
Burmistrz Wacław Ligęza na posiedzeniu Rady Miejskiej 3 grudnia 2018 roku wybełkotał:
Dlatego, dlatego… yyy… myślę, że w stosownym czasie albo ta osoba… albo te osoby, które wokół tej sprawy tyle zamieszania wywołują to sami to w jakichś sposób przedstawią.
Spełniam życzenie burmistrza Ligęzy i przedstawiam kolejne dokumenty, które docierają do mnie w sprawie afery osuwiskowej.
Mój wniosek brzmiał tak:
ZDW w Krakowie. Szanowny Pan Roman Leśniak!
W nawiązaniu do dokumentów przesłanych przez UM w Bobowej i opublikowanych w artykule, zob. https://gorliceiokolice.eu/2018/12/katastrofa-budowlana-w-jezowie-najnowsze-szczegoly-z-frontu-zamiatania-afery-osuwiskowej-pod-dywan/, na podstawie art. 2 ust.1 ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej (Dz. U. Nr 112 poz. 1198 z późn. zmianami) zwracam się z wnioskiem o udostępnienie następującej informacji publicznej:
- Pełnej dokumentacji urzędowej wytworzonej przez inspektora nadzoru inwestorskiego inż. Agatę Mężyk, w tym wszystkich wpisów i adnotacji inż. Agaty Mężyk w tzw. Dzienniku Budowy w toku realizacji inwestycji, zob. http://www.bobowa.pl/blog/2014/07/25/budowa-chodnika-dla-pieszych-w-ciagu-drogi-wojewodzkiej-nr-981-odcinek-050-km-0101-km-2536-w-miejscowosci-wilczyska-wraz-z-kanalizacja-deszczowa-etap-ii-km-0101-1722-strona-prawa-dlugosc-16/20670.
- Umowy lub innych dokumentów, wystawionych przez ZDW w Krakowie lub inne uprawnione instytucje, na podstawie której/których inż. Agata Mężyk pełniła funkcje inspektora nadzoru inwestorskiego lub jakiekolwiek inne funkcje/zadania (podać jakie i na jakiej podstawie formalnej wydane) na ww. budowie.
- Pisma – odpowiedzi MWINB w Krakowie na wniosek ZDW w Krakowie do MWINB w Krakowie z dnia 18 czerwca 2018 r. o uchylenie postanowienia nr 392/2018 z dnia 29.05.2018 r. znak: WIB.775.1.2018.MKLO.
Oto pismo przewodnie Pana Romana Leśniaka z Zarządu Dróg Wojewódzkich w Krakowie nadesłane w odpowiedzi na powyższy wniosek:
A teraz clou całego przedstawienia, czyli wpisy inż. Agaty Mężyk i Bolesława Halucha w Dzienniku Budowy:
Jeśli to wszystkie dokumenty, wytworzone przez wyżej wspomnianych, w sprawie muru oporowego w Jeżowie, zbudowanego przez firmę HAŻBUD, to… ja właściwie nie mam chyba nic więcej do dodania.
Tragicznie i symbolicznie brzmi zdanie zapisane w Dzienniku Budowy w dniu 28 listopada 2014 roku przez inż. Agatę Mężyk:
POTWIERDZAM GOTOWOŚĆ OBIEKTU DO ODBIORU
A jako laik, ale laik przerażony, czekam na komentarz „wma”.







Komentarz (i to obszerny) na pewno będzie, będzie także propozycja następnego ruchu w tej sprawie – ale nie dziś (pracuję teraz na mój chleb powszedni i nie mam daru podzielnej uwagi).
Przeczytałem te 4 kartki z dziennika budowy.
26 września 2014 roku kierownik budowy pisze m. in. o „robotach przygotowawczych pod wykonanie ściany oporowej”, 29 września 2014 roku (3 dni później) na budowie pojawia się inspektor nadzoru – mamy wpis „kontrola budowy” (o ścianie oporowej ani słowa). 1 października 2014 roku kierownik budowy pisze m. in.: „wykonanie ściany oporowej”, 6 października 2014 roku (5 dni później) na budowie pojawia się inspektor nadzoru – mamy wpis o treści „kontrola budowy” (o ścianie oporowej ani słowa). Kilka kolejnych wpisów i 28 listopada 2014 roku kierownik budowy zgłasza do odbioru końcowego całość robót (pisze, że wykonał je „wg projektu”), w tym samym dniu inspektor nadzoru pisze tak: „Potwierdzam gotowość obiektu do odbioru”.
Co to wszytko znaczy? A to, że inspektor nadzoru w ogóle nie zainteresował się tym, w jaki sposób (i z czego) wykonana została ściana oporowa (przypuszczam, że nawet nie zajrzał do projektu). Wiadomo, że kierownik budowy nie wykonał ściany oporowej zgodnie z projektem budowlanym (z tej prostej przyczyny, że w projekcie budowlanym opracowanym przez p. Olszowskiego nie ma żadnych danych nt. zbrojenia tego elementu – nie ma rysunku, nie ma wykazu stali).
Taka sytuacja jest opisana w ustawie prawo budowlane:
„Odpowiedzialności zawodowej w budownictwie podlegają osoby wykonujące samodzielne funkcje techniczne w budownictwie, które: (…) 3) wskutek rażących błędów lub zaniedbań, spowodowały zagrożenie życia lub zdrowia ludzi, bezpieczeństwa mienia lub środowiska albo znaczne szkody materialne; 4) nie spełniają lub spełniają niedbale swoje obowiązki (…)”.
Chodzi tutaj o odpowiedzialność zawodową – nie karną (od odpowiedzialności karnej jest gorlicki prokurator).
Proponuję Panu, żeby Pan złożył wniosek do rzecznika odpowiedzialności zawodowej w Małopolskiej Okręgowej Izbie Inżynierów Budownictwa. Jeśli ktoś Pana zapyta dlaczego Pan to robi, jaki ma Pan interes prawny, to niech Pan odpowie, że robi to Pan jako mieszkaniec gminy Bobowa i gminny podatnik (który nolens volens sfinansował tę nieszczęsną ścianę oporową) – w zastępstwie Wacława Ligęzy, który zapadł już w sen zimowy (a wcześniej przez ponad rok dłubał w nosie).
Jeśli chodzi w Wacława Ligęzę, to napiszę później osobny komentarz.
Wniosek do rzecznika odpowiedzialności zawodowej w Małopolskiej Okręgowej Izbie Inżynierów Budownictwa może wyglądać tak (proszę wkleić odpowiednie linki, sprawdzić czy się otwierają):
Wniosek o wszczęcie postępowanie wyjaśniającego w sprawie odpowiedzialności zawodowej w budownictwie
W roku 2017 w Wilczyskach (gmina Bobowa, powiat Gorlice, województwo małopolskie) na skutek utraty stateczności i/lub destrukcji żelbetowych elementów, z których wykonano ścianę oporową przy jednym z przystanków autobusowych doszło do znacznego uszkodzenia korpusu drogi wojewódzkiej nr 981. Ścianę oporową wykonała firma Hażbud sp. z o. o., inwestorem była gmina Bobowa, do utraty stateczności i/lub destrukcji żelbetowych elementów doszło po 3 latach od końcowego odbioru robót. MWINB zakwalifikował to zdarzenie jako katastrofę budowlaną, inwestor (gmina Bobowa, reprezentowana przez burmistrza Wacława Ligęzę), zarządca drogi oraz wykonawca robót zgodnie twierdzą, że nie doszło do katastrofy budowlanej, burmistrz Bobowej określa to zdarzenie „oberwiskiem” (?). Niezależnie od tego, jak zakwalifikujemy to zdarzenie (czy jako katastrofę budowlaną, czy jako „awarię obiektu budowlanego”) jest niezaprzeczalnym faktem, że powstała znaczna szkoda materialna oraz zagrożenie dla użytkowników ruchliwej drogi wojewódzkiej – i że uczestnicy procesu budowlanego pełniący samodzielną funkcją techniczną w budownictwie (projektant, wykonawca, inspektor nadzoru inwestorskiego) nie dopełnili obowiązków, jakie nakłada na nich ustawa prawo budowlane.
Projektant, mgr inż. Andrzej Olszowski (nr uprawnień MAP/0078/ZHOD/04) dostarczył inwestorowi (gmina Bobowa, reprezentowana przez burmistrza Wacława Ligęzę) niekompletny projekt budowlany (w projekcie brak obliczeń statycznych ściany oporowej, brak danych w jaki sposób należy wykonać zbrojenie żelbetowych elementów konstrukcyjnych – nie ma żadnego rysunku, nie ma wykazu stali zbrojeniowej).
Projekt budowlany opracowany przez mgr inż. Andrzej Olszowskiego jest dostępny tutaj:
link
W części opisowej projektu w ogóle nie pojawia się termin „ściana oporowa”; w części rysunkowej na jednym przekroju („przekrój normalny na zatoce prawostronnej km 1+039 – km 1+119”) podano wysokość tej ściany (3,80 m) i szerokość podstawy (2,00 m) – i to jest jedyna informacja nt. tego elementu konstrukcyjnego.
Do podstawowych obowiązków kierownika budowy należy kierowanie budową obiektu budowlanego w sposób zgodny z projektem (art. 22 pkt 3 ustawy prawo budowlane). Kierownik budowy Bolesław Haluch (nr uprawnień GPA-7342-55/94) nie zawiadomił inwestora o tym, że projekt budowlany jest niekompletny i zamówił kątowo-płytowe elementy konstrukcyjne ściany oporowej wg własnego widzimisię (elementy te utraciły stateczność i/lub uległy destrukcji) – tym samym nie dopełnił obowiązku wynikającego z art. 22 pkt 3 ustawy prawo budowlane oraz z par. 8 pkt 15 umowy z inwestorem: „Do obowiązków Wykonawcy należy w szczególności (…) natychmiastowe zawiadomienie Zamawiającego o wadach i brakach w otrzymanej dokumentacji (…)”. Wykonawca (firma Hażbud sp. z o. o.) zamówił prefabrykowane elementy ze zbrojeniem w strefie rozciąganej 5,2 cm kw. na metr bieżący ściany oporowej (Ø10 co 15 cm), z obliczeń wykonanych przez mgr inż. Tadeusza Wojciechowskiego wynika, że do osiągnięcia wymaganej nośności na zginanie potrzebne jest zbrojenie 19,2 cm kw. na metr bieżący ściany oporowej (Ø14 co 8 cm).
Z obliczeń wykonanych przez mgr inż. Tadeusza Wojciechowskiego wynika ponadto, że przy szerokości podstawy, którą założył projektant (2,00 m) nie są zachowane dwa warunki stateczności ściany oporowej (warunek na obrót i na przesuw).
Umowa o roboty budowlane zawarta miedzy gminą Bobowa a firmą Hażbud sp. z o. o.:
link
Zamówienie, które u wytwórcy prefabrykatów złożyła firma Hażbud sp. z o. o.:
link
Obliczenia statyczne wykonane przez mgr inż. Tadeusza Wojciechowskiego:
link do ekspertyzy opracowanej przez p. Wojciechowskiego
Do podstawowych obowiązków inspektora nadzoru inwestorskiego należy reprezentowanie inwestora na budowie przez sprawowanie kontroli zgodności jej realizacji z projektem budowlanym (art. 25 pkt 1 ustawy prawo budowlane).
Inspektor nadzoru ustanowiony przez inwestora – tj. inż. Agata Mężyk (nr uprawnień UAN-7342-12/92) – nie sprawdził, czy żelbetowe elementy, które zamówił wykonawca i z których wykonano ścianę oporową są zgodne z projektem budowlanym. W rezultacie powstała znaczna szkoda materialna i zagrożenie dla użytkowników drogi. Jest to sytuacja opisana w art. 95 ustawy prawo budowlane:
„Odpowiedzialności zawodowej w budownictwie podlegają osoby wykonujące samodzielne funkcje techniczne w budownictwie, które: (…) 3) wskutek rażących błędów lub zaniedbań, spowodowały zagrożenie życia lub zdrowia ludzi, bezpieczeństwa mienia lub środowiska albo znaczne szkody materialne; 4) nie spełniają lub spełniają niedbale swoje obowiązki (…)”.
Umowa o roboty budowlane zawarta miedzy gminą Bobowa a firmą Hażbud sp. z o. o.:
link
4 strony z dziennika budowy:
link
Szanowny „wma”! Zanim odezwę się obszerniej za dwa dni nadmienię, że na razie, w sprawie wniosku dotyczącego odpowiedzialności zawodowej w budownictwie, poczekam na reakcję MWINB. Pismo z zapytaniem w tej sprawie złożyłem dobre kilka dni temu. Nie ulega także wątpliwości, że i moje wypociny, i Pańskie komentarze czyta także prokurator wszystkich rejonowych prokuratorów i może wreszcie doczekamy się jakiejś reakcji z jego strony. Ja wiem, że żyjemy w „państwie teoretycznym”, w którym urzędnicy i funkcjonariusze publiczni są czysto teoretyczni, ale w każdym systemie tkwi jakiś błąd. Z punktu widzenia państwa i urzędników teoretycznych tym błędem, ponad wszelką wątpliwość, jest jawne śledztwo dziennikarskie, dotyczące afery osuwiskowej. I jeszcze raz dziękuję za wsparcie!!! Mam pewien pomysł na zdenerwowanie i… zmobilizowanie teoretycznych funkcjonariuszy publicznych do działań… praktycznych, ale o tym za kilka dni, bo teraz muszę zadbać o zdrowie…
Dzięki! Odezwę się za dwa dni!
Kilka słów na temat Wacława Ligęzy (w kontekście tego, co czytamy w dzienniku budowy).
Wacław Ligęza zachowuje się tak, jakby go ta sprawa w ogóle nie dotyczyła. Jeśli już musi coś na ten temat powiedzieć stosuje metodę małego chłopczyka, który zrobił brzydką psotę, a potem krzyczy: to nie ja, to nie ja, to oni!
Stan faktyczny jest taki, że pierwszą i najważniejszą przyczyną tego, co się stało w Jeżowie jest Wacław Ligęza. Wacław Ligęza zlecił roboty budowlane – ale nie zapewnił nad nimi prawidłowego nadzoru inwestorskiego (Wacław Ligęza w ogóle nie wie, na czym polega nadzór inwestorski). Po polsku to się nazywa niedopełnieniem obowiązków.
Na czym polegają obowiązki Wacława Ligęzy (których się dobrowolnie podjął)?
Na przykład na tym:
„Obejmując urząd wójta (burmistrza, prezydenta) gminy (miasta), uroczyście ślubuję, że dochowam wierności prawu, a powierzony mi urząd sprawować będę tylko dla dobra publicznego i pomyślności mieszkańców gminy (miasta)”.
Wacław Ligęza w ten sposób zadbał o „pomyślność” mieszkańców gminy, że za 1621 metrów chodnika (w tym za zatoczkę autobusową ze ścianą oporową) w Wilczyskach zapłacił 1 154 000 złotych, część tych pieniędzy pochodziła z gminnej kasy (czyli bezpośrednio z kieszeni gminnego podatnika), reszta „z zewnątrz” (czyli – w ostatecznym rozrachunku – również z kieszeni podatnika). Łatwo się wydaje cudze pieniądze. Im więcej – tym lepiej. A na co (i po co) – to już nie ma znaczenia.
W paragrafie 13 umowy nr RIiGK.272.8.2014 z 26 sierpnia 2014 roku napisano (z pięknym błędem ortograficznym):
„O wykryciu wady w okresie rękojmi i gwarancji Zamawiający obowiązany jest zawiadomić Wykonawcę na piśmie. Istnienie wady strony potwierdzą protokolarnie, uzgadniając sposób i termin jej usunięcia. W przypadku nie usunięcia wad przez Wykonawcę w uzgodnionym terminie, wady usunie Zamawiający, obciążając pełnymi kosztami ich usunięcia Wykonawcę”
– co oznacza, że Wacław Ligęza skutecznie wyegzekwuje od wykonawcy usunięcie ewentualnej wady przedmiotu umowy. Jak teraz widać Wacław Ligęza wcale nie ma – i nigdy nie miał – takiego zamiaru (a tego, co podpisuje najprawdopodobniej w ogóle nie przeczytał).
Jakie zadania wykonuje Wacław Ligęza (wg tego, co opowiada p. Rutka, jego ulubieniec)?
http://www.bobowa.pl/BIP/index.php?id=172
W punkcie 3 czytamy:
„Podejmowanie czynności w sprawach nie cierpiących zwłoki związanych z bezpośrednim zagrożeniem interesu publicznego”.
Wacław Ligęza najwyraźniej uważa, że „interes publiczny” w Jeżowie w niczym nie ucierpiał (jego kieszeń na pewno nie!). Wacław Ligęza w ogóle uważa, że w Jeżowie nic się nie stało (mili ludkowie, nic się nie stało, nic się nie stało!) – co najwyżej coś się tam „oberwało”. To, że w błoto poszły pieniądze gminnego podatnika Wacława Ligęzę nie wzrusza, jemu bieda nie grozi (już o to zadba radny Zięba).
2 października 2014 roku – w tym samym czasie, gdy p. Haluch (a raczej p. Wanat) niezgodnie z projektem i bez żadnego nadzoru ze strony inwestora ustawia w Jeżowie ścianę oporową (a właściwie „wywrotową”) – w sieci pojawiają się takie przechwałki Wacława Ligęzy:
„Za sukces uważa gminne inwestycje, na które samorząd wydał ponad 40 milionów złotych, z czego ponad 22 mln pochodziły ze źródeł zewnętrznych. Za jego kadencji m. in. (…) wybudowano chodniki (…). Wacław Ligęza uważa, że gmina mogłaby zrobić znacznie więcej, gdyby było więcej dostępnych środków zewnętrznych”.
http://gorlice.naszemiasto.pl/artykul/waclaw-ligeza-burmistrz-bobowej-pow-gorlicki,2438841,art,t,id,tm.html
Zgadza się, Wacław Ligęza – gdyby się tylko dało – wyrzuciłby w błoto znacznie więcej pieniędzy (oczywiście nie swoich).
Wacław Ligęza w skeczu pod tytułem „Dzielny budowniczy”:
https://www.youtube.com/watch?v=ndPraMeTJjE
Nic dodać i nic ująć! Niedopełnienie obowiązków. Dziura w ziemi straszy już co najmniej 16 miesięcy! A „dobry gospodarz” bełkocze dosłownie i w przenośni o procedurach.
Jeśli ktoś planuje większą budowę powinien zadbać o odpowiedni nadzór nad robotami budowlanymi – tzn. odżałować parę złotych i zatrudnić inspektora nadzoru. Inwestor, który tego zaniedba ma sporą szansę na przykrą niespodziankę w przyszłości (za rok, dwa – albo za kilka lat). Gdy ktoś wydaje własne pieniądze na ogół postępuje racjonalnie – gorzej jest wtedy, gdy „inwestor” (cudzysłów nieprzypadkowy) wydaje pieniądze cudze.
Wacław Ligęza wydaje pieniądze cudze – i jeszcze się tym chwali. Poczytuje sobie za zasługę, że wydał kilkadziesiąt milionów – i martwi, że tylko tyle:
http://gorlice.naszemiasto.pl/artykul/waclaw-ligeza-burmistrz-bobowej-pow-gorlicki,2438841,art,t,id,tm.html
W jaki sposób Wacław Ligęza wydał te miliony? Np. tak: za 1621 metrów chodnika (w tym za zatoczkę autobusową ze ścianą oporową) w Wilczyskach zapłacił 1 154 000 złotych.
Jak wyglądał nadzór inwestorski na tej budowie?
Od 11 września 2014 roku do 28 listopada 2014 roku „inspektor nadzoru” (cudzysłów nieprzypadkowy) pojawia się na budowie 9 razy: 11 września, 19 września, 29 września, 6 października, 22 października, 3 listopada, 14 listopada, 26 listopada i 28 listopada; przerwy pomiędzy kolejnymi „kontrolami budowy” (cudzysłów nieprzypadkowy) to kolejno 7, 8, 6, 15, 11, 10, 15 i 2 dni. Już po tym widać, że osoba, w której Wacław Ligęza sobie upodobał, niespecjalnie się przyłożyła do swoich obowiązków. Wacławowi Ligęzie to najwyraźniej nie przeszkadzało.
Jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że w przypadku innych zleceń inwestorski „nadzór” (cudzysłów nieprzypadkowy) nad robotami wyglądał podobnie – i nikomu w urzędzie gminy (ani w radzie gminy) to nie przeszkadzało.
Jeśli ktoś zakłada, że w danym roku – i w latach kolejnych – będzie zlecał roboty budowlane na kwoty idące w miliony powinien zatrudnić inspektora nadzoru – i to na stałe (tzn. na etat, przy czym nie musiałby to być cały etat). Zadaniem takiej osoby (z odpowiednimi uprawnieniami, z praktyczną wiedzą i doświadczeniem na budowie) byłaby rzeczywista, bieżąca kontrola tego, co się dzieje na wszystkich budowach prowadzonych przez gminę (tak, jak to przewiduje ustawa prawo budowlane). Zamiast tego mamy groteskową posadę „kierownika referatu inwestycji” oraz „stanowisko ds. drogownictwa” (?).
Ktoś może powiedzieć tak: biednej gminy Bobowa nie stać na zatrudnienie na stałe inspektora nadzoru. Owszem stać, wystarczy trochę obniżyć wynagrodzenie trenera piłki siatkowej (i technika weterynarii) Wacława Ligęzy – i już są pieniądze na pół etatu dla inspektora nadzoru.
Zastanawiam się dlaczego we wszelakich sprawach Pan Redaktor „korzysta z pomocy” miejscowych organów ścigania? Widząc ich natawienie do Pana osoby warto rozważyć wniosek o ich wyłączenie z prowadzenia / nadzorowania poszczególnych spraw.