
Sylwester Adamczyk z Nowego Sącza nie miał dobrych wiadomości dla Józefa Kantora, bo mieć nie mógł. Historycy, którzy od lat badają esbeckie archiwa zgromadzone w IPN nie pozostawiają dzisiaj byłym Tajnym Współpracownikom SB złudzeń. Fałszowanie przez esbeków akt TW, a tym bardziej tworzenie fikcyjnych akt, nie było praktykowane. Warto na potwierdzenie tych słów zapoznać się np. z takim materiałem prasowym – zob. https://dzieje.pl/aktualnosci/dr-tadeusz-rutkowski-falszowanie-akt-wspolpracy-z-sb-bylo-bardzo-trudne. Takich profesjonalnych relacji i oświadczeń można znaleźć w Internecie więcej, dlatego wątek, który Józef Kantor zawarł w słowach:
Oświadczam stanowczo, że nigdy i w żadnej formie nie podejmowałem jakiejkolwiek współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa PRL, a zarejestrowanie mnie jako kandydata na TW, czy też TW, o ile nastąpiło, zostało dokonane bez mojej wiedzy i zgody,
pozostawię już bez dalszego komentarza.
Inna sprawa wydaje mi się, w obliczu powyższego oświadczenie Józefa Kantora, bardzo ważna. Bo jak wiemy, papier jest cierpliwy i Józef Kantor, dzisiaj p.o. dyrektora CKiPGB, może do końca świata twierdzić, że „nieprawda jest albowiem nieprawdą jest” i że wiecie-rozumiecie ta esbecja, to bez mojej wiedzy i zgody i że to takie gry i zabawy operacyjne.
Tylko, że mleko się rozlało i dokumenty leżą na stole, a Józef Kantor kieruje dzisiaj w Bobowej instytucją kultury i dziedzictwa narodowego.
Do czego zmierzam?
Otóż po ujawnieniu dokumentów pozyskanych w IPN przez Sylwestra Adamczyka z Nowego Sącza nie wystarczy powiedzieć, „że nigdy i w żadnej formie nie podejmowałem jakiejkolwiek współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa PRL, a zarejestrowanie mnie jako kandydata na TW, czy też TW, o ile nastąpiło, zostało dokonane bez mojej wiedzy i zgody”.
Bo to są tylko słowa. A Józef Kantor nie przedstawił jakichkolwiek dowodów na potwierdzenie tych słów. Nie da się tej sprawy tak po prostu zamknąć, że „nieprawdą jest albowiem nieprawdą jest”.
Józef Kantor bardzo źle zaczął swoje urzędowanie w Bobowej. Odmówił udzielenia wywiadu mojemu portalowi i nic nie wiemy, na przykład, kto zaprotegował (jeśli zaprotegował) Józefa Kantora na stanowisko w CKiPGB. Milczał na ten temat burmistrz Wacław Ligęza, a ja nie miałem sposobności zaczerpnąć wiadomości u źródła. Nie znamy także szczegółów zwolnienia Józefa Kantora z pracy w Urzędzie Miasta w Nowym Sączu. Teraz objawiły się strukturalnie kompromitujące Józefa Kantora dokumenty z IPN. A przecież Józef Kantor ma przewodzić bobowskiej instytucji kultury, której delikatnej specyfiki, mam nadzieję, że nie muszę dodatkowo uzasadniać i opisywać.
Józef Kantor musi zdawać sobie sprawę, że teraz musi udowodnić, że powiedział w „Sprostowaniu…” – zob. https://gorliceiokolice.eu/2019/08/sprostowanie-nadeslane-przez-p-o-dyrektora-ckipgb-jozefa-kantora-do-artykulu-z-dnia-19-sierpnia-2019-roku-pt-wedlug-dokumentow-znajdujacych-sie-w-instytucie-pamieci-narodowej-peln/, całą prawdę i tylko prawdę.
A do czasu przedstawienia niepodważalnych dowodów, dotyczących słów wypowiedzianych w „Sprostowaniu…”, Józef Kantor musi złożyć dymisję z zajmowanego stanowiska w CKiPGB. Tego po prostu wymaga zwykła ludzka uczciwość, o której Józef Kantor także napomknął w swoim sprostowaniu!
Więcej na ten sam temat – zob. https://gorliceiokolice.eu/tag/jozef-kantor/.


Ale bobowskiemu burmistrzowi to nie przeszkadza..
Bo jeżeli by mu zależało to natychmiast by p. Kantora zawiesił by w czynnościach..
Przynajmniej do czasu wyjaśnienia…
Ale co tu wyjaśniać?
Czarne jest czarne a białe jest białe..
I tyle..
Bobowskie centrum kultury nie ma szczęścia do dyrektorów, po odejściu Kroka.