„Narkotyki, pieniądze i trupy” w Nowym Sączu

Od redakcji! Wiernym Czytelnikom mojej gazety na pewno rzucił się w oczy krótki, ale „soczysty”, materiał prasowy, który opublikowałem 8 kwietnia 2024 roku, pt. Uwaga! Narkotyki w powiecie nowosądeckim!. Ujawniając dane źródłowe dotyczące skali narkobiznesu na Sądecczyźnie, napisałem w tym tekście między innymi: „(…) okazuje się, że pod światłym nadzorem prezydenta Ludomira Handzla rozwinęła skrzydła w Nowym Sączu mafia narkotykowa” i jeszcze dodałem, że „miasto milionerów” nad Dunajcem i Kamienicą przemienia się powoli w stajnię Augiasza”. Złowieszczym dopełnieniem powyższych słów jest artykuł znanego polskiego dziennikarza śledczego Leszka Szymowskiego, pt. „Narkotyki, pieniądze i trupy”, opublikowany 15 kwietnia 2024 roku – zob. https://nczas.info/2024/04/15/narkotyki-pieniadze-i-trupy/. Przed lekturą artykułu Leszka Szymowskiego warto zapoznać się także z materiałami prasowymi – zob. https://limanowa.in/aktualnosci/samobojstwo-prokuratora-a-gdzie-miliony-zarekwirowane-handlarzom-narkotykow-sprawa-jest-gruba/67922 i https://limanowa.in/aktualnosci/odwolanie-prokuratora-rejonowego-w-tle-smierc-jednego-ze-sledczych/67798!

xxx  

Czy wiceszef nowosądeckiej prokuratury zapłacił życiem za wiedzę o nielegalnych interesach policji i lokalnych gangsterów? W tle są zyski z narkobiznesu, zaginięcie jednego z kluczowych świadków, sędzia współpracujący z dealerem i dziwne wyroki skazujące człowieka, który sprawę ujawnił.

„Samobójstwo znakomicie upozorowane” – tak miał powiedzieć technik z policji w Nowym Sączu do swojego kolegi z Wydziału Kryminalnego. Był czwartek, 30 dzień marca 2023 roku. Chwilę po godzinie 10 policjanci dostali wezwanie do mieszkania w bloku na sądeckim osiedlu, gdzie znaleziono zwłoki lokatora. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, iż zmarłym okazał się Paweł Mrozowski – prokurator, który zasłynął z sukcesów w ściganiu gangów narkotykowych. Z każdą chwilą policjanci nabierali coraz większych wątpliwości co do okoliczności śmierci swojego kolegi. Po roku ta sprawa wyrasta na jedną z poważniejszych afer kryminalnych ostatnich lat.

Seria tajemnic

30 marca 2023 roku o godzinie 7.30 Paweł Mrozowski miał jak co dzień stawić się w biurze prokuratury przy ulicy Paderewskiego w centrum Nowego Sącza. Na ten dzień zaplanowana była narada w sprawie jednego z poważniejszych śledztw, w której miał wziąć udział. Koledzy zaczęli się martwić, gdy minęły dwie godziny, a Mrozowski – zawsze punktualny i poważnie traktujący swoje obowiązki – nie pojawił się w pracy. Nie odbierał również telefonu. W końcu przed godziną 10, zaniepokojony szef prokuratury zdecydował, że trzeba sprawdzić, co się wydarzyło. Wezwał do siebie jednego z podwładnych. Razem pojechali do mieszkania Mrozowskiego. Adres znali dobrze, bo śledczy wynajmował lokal od swojego szefa. Przez chwilę pukali do drzwi, ale odpowiadało im milczenie. W końcu prokurator wyciągnął zapasowy komplet kluczy i otworzył drzwi. Wówczas oczom ich obu ukazał się makabryczny widok: w salonie, obok wejścia do kuchni, w nienaturalny sposób siedział Mrozowski, a na jego szyi zaciskała się pętla. Zwłoki były już zimne. Oficjalne potwierdzenie zgonu lekarz pogotowia ratunkowego wypisał kilkadziesiąt minut później. Policjant, który jako jeden z pierwszych przybył na miejsce, zauważył, że głowa Mrozowskiego jest nienaturalnie wykręcona. Wskazywało to na to, że przed śmiercią mógł szarpać się z kimś, kto założył mu pętlę na szyję. Wokół panował bałagan, który nie pasował do wizerunku zmarłego dbającego o porządek. Drzwi do łazienki były dziwnie uchylone, a w środku paliło się światło, choć wokół było już jasno. Kilka godzin po ujawnieniu zwłok do wynajmowanego mieszkania wchodzić zaczęli krewni zmarłego. To absolutny błąd w sztuce kryminalistycznej, bo może prowadzić do zatarcia śladów. Śmierć nastąpiła w nietypowym momencie. Mrozowski miał 47 lat. Był ojcem dwóch córek, które były całym jego życiem. Na stole, obok zwłok prokuratora, leżała kartka papieru, a na niej napisany krótki list pożegnalny. I tu zaczyna się seria tajemnic. Nie znaleziono flamastra, którym miał zostać napisany list. Sam wygląd liter nie wszędzie odpowiadał charakterowi pisma Mrozowskiego. Z treści listu wynika, że zmarły prokurator postanowił odebrać sobie życie z powodu depresji, którą wzbudziła w nim – jak czytamy – „zła atmosfera w miejscu pracy”. To wersja, w którą trudno uwierzyć. Jego najbliżsi krewni w ostatnim okresie jego życia nie zauważyli u niego żadnych objawów depresji, ani nie mieli wiedzy o żadnych problemach. Mrozowski cieszył się znakomitymi relacjami z najbliższą rodziną. Oficjalne śledztwo w sprawie wszczęła Prokuratura Okręgowa w Nowym Sączu. To też budzi wątpliwości. Mrozowski był ich kolegą z pracy, a to mogło wpływać na bezstronność śledczych. W końcu śledztwo przejęła Prokuratura Krajowa. Po roku śledztwo wciąż się toczy. Ustaliliśmy tylko, że nikomu na razie nie postawiono zarzutów. Na pytania w sprawie ustaleń śledztwa rzeczniczka nowosądeckiej prokuratury nie odpowiedziała.

Tajemnica pieniędzy

Wśród informacji przekazywanych przez najbliższych znajomych i członków rodziny jedna jest zastanawiająca: w ostatnich miesiącach życia prokurator Mrozowski zmagał się z ciągłym brakiem pieniędzy. Od starszej córki pożyczał pieniądze nawet na papierosy. To zdumiewa, bowiem pensja prokuratora wystarcza do zapewnienia życia na nie najgorszym poziomie sobie i swojej rodzinie. Śledczy wiele lat wcześniej rozwiódł się z żoną, ale nie miał wobec niej zobowiązań finansowych. Jego starsza córka jest już dorosła, młodszą utrzymywał wspólnie z byłą żoną. Nie miał ani mieszkania na własność, ani samochodu. Jeździł czasem starym samochodem, pożyczonym od bliskiej osoby. Po jego śmierci policjanci i prywatni detektywi sprawdzili nocne lokale w Nowym Sączu, domy publiczne i punkty hazardowe. Nic jednak nie znaleźli; Mrozowski nie bywał w takich miejscach. Rozwiązania tej zagadki szukają teraz śledczy. Jak się dowiedzieliśmy, ten wątek stoi w martwym punkcie. Znaków zapytania jest tym więcej, że Mrozowski przez wiele lat zajmował się ściganiem przestępczości narkotykowej. Wsadzał do więzienia dilerów rozprowadzających środki odurzające na terenie Nowego Sącza. Taka praca w połączeniu z problemami finansowymi musi budzić pytania. O tej sytuacji, absolutnie alarmującej, nie wiedzieli (albo udawali, że nie wiedzą) przełożeni Mrozowskiego z nowosądeckiej prokuratury.

Ostatnie zwierzenie

Na kilkadziesiąt godzin przed śmiercią prokurator Mrozowski spotkał się ze swoim bliskim kolegą. Obaj przyjaźnili się jeszcze od czasów studiów. Mężczyzna zapamiętał, że Mrozowski zwierzył mu się, że wykrył proceder narkotykowy, w który zaangażowani są policjanci, prokuratorzy i którego beneficjentem jest co najmniej jeden z orzekających sędziów. Mrozowski chciał całą sprawę zgłosić i nagłośnić, ale wtedy zaczął być zastraszany i szantażowany, że jeśli cokolwiek ujawni, to on sam jak i cała jego rodzina będą mieli problem. Od tego też momentu prokurator zaczął wynosić do domu dokumenty ze śledztwa i kserować je. Nie wiadomo, co stało się z tymi dokumentami po jego śmierci.

(Nie)wiarygodny świadek

Jest człowiek, którego zeznania wiele wnoszą dla wyjaśnienia okoliczności śmierci prokuratora. To Adam Cabała – przedsiębiorca z Limanowej pod Nowym Sączem. Współpracował on z Mrozowskim przy jednym z najważniejszych śledztw dotyczących przestępczości narkotykowej. Przesłuchiwany w charakterze świadka Cabała ujawnił Mrozowskiemu dziesiątki szczegółów na temat funkcjonowania grupy ludzi zarabiających krocie na praniu brudnych pieniędzy oraz z handlu narkotykami. Ta szokująca historia wydaje się kluczem do zrozumienia okoliczności dziwnej śmierci prokuratora. W tej relacji kluczową postacią jest O. – mieszkaniec jednej ze wsi pod Limanową. Prywatnie jeden z sąsiadów Adama Cabały. O. oficjalnie prowadził firmę zajmującą się handlem maszynami rolniczymi. Intratny biznes w regionie, w którym duża część mieszkańców żyje z rolnictwa. Rzecz jednak w tym, że oficjalna firma była tylko przykrywką dla faktycznej działalności O. Zajmował się on bowiem rozbieraniem na części nie tylko kradzionych traktorów. Historia Adama Cabały zaczyna się od jego wizyty w siedzibie policji w Myślenicach. W tej miejscowości, położonej między Krakowem a Nowym Sączem, Cabała poinformował funkcjonariuszy z Centralnego Biura Śledczego, że na posesji O. znajdują się kradzione traktory. Po złożeniu zeznań, Cabała podpisał protokół i pojechał do domu. Po drodze zauważył lawetę ochranianą przez dwa radiowozy na sygnale. Za kierownicą lawety siedział… O., a na części ładownej znajdował się ciągnik wcześniej zgłoszony jako kradziony. O. wiózł maszynę na plac położony obok swojego domu. „Zobaczyłem wtedy, że policja w Limanowej eskortuje ciągnik zgłoszony jako kradziony do dziupli O.” – zeznawał Adam przed prokuratorem Mrozowskim i zapamiętał nawet dokładną datę zdarzenia. Tego samego i następnego dnia, na posesji O. pojawili się policjanci. Zamiast jednak zabezpieczyć skradziony sprzęt, ucięli sobie z O. życzliwą pogawędkę. Tego dnia Cabała nabrał podejrzeń, że O. handluje nie tylko kradzionymi częściami do ciągników pod ochroną policji i prokuratury. Czyli, że jest agentem policyjnym.

Dealerzy „nasi” i „cudzy”

W tych podejrzeniach Adam Cabała utwierdzał się w kolejnych miesiącach. Wówczas na posesji O. regularnie pojawiali się policjanci i zostawiali u niego części kradzionych traktorów, duże ilości woreczków z narkotykami i pieniądze. „Posesja O. stała się miejscem nielegalnego, ale kontrolowanego przechowywania narkotyków zabieranych przemytnikom podczas policyjnych akcji oraz miejscem nieformalnych rozliczeń” – zeznawał Cabała przed prokuratorem Mrozowskim. To, co opowiedział w trakcie kilkunastu przesłuchań, szokuje. Z zeznań Cabały wynika, że w Limanowej od lat działa nielegalny obrót częściami ze skradzionych ciągników, pralnia brudnych pieniędzy i handel narkotykami, a wszystko odbywa się pod ochroną policji. Policjanci obserwowali handlarzy i zatrzymywali ich, a podczas oficjalnych realizacji znajdowali przy nich narkotyki i pieniądze. Zgodnie z procedurą, zatrzymywali przemytników i sporządzali nieraz fikcyjne dokumenty, w których znajdowały się informacje na temat ilości i jakości zabezpieczonych „prochów”. Zgodnie z procedurami takie narkotyki powinny trafić do magazynu dowodowego i zostać poddane ekspertyzom kryminalistycznym na potrzeby późniejszych procesów przed sądem. Wszczynano śledztwa, a zawiadomienia i policyjne notatki na temat zatrzymywanych dealerów trafiały do nowosądeckiego specjalisty od walki z narkogangami, czyli do Pawła Mrozowskiego. Rzecz w tym, że protokoły odzwierciedlały znacznie mniejszą od faktycznej ilość narkotyków i pieniędzy. Różnica trafiała na posesję O., do tajnych magazynów. Co działo się dalej? „Po godzinach pracy przyjeżdżali policjanci i zabierali działki tych narkotyków, a potem przywozili pieniądze z ich sprzedaży za te pieniądze skupowano inne przedmioty” – relacjonował Cabała prokuratorowi Mrozowskiemu. Z tych zeznań wynika, że narkotyki trafiały do dealerów działających w Nowym Sączu i w Starym Sączu, którzy rozprowadzali je dalej, ale pod nieformalnym parasolem ochronnym policji. Jednym z głównych beneficjentów tego procederu był T. (nosi jedno z najbardziej popularnych nazwisk w Polsce) – według policyjnych materiałów jeden z najważniejszych dealerów na Sądecczyźnie. T. kupował hurtowe ilości narkotyków, a potem z ogromnym zyskiem sprzedawał je dalej. Wśród jego klientów były wpływowe osoby w Nowym Sączu. Adam Cabała zapamiętał go z wizyt na posesji O., kiedy dealer kupował większe ilości narkotyków. Jego tożsamość wskazał później w trakcie przesłuchania prokuratorowi Mrozowskiemu. Ten wydał polecenie zatrzymania dealera i przeszukania go. Dowody były mocne, bo przy T. znaleziono większą ilość narkotyków. W 2022 Mrozowski postawił T. zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej i handlu narkotykami (grozi za to kara do 15 lat więzienia). Skierował więc do sądu wniosek o tymczasowe aresztowanie T. Miał prawo się spodziewać uwzględnienia wniosku, gdyż w takich sprawach sądy rutynowo stosują areszt. Jednak prowadzący sprawę sędzia, ku zdumieniu prokuratora, nie zgodził się na areszt. Ten wyszedł na wolność i wrócił do nielegalnego handlu. A potem w trakcie procesu ten sam sędzia wymierzył hurtownikowi narkotykowemu karę… dozoru elektronicznego długości jednego roku. Dalsze śledztwo doprowadziło do ujawnienia kontaktów T. i jego klientów. Jak się okazało, jednym z nich był właśnie… sędzia, który zdecydował o nadzorze elektronicznym. Mrozowski napisał w tej sprawie notatkę adresowaną do prezesa sądu i ministerstwa sprawiedliwości. Po jego śmierci dokument zaginął. Z zeznań Adama Cabały wyłania się szokujący proceder przestępczy. Wynika z nich, że część nowosądeckich gangsterów stworzyła nieformalny „układ” powiązań z policją i Centralnym Biurem Śledczym. Policjanci zatrzymywali drobnych handlarzy w tym przemytników, którzy szmuglowali zakazane substancje zza granicy. Do protokołów wpisywali mniejsze ilości narkotyków. Różnica – poprzez magazyn na posesji O. – trafiała na czarny rynek i była sprzedawana dealerom „zaprzyjaźnionym” z policją. Taki układ był korzystny dla obu stron. Policja miała wyniki i statystyki pożądane przez przełożonych; gangsterzy zagwarantowali sobie spokój i eliminację konkurencji. Co więcej, z zeznań Adama Cabały wynika, że policjanci sami przewozili środki odurzające między poszczególnymi dealerami, aby zapewnić bezpieczeństwo transportu. Żaden policjant nie skontroluje przecież radiowozu, którym poruszają się koledzy. Za te „przysługi” policjanci dorabiali sobie na czarno. „Magazynem, w którym przetrzymywano narkotyki była posesja O.” – zeznawał Cabała prokuratorowi Mrozowskiemu. – „Tam też prowadzono rozliczenia. Policjanci zabierali narkotyki i przywozili pieniądze, potem te pieniądze były dzielone, także między policjantów, którzy przewozili woreczki z narkotykami między poszczególnymi handlarzami”.

Śmiertelny spacer

Cały mechanizm poznał w szczegółach Serhij – młody Ukrainiec, który przyjechał do Polski za pieniędzmi i znalazł pracę w firmie O. Jednak z czasem między młodym człowiekiem a jego pracodawcą i zaprzyjaźnionymi z nim mundurowymi doszło do kłótni. „Widziałem, jak O. zagroził Serhijowi, że jak piśnie słowo, to zniknie i nigdy nie wróci na Ukrainę – zeznawał Cabała. – W odpowiedzi Serhij zagroził, że zgłosi na policję i opowie o wszystkim, co widział na posesji O.”. Wkrótce po opisywanych wydarzeniach Serhij zniknął z miejsca pracy i więcej nikt go nie widział. Po okolicy rozeszła się plotka, że w tajemniczy sposób nagle wyjechał do domu, ale nikt nie szukał, ani nie zgłosił jego zaginięcia. Tajemnica zniknięcia młodego Ukraińca nie została rozwiązana do dziś. Nie rozwiązano też zagadki przecieku tajnych informacji. Podczas jednego z przesłuchań Cabała ujawnił prokuratorowi Mrozowskiemu adres posesji O. i opowiedział o wszystkich przestępstwach, do których tam dochodzi. Mrozowski wydał więc nakaz przeszukania tej posesji. Jednak przed przybyciem policjantów O. wyniósł wszystkie skradzione części i woreczki z narkotykami. Protokół mówi, że żadnych zakazanych ani kradzionych przedmiotów… nie ujawniono. Aby na nieruchomości O. znaleźć narkotyki, na kolejne przeszukanie musiała przyjechać inna ekipa policyjna.

Wystawiony

Po zeznaniach Adama Cabały, funkcjonariusze CBŚP i Biura Spraw Wewnętrznych Komendy Głównej Policji (to specjalna jednostka zajmująca się tropieniem nieprawidłowości w strukturach policji w całym kraju) zainteresowali się samym świadkiem. Rozpoczęło się od wszczęcia sprawy operacyjnej dotyczącej jego osoby (teczka kryptonim „Góral”). Szukano czegokolwiek, czym można byłoby zdyskredytować Cabałę i podważyć wiarygodność jego zeznań. Potem funkcjonariusze podjęli współpracę z samym Cabałą. Problem w tym, że nie sporządzali protokołów tych rozmów, zaś notatki opatrzono klauzulą „Tajne”. W jednej z nich napisano, że Cabała sam korzystał z „brudnych” pieniędzy i skradzionych części. Prokuratura uznała to za prawdę, skierowała do sądu akt oskarżenia i mężczyznę skazano. Od tej pory – już jako skazany – nie był wiarygodny dla organów ścigania. Trudno się oprzeć wrażeniu, że wymiar sprawiedliwości, który od lat nie radził sobie z wyjaśnieniem podejrzanych relacji nowosądeckich gangsterów z policjantami, działa wyjątkowo sprawnie w przypadku człowieka, który ten proceder ujawnił.

Od redakcji! Na zdjęciu tytułowym wejście do Prokuratury Rejonowej w Nowym Saczu. Zdjęcie zostało zacytowane ze strony – zob. https://www.dts24.pl/nowy-sacz-tragiczna-smierc-prokuratora/.

(Odwiedzono 5 235 razy, 57 wizyt dzisiaj)

6 thoughts on “„Narkotyki, pieniądze i trupy” w Nowym Sączu

  1. Na profilu FB portalu „Rozrywkowy Nowy Sącz” – zob. https://www.facebook.com/p/Rozrywkowy-Nowy-S%C4%85cz-61561772282315/, niespodziewanie 6 lutego 2026 roku pojawił się aneks (m. in.) do tekstu Leszka Szymowskiego:

    „𝗡𝗼𝘄𝘆 𝗦𝗮̨𝗰𝘇. Prokuratura i Urząd Miasta. Są wątpliwości w sprawie śledztwa oraz negocjacji dotyczących działki.
    Do części polskich mediów, posłów a nawet prezydenta Karola Nawrockiego trafił list nadesłany prosto z Nowego Sącza.
    Nadawca wyraża się wprost: „dość”.
    Przybliża trwające jego zdaniem nieprawidłowości z zakresu funkcjonowania prokuratury, poszczególnych prokuratorów a nawet jednego z sędziów lokalnego sądu.
    W swoim liście dzieli się sporą ilością – jego zdaniem – niewłaściwych działań. Przybliża tematy, które ujrzały światło dzienne m.in. po śmierci śp. sądeckiego prokuratora Pawła.
    Pod wątpliwość poddaje również trwające od ok. 2,5 roku śledztwo w sprawie nieprawidłowości podczas budowy stadionu miejskiego.
    Ale to co równie niepokojące, używa stwierdzenia mówiącego o tym, że w sądeckiej prokuraturze okręgowej: „𝙯𝙖ł𝙖𝙩𝙬𝙞𝙖 𝙨𝙞𝙚̨ 𝙨𝙥𝙧𝙖𝙬𝙮 𝙥𝙤𝙡𝙞𝙩𝙮𝙘𝙯𝙣𝙚 𝙣𝙖 𝙠𝙤𝙧𝙯𝙮𝙨́𝙘́ 𝙤𝙗𝙚𝙘𝙣𝙞𝙚 𝙧𝙯𝙖̨𝙙𝙯𝙖̨𝙘𝙮𝙘𝙝 𝙤𝙧𝙖𝙯 𝙡𝙪𝙙𝙯𝙞 𝙯 𝙣𝙞𝙢𝙞 𝙪𝙩𝙤𝙯̇𝙨𝙖𝙢𝙞𝙖𝙣𝙮𝙘𝙝”.
    ***
    𝗪𝗘𝗥𝗬𝗙𝗜𝗞𝗔𝗖𝗝𝗔
    Redakcja portalu Rozrywkowy Nowy Sącz jest jednym z kilku mediów, do których list trafił. Aby każdy miał jasność informujemy, że w tego typu przypadkach pierwsza czynność jaką wykonujemy polega na dokonaniu wszystkiego, aby treść korespondencji maksymalnie zweryfikować.
    List zawiera 5 stron formatu A4. W znacznej części poświęcony jest wydarzeniom związanym ze śmiercią śp. prokuratora.
    Pierwszą czynnością była zatem dokładna weryfikacja ujętych zdań – przeprowadzona z najbliższą rodziną zmarłego.
    A wszystko po to, aby móc wyeliminować wątpliwości co do stwierdzeń ujętych w liście.
    Rodzina prokuratora potwierdziła naszej redakcji, że zawarta treść jest prawdziwa.
    ***
    𝗪𝗔̨𝗧𝗘𝗞 𝗗𝗢𝗧𝗬𝗖𝗭𝗔̨𝗖𝗬 𝗣𝗥𝗢𝗞𝗨𝗥𝗔𝗧𝗨𝗥𝗬 𝗜 𝗨𝗥𝗭𝗘̨𝗗𝗨 𝗠𝗜𝗔𝗦𝗧𝗔 𝗡𝗢𝗪𝗘𝗚𝗢 𝗦𝗔̨𝗖𝗭𝗔
    Nadawca korespondencji wyraża daleko idące zaniepokojenie możliwymi nieprawidłowościami na linii: sądecka prokuratura – Urząd Miasta.
    Ujmuje to następująco:
    – 𝙋𝙧𝙤𝙠𝙪𝙧𝙖𝙩𝙪𝙧𝙖 𝙊𝙠𝙧𝙚̨𝙜𝙤𝙬𝙖 𝙬 𝙉𝙤𝙬𝙮𝙢 𝙎𝙖̨𝙘𝙯𝙪 𝙟𝙖𝙠 𝙗𝙮ł𝙖, 𝙩𝙤 𝙣𝙖𝙙𝙖𝙡 𝙟𝙚𝙨𝙩 𝙛𝙤𝙡𝙬𝙖𝙧𝙠𝙞𝙚𝙢. 𝙉𝙖 𝙢𝙞𝙚𝙟𝙨𝙘𝙪 𝙯𝙖ł𝙖𝙩𝙬𝙞𝙖 𝙨𝙞𝙚̨ 𝙨𝙥𝙧𝙖𝙬𝙮 𝙥𝙤𝙡𝙞𝙩𝙮𝙘𝙯𝙣𝙚, 𝙤𝙘𝙯𝙮𝙬𝙞𝙨́𝙘𝙞𝙚 𝙣𝙖 𝙠𝙤𝙧𝙯𝙮𝙨́𝙘́ 𝙧𝙯𝙖̨𝙙𝙯𝙖̨𝙘𝙮𝙘𝙝 𝙞 𝙡𝙪𝙙𝙯𝙞 𝙯 𝙣𝙞𝙢𝙞 𝙪𝙩𝙤𝙯̇𝙨𝙖𝙢𝙞𝙖𝙣𝙮𝙘𝙝.
    I dalej:
    – 𝙏𝙖𝙠𝙞𝙢 𝙥𝙧𝙯𝙮𝙠ł𝙖𝙙𝙚𝙢 𝙟𝙚𝙨𝙩 𝙨𝙥𝙧𝙖𝙬𝙖 𝙨𝙩𝙖𝙙𝙞𝙤𝙣𝙪 𝙎𝙖𝙣𝙙𝙚𝙘𝙟𝙞 𝙬 𝙉𝙤𝙬𝙮𝙢 𝙎𝙖̨𝙘𝙯𝙪, 𝙜𝙙𝙯𝙞𝙚 𝙪𝙢𝙤𝙘𝙯𝙤𝙣𝙮𝙢 𝙟𝙚𝙨𝙩 𝙥𝙧𝙚𝙯𝙮𝙙𝙚𝙣𝙩 𝙢𝙞𝙖𝙨𝙩𝙖 𝙞 𝙟𝙚𝙜𝙤 𝙣𝙖𝙟𝙗𝙡𝙞𝙯̇𝙨𝙞 𝙬𝙨𝙥𝙤́ł𝙥𝙧𝙖𝙘𝙤𝙬𝙣𝙞𝙘𝙮. (…) 𝙒 𝙨𝙥𝙧𝙖𝙬𝙞𝙚 𝙣𝙞𝙘 𝙨𝙞𝙚̨ 𝙣𝙞𝙚 𝙙𝙯𝙞𝙚𝙟𝙚. 𝙅𝙚𝙨𝙩 𝙥𝙮𝙩𝙖𝙣𝙞𝙚 𝙘𝙯𝙮 𝙨𝙥𝙧𝙖𝙬𝙖, 𝙠𝙩𝙤́𝙧𝙖 𝙙𝙤𝙩𝙮𝙘𝙯𝙮 𝙡𝙤𝙠𝙖𝙡𝙣𝙮𝙘𝙝 𝙬ł𝙖𝙙𝙯 𝙢𝙞𝙖𝙨𝙩𝙖 𝙢𝙤𝙯̇𝙚 𝙗𝙮𝙘́ 𝙥𝙧𝙤𝙬𝙖𝙙𝙯𝙤𝙣𝙖 𝙬 𝙢𝙞𝙚𝙟𝙨𝙘𝙤𝙬𝙚𝙟 𝙥𝙧𝙤𝙠𝙪𝙧𝙖𝙩𝙪𝙧𝙯𝙚. 𝙕𝙬ł𝙖𝙨𝙯𝙘𝙯𝙖, 𝙯̇𝙚 𝙖𝙠𝙩𝙪𝙖𝙡𝙣𝙞𝙚 𝙋𝙧𝙤𝙠𝙪𝙧𝙖𝙩𝙪𝙧𝙖 𝙊𝙠𝙧𝙚̨𝙜𝙤𝙬𝙖 𝙥𝙧𝙤𝙬𝙖𝙙𝙯𝙞 𝙣𝙚𝙜𝙤𝙘𝙟𝙖𝙘𝙟𝙚 𝙯 𝙥𝙧𝙚𝙯𝙮𝙙𝙚𝙣𝙩𝙚𝙢 𝙬 𝙨𝙥𝙧𝙖𝙬𝙞𝙚 𝙯𝙖𝙠𝙪𝙥𝙪 𝙙𝙯𝙞𝙖ł𝙠𝙞 𝙤𝙙 𝙢𝙞𝙖𝙨𝙩𝙖.
    I dalej:
    – 𝙉𝙚𝙜𝙤𝙘𝙟𝙖𝙘𝙟𝙚 𝙥𝙧𝙤𝙬𝙖𝙙𝙯𝙞 𝙋𝙧𝙤𝙠𝙪𝙧𝙖𝙩𝙤𝙧 𝙊𝙠𝙧𝙚̨𝙜𝙤𝙬𝙮 (𝙞𝙢𝙞𝙚̨ 𝙞 𝙣𝙖𝙯𝙬𝙞𝙨𝙠𝙤 𝙙𝙤 𝙬𝙞𝙖𝙙𝙤𝙢𝙤𝙨́𝙘𝙞 𝙧𝙚𝙙𝙖𝙠𝙘𝙟𝙞), 𝙤𝙧𝙖𝙯 𝙟𝙚𝙜𝙤 𝙯𝙖𝙨𝙩𝙚̨𝙥𝙘𝙖 (𝙞𝙢𝙞𝙚̨ 𝙞 𝙣𝙖𝙯𝙬𝙞𝙨𝙠𝙤 𝙙𝙤 𝙬𝙞𝙖𝙙𝙤𝙢𝙤𝙨́𝙘𝙞 𝙧𝙚𝙙𝙖𝙠𝙘𝙟𝙞), 𝙠𝙩𝙤́𝙧𝙮 𝙥𝙤𝙢𝙞𝙢𝙤 𝙩𝙤𝙬𝙖𝙧𝙯𝙮𝙨𝙠𝙞𝙚𝙟 𝙯𝙣𝙖𝙟𝙤𝙢𝙤𝙨́𝙘𝙞 𝙯 𝙥𝙧𝙚𝙯𝙮𝙙𝙚𝙣𝙩𝙚𝙢 𝙣𝙞𝙚 𝙬𝙮ł𝙖̨𝙘𝙯𝙮ł 𝙥𝙧𝙤𝙠𝙪𝙧𝙖𝙩𝙪𝙧𝙮 𝙬 𝙉𝙤𝙬𝙮𝙢 𝙎𝙖̨𝙘𝙯𝙪 𝙤𝙙 𝙥𝙧𝙤𝙬𝙖𝙙𝙯𝙚𝙣𝙞𝙖 𝙥𝙤𝙨𝙩𝙚̨𝙥𝙤𝙬𝙖𝙣𝙞𝙖. 𝙋𝙤𝙬𝙨𝙩𝙖𝙟𝙚 𝙥𝙮𝙩𝙖𝙣𝙞𝙚 𝙘𝙯𝙮 𝙣𝙞𝙚 𝙟𝙚𝙨𝙩 𝙩𝙤 𝙩𝙧𝙖𝙣𝙨𝙖𝙠𝙘𝙟𝙖 𝙬𝙞𝙖̨𝙯𝙖𝙣𝙖.
    – 𝙒𝙨𝙥𝙤𝙢𝙣𝙞𝙚𝙘́ 𝙣𝙖𝙡𝙚𝙯̇𝙮 𝙤 𝙬𝙞𝙚𝙡𝙪 𝙥𝙤𝙬𝙞𝙖̨𝙯𝙖𝙣𝙞𝙖𝙘𝙝 𝙧𝙤𝙙𝙯𝙞𝙣𝙣𝙮𝙘𝙝, 𝙩𝙤𝙬𝙖𝙧𝙯𝙮𝙨𝙠𝙞𝙘𝙝 𝙞 𝙗𝙞𝙯𝙣𝙚𝙨𝙤𝙬𝙮𝙘𝙝 𝙥𝙤𝙢𝙞𝙚̨𝙙𝙯𝙮 𝙥𝙧𝙤𝙠𝙪𝙧𝙖𝙩𝙪𝙧𝙖̨ 𝙤𝙠𝙧𝙚𝙜𝙤𝙬𝙖̨ 𝙞 𝙧𝙚𝙟𝙤𝙣𝙤𝙬𝙖̨ 𝙬 𝙉𝙤𝙬𝙮𝙢 𝙎𝙖̨𝙘𝙯𝙪 𝙖 𝙐𝙧𝙯𝙚̨𝙙𝙚𝙢 𝙈𝙞𝙖𝙨𝙩𝙖. 𝙎𝙥𝙧𝙖𝙬𝙖 𝙩𝙖 𝙥𝙤𝙬𝙞𝙣𝙣𝙖 𝙟𝙖𝙠 𝙣𝙖𝙟𝙨𝙯𝙮𝙗𝙘𝙞𝙚𝙟 𝙩𝙧𝙖𝙛𝙞𝙘́ 𝙥𝙤𝙯𝙖 𝙧𝙚𝙟𝙤𝙣 𝙠𝙧𝙖𝙠𝙤𝙬𝙨𝙠𝙞. (…) 𝙎𝙠𝙤𝙧𝙤 𝙬 𝙟𝙚𝙙𝙣𝙚𝙟 𝙨𝙥𝙧𝙖𝙬𝙞𝙚 𝙯𝙖𝙘𝙝𝙤𝙙𝙯𝙞 𝙥𝙤𝙙𝙚𝙟𝙧𝙯𝙚𝙣𝙞𝙚 𝙠𝙤𝙧𝙪𝙥𝙘𝙟𝙞 𝙪𝙧𝙯𝙚̨𝙙𝙣𝙞𝙘𝙯𝙚𝙟, 𝙩𝙤 𝙧𝙤́𝙬𝙣𝙞𝙚𝙯̇ 𝙙𝙡𝙖 𝙙𝙤𝙗𝙧𝙖 𝙞 𝙩𝙚𝙟 𝙨𝙥𝙧𝙖𝙬𝙮, 𝙬𝙖𝙯̇𝙣𝙚𝙟 𝙙𝙡𝙖 𝙡𝙤𝙠𝙖𝙡𝙣𝙚𝙟 𝙨𝙥𝙤ł𝙚𝙘𝙯𝙣𝙤𝙨́𝙘𝙞, 𝙥𝙤𝙬𝙞𝙣𝙣𝙤 𝙣𝙖𝙨𝙩𝙖̨𝙥𝙞𝙘́ 𝙟𝙚𝙟 𝙥𝙧𝙯𝙚𝙟𝙚̨𝙘𝙞𝙚 𝙥𝙧𝙯𝙚𝙯 𝙥𝙧𝙤𝙠𝙪𝙧𝙖𝙩𝙪𝙧𝙚̨ 𝙯 𝙞𝙣𝙣𝙚𝙜𝙤 𝙧𝙚𝙜𝙞𝙤𝙣𝙪.
    ***
    𝗦𝗧𝗔𝗡𝗢𝗪𝗜𝗦𝗞𝗢 𝗣𝗥𝗢𝗞𝗨𝗥𝗔𝗧𝗨𝗥𝗬
    Toczące się śledztwo w sprawie budowy stadionu trwa od ok. 2,5 roku. Zwróciliśmy się do prokuratury z zapytaniem o postęp działań.
    Nadesłana informacja nie różni się jednak wiele od komunikatów przekazywanych mediom już wiele miesięcy temu.
    Tym samym stanowisko jest następujące:
    – 𝙋𝙧𝙤𝙠𝙪𝙧𝙖𝙩𝙪𝙧𝙖 𝙊𝙠𝙧𝙚̨𝙜𝙤𝙬𝙖 𝙬 𝙉𝙤𝙬𝙮𝙢 𝙎𝙖̨𝙘𝙯𝙪 𝙥𝙧𝙤𝙬𝙖𝙙𝙯𝙞 𝙥𝙤𝙙 𝙨𝙮𝙜𝙣𝙖𝙩𝙪𝙧𝙖̨ 𝟯𝟬𝟭𝟴-𝟭𝘿𝙨.𝟯𝟯.𝟮𝟬𝟮𝟰.𝙎𝙥 (𝙘) 𝙨́𝙡𝙚𝙙𝙯𝙩𝙬𝙤, 𝙬 𝙩𝙤𝙠𝙪 𝙠𝙩𝙤́𝙧𝙚𝙜𝙤 𝙖𝙣𝙖𝙡𝙞𝙯𝙤𝙬𝙖𝙣𝙚 𝙨𝙖̨ 𝙬𝙖̨𝙩𝙠𝙞: 𝙙𝙯𝙞𝙖ł𝙖𝙣𝙞𝙚 𝙣𝙖 𝙨𝙯𝙠𝙤𝙙𝙚̨ 𝙨𝙥𝙤́ł𝙚𝙠 𝙉𝙄𝙆 𝙤𝙧𝙖𝙯 𝙎𝙏𝘽𝙎, 𝙣𝙞𝙚𝙙𝙤𝙥𝙚ł𝙣𝙞𝙚𝙣𝙞𝙖 𝙤𝙗𝙤𝙬𝙞𝙖̨𝙯𝙠𝙤́𝙬 𝙣𝙖𝙡𝙚𝙯̇𝙮𝙩𝙚𝙜𝙤 𝙜𝙤𝙨𝙥𝙤𝙙𝙖𝙧𝙤𝙬𝙖𝙣𝙞𝙖 𝙢𝙞𝙚𝙣𝙞𝙚𝙢 𝙈𝙞𝙖𝙨𝙩𝙖 𝙉𝙤𝙬𝙚𝙜𝙤 𝙎𝙖̨𝙘𝙯𝙖 𝙥𝙤𝙥𝙧𝙯𝙚𝙯 𝙪𝙙𝙯𝙞𝙚𝙡𝙖𝙣𝙞𝙚 𝙯𝙖𝙢𝙤́𝙬𝙞𝙚𝙣́ 𝙥𝙪𝙗𝙡𝙞𝙘𝙯𝙣𝙮𝙘𝙝 𝙬 𝙯𝙬𝙞𝙖̨𝙯𝙠𝙪 𝙯 𝙧𝙚𝙖𝙡𝙞𝙯𝙖𝙘𝙟𝙖̨ 𝙩𝙧𝙯𝙚𝙘𝙝 𝙞𝙣𝙬𝙚𝙨𝙩𝙮𝙘𝙟𝙞 𝙢𝙞𝙚𝙟𝙨𝙠𝙞𝙘𝙝, 𝙬𝙮𝙬𝙞𝙚𝙧𝙖𝙣𝙞𝙖 𝙬𝙥ł𝙮𝙬𝙪 𝙣𝙖 𝙬𝙮𝙣𝙞𝙠 𝙥𝙧𝙯𝙚𝙩𝙖𝙧𝙜𝙪 𝙡𝙪𝙗 𝙥𝙤𝙨𝙩𝙚̨𝙥𝙤𝙬𝙖𝙣𝙞𝙖 𝙤 𝙪𝙙𝙯𝙞𝙚𝙡𝙚𝙣𝙞𝙚 𝙯𝙖𝙢𝙤́𝙬𝙞𝙚𝙣𝙞𝙖 𝙥𝙪𝙗𝙡𝙞𝙘𝙯𝙣𝙚𝙜𝙤 𝙬 𝙥𝙤𝙨𝙩𝙖𝙘𝙞 𝙗𝙪𝙙𝙤𝙬𝙮 𝙨𝙩𝙖𝙙𝙞𝙤𝙣𝙪, 𝙟𝙖𝙠 𝙧𝙤́𝙬𝙣𝙞𝙚𝙯̇ 𝙯𝙖𝙬𝙞𝙖𝙙𝙤𝙢𝙞𝙚𝙣𝙞𝙖 𝙥𝙧𝙤𝙠𝙪𝙧𝙖𝙩𝙪𝙧𝙮 𝙍𝙚𝙟𝙤𝙣𝙤𝙬𝙚𝙟 𝙬 𝙉𝙤𝙬𝙮𝙢 𝙎𝙖̨𝙘𝙯𝙪 𝙤 𝙥𝙧𝙯𝙚𝙨𝙩𝙚̨𝙥𝙨𝙩𝙬𝙞𝙚 𝙬𝙞𝙚𝙙𝙯𝙖̨𝙘, 𝙯̇𝙚 𝙥𝙧𝙯𝙚𝙨𝙩𝙚̨𝙥𝙨𝙩𝙬𝙖 𝙣𝙞𝙚 𝙥𝙤𝙥𝙚ł𝙣𝙞𝙤𝙣𝙤. (…) 𝙋𝙤 𝙖𝙣𝙖𝙡𝙞𝙯𝙞𝙚 𝙪𝙯𝙮𝙨𝙠𝙖𝙣𝙮𝙘𝙝 𝙢𝙖𝙩𝙚𝙧𝙞𝙖ł𝙤́𝙬 𝙯𝙤𝙨𝙩𝙖𝙣𝙞𝙚 𝙥𝙤𝙙𝙟𝙚̨𝙩𝙖 𝙙𝙚𝙘𝙮𝙯𝙟𝙖 𝙤𝙙𝙣𝙤𝙨́𝙣𝙞𝙚 𝙥𝙤𝙬𝙤ł𝙖𝙣𝙞𝙖 𝙗𝙞𝙚𝙜ł𝙮𝙘𝙝 𝙬 𝙩𝙚𝙟 𝙨𝙥𝙧𝙖𝙬𝙞𝙚.
    W nawiązaniu do powyższego, nasi dziennikarze, już we własnym zakresie postanowili zweryfikować, czy domniemany wątek ewentualnej przewlekłości postępowania może być związany z czynnością (lub bezczynnością) wyższej instancji.
    W ten sposób dotraliśmy do Prokuratury Regionalnej w Krakowie.
    Jak dowiadujemy się z pisma wystosowanego przez Prokuraturę Regionalną, dwoje pierwszych referentów zajmujących się śledztwem dotyczącym Sandecji – pochorowało się.
    Komunikat brzmi dokładnie tak:
    – 𝙕 𝙪𝙬𝙖𝙜𝙞 𝙣𝙖 𝙣𝙞𝙚𝙤𝙗𝙚𝙘𝙣𝙤𝙨́𝙘́ 𝙙𝙬𝙤́𝙘𝙝 𝙥𝙞𝙚𝙧𝙬𝙨𝙯𝙮𝙘𝙝 𝙧𝙚𝙛𝙚𝙧𝙚𝙣𝙩𝙤́𝙬 𝙩𝙚𝙟 𝙨𝙥𝙧𝙖𝙬𝙮 𝙨𝙥𝙤𝙬𝙤𝙙𝙤𝙬𝙖𝙣𝙖̨ 𝙥𝙧𝙤𝙗𝙡𝙚𝙢𝙖𝙢𝙞 𝙯𝙙𝙧𝙤𝙬𝙤𝙩𝙣𝙮𝙢𝙞, 𝙥𝙧𝙯𝙚𝙙𝙢𝙞𝙤𝙩𝙤𝙬𝙖 𝙨𝙥𝙧𝙖𝙬𝙖 𝙯𝙤𝙨𝙩𝙖ł𝙖 𝙥𝙧𝙯𝙮𝙙𝙯𝙞𝙚𝙡𝙤𝙣𝙖 𝙙𝙤 𝙧𝙚𝙛𝙚𝙧𝙖𝙩𝙪 𝙠𝙤𝙡𝙚𝙟𝙣𝙚𝙜𝙤 𝙥𝙧𝙤𝙠𝙪𝙧𝙖𝙩𝙤𝙧𝙖.
    – 𝙉𝙖 𝙢𝙤𝙘𝙮 𝙥𝙤𝙨𝙩𝙖𝙣𝙤𝙬𝙞𝙚𝙣𝙞𝙖 𝙕𝙖𝙨𝙩𝙚̨𝙥c𝙮 𝙋𝙧𝙤𝙠𝙪𝙧𝙖𝙩𝙤𝙧𝙖 𝙍𝙚𝙜𝙞𝙤𝙣𝙖𝙡𝙣𝙚𝙜𝙤 𝙬 𝙆𝙧𝙖𝙠𝙤𝙬𝙞𝙚 𝙯 𝙙𝙣𝙞𝙖 𝟮𝟯 𝙜𝙧𝙪𝙙𝙣𝙞𝙖 𝟮𝟬𝟮𝟱 𝙧𝙤𝙠𝙪, 𝙤𝙠𝙧𝙚𝙨 𝙩𝙚𝙜𝙤 𝙨́𝙡𝙚𝙙𝙯𝙩𝙬𝙖 𝙯𝙤𝙨𝙩𝙖ł 𝙥𝙧𝙯𝙚𝙙ł𝙪𝙯̇𝙤𝙣𝙮 𝙙𝙤 𝙙𝙣𝙞𝙖 𝟮𝟰 𝙠𝙬𝙞𝙚𝙩𝙣𝙞𝙖 𝟮𝟬𝟮𝟲 𝙧𝙤𝙠𝙪. 𝙅𝙚𝙙𝙣𝙖𝙠𝙯̇𝙚 𝙢𝙖𝙟𝙖̨𝙘 𝙣𝙖 𝙪𝙬𝙖𝙙𝙯𝙚 𝙡𝙞𝙘𝙯𝙗𝙚̨ 𝙞 𝙧𝙤𝙙𝙯𝙖𝙟 𝙯𝙖𝙥𝙡𝙖𝙣𝙤𝙬𝙖𝙣𝙮𝙘𝙝 𝙘𝙯𝙮𝙣𝙣𝙤𝙨́𝙘𝙞 𝙥𝙧𝙤𝙘𝙚𝙨𝙤𝙬𝙮𝙘𝙝, 𝙬 𝙩𝙮𝙢 𝙠𝙤𝙣𝙞𝙚𝙘𝙯𝙣𝙤𝙨́𝙘́ 𝙯𝙖𝙨𝙞𝙚̨𝙜𝙣𝙞𝙚̨𝙘𝙞𝙖 𝙤𝙥𝙞𝙣𝙞𝙞 𝙗𝙞𝙚𝙜ł𝙮𝙘𝙝 𝙧𝙤́𝙯̇𝙣𝙮𝙘𝙝 𝙨𝙥𝙚𝙘𝙟𝙖𝙡𝙣𝙤𝙨́𝙘𝙞, 𝙥𝙧𝙯𝙚𝙬𝙞𝙙𝙮𝙬𝙖𝙘́ 𝙣𝙖𝙡𝙚𝙯̇𝙮, 𝙯̇𝙚 𝙥𝙤𝙨𝙩𝙚̨𝙥𝙤𝙬𝙖𝙣𝙞𝙚 𝙩𝙤 𝙣𝙞𝙚 𝙯𝙤𝙨𝙩𝙖𝙣𝙞𝙚 𝙯𝙖𝙠𝙤𝙣́𝙘𝙯𝙤𝙣𝙚 𝙬𝙚 𝙬𝙨𝙠𝙖𝙯𝙖𝙣𝙮𝙢 𝙩𝙚𝙧𝙢𝙞𝙣𝙞𝙚 – wyraża Prokuratura Regionalna w Krakowie.
    Tymczasem jak zwraca uwagę nadawca listu, wieloletni sądecki prokurator – najpierw rejonowy a potem okręgowy – niewiele ponad rok temu został odwołany ze stanowiska szefa Prokuratury Okręgowej w Nowym Sączu i wedle jego narracji, awansował o szczebel wyżej – konkretnie – do Prokuratury Regionalnej w Krakowie.
    Sprawa przybrała charakter społeczny.
    Wiedzę w opisywanym zakresie posiada już spora grupa ludzi ze świata mediów, posłów oraz państwowych jednostek.
    Jeden z parlementarzystów po zapoznaniu się z treścią listu komentuje sprawę następująco:
    – 𝙏𝙚 𝙬𝙨𝙯𝙮𝙨𝙩𝙠𝙞𝙚 𝙠𝙬𝙚𝙨𝙩𝙞𝙚 𝙢𝙪𝙨𝙯𝙖̨ 𝙯𝙤𝙨𝙩𝙖𝙘́ 𝙬𝙮𝙟𝙖𝙨́𝙣𝙞𝙤𝙣𝙚. 𝙈𝙞𝙚𝙨𝙯𝙠𝙖𝙣́𝙘𝙮 𝙉𝙤𝙬𝙚𝙜𝙤 𝙎𝙖̨𝙘𝙯𝙖 𝙥𝙤𝙬𝙞𝙣𝙣𝙞 𝙯̇𝙮𝙘́ 𝙬 𝙥𝙧𝙯𝙚𝙠𝙤𝙣𝙖𝙣𝙞𝙪, 𝙯̇𝙚 𝙥𝙤𝙬𝙖𝙯̇𝙣𝙚 𝙞𝙣𝙨𝙩𝙮𝙩𝙪𝙘𝙟𝙚 𝙥𝙖𝙣́𝙨𝙩𝙬𝙤𝙬𝙚 𝙙𝙯𝙞𝙖ł𝙖𝙟𝙖̨ 𝙣𝙖𝙡𝙚𝙯̇𝙮𝙘𝙞𝙚.
    Tajemnicą poliszynela jest, że wielu urzędników powołuje się na towarzyskie znajomości z przedstawicielami organów Państwa Polskiego.
    Powyższy temat wyszedł poza ramy lokalne. Sprawa jest bulwersująca i wymaga natychmiastowych wyjaśnień – szczególnie w zakresie ujętych powiązań prokuratury z Urzędem Miasta.
    Do tematu wrócimy.
    (dk)”.

    Szkoda, że „Rozrywkowy Nowy Sącz” ukrył pełną treść listu, o którym mowa w powyższym tekście!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *