inicjatorką dyskryminującego mnie zachowania była matka ucznia – inteligentnego lenia, mającego poważne problemy z zachowaniem. Pani, zamiast zająć się synem, uderzyła we mnie, nauczycielkę, która konsekwentnie chciała zmobilizować chłopca do nauki i reagowała na jego zachowanie, wpisując uwagi. W odwecie „zraniona” krytyką matka skutecznie przekonała innych rodziców, by na prowadzone przeze mnie zajęcia swoich pociech nie posyłali. Trafiła na podatny grunt. I tak po czterech latach nauki, w klasie ósmej nauczanie języka polskiego przejęła inna polonistka, ja natomiast dostałam godzinę, której celem była pomoc w przygotowaniu do egzaminu ósmoklasisty. Na pierwszą lekcję przyszła większość uczniów, na kolejnych pojawiała się tylko jedna dziewczynka, która odważyła przeciwstawić się uderzającej we mnie zmowie. Ponadto uczniowie tej klasy ostentacyjnie ignorowali mnie na szkolnym korytarzu i nie był to wyraz wstydu, a raczej dumy z tego, że rodzice pokazali, kto w szkole rządzi. Dla dobra klasy, z końcem września, sama z tej jednej, przydzielonej mi przez dyrekcję godziny zrezygnowałam. Sprawę demoralizującego uczniów zachowania owej pani skierowałam do sądu, nie żeby zemścić się na inspiratorce uderzającego we mnie hejtu, ale ze względu na uczniów, którym rodzice pokazali jak poprzez ostracyzm, wykluczenie można niszczyć drugiego człowieka. Ostatecznie odpuściłam, przeszłam na emeryturę. Wiem, że życie za mnie wyrówna rachunki. Jednak gorycz ostatniego roku pracy pozostała, i tylko dzieci żal. Każdy sam niech sobie odpowie na pytanie: Jaką lekcję dali swoim dzieciom rodzice?

KOPALNIANE WARUNKI

W „Jedynce” pracowałam od pierwszego dnia jej funkcjonowaniu na Zawodziu. To my, nauczyciele wnosiliśmy ławki, przygotowywaliśmy budynek do rozpoczęcia nowego roku szkolnego. Przez trzydzieści lat pracy widziałam jak Szkoła się zmienia i jak ciemnieją jej korytarze. Najpierw zniknęło okno od strony hali sportowej, którą dobudowano w późniejszym czasie, następnie, by uniknąć nauki na trzy zmiany zniknęły kolejne okna, bo w miejscach, w których się tylko dało tworzono pomieszczenia klasowe, tak więc obecnie na korytarzach szkolnych panują warunki jak w kopalnianej sztolni, no może trochę przesadzam, ale taka jest rzeczywistość. Podczas przerw w tunelu jakim po zamknięciu klas stają się korytarze, nie wiadomo jaka jest pora roku. Gdy wyłączą oświetlenie dyżurujący nauczyciele tracą kontrolę nad stłoczonym i rozbrykanym towarzystwem. Kiedy pełniłam funkcję radnej wielokrotnie zgłaszałam do kolejnych burmistrzów o wymianę drzwi do klas na przeszklone, które doświetliłyby kumulujące również hałas tunele szkolne. Reakcja Urzędu Miasta Gorlice była taka, że dokładano żarówek.

Nie wiem czy badano poziom hałasu podczas dużej przerwy w okresie jesienno-zimowym, co jest o tyle istotne, że jego nadmiar potęguje zmęczenie i agresję u dzieci ale też źle działa na układ nerwowy nauczycieli. Jestem przekonana, że poziom dopuszczalnych 40 decybeli, i tak wysoki, jest w „Jedynce” znacznie przekroczony. Budynek Miejskiego Zespołu Szkół nr 1, nie spełnia kryteriów bezpiecznej i przyjaznej dla uczniów i nauczycieli szkoły XXI wieku ze względu na jego architekturę, jeżeli tę „kopalnianą bryłę” o jakiś architektoniczny styl posądzić można.

JAK ŚLEDZIE W BECZCE

Autor skargi zarzuca gronu pedagogicznemu i dyrektorowi „Jedynki” nieprawidłowe reakcje na hejt i przemoc. Jako osoba, która od ponad roku ze szkołą nie ma kontaktu i nie zna treści pisma skargowego, mogę jedynie odnieść się z wielkim szacunkiem do pracy moich byłych kolegów, którzy czasami i z toalety nie mają kiedy skorzystać, bo podczas lekcji, przyciśnięci potrzebą fizjologiczną, udając się do toalety, na szali stawiają swoją wolność, bo nie daj Boże jakby się w tym czasie coś stało, to prokurator i rodzice litości mieć nie będą. Podczas przerw też możliwości ograniczone, bo dyżur, czyli przeciskanie się w tę i we w tę przez tłum rozkrzyczanych i rozbieganych uczniów, którzy w czasie wolnym też potrzebują rozładować tłumioną podczas lekcji energię.

JAWNOŚĆ INFORMACJI

Autor tekstu o horrorze w MZS nr 1 upomina się o upublicznienie informacji z kontroli przeprowadzonej przez przedstawicieli kuratorium i, z tego co wiem, wyników ankiety, dotyczącej poczucia bezpieczeństwa w szkole. Oczywiście przyznaję mu rację. Rodzice mają prawo poznać wyniki, chociaż każdy zapewne ma swoją opinię o szkole, do której uczęszcza jego dziecko. Zgadzam się, że taka ocena placówki powinna być przeprowadzona i przedstawiona ale przez organ prowadzący szkoły czyli Burmistrza Miasta Gorlice, który poprzez przygotowany przez pedagogów i psychologów zestaw pytań sprawdziłby jak gorliccy uczniowie czują się w nadzorowanych przez organ prowadzący szkoły placówkach. Ujednolicona ankieta dałaby dopiero prawdziwy obraz gorlickiej bazy oświatowej i problemów z jakimi zmagają się dyrektorzy, nauczyciele i uczniowie w naszym mieście. Informacja ważna, bo to organ prowadzący odpowiada za jakość szkolnej infrastruktury, która nierozerwalnie wiąże się z poczuciem bezpieczeństwa dzieci z niej korzystających. Wyniki kontroli tylko jednej ze szkół nie są miarodajne, a wyniki zależą od wielu czynników, duże znaczenia ma też sposób formułowania pytań.

ORGAN PROWADZĄCY SZKOŁY

Funkcję organu prowadzącego szkołę w pełni wójt/burmistrz/prezydent miasta (w zależności od typu jednostki samorządu terytorialnego). To on odpowiada za zapewnienie warunków działania szkoły, w tym nadzór nad sprawami finansowymi i administracyjnymi, oraz realizuje zadania wynikające z przepisów prawa oświatowego.

„Organ prowadzący szkołę odpowiada przede wszystkim za zapewnienie warunków działania szkoły, w tym bezpiecznych i higienicznych warunków nauki, wychowania i opieki. Ponadto, do jego zadań należy zapewnienie odpowiedniej bazy lokalowej, finansowanie szkoły oraz dbanie o jej rozwój. Organ prowadzący sprawuje również nadzór nad szkołą w sprawach finansowych i administracyjnych (…) Dotyczy to zarówno infrastruktury szkolnej, jak i organizacji zajęć, tak aby uczniowie mogli uczyć się i przebywać w bezpiecznym otoczeniu”.

W tym przypadku zadziałać powinni rodzice. Szkoła na Zawodziu powinna zostać zmodernizowana, by pobyt w niej zapewniał bezpieczeństwo uczniów i umożliwił lepszą kontrolę na szkolną bracią, a to zadanie organu prowadzącego, to jest Burmistrza Miasta Gorlice.

Alicja Nowak

 

(Odwiedzono 482 razy, 12 wizyt dzisiaj)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *