Od redakcji! Autorem artykułu jest Alicja Nowak z Gorlic – zob. https://gorliceiokolice.eu/tag/alicja-nowak/. „Samorządowy ring – runda druga” to druga część artykułu – zob. Oko za oko, ząb za ząb, czyli moja samorządowa historia.
xxx
DRABINA SUKCESU
Minęła era burmistrza Sterkowicza, zaczęły się rządy Witolda Kochana. Nadzieja dla Gorlic – pomyślałam i sama do urny wyborczej wrzuciłam głos poparcia, bo jak tu nie głosować na człowieka, który terminował na wielu posadach. Socjolog z wykształcenia, konsekwentnie piął się po szczeblach kariery. Do Gorlic przybył ze Stalowej Woli i od razu wskoczył na stanowisko kierownika gorlickiego biura pracy, w krótkim czasie zajął fotel dyrektora ośrodka wpierania przedsiębiorczości i włączył się w działania na rzecz rozwoju strefy ekonomicznej w Gorlicach. Szło mu dobrze, złapał kontakty i został radnym powiatowym, potem starostą, następnie wojewodą i w końcu trafił na warszawskie salony jako poseł III RP reprezentował Ziemię Gorlicką. Imponujący awans społeczny. Niestety, gdzie się nie pojawił, długo miejsca nie zagrzał. Może zżerała go ambicja, a może żądza władzy, która kusiła do manipulowania prawem według własnego uznania. Rola posła, choć doniosła, na warszawskich salonach nie pozwoliła rozwinąć skrzydeł. Posłuszny partyjnym układom, nie mógł wydawać poleceń, taka rola sejmowego planktonu. Warszawskie akwarium pozwala pływać, ale ogranicza tych z górnych ław do podnoszenia rąk i przyciskania guzika podczas głosowań. – Trzeba to zmienić – pomyślał – i zgłosił swoją kandydaturę na burmistrza Gorlic w kadencji 2010 – 2014. Nasz człowiek odzyskał głos. Z płotki stał się rekinem.
REKIN W AKCJI
W urzędzie zaczęły się roszady. Nowy burmistrz to i nowi pracownicy, bo by dyrygować, trzeba mieć orkiestrę. Rozpoczęte przez Sterkowicza, dzieło likwidacji targowiska przy Ogrodowej znalazło godnego kontynuatora. Handlowców wyprowadzono i ogłoszono przetarg na opustoszały teren. Kilkakrotnie obniżano cenę, by wreszcie sprzedać. Znalazły się dwie panie, nie całkiem obce władzy, które zdecydowały się wziąć obiekt w dzierżawę wieczystą. Ziemię w centrum miasta wystawiona za nieco ponad osiemset pięćdziesiąt tysięcy, tyle co dobrej klasy dom jednorodzinny. Pierwsza wpłata wynosiła 20%, pozostałe raty rozłożono na trzydzieści dziewięć lat. Biznes życia! Długo nic się tam nie działo. Krótki czas funkcjonował płatny parking, jednak okazał się nierentowny. W końcu Inwestorki się rozmyśliły, całość, już bez przetargu, za dobre pieniądze odsprzedały i teraz mamy „Galerię Gorlicką”. Wielu straciło, niewielu zyskało, Miasto ma grosze za dzierżawę, kilka osób dostało pracę, ciasne gorlickie ulice, stały się jeszcze ciaśniejsze. Kto zyskał, kto stracił, niech każdy oceni sam. W sprawie targowiska przy Ogrodowej składałam wiele interpelacji, odzywałam się też odnośnie niekorzystnej dla Miasta wyceny gruntu. Moje notowania w oczach rządzących spadały na łeb na szyję. Mam to do siebie, że władza mnie nie lubi, taka widać karma.
PRZEKRĘT Z BOISKIEM PRZY WROŃSKICH
Moją akceptację wzbudził wprowadzony przez burmistrza Witolda Kochana pierwszy w historii miasta budżet obywatelski. Władza opracowała regulamin. Sumę wydatków określono na pięćset tysięcy, wprowadzono szereg ograniczeń. Co z tego, jak skończyło się na tym, że sprawę musiałam zgłosić do prokuratury. Z przepisów kodeksu karnego wynika, że każdy obywatel, który posiada informację o popełnieniu przestępstwa, ma obowiązek zgłosić to prokuraturze, więc zgłosiłam. Podejrzenie popełnienia przestępstwa przez burmistrza Miasta Gorlice Witolda Kochana pełniącego funkcję Przewodniczącego Komisji do Spraw Budżetu Obywatelskiego jak wpłynęło, tak szybko odpłynęło, chociaż podałam konkrety. Powołałam się na Regulamin Budżetu Obywatelskiego na Rok 2014 i Protokół z weryfikacji zgłoszonych zadań, spośród których wybrano „Budowę boiska przy ulicy Wrońskich”. W tym przypadku nie tylko znacząco przekroczono budżet, ale złamano wszelkie ustalone wcześniej przez Burmistrza i powołany przez niego Zespół zasady. Wygląda na to, że po to je ustalali, by mieć, co łamać. – A co? Kto rządzącemu zabroni?
Jak wygląda boisko przy Wrońskich każdy może sprawdzić, straty generuje do dziś, bo koszt konserwacji tego terenu nadal ponosi budżet miasta. Co zrobiła w tej sprawie gorlicka prokuratura? Nic! Odmówiła wszczęcia postępowania w sprawie dotyczącej przekroczenia uprawnień przez „ustaloną osobę”, jak to w piśmie określono, która pełniła obowiązki przewodniczącego Zespołu do spraw Budżetu Obywatelskiego w 2014 roku. Nic dziwnego, że w czasie ruchu obywatelskiego w obronie sądownictwa Witold Kochan pod budynkiem gorlickiego wymiaru sprawiedliwości palił świeczkę. Na jego miejscu też bym paliła w imię powiedzenia: „Bogu świeczkę, diabłu ogarek”. Co tak naprawdę palił były Burmistrz, nie wiem, ale domyślam się komu i za co.
MANDATY DO KASACJI
Muszę przyznać się do tego, że i ja znalazłam się pod pręgierzem Temidy, ale o tym w kolejnym akapicie. Pierwsza, skierowana pod moim adresem groźba, dotyczyła złożonej przeze mnie interpelacji. Wykazałam, że burmistrz Kochan i radny Krzysztof Wroński, nie powinni piastować samorządowych funkcji, ponieważ działają na mieniu komunalnym, a tego ustawa o samorządzie gminnym zabrania. Obaj panowie zasiadali w Zarządzie Gorlickiego Stowarzyszenia Wspierania Przedsiębiorczości, dotowanego z budżetu miasta, i tu zgrzyt prawny. Odpowiedzią na złożoną podczas sesji interpelację był list polecony. Burmistrz osobiście do mnie napisał, żądając przeprosin i grożąc pozwem sądowym. Groźba niespełniona, bo sytuacja burmistrza była nie do obronienia, a jednak się z niej wyłgał, natomiast radny Krzysztof Wroński mandat z tego tytułu stracił, ale dopiero na sesji kończącej kadencję. Dwa lata zajęło ówczesnemu wojewodzie dochodzenie do prawdy, czy radny złamał prawo. Ot i znów można się zastanawiać „świeczka czy ogarek”. Tym razem chichotał Wojewoda.
SAMORZĄDOWY POTOP
Jak to już wcześniej napisałam, władza bywa mściwa, nie znosi krytyki. Nie jesteś z nami, jesteś przeciw nam, tak było, jest i będzie. Sterkowicz chciał mi zamknąć syna, Kochan decyzją administracyjną zalał mi działkę. O, wieczna naiwności! Sama za tym podniosłam rękę. Uchwałę tak sformułowano, że nie dopatrzyłam się podstępu. Argumentem była ochrona ulicy Dolnej przed zalewaniem. Gdyby podstępny plan miał być rzeczywiście realizowany Dolną by ochroniono, w zamian zatopiono by Batorego i przyległe ulice. Z ponad pięćdziesięcioarowej działki tylko około ośmiu arów, nie zalała mi „samorządowa wirtualna woda”, oczywiście tylko na mapach. W tej kwestii wypowiedział się ówczesny Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w Krakowie, że ta „powódź” to nie ich robota i na uchwałę, do podjęcia której się przyczyniłam, wskazał.
JAK NIE WODĄ TO SKARBÓWKĄ
No ale to nie był ostatni rewanż. Ostatnia runda tej odsłony gorlickiej władzy kosztowała mnie sześć zarzutów karnych, zagrożonych trzema latami więzienia za poświadczanie nieprawdy w oświadczeniach majątkowych. Mocne uderzenie, na szczęście nie nokaut. Znalazłam się pod lupą Urzędu Kontroli Skarbowej w Krakowie. Działo się. Wezwania, przesłuchania, kontrole dochodów, wyciągi z kont, strach się było bać. Podstawą stało się pismo ówczesnego przewodniczącego Rady Miasta Gorlice Bogdana Musiała, który skierował do krakowskiej skarbówki donos, jak mi oświadczył, była to decyzja Zespołu -. Jakiego? Nie trudno się domyślić. Poza oficjalną drogą przekazano informację, że radna Nowak ukryła mieszkanie. Przyznaję, mieszkanie Pod Lodownią najpierw podawałam, później zaprzestałam wpisywać w jedną z rubryk składanego corocznie oświadczenia, bo ktoś w Urzędzie powiedział mi, że spółdzielczego się nie podaje. Kiedy lokal wykupiłam na własność, ponownie w dokumencie się znalazło. Nie mniej, ponieważ Pod Lodownią mieszkałam, na końcu każdego oświadczenia majątkowego adres „ukrytej” przeze mnie nieruchomości figurował. Tak czy inaczej sześć zarzutów karnych dostałam. Moim „przekrętem” zajęła się gorlicka policja i prokuratura, która jak widać w sprawach mnie i mojej rodziny dotyczących sprawnie działa, dlatego świeczek pod nią nie palę, bo by jeszcze mi zarzut próby podpalenia postawiono.
Sprawa spaliła na panewce, bo to nie ja popełniłam błąd, tylko główny donosiciel. Z ustawy o samorządzie gminnym wynika, że to przewodniczący rady ma obowiązek sprawdzania oświadczeń majątkowych radnych, porównując ostatnie z kolejnym, to samo robi Urząd Skarbowy. W razie nieścisłości, także zmian, do radnego kierowane jest pytanie o wyjaśnienie. Przewodniczący Musiał tego nie zrobił, powinien był ponieść konsekwencje za niedopełnienie obowiązków, a tak skompromitował siebie i Zespół, który reprezentował.
Swój udział miał też radny Wroński, główny propagator budowy boiska przy Wrońskich. W wypowiedzi dla TV Gorlice niemal wylewał krokodyle łzy z tego powodu, że radna Nowak może nie tylko mandat stracić ale i pracę, bo przecież nauczyciel nie może być karany.
I tym razem gorlicka władza przegrała kolejną rundę. Na samorządowym ringu nie opuściłam gardy. Zorganizowana przez grupę interesu akcja, drastycznie dotknęła jednak mojego męża, ale tego wątku z wielu powodów ciągnąć nie będę. Zakończenia tej rozgrywki nie dożył.
KOLEJNE WYBOR
„NIE KAŻDE RĘCE SĄ TAK DOBRE JAK O TYM MÓWIĄ” – CZAS NA ZMIANY, brzmiało hasło anty-wyborcze, które bliżej nieokreślony krytyk polityki prowadzonej w Gorlicach przez panującego w Kadencji 2010 – 2014 Witolda Kochana, sfinansował i umieścił w jednym z centralnych miejsc miasta. Widać byli też inni, którym nie podobały się rządy byłego posła i jego kompanów. A Rada Miasta jak to rada, kadzi temu, kto ma władzę. Z czasem smród tego kadzidła zaczyna szkodzić.
Jakby nie patrzeć, zarzut Prezesa SM „Pod Lodownią”, że radna Nowak nic nie robiła, mija się z prawdą, bo za pracę na rzecz Gorlic i mieszkańców mocno mnie batożono. Jak dotąd jednak nokautu nie było.
TO JESZCZE NIE KONIEC
Kolejnymi kadencjami, czyli okresem panowania burmistrza Kukli, zajmę się po rozstrzygnięciu, ciągnącej się miesiącami batalii sądowej, dotyczącej złożonego przeze mnie w kwietniu protestu wyborczego. Bitwę wygrałam. Sąd wydał Postanowienie o wygaszenie mandatu radnego z Moszczenicy. Czy wygram wojnę? Nie wiem. Złożono Zażalenie i sprawie przyjrzy się Sąd Apelacyjny w Krakowie. Liczę na to, że wiedzą tam, że Moszczenica to nie dzielnica, jak na przykład Zawodzie. Zakłamanie nie zna granic, jeszcze w 2019 r. nieustający przewodniczący rady Robert Ryndak, negując Skargę Komisarza Wyborczego, który wykazał bezprawność wyboru kandydata spoza gminy Gorlice, a rekomendując Decyzję Sądu Rejonowego w Nowym Sączu, który był odmiennego zdania i zdecydował o niewygaszaniu mandatu Krzysztofa Jędrzejowskiego, twierdził, że z wyrokami sądu się nie dyskutuje. No cóż, stara zasada: sprawiedliwość musi być, ale po naszej stronie. O tym to już w następnej Rundzie.
Cdn.


„Z przepisów kodeksu karnego wynika, że każdy obywatel, który posiada informację o popełnieniu przestępstwa, ma obowiązek zgłosić to prokuraturze, więc zgłosiłam”.
No nie, nie z kodeksu karnego (kk), tylko z kodeksu postępowania karnego (kpk) – i nie obowiązek, tylko „obowiązek społeczny” (art. 304 § 1 kpk), obowiązek jako taki mają „instytucje państwowe i samorządowe” (art. 304 § 2 kpk).
Dziękuję za doprecyzowanie. Mogłam zacytować, jednak nie jest to pismo urzędowe, wiec pozwoliłam sobie na uogólnienie.
Dziękuję za doprecyzowanie.