
Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego w Gorlicach Aleksander Górski ma coraz więcej grzechów na sumieniu. I coraz bogatszą kartotekę na portalu „Gorlice i Okolice” zob. https://gorliceiokolice.eu/tag/aleksander-gorski/. Uważny Czytelnik moich archiwalnych materiałów prasowych dostrzeże, że szef powiatowego nadzoru budowlanego w Gorlicach Aleksander Górski zaistniał, i to bardzo solidnie, już podczas słynnego, a obarczonego przestępstwem samowoli budowlanej, remontu dworu Długoszowskich w Bobowej – zob. https://gorliceiokolice.eu/tag/dwor-dlugoszowskich/. Inspektorską rękę urzędnik Aleksander Górski przyłożył także (oj, przyłożył!) do afery z wodociągiem w Brzanie – zob. https://gorliceiokolice.eu/tag/powiatowy-inspektor-nadzoru-budowlanego-w-gorlicach/. Ostatnio pojawiły się kolejne urzędnicze kłopoty inspektora Aleksandra Górskiego (także z blokadą dostępu do informacji publicznej). Wystarczy zapoznać się z dokumentacja dotyczącą afery „katastrofalnego ogrodzenia” w Wilczyskach – zob. https://gorliceiokolice.eu/tag/plot/. Na koniec tej krótkiej podróży po „wpadkach i wypadkach” urzędnika Aleksandra Górskiego wypada wyrazić zdumienie, że w sprawie afery basenowej w Wysowej – zob. https://gorliceiokolice.eu/tag/afera-basenowa/, prokurator Tadeusz Cebo nie wezwał jeszcze urzędnika Aleksandra Górskiego, dość – trzeba przyznać –pechowego jednak inspektora nadzoru budowlanego w Gorlicach, do złożenia zeznań w tzw. przedmiotowej sprawie (na razie w charakterze świadka, a co dalej nie wiadomo). Bo można odnieść wrażenie, że stropy w budowli Parku Wodnego w Wysowej już tak się ugięły (dosłownie i w przenośni), że aż trudno uwierzyć, że jeszcze się inspektorowi Aleksandrowi Górskiemu na głowę nie zwaliły. Prokurator Tadeusz Cebo chyba czeka aż do tego dojdzie i już nie będzie co zbierać, a i udowodnić wtedy nic się nie da, bo gruz i cementowy pył przykryją wszystko grubą warstwą pożądanej tajemnicy!
I tyle tytułem bardzo wstępnych podsumowań, dotyczących chwalebnych działań urzędnika Aleksandra Górskiego na niwie powiatowego nadzoru budowlanego. Jak Pan Bóg pozwoli, to może przyjdzie jeszcze kiedyś dokonać skrupulatniejszych rozliczeń. Jednak te – dotychczas poczynione – pozwalają stwierdzić, że urzędnik Aleksander Górski już dawno powinien być odesłany z pełnionej funkcji, dyscyplinarnie (albo i karnie), na zieloną trawkę, a przynajmniej tam, gdzie nie trzeba nic nadzorować w sprawach szeroko pojętego budownictwa i można zająć się nadzorowaniem wyłącznie samego siebie!
A teraz do rzeczy! Jak wiadomo życie jest bardzo dynamiczne i każdego dnia przynosi kolejne rewelacje i kartoteka urzędnika Aleksandra Górskiego pęcznieje. Oto kolejne dokumenty, które zostały zaksięgowane w archiwum „X”, czyli w archiwum portalu „Gorlice i Okolice”. Na razie wracamy do sprawy afery „katastrofalnego ogrodzenia” w Wilczyskach. A o bezkompromisowym udziale urzędu Aleksandra Górskiego w aferze basenowej już niedługo!
A więc do dzieła!
Oto moje pismo z 14 sierpnia 2019 roku:
Wysłałem i czekałem, bo jak wiadomo Kodeks postępowania administracyjnego daje urzędowi miesiąc czasu na udzielenie odpowiedzi na takie jak moje pismo. Mijały kolejne dni i tygodnie a kiedy obudziłem się rankiem 18 września 2019 roku i stwierdziłem, że czas oczekiwania i moja cierpliwość już się skończyły, wystosowałem skargę do Małopolskiego Inspektora Nadzoru Budowlanego w Krakowie następującej treści:
(Pod ww. pismem widnieje błędny zapis daty nadania: „18 sierpnia 2019 r.” (to tzw. błąd pisarski). W rzeczywistości pismo zostało wysłane 18 września 2019 r. o godzinie 10.14, co jest uwidocznione w prawym górnym rogu zrzutu ekranowego mojej skrzynki pocztowej pow1@o2.pl)
No i jak wysłałem ww. skargę do MWINB w Krakowie, to cierpliwie czekałem na odpowiedź od MWINB z Krakowa. Odpowiedź nie nadchodziła, ale nie niepokoiłem się, bo termin na udzielenie odpowiedzi upływał dopiero 18 października 2019 roku.
Jak już napisałem wcześniej, życie jest zawsze dynamiczne i przynosi rozliczne niespodzianki. Tym razem doręczycielem niespodzianki był nasz przemiły listonosz z UP w Bobowej, który w piątek (04.10.2019 r.) dostarczył na mój adres pocztowy taki oto dokument, datowany dnia 3 października 2019 r. (nadawca: Aleksander Górski, powiatowy inspektor nadzoru budowlanego w Gorlicach): 

Przeczytałem i zdębiałem. Od kłamstw i urzędowych matactw aż zaroiło się w nadesłanym przez urzędnika Aleksandra Górskiego dokumencie.
Po pierwsze, moje pismo z 14 sierpnia 2019 roku nie było skargą w rozumieniu Kodeksu postępowania administracyjnego. Z formalno-prawnego i faktycznego punktu widzenia nie byłem stroną postępowania administracyjnego, które prowadził urząd PINB w Gorlicach w sprawie „katastrofalnego ogrodzenia” i nie mogłem zaskarżyć decyzji administracyjnej wydanej 12 sierpnia 2019 roku. A już na pewno nie mogłem zaskarżyć tej decyzji do organu, który tę decyzję wydał. Jeśli w ogóle, to mógłbym zaskarżyć tę decyzję do organu nadrzędnego, tj. do MWINB w Krakowie, a przecież tego nie zrobiłem. Urzędnik Aleksander Górski utracił kontakt z rzeczywistością? Zaćmiło go, „czy ki pieron”? Ha, ha, ha, urzędnik Górski przekroczył służbowe uprawnienia, bo wymyślił sobie, że będzie rozpatrywał skargę (której na dodatek nie było) na samego siebie. Takich cudów, to nawet III RP jeszcze nie wymyśliła!
Po drugie, moje pismo z 14 sierpnia 2019 roku było wnioskiem „o zapoznanie się z materiałem prasowym – zob. https://gorliceiokolice.eu/2019/08/ogrodzenie-w-wilczyskach-i-ekspertyza/ a także z pozostałymi artykułami na temat „katastrofalnego ogrodzenia” w Wilczyskach, które zostały opublikowane na portalu „Gorlice i Okolice” – zob. https://gorliceiokolice.eu/tag/plot/“.
Po trzecie, moje pismo z 14 sierpnia 2019 roku było zwykłym apelem do inspektora Aleksandra Górskiego, który wyraziłem tak: „Niniejszym apeluję do Pana, żeby nie wahał się Pan uchylić wydanej przez siebie decyzji administracyjnej. Naprawdę nietrudno sobie wyobrazić, że w bliższej lub dalszej przyszłości ogrodzenie przed ZS-P w Wilczyskach będzie ulegało dalszej destrukcji. Nietrudno sobie także wyobrazić, że taka destrukcja może mieć charakter gwałtowny i może zagrozić zdrowiu a nawet życiu dzieci (i nie tylko), uczęszczających do szkoły w Wilczyskach”.
Po czwarte, nie bardzo rozumiem rozważań urzędnika Aleksandra Górskiego, dotyczących pism wniesionych drogą elektroniczną, podpisów elektronicznych i tym podobnych szczegółów, o których w pocie czoła urzędnik Aleksander Górski raczył mnie poinformować. Mój wniosek z 14 sierpnia 2019 roku spełniał wszystkie formalne wymagania, żeby na ten wniosek odpowiedzieć. Wiadomo było z jakiego adresu zostało pismo nadane, wiadomo przez kogo, bo było podpisane (plus adres pocztowy), a jak widać urzędnik Aleksander Górski nie miał problemu z identyfikacją nadawcy, bo wystosował na podany adres nadawcy tzw. Zawiadomienie w dniu 3 października 2019 roku. Kwalifikowany podpis elektroniczny nie jest Maciejowi Rysiewiczowi do niczego potrzebny, czego dowodzą stosy korespondencji urzędowej, dotychczas ujawnione na portalu „Gorlice i Okolice”. I jeszcze jedna ciekawa uwaga. Wielokrotnie kierowałem pisma drogą elektroniczną do PINB w Gorlicach na adres – zob. pinbgorlice@op.pl, po czym PINB w Gorlicach na te pisma elektroniczne odpowiadał (na mój adres pow1@o2.pl)! Aż tu nagle ten PINB w Gorlicach stwierdza, że adres – zob. pinbgorlice@op.pl, „nie stanowi elektronicznej skrzynki podawczej organu administracji publicznej”! Czy urzędnik Aleksander Górski dał mi do zrozumienia, że na moje pisma wysyłane na adres pinbgorlice@op.pl może sobie nie odpowiadać? Wolne żarty! Obywatelowi i dziennikarzowi Maciejowi Rysiewiczowi żaden „ePUAP” nie jest potrzebny do szczęścia. Wystarczy zobaczyć, co na ten temat mówi w Biuletynie Informacji Publicznej sam urząd Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego w Gorlicach:
Jedyna niedogodność, jaka może obywatela i dziennikarza Macieja Rysiewicza spotkać po wysłaniu pisma na adres pinbgorlice@op.pl, to brak potwierdzenia odbioru takiego pisma. Ale przecież to jest detal, a mnie to nie przeszkadza. Internet w zasadzie działa. Pisma docierają; w przeciwnym razie urzędnik Aleksander Górski zamilkłby na amen, a przecież urzędnik Aleksander Górski milczy tylko od czasu do czasu, gdy spóźnia się z udzieleniem odpowiedzi urzędowej!
A teraz po piąte i najważniejsze! Jak widać urzędnik Aleksander Górski, w piśmie z dnia 3 października 2019 roku, odpowiedział na apel dziennikarza i obywatela Macieja Rysiewicza negatywnie pod każdym względem. Można także odnieść wrażenie, że nie zapoznał się dość wnikliwie z materiałami prasowymi na temat „katastrofalnego ogrodzenia” (do czego był zobowiązany). A jeśli w ogóle się zapoznał, to nie raczył podjąć, w sprawie argumentów i faktów w tych materiałach przedstawionych, żadnej merytorycznej polemiki. Wystarczyło mu powiedzieć, że ekspertyza (inż. Wacława Porębskiego – przyp. M.R.) nie potwierdziła „przypuszczeń” Macieja Rysiewicza.
Kawalarz z tego urzędnika a powiatowego inspektora nadzoru budowlanego! Dowody i dokumenty okazane na portalu „Gorlice i Okolice” nazwał przypuszczeniami. Koń by się uśmiał! Komenator „wma” nie raz „dołożył do pieca” urzędnikowi Górskiemu, ale to są takie tam przypuszczenia.
Ale ja, w związku z tym oświadczam, że dołączył pan, panie urzędniku Górski, do towarzystwa łgarstwa i krętactwa, które w sprawie „katastrofalnego ogrodzenia” powstało pod auspicjami włodarza z Bobowej. To duża już grupa ludzi, bo to i budowlańcy, i samorządowcy, ale trzy nazwiska trzeba koniecznie jeszcze raz przywołać. To: BURMISTRZ WACŁAW LIGĘZA, PROKURATOR ŁUKASZ BRYTAN I INSPEKTOR ALEKSANDER GÓRSKI! Doborowe towarzystwo, którego zasług, dla bezpieczeństwa publicznego i przestrzegania prawa, wprost trudno przecenić.
Na koniec! To już tylko drobnostka, ale pewnie już niedługo dowiemy się, jak do tego doszło, że najpierw urzędnik Aleksander Górski nie dotrzymał terminów administracyjnych, dotyczących udzielenia odpowiedzi na moje pismo wnioskowe z 14 sierpnia 2019 roku? Chyba MWINB w Krakowie, gdy przeczytał moja skargę z dnia 18 września 2019 roku, to zatelefonował do urzędnika Aleksandra Górskiego i szepnął mu na ucho, żeby jednak udzielił jakiejkolwiek urzędowej odpowiedzi. A urzędnik Aleksander Górski grzecznie polecenie służbowe wykonał i wydusił z siebie garść bredni. A teraz MWINB w Krakowie już niedługo napisze, że w zasadzie nic się nie stało, przecież PINB w Gorlicach odpowiedział na pismo. Takie tam drobne spóźnienie! A może…, a może nawet okaże się, że wszystko było w porządku, tylko sprawa była skomplikowana.
Państwo urzędników i funkcjonariuszy publicznych, należące tymczasem do Wacława Ligęzy, Łukasza Brytana i Aleksandra Górskiego nadaje się tylko do zaorania! O czym z obowiązku dziennikarskiego zmuszony jestem donieść!
Więcej na ten sam temat – zob. https://gorliceiokolice.eu/tag/plot/
Z OSTATNIEJ CHWILI
Już po opublikowaniu powyższego materiału prasowego, wczoraj po południu, 7 października 2019 roku, otrzymałem z biura Małopolskiego Wojewódzkiego Inspektora Nadzoru Budowlanego pismo, które rzuca snop światła na ciemne strony misji urzędnika Aleksandra Górskiego. Jak widać poniżej urzędnik Aleksander Górski został nieco „wyprostowany” przez zwierzchnika w dniu 1 października 2019 roku i dlatego postanowił wreszcie, tj. 3 października 2019 roku, zareagować na mój przeterminowany wniosek z 14 sierpnia 2019 roku. Wyszło gorzej niż „średnio na jeża”, ale urzędnik Aleksander Górski będzie teraz wszem i wobec opowiadał, że spóźnił się tylko kilka chwil. O kompromitującej jakości pisma z 3 października 2019 roku urzędnik Górski postara się szybko zapomnieć. Zwłaszcza, że chylące się ku upadkowi stropy w Parku Wodnym w Wysowej zmuszają do podjęcia dodatkowych działań maskujących!
Oto pismo MWINB w Krakowie do PINB w Gorlicach z 1 października 2019 roku, przekazane Maciejowi Rysiewiczowi do wiadomości:







Pan Górski pisze tak:
„Natomiast ekspertyza stanowiąca podstawę do jej wydania nie potwierdziła Pana przypuszczeń (…)” – to „jej” oznacza decyzję nr PINB.5162.15.2019 z 12 sierpnia 2019 roku.
Pan Górski – jak zwykle – się myli. To „ekspertyza” opracowana przez p. Porębskiego (na obstalunek Wacława Ligęzy) jest oparta na przypuszczeniach p. Porębskiego (a może podpowiedziach weterynarza Wacława Ligęzy?) – natomiast to, co ja napisałem – że ogrodzenie wykonano niezgodnie z projektem (skądinąd wadliwym), niezgodnie ze sztuką budowlaną i niezgodnie z zaleceniami producenta prefabrykatów – jest ścisłym opisem stanu faktycznego. Wymiana paneli ogrodzeniowych istotnie spowoduje zmniejszenie parcia wiatru na słupki – nie zmienia to jednak faktu, że ogrodzenie (słupki i fundament pod słupkami i cokołem) jest nieprawidłowo posadowione i że nie zostało zazbrojone. Ogrodzenie to będzie w następnych latach pękać i stopniowo się rozsypywać (niewykluczone, że w sposób widowiskowy).