
Gmina Bobowa nie może wprost opędzić się od afer. Wczoraj na łamach „Gazety Krakowskiej” ukazał się materiał prasowy o prawdopodobnym skażeniu gleby toksycznymi substancjami na jednej z prywatnych działek w Jankowej – zob. https://gazetakrakowska.pl/w-jankowej-ktos-ukryl-toksyczne-odpady-wszystko-moze-wplynac-do-rzeki-bialej-zdjecia/ar/c1-14276203. Jak widać sprawa jest rozwojowa, bo i prokuratura zaczęła działać, i nowosądecka Delegatura Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska. To dobrze. Trucicieli i niszczycieli środowiska naturalnego trzeba wypalać gorącym żelazem, ale wszystkich, a nie tylko wybranych. Dlatego pozwolę sobie z przekąsem napisać, że władze ruszyły do tak zdecydowanych działań, bo w aferę nie są zamieszane „białe samorządowe kołnierzyki”. Można swobodnie rozwinąć skrzydła. Niech „organy” działają, może w niedalekiej przyszłości dowiemy się, kto truł (albo kto szczuł) „i co było grane”. Kto to wie?
W materiale prasowym dziennikarki Agnieszki Nigbor-Chmury, moją uwagę zwróciła także wypowiedź burmistrza Wacława Ligęzy, który wprost zatrząsł się z oburzenia w rozmowie z „Gazeta Krakowską” w związku z „toksycznymi” wypadkami w Jankowej. Oto fragmenty artykułu kipiące oburzeniem bobowskiego włodarza:
Wacław Ligęza, burmistrz Bobowej sytuacją jest oburzony: – Od lat wydajemy miliony złotych na ochronę środowiska, dbając o czystość gleby i wód. Wybudowaliśmy przecież dziesiątki kilometrów sieci kanalizacyjnej. A tu na prywatnej działce, ktoś magazynuje przetworzone odpady, stwarzając zagrożenie.
Jak wynika dalej z treści artykułu burmistrz Wacław Ligęza nie omieszkał przekazać dziennikarce „GK” bardzo istotnych informacji, dotyczących bezkompromisowych działań w sprawie jankowskiej afery, bo dowiedzieliśmy się, że:
Sprawę gmina zgłosiła na policję i do WIOŚ i cały czas ją monitoruje. Wdrożona została również procedura administracyjna. To na jej podstawie gmina będzie wnioskować do właściciela działki o usunięcie niebezpiecznych dla środowiska i zdrowia ludzkiego odpadów. Co ciekawe, poza tym, że magazynowane odpady złożone zostały na działce prywatnej, położnej na terenach zalewowych, to jest to jeszcze obszar Natury 2000.
I skoro temat obszaru Natura 2000 został już odkryty, to oburzony, bezkompromisowy burmistrz Wacław Ligęza stwierdza:
– Wszystko to, co znajduje się wzdłuż rzeki Białej w dół i w górę od Bobowej, to obszar chroniony – dodaje burmistrz.
„Ekologicznemu” burmistrzowi Wacławowi Ligęzie wypada odświeżyć pamięć i przypomnieć, jak potrafi dbać o czystość gleby i wód, i o obszar chroniony, który nazwano „Natura 2000”.
AFERA GNOJOWA
W maju 2016 roku wybuchła na działkach należących do GZGK sp. z o.o. w Wilczyskach tzw. afera gnojowa. Pod „ekologicznym” okiem burmistrza Wacława Ligęzy zdeponowano na obszarze Natura 2000 kilkadziesiąt ton odpadów biologicznych (w tym martwych kur)
i nie pamiętam, żeby burmistrz Wacław Ligęza lub jego urzędnicy zawiadamiali policję i prokuraturę w tej sprawie. Trzeba powiedzieć, że raczej zajmowali się tuszowaniem tej afery. Moje śledztwo dziennikarskie przedstawiło niezbite dowody na wielowątkowe kłamstwa i matactwa, których dopuściła się „władza ludowa” z Bobowej i z Gorlic w tej sprawie. A korupcyjnego wątku w tej historii prokuratura nie raczyła oczywiście zauważyć! Kto chce może przypomnieć sobie te wypadki – zob.
https://gorliceiokolice.eu/2016/05/afera-gnojowa-w-gminie-bobowa/,
Artykułów na ten temat było więcej. Pozostałe materiały prasowe można znaleźć pod zbiorczym linkiem – zob. https://gorliceiokolice.eu/tag/gzgk-sp-z-o-o/. Aaa… i jeszcze jedno; „Gazety Krakowskiej” przy aferze gnojowej nie było!
FEKALIA W STRÓŻNIANCE
Spróbujmy przypomnieć „ekologicznemu” burmistrzowi Wacławowi Ligęzie kolejne wydarzenia i niezwykłą dbałość władz Gminy Bobowa o czystość wód. W marcu 2017 roku wybuchła „śmierdząca sprawa w Stróżnej” – zob. https://gorliceiokolice.eu/2017/03/7921/. Kto nie wierzy powinien przeczytać ten materiał prasowy – zob. https://gorliceiokolice.eu/2017/04/a-smrod-z-szamba-w-stroznej-dociera-juz-do-urzedu-miejskiego-w-bobowej/ i kolejne artykuły na ten temat zebrane pod linkiem – zob. https://gorliceiokolice.eu/tag/strozna/.
Szkolne szambo pompowano do potoku Stróżnianka (nieczystości spływały oczywiście dalej do Białej) a „ekologiczna” władza „na Bobowej”, jak sprawa wyszła na jaw, to zabrała się, starym dobrym obyczajem, do… mataczenia, działając w tym dziele wespół w zespół z Prokuraturą Rejonową w Gorlicach – zob. https://gorliceiokolice.eu/2017/11/zamiatanie-pod-dywan-trwa-prokuratura-rejonowa-w-gorlicach-umorzylo-sledztwo-w-sprawie-zanieczyszczenia-stroznianki/.
[Na zdjęciu śnięte ryby w rzece Białej. Zdjęcie zostało wykonane przy okazji innego zatrucia, ale doskonale ilustruje co dzieje się w ekosystemie, gdy rybom brakuje tlenu. A brakuje tlenu głównie przy okazji biologicznych zatruć wody.]
BAKTERIE KAŁOWE W WODOCIĄGU W BOBOWEJ
Teraz kolejny śmierdzący skandal. Bakterie kałowe w wodociągu Gminy Bobowa? Proszę bardzo, rano w południe i wieczorem… do wyboru do koloru w kwietniu 2017 roku – zob. https://gorliceiokolice.eu/2017/05/bakterie-kalowe-clostridium-perfringens-i-burmistrz-waclaw-ligeza/.
Oto krótki fragment z powyższego artykułu:
Co najmniej od 24 kwietnia 2017 roku aż do 5 maja 2017 roku woda w sieci wodociągu zbiorowego zaopatrzenia dostarczana mieszkańcom Bobowej i Siedlisk przez Gminną Jednostkę Usług Komunalnych w Bobowej nie nadawała się do spożycia. Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny w Gorlicach stwierdził w wodzie obecność bakterii kałowych Clostridium perfringens. Mieszkańcy Bobowej zostali o tym fakcie powiadomieni jednak dopiero 26 kwietnia 2017 roku i tego dnia podstawiono także 2 beczkowozy z wodą zdatną do spożycia. Od stwierdzenia bakterii kałowych w wodzie do poinformowania obywateli o tym fakcie minęły zatem długie dwa dni. Popili sobie wyborcy burmistrza Wacława Ligęzy świeżej, krystalicznie czystej wody, oj popili.
Jak widać „ekologiczny” burmistrz Wacław Ligęza nie tylko dba o czystość gleby i wód, ale przede wszystkim o zdrowie obywateli gminy Bobowa. I zrobił wiele, żeby dogodzić bakteriami kałowymi obywatelom gminy Bobowa. W tej sprawie prokuratora nie było, bo niby kto miał zmobilizować prokuratora, jak prokurator nie czyta portalu „Gorlice i Okolice”?
BAKTERIE COLI I ENTEROKOKI DLA DWÓCH RODZIN Z JANKOWEJ GRATIS
Zresztą z bakteriami kałowymi burmistrz Wacław Ligęza ma nieliche doświadczenie. Jak wiadomo, jakiś czas temu, wraz ze swoimi urzędnikami Renatą Ziomek i Grzegorzem Janotą, obdarował nimi rodziny Gawlików i Wojtaczków w Jankowej i na dodatek nic im o tym nie powiedział.
Sprytny gość z tego burmistrza! Ta historia powinna była zaprowadzić bobowskiego samorządowca i urzędników Gminy Bobowa na ławę oskarżonych. Dzisiaj pozostało po tych haniebnych wydarzeniach tylko wspomnienie i dowody rzeczowe utrwalone w materiałach prasowych – zob. https://gorliceiokolice.eu/2016/11/bakterie-coli-i-enterokoki-dla-rodziny-gawlikow-i-rodziny-w-kolejne-dowody-na-przestepcza-dzialalnosc-burmistrza-waclawa-ligezy-i-urzednikow-renaty-ziomek-i-grzegorza-janoty/.
Może jeszcze przypomnę, że w tej sprawie „Gazeta Krakowska” także nie interweniowała. Jaka szkoda. I było, i jest, jak w wierszyku Jana Brzechwy:
Proszę państwa, oto miś.
Miś jest bardzo grzeczny dziś,
Chętnie państwu łapę poda.
Nie chce podać? A to szkoda.
Dziennikarze Agnieszka Nigbor-Chmura i Lech Klimek, jak prokurator Tadeusz Cebo, też nie czytają portalu „Gorlice i Okolice”. Kto by tam czytał takie badziewie!
Na koniec napiszę, że w sprawie „wody życia” z bakteriami coli i enterokokami dla Gawlików i Wojtaczków przestępczy sojusz władzy samorządowej z Prokuraturą Rejonową w Gorlicach także powinien znaleźć swój finał przed sądem. Udało się jednak i tę aferę, z zagrożeniem dla zdrowia i życia obywateli w tle, pozamiatać pod bobowski dywan! Milczenie „Gazety Krakowskiej” pomogło, oj pomogło!
PADLINA, WYSYPISKA ŚMIECI I POŻARY
W obliczu przytoczonych przykładów wysypiska śmieci, składowiska padliny, podpalenia i grabież żwiru na działkach należących do GZGK sp. z o.o. Gminy Bobowa, nadzorowanego przez „ekologicznego” burmistrza Wacława „Natura 2000” Ligęzę, to doprawdy bułka z masłem, może trochę zjełczałym, ale ciągle jadalnym. Wystarczy przypomnieć sobie tylko taki materiał prasowy – zob. https://gorliceiokolice.eu/2018/04/burmistrzu-ligeza-znak-10-ton-straszy-przestepcow-po-nocach-zalew-i-rowery-wodne-przeminely-z-klamstwem-w-dzialce-i-zwirowisku-utopione-setki-tysiecy-publicznych-zlotych-po-afe/.
EPILOG
Jak widać burmistrz Wacław Ligęza jest niezniszczalny. Żadne bakterie coli i enterokoki nie są mu straszne, o zjełczałym maśle nie wspominając. Dzisiaj przechadza się dumnie od katastrofy budowlanej w Jeżowie do „katastrofalnego ogrodzenia” w Wilczyskach i z dziennikarzami „Gazety Krakowskiej” walczy o czystość gleby, wód, ratuje obszar Natura 2000 i… działa z sukcesami na niwie Klastra Energii „Biała-Ropa”. No, ale o tym „energetycznym”, pod każdym względem, klastrze, to już opowiem innym razem!
Od redakcji! Na zdjęciu tytułowym zwały odpadów biologicznych (kurzeniec) na działkach GZGK sp. z o.o. Gminy Bobowa składowane w 2016 roku w Wilczyskach na obszarze objętym ochroną programu Natura 2000.








Jeśli to znana firma z Korzennej wywoziła te odpady, to być może mamy do czynienia z kolejną odsłoną afery opisanej tutaj: http://www.detektywkoczanowski.pl/aktualnosci/50-detektyw-koczanowski-i-interwencja-polsat
Przeczytałem ten podlinkowany materiał. Skąd domniemanie, że firma z Korzennej zamieszana jest w ten proceder?