
W artykule z 4 listopada 2019 roku pt. „Katastrofa budowlana w Jeżowie. Czy projektant Andrzej Olszowski i kierownik budowy Bolesław Haluch staną przed prokuratorem w charakterze podejrzanych?” – zob. https://gorliceiokolice.eu/2019/11/katastrofa-budowlana-w-jezowie-czy-projektant-andrzej-olszowski-i-kierownik-budowy-boleslaw-haluch-stana-przed-prokuratorem-w-charakterze-podejrzanych/, przypomniałem, że w dokumencie – zob. Sprawozdanie z działalności komisji powołanej przez Małopolskiego Wojewódzkiego Inspektora Nadzoru Budowlanego w Krakowie w sprawie ustalenia przyczyn i okoliczności katastrofy budowlanej zaistniałej w obiekcie budowlanym w zakresie uszkodzonego korpusu drogowego drogi wojewódzkiej nr 981 relacji: Zaborowice – Grybów – Krzyżówka – Krynica Zdrój w części odc. 050 km 1+000 – odc. 050 km 1+120 w miejscowości Wilczyska, gmina Bobowa, powiat gorlicki, województwo małopolskie, stwierdzono jednoznacznie – zob. na s. 8-9 (pisownia oryginalna):
„Komisja wnioskuje o:
„(…) 2.3. wystąpienie do Prokuratora Prokuratury Rejonowej w Gorlicach o prawdopodobieństwu popełnienia przestępstwa określonego art. 75 ust.1 pkt 3 lit. a) oraz art. 93 pkt 1a) wobec kierownika budowy oraz określonego art. 93 pkt 1) w związku z art. 5 ust. 1 pkt pkt 1a wobec projektanta; (…)”.
Przedmiotowy wniosek sporządzili i podpisali pracownicy Wydziału Inspekcji i Kontroli Budowlanej Wojewódzkiego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego w Krakowie z Marią Klonowską – naczelnikiem ww. wydziału – na czele (zob. s.10 „Sprawozdania z działalności komisji…”).
26 listopada 2019 roku Andrzej Macałka – Małopolski Wojewódzki Inspektor Nadzoru Budowlanego w Krakowie wystosował pismo do Prokuratora Rejonowego w Gorlicach (znak pisma WIB.763.48.2019.KMARS/MKLO) informując, że
„w związku ze swoją działalnością podjął informację o możliwości popełnienia przestępstwa, przez osoby pełniące samodzielne funkcje techniczne w budownictwie, jako projektanci i sprawdzający (…)”
i
„w związku z powyższym wnosi o wszczęcie i przeprowadzenie stosownego w tym zakresie postępowania”.
Pełna treść dokumentu – zob. zanonimizowany skan zawiadomienia do Prokuratury.
Jak widać Andrzej Macałka – MWINB w Krakowie, nie wziął pod uwagę wniosku pracowników Wydziału Inspekcji i Kontroli Budowlanej Wojewódzkiego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego w Krakowie (którego przecież jest szefem) i nie złożył zawiadomienia do Prokuratora Rejonowego w Gorlicach w sprawie kierownika budowy inwestycji w Wilczyskach, opisanej z wszelkimi technicznymi szczegółami na stronach BIP Gminy Bobowa – zob. http://www.bobowa.pl/blog/2014/07/25/budowa-chodnika-dla-pieszych-w-ciagu-drogi-wojewodzkiej-nr-981-odcinek-050-km-0101-km-2536-w-miejscowosci-wilczyska-wraz-z-kanalizacja-deszczowa-etap-ii-km-0101-1722-strona-prawa-dlugosc-16/20670/.
Dlaczego „upiekło się” kierownikowi tej budowy Bolesławowi Haluchowi? W piśmie – zob. zanonimizowany skan zawiadomienia do Prokuratury, brak na ten temat jakiegokolwiek formalnego uzasadnienia. Nie wykluczam, że w tej sprawie podejmę jeszcze jakieś kroki formalne!
Wracamy do pisma MWINB w Krakowie z dnia 26 listopada 2019 roku – zob. zanonimizowany skan zawiadomienia do Prokuratury.
Nazwiska projektantów, którym Andrzej Macałka zarzuca poważne zaniedbania są podane do publicznej wiadomości (jako informacja publiczna) na stronach BIP Gminy Bobowa zob. file:///C:/Users/oem/AppData/Local/Temp/Rar$DIa0.191/OPIS%20TECHNICZNY%20-%20Budowlany.pdf:
Tytułem uzupełnienia powyższych informacji personalnych należy także dodać, że projektanci Andrzej Olszowski, Józef Świderski i Zdzisław Parol po wykonaniu i sprawdzeniu przedmiotowego projektu budowlanego złożyli także oświadczenie następującej treści: „(…) projekt budowlany jest wykonany zgodnie z obowiązującymi przepisami, zasadami wiedzy technicznej, kompletny z punktu widzenia celu któremu ma służyć oraz został wykonany prawidłowo i może być stosowany do realizacji”:
Teraz do akcji musi już wkroczyć prokurator Tadeusz Cebo, chociaż, jak pamiętają Czytelnicy mojego portalu, bronił się przed taką interwencją rękami i nogami. Ale Andrzej Macałka – MWINB w Krakowie, położył na stole bardzo poważne dowody. Po pierwsze, zwrócił prokuratorowi uwagę, że mur oporowy w Wilczyskach nie został prawidłowo (a właściwie w ogóle) zaprojektowany a po drugie, Andrzej Macałka dopatrzył się, że projektanci nie posiadali stosownych uprawnień budowlanych do podjęcia się misji projektowej, której częścią składową miał być przedmiotowy mur oporowy. Ogólna ocena? Groza! A jak to możliwe, że inwestor tego nie zauważył, pozostanie na razie tajemnicą inwestora tj. Gminy Bobowa, tj. (także) burmistrza Wacława Ligęzy.
Jeśli popatrzymy na uwagi MWINB w Krakowie tylko z tego punktu widzenia, tj. „po pierwsze” i „po drugie”, to nie wypada nie zauważyć, że oświadczenie, które złożyli Olszowski, Świderski i Parol („(…) projekt budowlany jest wykonany zgodnie z obowiązującymi przepisami, zasadami wiedzy technicznej, kompletny z punktu widzenia celu któremu ma służyć oraz został wykonany prawidłowo i może być stosowany do realizacji”) należy uznać za rażące poświadczenie nieprawdy (por. art. 271 k.k.)! Nie zauważyłem jednak, żeby Andrzejowi Macałce (MWINB w Krakowie) ten wątek w jakiś szczególny sposób spędzał sen z powiek w piśmie – zob. zanonimizowany skan zawiadomienia do Prokuratury. Ale takie „szczegóły” prokurator Tadeusz Cebo wychwyci na pewno w oka mgnieniu! Wszak to wybitny i doświadczony prokurator!
Jak zakończy się ta ponura historia z katastrofą budowlaną w tle? Stawiam dolary przeciwko orzechom, że prokurator znajdzie sto powodów, żeby ten przestępczy skandal odstawić do lamusa historii i włos z głowy nikomu nie spadnie. Tak jak nie spadł włos z głowy urzędnikom i samorządowcom, którzy z uporem godnym lepszej sprawy ukrywali miesiącami jeżowskie osuwisko. Opłaciło się!!! Sprawa uległa przedawnieniu i „ruki swobodnyje”…
Na koniec powinienem poświęcić kilka słów komentarza udziałowi burmistrza Wacława Ligęzy w akcji nad jeżowskim oberwiskiem, której bobowski włodarz był przecież nie tylko niemym świadkiem. Tak napisałem i od razu zrezygnowałem z tego pomysłu. W tej sprawie wypada opublikować oddzielny artykuł i jeszcze raz przyjrzeć się oberwiskowym matactwom samorządowca z Wilczysk. Takie podsumowanie należy mu się chyba jak psu buda! A kto niecierpliwy, to może przeczytać jeszcze raz wszystkie artykułu na temat jeżowskiej katastrofy budowlanej – zob. https://gorliceiokolice.eu/tag/katastrofa-budowlana/; tam mnóstwo pikantnych szczegółów.





MWINB powiada, że pan Olszowski nie ma uprawnień do projektowania konstrukcji oporowych. Ja tego wcześniej nie sprawdzałem, natomiast w kilka minut ustaliłem, że projekt ściany oporowej w Jeżowie jest niekompletny i nie nadaje się do realizacji. W projekcie nie ma obliczeń statycznych (pan Olszowski nie zestawił obciążeń i nie sprawdził stateczności prefabrykatów przy założonej szerokości podstawy) i nie ma żadnych wytycznych nt. zbrojenia (nie ma rysunku zbrojarskiego, nie ma wykazu stali) – jest za to oświadczenie takiej treści (str. 9): „Autor (…) mgr inż. Andrzej Olszowski (…) oświadcza, że (…) projekt budowlany (…) jest (…) kompletny z punktu widzenia celu któremu ma służyć oraz został wykonany prawidłowo i może być skierowany do realizacji”. W ten sposób pan Olszowski zrobił w konia Wacława Ligęzę, bobowskiego „bardzo dobrego gospodarza”. Bobowski „bardzo dobry gospodarz” zapłacił za ten „projekt” 47 970,00 złotych brutto (umowa nr RIiGK 272.3.2011 o wykonanie prac projektowych zawarta 12 maja 2011 roku pomiędzy gminą Bobowa a firmą „A14 Usługi Projektowe Nadzory Budowlane Roboty Drogowe mgr inż. Andrzej Olszowski”). To jest klasyczny numer, różni filuci od lat robią Wacława Ligęzę w konia – a za całą tę zabawę płaci gminny podatnik. Schemat za każdym razem jest ten sam: Wacław Ligęza (jednoosobowy organ wykonawczy gminy Bobowa) zleca opracowanie projektu – a nie ma w ręku żadnego narzędzia, żeby od zleceniobiorcy wyegzekwować przedmiot umowy (ani on sam, ani żaden z urzędników, których zatrudnił w urzędzie gminy nie umie ani nie zamierza sprawdzić, czy projekt jest kompletny, czy nie ma w nim jakiegoś błędu). Wacław Ligęza (jednoosobowy organ wykonawczy gminy Bobowa) zleca roboty budowlane – a nie ma w ręku żadnego narzędzia, żeby od wykonawcy wyegzekwować przedmiot umowy (ani on sam, ani żaden z urzędników, których zatrudnił w urzędzie gminy nie wie, na czym polega nadzór inwestorski nad zleconymi robotami).
Co zrobi gorlicki prokurator – tego nie wiem. Nie jest wykluczone, że postawi panu Olszowskiemu zarzut wykonywania samodzielnej funkcji technicznej w budownictwie bez odpowiednich uprawnień (art. 91 ust. 1 pkt 2 ustawy prawo budowlane) – ale tak samo prawdopodobne jest, że się nad panem Olszowskim ulituje i nie dopatrzy się „znamion”.
Taka ciekawostka. Pomimo wpadki w Jeżowie pan Olszowski nie utracił zaufania bobowskiego „bardzo dobrego gospodarza”, bobowski „bardzo dobry gospodarz” podpisywał z panem Olszowskim kolejne umowy:
– umowa o nadzór inwestorski nr RIiGK 17/2018 z 14 marca 2018 roku na kwotę 5535,00 złotych,
– umowa o nadzór inwestorski nr RIiGK 18/2018 z 27 marca 2018 roku na kwotę 5135,25 złotych.
Napisał Pan: „Wacław Ligęza (jednoosobowy organ wykonawczy gminy Bobowa) zleca opracowanie projektu – a nie ma w ręku żadnego narzędzia, żeby od zleceniobiorcy wyegzekwować przedmiot umowy (…)”. Bardzo proszę wyjaśnić, jakie narzędzie byłoby potrzebne burmistrzowi, żeby „od zleceniobiorcy wyegzekwować przedmiot umowy”?
Tym narzędziem byłaby praktyczna wiedza i umiejętności własne – lub praktyczna wiedza i umiejętności jakiegokolwiek innego urzędnika w urzędzie gminy. Wiadomo, że „gospodarz” jest z zawodu weterynarzem i podejmuje decyzje w sprawach, o których nie ma zielonego pojęcia. W sytuacji, gdy gmina zleca na prawo i lewo roboty budowlane należałoby zatrudnić w urzędzie gminy przynajmniej jednego człowieka z praktyczną wiedzą i doświadczeniem na budowie (z przygotowaniem zawodowym do pełnienia samodzielnej funkcji technicznej w budownictwie) – od razu napiszę, że taką osobą nie jest młody człowiek o nazwisku Janota, ani urzędnik Fugiel, który niedawno objął groteskową posadę „głównego specjalisty ds. inwestycji i zamówień publicznych”.
Jeśli chodzi o projekt budowlany. Zlecam opracowanie projektu budowlanego, zleceniobiorca dostarcza mi po jakimś czasie swoje dzieło z oświadczeniem, że projekt jest kompletny z punktu widzenia, któremu ma służyć i nadaje się do realizacji. We własnym dobrze pojętym interesie zaglądam do środka i sprawdzam, czy zleceniobiorca nie wciska mi jakiegoś kitu (albo samych okładek). Zdarzają się sytuacje – jak w przypadku ściany oporowej w Jeżowie – że ten kit można odkryć w ciągu kilku minut. Jeśli ktoś z definicji nie sprawdza przedmiotu umowy (w tym wypadku projektu budowlanego) jest (i będzie) robiony w konia. Wacław Ligęza nie płaci za projekt własnymi pieniędzmi (gdyby płacił własnymi pieniędzmi to niech robi z nimi co chce, może je nawet wydać na same okładki) – płaci pieniędzmi gminnego podatnika. Jego elementarnym obowiązkiem wobec wspólnoty samorządowej (wynikającym ze ślubowanie, które składa) jest sprawdzanie przedmiotu umowy – zanim za niego zapłaci.
Wacław Ligęza zasłania się argumentem, że na wszystkie zlecone roboty budowlane ma „certyfikaty” (?) i „gwarancje” (?). Jak te „certyfikaty” i „gwarancje” egzekwuje widzimy np. przy szkole w Wilczyskach. Opera mydlana z ogrodzeniem ciągnie się już 8 lat – i końca nie widać.
Bardzo dziękuję! To pytanie zadałem w trosce o Czytelników „Gorlic i Okolic”, bo dla mnie ta sprawa była jasna! A zatem! Jak wiadomo ignorantia legis non excusat albo, jak kto woli, ignorantia legis non exculpat, łac. nieznajomość prawa nie jest usprawiedliwieniem, czyli burmistrz Wacław Ligęza nie może się dzisiaj usprawiedliwiać brakami w wykształceniu, bo nagle okazało się, że inż. Olszowski sprzedał mu wybrakowany towar za 47 970,00 złotych brutto publicznych dudków. Na dodatek konsekwencje tego zakupu okazały się groźne w skutkach. Teraz burmistrz Wacław Ligęza powinien ponieść konsekwencje prawno-karne z tytułu niedopełnienia obowiązków służbowych i polityczne, tzn. bezzwłocznie podać się do dymisji.
Także sytuacja projektanta Olszowskiego nie jest wesoła. Przecież inżynier z wielorakimi certyfikatami budowlanymi musiał wiedzieć bardzo dokładnie, że nie może podpisać się pod projektem, w którym trzeba uwzględnić mur oporowy, wymagający uprawnień szczególnych/dodatkowych. Czy to znaczy, że projektant Olszowski wyłudził publiczne pieniądze od Gminy Bobowa? Ja tylko pytam. A skoro pytam, to zadam także kolejne pytanie. A może panowie działali wspólnie i w porozumieniu?
Na szczęście mamy prokuratora Tadeusza Cebo. On takie kwestie rozświetla w 5 minut!
Co to jest projekt budowlany? Projekt budowlany to jest taki sam towar, jak każda inna rzecz kupowana w sklepie – albo na straganie. Gdy zlecamy opracowanie projektu budowlanego i potem za niego płacimy to cóż takiego de facto robimy? Kupujemy rzecz pod nazwą „projekt budowlany”. A co robimy, gdy kupujemy dowolny inny towar, dowolną inną rzecz? Tę rzecz – zanim za nią zapłacimy – uważnie oglądamy, sprawdzamy, przymierzamy etc. Ogólna zasada: nie kupujemy kota w worku. Im droższa rzecz, tym staranniej ją wybieramy i sprawdzamy. Płacąc za projekt budowlany musimy mieć na uwadze, że w tym samym momencie za wielokrotnie większą kwotę „kupujemy” konkretny obiekt budowlany – tenże obiekt ma być przecież wybudowany na podstawie właśnie zakupionego projektu. Jeśli projekt jest wadliwy, to i obiekt będzie wadliwy – a wadliwy obiekt budowlany to jest paskudna czkawka na lata.
Nie wiem, czy Pan pamięta, że w 2018 roku zwrócił się Pan do ówczesnego przewodniczącego rady gminy, niejakiego Tabisia, z takim pytaniem:
Czy Pan Przewodniczący i (lub) członkowie Rady Miejskiej w Bobowej zamierzacie dokonać analizy projektu budowlanego a także dokumentacji budowlanej firmy HAŻBUD Sp. z o.o. w celu ustalenia ewentualnych przyczyn zaistniałej katastrofy budowlanej w Wilczyskach-Jeżowie?
Niejaki Tabiś odpowiedział Panu tak:
„Ani Przewodniczący [czyli tenże Tabiś – wma], ani radni Rady Miejskiej w Bobowej nie zamierzają dokonywać analizy projektu budowlanego, a także dokumentacji budowlanej firmy HAŻBUD Sp. z o.o. ponieważ należy to do kompetencji inżynierów – specjalistów budownictwa i architektury”.
http://gorliceiokolice.eu/2018/08/w-oparach-kpiny-i-absurdu-pismo-przewodniczacego-stanislawa-tabisia-w-sprawie-zdewastowanej-dzialki-w-wilczyskach-i-katastrofy-budowlanej-w-jezowie/odp_st_tabis_2
Co to oznacza? A to, że niejaki Tabiś przyznaje otwartym tekstem, że nawet pobieżne sprawdzenie zwykłego projektu budowlanego, dotyczącego prostego, niekubaturowego obiektu przerasta jego intelektualne możliwości – a także intelektualne możliwości pozostałych „radnych” zebranych w „KWW Wacława Ligęzy”. Jeśli taka rzecz jest dla „radnych” zebranych w „KWW Wacława Ligęzy” za trudna, to na jakiej podstawie ludkowie ci podejmują ważne decyzje dotyczące całej wspólnoty samorządowej, np. na jakiej podstawie zaciągają wielomilionowe finansowe zobowiązania? Odpowiedź jest taka: na żadnej. Ludkowie ci w ogóle nie nie podejmują żadnych decyzji, oni jednogłośnie zatwierdzają wszystkie decyzje podjęte wcześniej przez Wacława Ligęzę. Na tym polega bobowski „samorząd”.
„Radna Pani Teresa Magiera podkreśliła, że mamy ogromne szczęście, że mamy takiego Burmistrza. Ma on bardzo dużo pomysłów (…). Złożyła Burmistrzowi życzenia zdrowia i wielu kolejnych pomysłów. Podkreśliła, że pracuje już 17 lat w Radzie i wydawało się jej, że nie można już wiele więcej zrobić, jednakże Pan Burmistrz ma coraz to nowe pomysły. Zauważyła, że naszą sytuację najlepiej oddają słowa piosenki „Ja to mam szczęście, że w tym momencie żyć nam przyszło w kraju nad Wisłą” (…)” (protokół sesji RM w Bobowej z 17 czerwca 2019 roku).