
Jakiś czas temu, pod jednym z tekstów napisanych przez pana Macieja Rysiewicza, ukazał się następujący komentarz (przeklejam w całości, bez żadnych ingerencji):
„Panie Rysiewicz, wziąłby się Pan do roboty normalnej, zamiast pier****lić farmazony. Czepiasz się Pan wszystkiego co tylko się dzieje w gminie, czy pozytywnego czy negatywnego. Cokolwiek się dzieje, zaraz jest opisane na Pana pseudo stronie. 99% rzeczy jest stronnicze i pokazane tylko z punktu widzenia Pana… a lekkiego pióra Panu odmówić nie można, trzeba przyznać. Niestety Pana strona… blog… wortal… czy zwał to jak zwał schodzi na psy. Im bliżej wyborów, tym więcej tekstów, po wyborach, jak znów okaże się że Pana propaganda nic wiele nie dała się Pan uspokoi. I tak do kolejnych wyborów.
A tak w ogóle to nie zdziwiłbym się, gdyby na tej stronie niedługo pojawił się wpis…
„Burmistrz Ligęza dzisiaj 3 razy (słownie trzy razy) skorzystał z toalety w UG! Cóż za marnotrawstwo wody! Czyli PUBLICZNYCH PIENIĘDZY!”
albo
„Burmistrz Ligęza dzisiaj jechał 90 km/h na prostym odcinku drogi w Wilczyskach! Z mojej oceny silnik pracował na conajmniej 3000 obrotach na minutę! Czyli splał więcej paliwa niż gdyby jechał o 10 km/h mniej! Więc po co te wszystkie reklamy w TV! kolejne marnotrawstwo NASZYCH pieniędzy!!!!”.
Autorem jest „Miszkaniec Bobowej” (zgadujemy, że ów „Miszkaniec” w Bobowej „miszka”).
https://gorliceiokolice.eu/2014/09/mateusz-ksiazkiewicz-rezimowym-propagandysta
Pada w komentarzu zagraniczne słowo. „Farmazony”. Musi jakiś intelektualista – ten cały „Miszkaniec” (co to w Bobowej „miszka”). Wypada zatem sprawdzić, co też by to miało znaczyć.
Zaglądamy do słownika wyrazów obcych. Czytamy:
„farmazon (fr. franc-maçon – mason) przestarz. a) wolnomularz, mason b) wolnomyśliciel, liberał”.
Aż tak? Taki straszliwy intelektualista ten nasz „Miszkaniec” (co to w Bobowej „miszka”)?
Aż takie wtajemniczenie?
Eeee… Chyba nie o to chodzi.
Zaglądamy do jednej encyklopedii – nic. Do drugiej – nic.
Szukamy w sieci.
Oooo, panie „Miszkańcu”, co to w Bobowej „miszkasz”. Nie ma zgody. Kasa, money, cash – to nie są głupstwa. Kasa, money, cash – to nie są bzdury. Kasa, money, cash – to nie są brednie.
To jest konkret.
A nasze pieniądze, pieniądze gminnego podatnika – tym bardziej. Każdy raz na kwartał płaci sołtysowi gminne podatki. Gdyby ich sołtysowi nie oddał – wiedziałby, co z nimi zrobić. Tymczasem o tym, jak te pieniądze zostaną wydane decyduje ekipa kilkunastu ludzi z przypadku, pod dowództwem traktorzysty z Siedlisk. Uchwały tego gremium realizuje następnie weterynarz z Wilczysk, pobierając za to co miesiąc pięciocyfrową kwotę. Dokładnie 12 567 złotych i 64 grosze (słownie: dwanaście tysięcy pięćset sześćdziesiąt siedem złotych i sześćdziesiąt cztery grosze).
www.bobowa.pl/pliki/oswiadczenia/2013/burmistrz.pdf
Są w gminie emeryci, którzy mniej więcej tyle mają – ale na rok!
I o tych emerytów „włodarz” bardzo się troszczy. Zbuduje im (i nam wszystkim) „kompleks kulturalno-sportowy” – a w nim „basen, ścieżki rowerowe, trasy narciarskie, korty tenisowe, wielofunkcyjne boiska, skatepark, ścianki wspinaczkowe, miasteczko rowerowe”. Oczywiście nie tylko emeryci będą się mogli w tym „kulturalno-sportowym kompleksie” rozerwać. Także poddani w sile wieku i ludzie młodzi – szczególnie ci, którzy nie mają pracy, lub pracują za ustawową płacę minimalną: tysiąc dwieście do ręki.
A gdy ktoś się nie czuje na siłach, żeby pływać, jeździć na rowerze, na nartach, grać w tenisa, siatkówkę i koszykówkę (wielofunkcyjne boiska!), szaleć na desce, wspinać się na ścianie, to zawsze może przejść się na zdrowotny spacer o zachodzie słońca na piękne bulwary nad Białą (to też mamy solennie obiecane).
Ciesz się panie „Miszkańcu”, ciesz, wszystkie te atrakcje czekają na ciebie.
I nie bój się, czy „włodarzowi” wolno spuścić za sobą wodę. Wolno.
Tylko zauważ jedną rzecz: „włodarz” nie powiedział, że na te wszystkie atrakcje (plus marne 12,5 tys. miesięcznie dla niego) będziemy musieli zrobić zrzutkę. Ta zrzutka nazywa się lokalnym podatkiem. Jakbyś tego, panie „Miszkańcu”, nie zauważył (albo nie wiedział), to ci na ucho powiem: to są te pieniądze, które dajesz raz na kwartał sołtysowi.
Ps.
Wyrażam niniejszym ubolewanie i przepraszam „Miszkańca Bobowej” (co to w Bobowej „miszka”), że w moim komentarzu pod tekstem z 21 września b. r. przekręciłem jego szlachetną nazwę – nazwałem go „Mieszkańcem Bobowej”. Nie uczyniłem tego ze złej woli.


Wydawanie gazety, także internetowej, to nie jest normalna robota. No chyba, że to jest „Bobowa24”!!!