
Moja batalia o dostęp do informacji publicznej trwa. Od lat, w różnej formie, ale oczywiście przede wszystkim na stronach moich gazet internetowych, przypominam bobowskiej władzy publicznej, że na stronie www.bobowa.pl , którą finansują mieszkańcy gminy Bobowa, należy publikować wszystkie protokoły z obrad komisji Rady Miejskiej i z sesji Rady Miejskiej (RM). Moja walka przyniosła nawet pewien pozytywny skutek. Po licznych odmowach, także na oficjalną petycję, sprzed paru lat, w tej sprawie, podpisaną bodaj przez ponad 100 osób, nagle, cichaczem na www.bobowa.pl, wprowadzono, od stycznia 2012 roku, protokoły z obrad sesji Rady Miejskiej.
Ale, moi mili Czytelnicy, to jest stanowczo za mało! Bo jak wiemy, wszelkie sprawy, które trafiają pod obrady radnych na comiesięcznych sesjach RM, najpierw „przegadywane” są na posiedzeniach komisji problemowych. Mówiąc „otwartym tekstem”, protokół z obrad sesji RM bez protokołu z posiedzeń komisji RM nie stanowi kompletnej i wyczerpującej informacji publicznej na temat działań Rady Miejskiej w Bobowej. Jeśli można opublikować protokół z sesji, to co stoi na przeszkodzie, żeby równolegle ujawnić protokół z posiedzenia komisji?
Ale widać jednak coś stoi na przeszkodzie, bo burmistrz Wacław Ligęza i radni „za chińskiego Boga” nie chcą dopuścić do podzielenia się z naszą społecznością samorządową tą „tajemną” wiedzą, którą „obrabiają” w zaciszu gabinetów Urzędu Miejskiego (UM), biorąc na dodatek za to publiczne pieniądze. Co jakiś czas nagabuję w tej sprawie burmistrza Wacława Ligęzę, a on śle do mnie ciągle takie same odpowiedzi. Ostatnio przysłał mi takie oto pismo: Odpowiedź 10.10.
Jak widać burmistrz Ligęza, jak mantrę powtarza, że protokoły nie będą publikowane na publicznej stronie Gminy Bobowa, bo to nie jest czynność obligatoryjna i że można je sobie poczytać w UM w Bobowej. Takie postawienie sprawy, to jednak tylko część uwarunkowań faktycznych i formalno-prawnych, dotyczących tego konkretnego problemu. Spróbujmy się temu przyjrzeć z bliska.
W statucie Gminy Bobowa napisano w §15: „Rada jako organ stanowiący i kontrolny w Gminie działa na sesjach za pośrednictwem komisji, radnych oraz Burmistrza jako organu wykonawczego”. A to oznacza wprost, że protokoły z posiedzeń komisji stanowią nieodłączną cześć protokołu z sesji RM. Mówiąc językiem matematyki, te zbiory się pokrywają. A zatem opublikowanie protokołu z sesji RM bez załącznika w postaci protokołów z posiedzeń komisji stanowi o rażącej wadzie formalnej procedury realizowanej przez UM w Bobowej. Bo przecież UM w Bobowej od stycznia 2012 roku publikuje protokoły z sesji RM, dlaczego to robi, skoro to nie jest obligatoryjne? Burmistrz Wacław Ligęza raczy wiedzieć! Ale skoro już je publikuje, to dlaczego w tak dramatycznie okrojonej wersji, bez faktycznych i merytorycznych załączników? W gruncie rzeczy taka informacja publiczna jest na poły bezwartościowa! I co do tego nie mam żadnej wątpliwości.
No cóż, ale to jest tylko jedna strona medalu. Radca prawny burmistrza w razie potrzeby wytworzy 10 stron uzasadnienia, w którym udowodni, że burmistrz doskonale rozumie znaczenie przymiotnika „obligatoryjny” i w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku, działając na szkodę interesu publicznego, ostatecznie zamknie dyskusję! Tylko, że to jest jedna strona medalu. A druga? Drugą stanowi mój wniosek o dostęp do informacji publicznej. A brzmiał on 27 września 2014 r. dokładnie tak:
Burmistrz Bobowej
Na podstawie art. 2 ust.1 ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej (Dz. U. Nr 112 poz. 1198 z późn. zmianami) a także ustawy prawo prasowe zwracam się z prośbą o udostępnienie informacji w następującym zakresie:
1. Opublikowanie/udostępnienie na stronie publicznej www.bobowa.pl wszystkich protokołów z posiedzeń wszystkich komisji Rady Miejskiej w Bobowej od stycznia 2012 roku do dnia dzisiejszego i publikowanie przedmiotowych protokołów na bieżąco, tak samo jak dzieje się w przypadku protokołów z sesji Rady Miejskiej w Bobowej(…)
No i tutaj zaczyna się ból burmistrza. Co mówi ustawa o dostępie do informacji publicznej w takiej sprawie:
Art. 7. 1 Udostępnienie informacji publicznych następuje w drodze: 1) ogłaszania informacji publicznych, w tym dokumentów urzędowych, w Biuletynie Informacji Publicznej (…)
Art. 12. 2 Podmiot udostępniający informacje publiczną jest obowiązany zapewnić możliwość: (…)
2) przesłania informacji publicznej lub przeniesienia jej na odpowiedni, powszechnie stosowany nośnik informacji.
Teraz krótka analiza. Mój wniosek został sformułowany celnie i bezdyskusyjnie. Wniosłem o zamieszczenia ww. protokołów na stronie www.bobowa.pl. Zamieszczenie, to znaczy ogłoszenie, nie ma wątpliwości. Burmistrz odpowiedział, że nie ma takiego obowiązku. Nawet jeśli miałby rację, to ten obowiązek wystąpił w chwili złożenia przeze mnie wniosku! Mógłbym wnieść o przesłanie informacji publicznej pocztą lub droga elektroniczną na podany adres. Mogłem wystąpić o okazanie informacji w urzędzie. Jednak, jak wynika z mojego wniosku, chciałem uzyskać dostęp do tej informacji na publicznej stronie www.bobowa.pl. I zgodnie z art. 12.2 pkt 2 podmiot udostępniający, tj. burmistrz Bobowej powinien był, zgodnie z moim wnioskiem „przenieść (tę informację) na odpowiedni, powszechnie stosowany nośnik informacji”. Czy strona internetowa www.bobowa.pl nie jest przypadkiem „powszechnie stosowanym nośnikiem informacji”? Pytanie jest retoryczne!
Nie lubię być gołosłowny, dlatego na potwierdzenie mojej analizy, przedstawiam wzór wniosku urzędowego, ogólnie dostępny w sieci i sporządzony, w tym wypadku dla wojewody pomorskiego, na podstawie wytycznych Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Oto on: 1_2012__zarzadzenie_wojewody_zal1.
Opisano w nim tzw. SPOSÓB I FORMĘ UDOSTĘPNIENIA INFORMACJI i tzw. RODZAJ NOŚNIKA, tj. wskazano obywatelowi gdzie ma postawić krzyżyk, żeby bezbłędnie określił sposób i formę udostępnienia informacji, a także rodzaj nośnika.
Ja w moim wniosku dokładnie to określiłem. Z mojego wniosku wynika, że protokoły z posiedzeń komisji RM w formie plików komputerowych powinny zostać zamieszczone na nośniku elektronicznym, tj. na stronie www.bobowa.pl. I tyle!
Na koniec jeszcze dwie sprawy:
- Mam prawo uważać, że burmistrz Wacław Ligęza po raz kolejny nie udostępnił mi informacji publicznej. Gadanie o tym, że zamieszczanie takich protokołów jest nieobligatoryjne, musi sobie burmistrz między bajki włożyć. Mój wniosek był formalny i wymagał odpowiedzi z formalnym uzasadnieniem. Burmistrz winien był wydać decyzję administracyjną, zgodnie z ustawą i odmówić mi udostępnienia tej informacji i w decyzji podać podstawę prawną odmowy. Miałbym szanse poskarżyć się na burmistrza do SKO w Nowym Sączu.
- Składam po raz kolejny doniesienie o domniemaniu popełnienia przestępstwa, w związku z nieudostępnieniem mi informacji publicznej, do Prokuratury Rejonowego w Gorlicach.
Zastanówmy się jednak wszyscy. Po co to całe zamieszanie. Burmistrz Wacław Ligęza mógłby spokojnie, bez nerwów, bez wymyślania kolejnych prawnych zawijasów, bez zacietrzewienia, już dawno ogłosić wszem i wobec te protokoły, nawet jeśli to jest nieobligatoryjne. Bo kimże jest burmistrz? Dość dużo pisze ostatnio na ten temat, i na tym portalu, bloger „a”. Powtórzmy w skrócie, burmistrz, to urzędnik samorządowy, którego wspólnota samorządowa wybrała na swojego przedstawiciela. I ten burmistrz ma „szczekać” tak, jak ta wspólnota sobie życzy. Burmistrz, to sługa nas wszystkich, a nie lokalny dyktator i watażka, którego „widzimisię” oznacza, że zgodny z prawem wniosek obywatela należy, z bliżej niezdefiniowanych powodów, ale na pewno „obligatoryjnych” oddalić.
Burmistrz Wacław Ligęza cały czas dąży do konfrontacji. W zaciszu gabinetów UM w Bobowej podejmowane są decyzje, o których wspólnota samorządowa nic nie wie albo dowiaduje się na portalu „Gorlice i Okolice”. To właśnie w ten sposób powołano do życia szkołę muzyczną i kupiono dwór Długoszowskich za astronomiczną kwotę 2,5 miliona złotych. Na naszym regionalnym rynku nikt nie żąda takich pieniędzy za nieruchomości. Czy strona www.bobowa.pl w ogóle zapowiedziała w stosownym czasie, że w głowie burmistrza zrodził się taki pomysł? Gdzie jest publiczna debata? Zastraszeni radni nie odbierają telefonów albo odmawiają rozmowy, tkwiąc w swojej jednomyślności, która jest zabójcza dla naszej wspólnoty.
W „Bobowa TV”, w rozmowie z właścicielem stacji Józefem Janikiem – zob. http://www.bobowa-tv.pl/wydarzenia/74-wywiad-z-jerzym-nalepk%C4%85-prezesem-psl.html, pan Jerzy Nalepka, szef lokalnych struktur Polskiego Stronnictwa Ludowego mówi o tym, że właściwie nie odnotował od lat żadnej formy współpracy pomiędzy bobowskim PSL-em a burmistrzem Bobowej. Mówi jeszcze więcej, że dostrzega akcenty autorytarnego stylu rządzenia władz bobowskich.
Obrósł pan w piórka, panie burmistrzu Ligęza! Nie da się ukryć! I jak się okazuje, to jest nie tylko moje zdanie!
Wygląda na to, panie burmistrzu Ligęza, że nie tylko „recenzent życia publicznego z Wilczysk” zwraca panu uwagę, że poszedł pan złą drogą.
Czyta pan felietony blogera „a” na tej stronie? Niech pan nie mówi, że nie, bo już kiedyś pan się zarzekał, że otrzymuje pan na temat „Bobowej Od-Nowa” tylko relacje osób postronnych, a potem się okazało, że to „pic na wodę i fotomontaż”, gdy z taką „precyzją” cytował pan teksty źródłowe, składając kolejne pozwy i wnioski do sądów.
Powiem panu, że nie warto było kruszyć kopii o protokoły z posiedzeń komisji RM w Bobowej. Nie warto było…


Skąd taka niechęć burmistrza do publikowania protokołów z posiedzeń komisji rady miasta?
Kto nam na to pytanie odpowie?
Jak to kto?
Niezawodny młody człowiek, który się udziela na portalu bobowa24.pl (ten sam, który nazywa burmistrza „włodarzem” – czyli nadzorcą).
Okazuje się, że młody człowiek wie, co mówi, że rzetelnie opisuje stan faktyczny.
Zaglądamy na stronę:
http://bobowa24.pl/2014/01/radni-znow-debatowali-xli-sesja-rady-miejskiej
Co czytamy?
A to:
„Jak w każdej sesji porządek obrad obejmował sprawozdanie burmistrza z działalności między sesjami. Warto przytoczyć tutaj.
Z zakresu obsługi Rady Miejskiej:
– uczestnictwo burmistrza w posiedzeniach Komisji Edukacji Kultury i Sportu, Budżetu i Finansów, Rolnictwa, Leśnictwa i Ochrony Środowiska
– opracowanie projektów uchwał objętych porządkiem obrad sesji”.
Kumasz gminny podatniku? Trybisz?
Działalność burmistrza między sesjami polega na tym, że opracowuje projekty uchwał objętych porządkiem obrad sesji rady miasta.
Znaczy: jednoosobowy organ wykonawczy układa uchwały rady miasta – organu przedstawicielskiego, któremu formalnie podlega.
Burmistrz sam pisze uchwały, które potem ma realizować.
Ogon wywija psem – jak już kiedyś pisałem. Rada miasta ceduje swe uprawnienia na burmistrza (nie formalnie – faktycznie). Stąd nazywanie burmistrza „włodarzem” – czyli nadzorcą rady miasta (oraz całej gminy) – jest jak najbardziej uprawnione.
No i proszę! Nie doceniliśmy spostrzegawczości młodego człowieka!
Od dawna nie mam najmniejszych wątpliwości, że burmistrzowi pomyliły się role. Dostał od ojców założycieli III RP ogromną władzę i nie waha się jej używać!!! Odczułem to na własnej skórze!!!
O polskim „samorządzie ” piszę od lat. Dla przykładu: http://3obieg.pl/samorzadowe-rozbicie-dzielnicowe albo http://3obieg.pl/grzech-pierworodny-polskiego-samorzadu-terytorialnego. Tych tekstów było więcej, ale przypomniały mi się te dwa w związku z Pana wpisem.
Cały ten „samorząd” powinien być zupełnie inaczej zorganizowany. O tym też kiedyś pisałem. Jak znajdę ten tekst do podeślę, tzn. podlinkuję!